O partyjności Ruchu Kukiz’15

Protesty i narzekania odrzuconych z list Kukiz’15 i reakcja na to Janusza Sanockiego domagają się komentarza.

Po pierwsze Sanocki nadmiernie uwypukla swoje zasługi dla Ruchu JOW i dokonania osobiste. Mogę wykazać, że o modelu JOW pisałem i mówiłem w tym samym czasie, kiedy do ordynacji wyborczej wprowadzano partyjniackie progi wyborcze, aby zniszczyć „plankton” polityczny nie mieszczący się w głównym nurcie. To jest moja osobista satysfakcja człowieka myślącego, a jej pochodną było podpisanie się pod apelem prof. Przystawy w sprawie JOW. Tyle mogłem wtedy zrobić i zrobiłem. Sanocki zdziałał niewiele więcej; w tamtym czasie.

Po drugie (czego sam – jako kandydat odrzucony, a następnie ten, który propozycję wejścia na listę odrzucił – jestem przykładem jednym z tysięcy), w Ruchu JOW/Kukiz’15 zjawili się w większości ludzie w dojrzałym już wieku (tzw. „gówniarze”), których biografie i dokonania w niczym nie ustępują temu, dzięki czemu Janusz Sanocki czuje się szczególnie usposobiony do reprezentowania tego ruchu, zjawili się też ludzie młodzi na dorobku oraz najmłodsi, ci przed dorobkiem. Dojrzałość polityczna nie idzie w parze z metryką, z wyjątkiem tych, którzy zaczynają bardzo wcześnie, np. wstępując w liceum do pezetpeer i tym podobnych, i uznają to za ważne i wartościowe doświadczenie.
W tym czasie, gdy J. Sanocki zapisywał się do pzpr, ja zwalczałem pzpr na tyle, na ile to było możliwe. Pamiętam też krzykaczy z nyskiej „Solidarności”, którzy po mieście i województwie biegali z taczkami do wywożenia dyrektorów. W tym czasie tworzyłem NZS. Za to tworzenie bez niczyjego pozwolenia SB i PZPR przeczołgiwały mnie co najmniej przez lata 80. XX w., a i później nie odpuszczały. Może nawet ci sami funkcjonariusze, którzy tak pokrzywdzili Sanockiego?

Mniejsza o to. W każdym razie do Kukiza przylgnęli również tacy ludzie, którzy przez 25 lat nie wchodzili w tryby polityki, bo nie mieli z kim. Zachętą dla nich była deklaracja bezpartyjności i obywatelskości Ruchu. Po raz pierwszy od wyborów 1989/1990 liczyli na odmianę, a raczej na powrót do początku. Najmłodsi liczyli na szansę wzięcia spraw w swoje ręce. Przecież – gdy w 1980-1981 obalaliśmy tzw. komunę – też mieliśmy pomiędzy 20. a 30. rokiem życia.

Niczego nie ujmując UPR-owi (od 1990 byłem aktywny w tej partii i traciłem na tym zawodowo i osobiście, w debacie prezydenckiej uznałem, że p. Wilk wypadł jako kandydat najlepiej), Republikanom, Kolibrom czy ugrupowaniom narodowym, nie da się ukryć, że obietnica pozapartyjności nie została przez Kukiza dotrzymana. Te ugrupowania, na które Kukiz i Sanocki postawili przy tworzeniu list kandydatów Kukiz’15 do parlamentu, są organizacjami politycznymi tego systemu, który miał zostać odrzucony przez Ruch Kukiza. To są organizacje – w większości – które nie zmieściły się w strefie wyznaczanej po prawej stronie sceny politycznej dla Prawa i Sprawiedliwości. To są  politycy wykluczeni i przyciśnięci do prawej ściany. Kiedy jednak PiS potrzebował ludzi do pochodów i manifestacji rocznicowych, korzystał z ich zasobów pełnymi garściami, ustanawiając kibiców piłkarskich awangardą patriotyczną Narodu.

