„Ziemia obiecana” po gnieźnieńsku to jest „Września”

W miejskim domu kultury wystąpił Mariusz Lubomski, którego kiedyś nie trawiłem z powodu krzyków i ryków interpretacyjnych, ale z upływem czasu stwierdziłem, że zyskał na wartości, bo okazało się, że rycząc również szepcze. Mało już takich, podśpiewujących sobie, poetów piosenki. 

Koncert trochę zbyt mocno skontrastowany z lokalną imprezą folklorystyczną, nazwaną festiwalem „Fyrtel”. Gwara poznańska po gnieźnieńsku w kabaretowym wykonaniu Szacownych Pań, które folkloru gnieźnieńskiego nie muszą się uczyć (szczególnie jedna mówiła z wrodzoną dykcją, taką od Kłecka do Zdziechowy!) wywoływały śmiech i akceptację. Śmiech był też, gdy pojawiał się kontrast z postacią poznańskiej archeolożki, mówiącej podobno „po warszawsku”. Gra na dudach i chóralne wykonanie przez publiczność „Świniorza”, nie gorzej od Ady Rusowicz, wskazują kierunek, w jakim mógłby podążać ten folklorystyczny zamysł. Nowa forma folkloru czyli rap chyba nie ma szans się przyjąć, to jednak inna estetyka, inne źródła.

Hitem po tym programie pozostanie gnieźnieńska wersja tytułu filmu „Ziemia obiecana”. Po gnieźnieńsku to jest „Września”. Dobre! Prawda, panie prezydencie Gniezna, rozdający medale za dobrą robotę? Prawda.

A potem Lubomski. Być może reżyserom tego eventu przyszło do głowy, że subtelna w wyrazie piosenka poetycka jest już na tyle zaprzeszłym i archiwalnym gatunkiem, że powinien zająć się nią jakiś nowoczesny Oskar Kolberg? Posłuchałbym z tej okazji raczej np. Adama Struga. To jest najwyższy poziom w ostatnim czasie. Zapłaciłbym nawet za bilet na Struga, Panowie Jarku i Piotrze.

W programie pojawiła się postać Bolecha z Cierpiengów. Choć to dopiero pierwsze wydanie tego festiwalu lokalnego folkloru, musi zatrważać nieobecność prof. Włodzimierza Bulikowskiego, wynalazcy postaci Bolecha. Może ludzie już nie wiedzą, że ten znany i lubiany lekarz napisał i opublikował (mam to!) kilkadziesiąt gawęd o Gnieźnie, używając miejscowej gwary i że to on wcielił się w Bolecha z Cierpiengów? To jest możliwe, że nie wiedzą, chociaż Bulikowski bywał wiele razy doceniany jako człowiek roku w Gnieźnie. Jeżeli już ktoś przy tej okazji powinien otrzymać jakiś ważny medal, to właśnie Bolech z Cierpiengów, czyli doktor Bulikowski z Gniezna. Zresztą, nie o medale by szło, powinien po prostu być w tym miejscu i z tej okazji na tej scenie.

Wspomniano także dudziarza Leona Galińskiego. Był utalentowanym amatorem. Czego się tknął, to mu wychodziło. Gdzie jest jego, jak u Erwina Sówki z Giszowca, malowidło autentycznego prymitywisty pokazujące folwark, jaki zapamiętał z dzieciństwa? Ktoś to ma?! Brał się też za tkaninę artystyczną w pracowni u Teresy Łubińskiej. Ktoś wie, ktoś to ma?! Występował z dudami dziesiątki razy przy różnych oficjalno-urzędowych okazjach, które potrzebowały tzw. oprawy artystycznej. Ktoś to ponagrywał, udokumentował?! A może nikomu nie przyszło to nigdy do głowy?

Jeżeli nie zachowały się gdzieś nagrania Galińskiego grającego rzewnie na dudach, to za takie niedbalstwo odpowiedzą – na sądzie ostatecznym – wszyscy kolejni dyrektorzy i animatorzy lokalnej kultury, którzy prosili Pana Leona, żeby coś gdzieś zagrał. Zadbam już o to!

Galiński uczył też młodzież grać na dudach. Może wiadomo, kto to jest i czy wciąż gra?  Wiecie czy nie, zawodowi animatorzy i upowszechniacze kultury?!

Folklor wielkopolski z okolic Gniezna, ten autentyczny, z potrzeby serca, zaczął zanikać już pod koniec XIX wieku. Jest okazja, żeby pokazać to, co po nim jeszcze zostało. A niektóre formy odnowić, ożywić. Taka okazja to ten „Fyrtel”. Pełna sala wskazuje, że byłoby warto.

