„Wolność” i „rynek” – pojęcia tożsame

Gdyby nie ludzie, którzy uważają, że rynek powinien być regulowany, aby było „sprawiedliwie”, wystarczyłoby używać pojęcia „rynek” i nie byłoby dyskusji.
Równie „barwne” bywają dyskusje o wolności. Odzywają się tacy, którzy uważają, że prawdziwej wolności nie ma. Są nawet w większości. Twierdzą, że wolność jest, ale co najwyżej nieprawdziwa.

Proszę sobie grubym pisakiem napisać – w ramach terapii intelektualnej – te dwa słowa: „wolność” i „rynek” na jakiejś dużej kartce, powiesić na ścianie i wpatrywać się w nie tak długo, aż będzie widać wyłącznie jedno słowo. Gdy to nie pomoże, przejść na buddyzm. Gdy i to nie pomoże, ostatecznie zapisać się do PiS lub SLD – tam jest takich więcej.

Moim zdaniem takie wątpliwości uwarunkowane są nieco „inżynierskim” spojrzeniem na rynek, które oczekuje układu zamkniętego i ustabilizowanego. Najlepiej takiego, który zawsze osiąga sprawność 100%, tzn. wydatek energii przekłada się na taki sam zysk energii. Bez strat. Jak wiadomo, takie systemy nie istnieją. Jedynie w przypadku kotłów gazowych kondensacyjnych pisało się w folderach reklamowych, że mają sprawność 110%. Poza tym wypada już uznać, że ekonomia, a więc teoria zarządzania rynkiem, należy do nauk społecznych i humanistycznych, jak np. socjologia. Matematyka, a właściwie statystyka, jest dziedziną zaledwie pomocniczą, gdyż sama nie jest zdolna opisać rynku jako zjawiska, procesu, modelu.
Rynek jest systemem otwartym, trudnym do zdefiniowania, na którym równocześnie wpływają na siebie mechanizmy i przejawy energii (oddziaływania) pozornie zmierzające do katastrofy. Ten stan rzeczy to ład. Model mechaniczny to płyn w otwartym naczyniu, nie zawsze stabilnym, ale raczej płaskim. Graficznie i konstrukcyjnie to fraktal. W takim układzie do katastrofy dochodzi zwykle wtedy, kiedy ktoś z zewnątrz próbuje jedne mechanizmy wzmagać, a inne powstrzymywać. Najczęściej są to politycy, których nie obchodzi, czy dojdzie do katastrofy, byle ich oczekiwania zostały zamienione w krótkotrwałe korzyści lub by w jakimś wycinku rzeczywistości (rynku) przez chwilę popłynął strumień pieniędzy.
Przykładem takiej manipulacji na wycinkach rzeczywistości jest osławiona korupcyjna prywatyzacja z tzw. akcjonariatem pracowniczym w roli głównej. Czytelny jest przykład górników, którzy za przyznane im przez rząd odprawy po zwolnieniach polecieli kupować ganz neue Ople Astry z Gliwic. Forsę wypłacono, sprawa strajków została załatwiona i nie było ważne, że forsę dostaje w rezultacie zagraniczna fabryka, o której mówiło się, że „tworzy miejsca pracy”, więc trzeba ją zwolnić z podatków. General Motors Manufacturing Poland Sp. z o.o. – poprzednio „Opel Polska”, zakład General Motors położony w specjalnej strefie ekonomicznej w Gliwicach. Za to zakłócenie rynku i korupcję odpowiada rząd J. Buzka, utworzony przez „S” i UW. Ale każdy rząd ma takie „kwiatki” na swoim koncie.
Są i tacy, którzy twierdzą, że jest możliwe efektywne wytwarzanie zaawansowanych produktów na innych zasadach niż rynkowe. Uznają także za możliwe – na innych zasadach – organizowanie użytecznej (dla innych) aktywności ludzkiej. Wiele osób w Polsce – pod wpływem zafałszowanej etyki egalitarnej propagowanej przez partię komunistyczną – poszukuje trzeciej drogi, jakiejś formy społeczeństwa, propagowanej m.in. przez Mouniera, w której nie będzie ani totalitaryzmu, ani indywidualizmu, a będzie tzw. cywilizacja miłości.
Co można robić wspólnie z takimi ludźmi?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>