Natomiast Ruch JOW/Kukiz powstawał dla ludzi wykluczonych z polityki przez polityków, a więc głównie dla tych, którzy albo wcale nie chodzili do wyborów, bo im system nie odpowiadał moralnie, albo głosowali – jak ja – np. tylko na UPR czy na coś podobnego. Tym ludziom partie i partyjna biurokracja zabrały ich państwo. Tak się wszystkim wydawało, że dla tych ludzi powstał. Ale przecież widzieliśmy uśmiechy, jakie słali sobie wzajemnie Kukiz i PiS, gdy okazało się, że trzecia siła wyszła z mroku i pozornego niebytu. Ta trzecia siła została wykorzystana do głosowania na Dudę i porzucona, jak wcześniej te partie, które Kukiz postanowił powpuszczać na swoje listy. Jakiś odruch solidarności? To by rzeczywiście oznaczało, że Paweł Kukiz chodzi na sznurku „pisowskich kurew”.

Jakie zobowiązania Kukiz chce spłacać tym wykluczonym politykom, że ich powsadzał na listy, tego wszyscy muszą się tylko domyślać. Może zobowiązań nie ma, ale jest zwykle pójście na skróty, na łatwiznę? I teraz będzie musiał wycofać się z tej łatwizny, bo ludzie, którzy go poparli i nadal by chcieli popierać, nie chcą iść w jednym szeregu z narodowcami porzucanymi wciąż przez PiS.

Zwolennicy Kukiz’15 w większości nie trawią narodowców w żadnej postaci – czarnej, brunatnej, czerwonej, zielonej i jakiej tam jeszcze? Nie trawią też socjalistów w żadnej postaci, nawet narodowej. Lewactwem gardzą. Będą musieli zwymiotować Ruchem Kukiz’15 w tych wyborach, bo okazał się partyjniacki? No, chyba że Paweł Kukiz zacznie myśleć samodzielnie i do przodu, to jeszcze raz go poprą.

Okruchy i odpryski letnie

PiS rękoma prezydenta RP Andrzeja Dudy dokonał krwawej zemsty na Adamie Wielomskim, który od lat nie ma dla tej partii litości. Jego opinie są dla Kaczyńskich tym boleśniejsze, że to monarchista i konserwatysta, mózg racjonalnej prawicy, a przy tym ceniony uniwersytecki teoretyk i historyk systemów politycznych.

Jako wykładowca jest jednym z nielicznych, którzy najwyżej cenią sobie niezależność myślenia i korzystają z prawa do wnikliwej wolności wypowiedzi. Pomimo to, że nie kadzi nikomu, otrzymał w młodym wieku nominację na profesora belwederskiego; jeszcze za prezydentury Komorowskiego. I kiedy pojawił się w Belwederze, aby tę nominację odebrać, nowy prezydent kazał mu ją wręczyć w sieni. Woźnemu.

Oj, jak ja znam Wielomskiego, to on ma czym (pióro, wiedza, talent) analizować ten układ PiS z prezydentem. Zresztą, już to widać: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/13176/duda-w-niemczech-glos-raczej-o-charakterze-medialnym-niz-pol.

*

Wszyscy, którzy uważają, że Paweł Kukiz dobrze zrobił, że nie poszedł do programu „Lis na żywo”, powinni wskazać chociażby jedną telewizję ogólnopolską, do której Paweł Kukiz mógłby pójść bez obawy, że zostanie zaatakowany. Jednocześnie proszę wskazać inne szybkie i skuteczne metody docierania do wyborców, poza telewizyjnymi programami publicystycznymi o dużej oglądalności. Równocześnie warto by policzyć, ile mogłaby kosztować 20-minutowa reklama telewizyjna w porze największej oglądalności, aby zaprezentować Ruch Kukiz’15. I czy Pani/Pan by za to zapłacili? To, że wyszedł z TV Republika przed końcem hejkowania, na pewno zwróciło uwagę na jego potencjalną niezależność od PiS i też nie musiał za to zapłacić. A co osiągnął nie idąc do Lisa?