5 comments on “„Ziemia obiecana” po gnieźnieńsku to jest „Września”

  • Nawiązując do tematu… Obraz chyba jest w MOK-u, nagrania? Hmmm….
    Była jeszcze rodzina Czerniejewskich, mam fotkę, jakby co… 🙂
    Ciekawe, czy młodzież zainteresowała by się folklorem, gdyby ktoś wpadł na szalony pomysł nauki na dudach, czy czym tam jeszcze… 🙂
    To tyle..
    Leszek

    Reply
    • Panie Leszku, każde porządne miasteczko powinno utrzymywać zespół pieśni i tańca na dobrym poziomie i jeździć z nim po Polsce i świecie. Wtedy młodzi chętnie posiedzą przy dudach i nad dudami.
      W Gnieźnie ktoś uparł się, żeby promować to miasto poprzez niszowe tematy: żużel i katedra. No, dobra – katedrę zostawmy w spokoju. Ale kilkaset tysięcy złotych na kapelę rocznie w zupełności by wystarczyło.
      W mojej rodzinnej wiosce w domu kultury jest i festiwal jazzowy, i europejski festiwal zespołów obrzędowych.
      Niedawno miałem nawet ochotę wystartować w konkursie na dyrektora od kultury, ale nie należę do żadnej partii, a tym bardziej do tej najwłaściwszej. Pozostaje mi więc mieć zdanie odrębne.

      Reply
  • ~Jarosław Mikołajczyk says:

    Panie Jurku. Adama Struga i my chętnie posłuchamy, mam nadzieję za rok. Już w dniu festiwalu, albo i dzień po na swoim FB o tym napisałem. Osobiście chętnie bym go usłyszał nawet w ortodoksyjnym kurpiowskim śpiewie. Jeśli idzie o rap, wbrew pozorom bardzo związany choćby z gwarą, jest w nim też właśnie podobne źródło gwara wielkopolska jest, a raczej była językiem ulicy. Myślę, że o to się spierać nie musimy. Kiedy już powstaną nagrania z dudami w w gwarze nie omieszkam się nimi podzielić. Jeśli już mowa o wspomnianym Leonie Galińskim, proszę mi wierzyć od kilku lat pukam, gdzie się dlaczego nie ma w tym mieście nie ma murala, może pomnika najlepiej na winklu Rynek/Farna gdzie czasem grywał przed wejściem do galerii Image. Co do uczniów pana Leona znam 2, obaj już nie grywają raczej (jeden z nich to wicedyrektor SP nr 9). Na dudach za to do niedawna grywał Jarosław Kusz tyle, że dudy po zespole Gnieźnianie internowane są na Roosevelta 42. Również ubolewam nad brakiem nagrań – osobiście byłem za młody by to zrobić. I przychylam się do wniosku, by ci co mogli to zrobić a nie zrobili odpowiedzieli bo to grzech zaniedbania. To że nie wspomniano dr Bulikowskiego nie jest do końca prawdą, w pierwszym dniu Fyrtla w piatek przy prezentowaniu mapy – audio Gniezno, które odchodzi przygotowanej przez GUTW wspominano go a robił to najbardziej powołany do tego wspomnienia Andrzej Malicki. Fakt, że w sobotę zabrakło choćby wspomnienia, nie czuję się jakoś winny bo nie przygotowywałem Festiwalu w tym roku, tylko poprowadziłem i zaprosiłem na warsztaty i występ Artura Witczaka (dudziarza). Jedno jest pewne, za rok trochę więcej będzie w Fyrtlu moich pomysłów i taka rzecz się nie zdarzy. Nie żebym się tłumaczył, ale zgadzam się z tym, że dr Bulikowski to podobnie jak Leon Galiński postać ważna na Fyrtlu i dla Fyrtla. Ja wiem tyle tylko od Andrzeja Malickiego, że dr Bulikowski nie zawsze chce się z Bolechem z Cierpięgów ujawniać. Generalnie jeśli już mowa o medalach, nie mam co do nich zdania, raczej patrzę sceptycznie i to do osób, które otrzymały w tym roku, co do nich samych. Nie mniej zgoda na tym Festiwalu powinien takowy odebrać dr Bulikowski. Mój przyjąłem tylko dlatego, że wnioskował o ten medal redaktor naczelny Zeszytów Poetyckich, którego wielce szanuję. Cieszę się jednak, ze warto robić Fyrtel, myślę, że następny będzie dopracowany.

    Reply
    • ~Jarosław Mikołajczyk says:

      miało być: od kilku lat pukam, gdzie się da i pytam dlaczego nie ma w tym mieście nie ma murala…
      a dalej miało być:
      Generalnie jeśli już mowa o medalach, nie mam co do nich zdania, raczej patrzę sceptycznie i to nie tyle w odniesieniu do osób, które otrzymały w tym roku, co do nich samych.

      Reply
      • O nazywanie gwary „językiem ulicy” będę się spierał, bo jestem filologiem polskim i językoznawcą. To jest tylko wycinek tego zjawiska, które gatunkowo określa się jako folklor językowy, literacki. Podobnie malarstwem nie są wszystkie murale („malarstwo ulicy”); większość to, niestety, kicz.

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>