No, teraz to może wystąpić w jakiejś telewizji diskopolowej. Tam też jest spora oglądalność, ale ta klientela akurat raczej na nikogo nie głosuje, a jeżeli już, to na Olka Kwaśniewskiego.

*

Janusz Sanocki napisał do Pawła Kukiza w liście otwartym (przez kogo?), że cały ten KWW Kukiz’15 to najlepiej zlikwidować, bo ludzie kłócą się o miejsca na listach kandydatów i są małostkowi.

To jest bardziej skomplikowane, niż próbuje to przedstawiać w swoim bardzo otwartym liście do Kukiza. Tłumaczenie zaskakujących – dla wielu osób – decyzji politycznych niemożnością zaspokojenia oczekiwań 4 tys. ludzi, chcących kandydować wyłącznie z pierwszych miejsc, jest wyjątkowo dla tych ludzi obraźliwe.

Jeżeli w podtekście tej wypowiedzi tkwi zarzut, że ci ludzie postanowili pójść za Kukizem, aby porobić jakieś kariery polityczne, to taka sugestia nie wytrzymuje prostej próby: oni – najczęściej po latach nieangażowania się w politykę krajową, parlamentarną i wyczekiwania na nowe możliwości – uznali Ruch Kukiza i jego pozapartyjność i anstysystemowość za coś autentycznego, za szansę zbudowania prawdziwej wspólnoty. A poza tym, gdyby nawet chcieli te kariery polityczne porobić, to wartością jest to, że nie w PO, nie w PSL, nie w PiS czy SLD, lecz w Ruchu Kukiza. Warto by przemyśleć, dlaczego Sanocki postarał się kiedyś zostać burmistrzem Nysy, a teraz chce pan zostać posłem czy senatorem. Ludzie mają prawo do osobistych ambicji.

JOW-y są kluczem do tego, co chcemy, aby zostało zbudowane od nowa i lepiej. Wiele autentycznych inicjatyw oddolnych poległo w starciu z partyjnym manipulanctwem przy tworzeniu list. To nie jest dobre. O JOW-y jeszcze ludzie powalczą, ale o Kukiz’15 powalczą już tylko bliscy i znajomi królików. Żeby przegrać te wybory, nie trzeba rozwiązywać KWW Kukiz’15. Wystarczy stosować retorykę Sanockiego.

*

Setki komentarzy w mediach elektronicznych na temat Prezydent Duda kontra Rząd PO-PSL pomijają istotną przyczynę wojny polsko-polskiej. PiS i jego zaplecze dążą do szybkiego wzmocnienia roli prezydenta w państwie (nie pierwszy raz), a następnie do zmiany konstytucji. A. Duda wypełnia misję przejęcia władzy przez prezydenta, nawet zanim konstytucja zostanie zmieniona. Wzywa do siebie ministrów SZ i ON, bowiem te kwestie są polem współpracy z rządem, jakie mu przysługuje, a oni grzecznie przychodzą.
W tym samym czasie PiS robi wszystko, aby osłabić pozycję rządu i wykazać, że rządu już w Polsce nie ma.
A. Duda, robiąc swój pierwszy krok w stronę prezydentury, poślizgnął się na skórce od banana, którą mu Schetyna przyniósł wezwany na spotkanie w pałacu prezydenckim. Schetyna teraz chichocze przed kamerami, bo łatwo mu to poszło.
Prezydent powinien po tej wpadce na Łotwie wywalić z posady nierozgarniętego Szczerskiego. Z takimi doradcami władzy w Polsce nie przejmie. Z OMC premierką straSzydło, gruntującą ściany, także nie.

W sprawie dyskusji o zmianie konstytucji i ustanowieniu w Polsce władzy prezydenckiej A. Duda otrzymuje niespodziewane wsparcie z kręgów zbliżonych do dawnego „Wprost”. No, no – kto by pomyślał?! Aż tak głęboko się sięga? Do samych fundamentów. Zupełnie jakby niegdysiejsze „poziomki” w pezetpeer. Wprawdzie to pojedynczy Gabriel, ale zawsze jakiś anioł stróż. Wtóruje mu z boku sam szef-założyciel.

*

Mam nadzieję, że po historii z Hejke Paweł Kukiz przejrzał na oczy i już wie, że nie ma żadnych sojuszników. Jedyni sojusznicy to ci, którzy zagłosują za JOW. Trzeba ich policzyć w każdym obwodzie wyborczym i do nich skierować zaproszenie do głosowania na Kukiz’15 w wyborach parlamentarnych. Można spodziewać się, że PO dobije PiS i na odwrót, a więc wyborcy zagłosują na siłę spoza układu partyjnego. Wszystko zależy od wyniku referendum.

*

Chichoczę i przestać nie potrafię, że A. Duda, obecny prezydent RP, zawiesił prowadzenie zajęć na Wydziale Prawa UJ, a w tym samym czasie tłukł kasę w jakiejś wyższej szkole gotowania na gazie w pipidówie w Wielkopolsce. Jak byle doktorek bez stałego zatrudnienia. Dorabianie do gaży poselskiej, póki posłowanie daje wejścia na mało wymagające, ale dobrze płatne chwilówki – to nie powinno zdarzyć się najlepszemu z najlepszych. A przy okazji darmowe przejazdy, bo przysługują posłowi. Można? Można. Naród naśladuje. Naród naśladuje najlepszych, jak ci niewidomi od D., zięcia Świętej Pamięci Prezydenta Profesora i Jego Małżonki, którzy z niezmąconym spokojem potwierdzali przed kamerami, że brali udział w oszukiwaniu PFRON, bo przecież taką fikcję z tymi funduszami unijnymi uprawiają wszyscy, nawet władze samorządowe. Autentyczne! Na to rozliczanie przejazdów poselskich też należy przymknąć oko, bo taka jest powszechna praktyka. Wynieśli to z PRL, gdzie okradanie państwa było uznawane za grzech, ale za grzech systemowy, który sam się rozgrzesza. Państwo nas okrada, więc my okradamy państwo. Mentalność koczowników plądrujących step wokół obozowiska. 

Ktoś taki został wystawiony jako kandydat na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. I został wybrany. Kim są profesjonalnie i moralnie ci, którzy kogoś takiego wystawili jako najlepszego spośród siebie? I jak czują się ci, którzy go sobie wybrali? A jak z tym czują się profesorostwo Dudowie?

*

Bodaj w czerwcu pisałem po raz pierwszy na kukizowych forach, że dla postulatów JOW-ów i niefinansowania partii politycznych z budżetu idealnie byłoby, gdyby referendum i wybory odbyły się w tym samym terminie. Dzisiaj to samo proponują Paweł Kukiz i Waldemar Pawlak. Jestem za.
Wywiad-wojna Hejke z Kukizem potwierdza, że PiS jest wrogiem ideologicznym nr 1 Ruchu Kukiz’15 i nie ma nawet zamiaru tego ukrywać. Zresztą, zawsze był ideologicznie obcy, a wyborcy Kukiza byli potrzebni do głosowania na Dudę. I wielu z nich dało się na to nabrać. Nie tylko oni.

Dobry wynik nie jest zły

Zapytany przez małżonkę ok. godz. 19.00 w wyborczą niedzielę, jaki będzie wynik, strzeliłem sobie przymrużywszy lewe oko, że najprawdopodobniejszy jest 52:48.
– A dla kogo, zapytała.
– Czy to ważne, odpowiedziałem.
I usłyszałem:
– Niech ci się nie wydaje, że jeżeli ty się nie modlisz, to bóg nie istnieje.

Tak samo z tym totalizatorem wyborczym: Duda czy Komorowski. Z wynikiem trafiłem, a bóg objawił się sam.

Wyzwoleni i zniewoleni – ostateczna rozgrywka

„Jeśli nie jesteście pewni swojej decyzji, macie wątpliwości – po prostu zostańcie w domu. Nic na siłę. Zachęcamy do odpowiedzialnych decyzji” – za napisanie tego zdania przed drugą turą wyborów prezydenckich doceniam Pawła Kukiza i nie żałuję, że moja familia zagłosowała na niego w pierwszej. Na drugą turę nie poszliśmy, bo tam nie było naszych kandydatów. A wzmacnianie PO czy PiS przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi zakrawałoby na idiotyzm, skoro chcemy wzmacniać Ruch JOW. 

Do takiego sposobu myślenia próbowałem przekonywać w necie społeczność sympatyków Ruchu JOW i Pawła Kukiza. Wylano na mnie cysternę pomyj, a ci, którzy mieli podobne zdanie do mojego, z trwogą lajkowali mój post, z rzadka potwierdzając, że nie ma argumentów na głosowanie za Dudą, a głosowanie na Dudę tylko dlatego, żeby nie wygrał Komorowski to dowód na swego rodzaju obłęd, w jakim Polacy żyją od 25 lat po 45 latach okupacji PRL przez PZPR.

Dlaczego nie poszliśmy za głosem tej większości, która argumentowała, że jest gotowa poświęcić wszystko, aby nie wygrał Komorowski?

Przede wszystkim dlatego, że nie mieliśmy i nie mamy dylematów z gatunku >Wyzwoleni kontra Zniewoleni alias Liberalizm kontra Solidaryzm alias Swój kontra Obcy<. Dwubiegunowość polityczna, jak to mówią uczenie, w mojej familii i nielicznym, niestety, najbliższym otoczeniu, nie przyjęła się jako obowiązujący dyskurs w opisie polskiej rzeczywistości. Dostrzegamy niuanse.

Wiemy, że pomiędzy Polakami nie ma zgody co do oceny charakteru 50-letniej obecności wojsk rosyjskich na terytorium Polski oraz skutków tej obecności. Jedni czuli się przez Armię Czerwoną wyzwoleni bardziej inni mniej, a po 1945 roku jedni wciąż czuli się wyzwoleni od pańskiej Polski, a drudzy czuli się zniewoleni przez Polskę dziadowską. Kto sprowadza dyskusję wyłącznie do porównywania liczby Polaków zabitych przez Niemców kontra zabici przez Rosjan, ten nie rozumie, czym jest okupacja.

Skutki społeczne, polityczne i świadomościowe polityki okupanta są takie, że Polacy są do dziś podzieleni. Ten podział ewoluuje i pączkuje na kolejne obszary i doprowadza do utrwalania się starych podziałów w nowych kontekstach. Dla przykładu: podział na zwolenników i przeciwników UE na zasadzie czarno-białej wg modelu – jeżeli dwa czynniki z pięciu są postrzegane jako niekorzystne, to należy odrzucić także te trzy korzystne. Każdemu, kto będzie twierdził, że taka postawa to jest niebezpieczna (i wygodna) dziecinada, zwolennicy takiej postawy gotowi są ukręcić łeb i na niego napluć.

OK! Jest jak jest i lepiej nie będzie. Mimo to po raz kolejny próbujemy szukać jakiejś trzeciej drogi, po której można by okrążyć to pole bitwy i pozwolić im się wytłuc wzajemnie, ale nie dać się wytłuc samemu. Ja próbuję tego co najmniej od 1980 roku, kiedy z taką myślą zakładałem NZS na swojej uczelni. A tego nauczono mnie wcześniej w domu: można żyć po swojemu i robić pożyteczne rzeczy, zachowując w najgorszym nawet systemie poczucie odrębności i wspólnotowości. Nie można za to spodziewać się żadnej nagrody, prócz osobistej satysfakcji. Podczas wyborów w PRL, bodajże w 1980 roku, ze trzy razy przysyłano do mojego pokoju w akademiku umyślnego, abym poszedł oddać głos. Wyszłoby na to, że nawet dyżurny „opozycjonista” głosował; czytaj: popierał, legitymizował system. Spierdalaj, czytam! – odpowiedziałem posłańcowi i tyle było mojego, co ugrałem w tym dialogu z władzą.

Jeżeli wybrałem teraz Kukiza, to jest to konsekwencja uznawania od zawsze pewnych obszarów mojej osobistej wolności za niedostępne dla kogokolwiek i za nienaruszalne. Kukiza spotykałem w tamtym czasie raz czy dwa w domu kultury w Niemodlinie i znam jego piosenki, filmy. Jest bohaterem pozytywnym tego pokolenia. Spodziewam się, że chciałby, aby w Ruchu JOW doszło do zniwelowania tych dwubiegunowych podziałów na Zniewolonych/Wyzwolonych. Są – w końcu – ważniejsze sprawy, np. przyszłość jest ważniejsza od przeszłości.

Nie wlewaj nowego wina do starego bukłaka – poucza biblijna mądrość. Z trudem przyszłoby mi zaakceptować w takim dzbanie, do którego wlewa się wina z różnych starych bukłaków, aromaty tych wielu starych bukłaków, ale raczej nie ma już innego wyjścia. Jakimś minimum, które jestem gotów nawet zaakceptować, jest uznanie za sensowne współistnienie w jednym ruchu społecznym w ramach klasycznego podziału na lewicę-centrum-prawicę. Tak na świecie bywa i trzeba się tego nauczyć.

Zresztą, skoro dzisiaj zaczynają dominować podziały ściśle ekonomiczne, a nie polityczne czy historyczne, to zajmujmy się po prostu bogaceniem się jednostek, dzięki czemu wzbogacą się zbiorowości. Niech i w Polsce dojdzie do w końcu do tej XIX-wiecznej rewolucji mieszczańskiej, dzięki której w XX w. zaczął w tamtym świecie zanikać proletariat, a marksizm stracił pazury. Zacznijmy od JOW-ów, jako mechanizmu selekcji, który da nam odważnych i poważnych przywódców. W tym jednym głosowaniu obejdzie się beze mnie.

Ja w tym czasie poczytam sobie stare teksty, do których przeczytania zapraszam ludzi zdecydowanych i niezdecydowanych, do których swoje przesłanie skierował Paweł Kukiz.

http://prawica.net/node/2756 – zniewoleni kontra wyzwoleni?

http://www.prawica.net/node/2462 – partia liberalna czy socjalna?

http://www.prawica.net/node/6006 – o domniemaniu niewinności obywateli

http://www.prawica.net/node/6513 – co mi się w Polsce podoba najbardziej?

http://www.prawica.net/node/7910 – idealny polityk, czyli kto?

Jak Państwo zauważycie, za samo stawianie takich pytań, można być uznanym za agenta i zdrajcę.

Po debacie prezydenckiej

Taka debata z udziałem nowych kandydatów powinna odbyć się miesiąc wcześniej. Wówczas wyborcy mogliby obserwować, jak kandydaci spierają się o szczegóły i czym naprawdę się różnią.

Urzędujący prezydent powinien kończyć kadencję w dniu poprzedzającym rozpoczęcie kampanii, aby formalnie był równym pośród równych.

Mnie przekonał do siebie Jacek Wilk z Nowej Prawicy. JKM znów pojechał po bandzie i prześcignął nawet Palikota.

Wybieram Kukiza, bo jest niezwykle zwyczajny.

Obsuwa prezydencka

Komorowski nie przystąpi do debaty telewizyjnej przed wyborami prezydenckimi. I słusznie: jako urzędujący prezydent nie powinien.

Ale dlaczego on wciąż urzęduje?! Z chwilą ogłoszenia terminu wyborów powinna kończyć się kadencja urzędującego prezydenta. Czy to takie trudne zmienić zasady wyboru prezydenta?

A u was też biją murzynów!!!

Stawianie zarzutów komukolwiek z nazwą WSI, ujawnioną w tytule i treści owych „zarzutów”, jest wyłącznie działaniem propagandowym. Działania tego rodzaju sprowadzają się do obciążania kogoś za to, że szedł ulicą, przy której „urzęduje” znana powszechnie prostytutka. Nikt już nie pyta, skąd wiadomo, że ona jest powszechnie znana, sama obecność delikwenta na takiej podejrzanej ulicy musi wystarczyć za wszystko. Mniej więcej tej wartości i wagi „dowody” przedstawia się ludowi w różnego rodzaju publikacjach, których jedynym celem jest podważenie zaufania do osób kandydujących w wyborach prezydenckich.

Niestety, dziennikarze również ulegają takiemu modelowi tworzenia faktów prasowych i nie dążą do dotarcia do sedna ewentualnych zarzutów. Przyczyniają się do tworzenia atmosfery sensacji i anarchizacji życia publicznego.

R A P O R T o działaniach żołnierzy i pracowników WSI oraz wojskowych jednostek organizacyjnych realizujących zadania w zakresie wywiadu i kontrwywiadu wojskowego przed wejściem w życie ustawy z dnia 9 lipca 2003 r. o Wojskowych Służbach Informacyjnych (…)„, sporządzony przez p. A. Macierewicza ma co najmniej dwie wady:
1. został sporządzony przez p. A. Macierewicza,
2. mało kto go zna i nikt nie interesuje się jego treścią.

Zarzuty, że obecny prezydent B. Komorowski „kontaktował się” z jakimś późniejszym oskarżonym są śmieszne, czy wręcz nieporadne. Śmieszne i nieporadne, dziecinne wręcz, są odpowiedzi obrońców B. Komorowskiego, że L. Kaczyński też kontaktował się z tymi samymi osobami. Tym samym owi „obrońcy” utwierdzają widzów i czytelników mediów w przekonaniu, że to musi być informacja obciążająca, bo przecież przeciwnicy obrzucają się dokładnie tym samym błotem. Nikt nie widzi, że takie postępowanie jest co najwyżej dowodem na obłęd, w jaki popadają obydwie, a nawet wszystkie strony tego konfliktu.

Na takie „newsy” nie powinno się w ogóle reagować, a dziennikarze nie powinni ich powielać, bo to nie są istotne newsy. Każdy prezydent Polski „kontaktuje się” z tysiącami różnych osób, a tylko niektóre z nich mają osobiste rekomendacje albo są dokładnie sprawdzane. To nie jest zarzut, że ktoś z kimś się kontaktował. Ułaskawianie np. bandyty i złodzieja przez prezydenta, któremu jego podwładni podsuwają „pewne i zbadane” materiały, obciąża tego prezydenta tylko w jednym: to on dobiera sobie współpracowników.

WSI w raporcie są oskarżane o różne działania na szkodę Polski, analizuje się szczegółowo uchybienia i błędy, zarzuca interesowność itd., nikt jednak nie kwestionuje, że wywiad wojskowy był instytucją legalną. Kontakty najwyższych władz z legalnymi instytucjami nie obciążają tych władz. Nielegalne działania funkcjonariuszy legalnych instytucji obciążają co najwyżej tych funkcjonariuszy, ale nie całe instytucje.

Warto o tym pamiętać tak długo, jak długo nie udowodnimy, że np. kampania wyborcza jakiegoś polityka była finansowana z lewych pieniędzy dostarczanych mu przez jakiekolwiek służby jawne i tajne, których zadaniem jest nadzór nad tym, aby takiego finansowania nie było.

W ostateczności cała prawda o Wojskowych Służbach Informacyjnych, jaka dotarła do zwykłych obywateli, w tym zwykłych posłów i ministrów, sprowadza się do jednego: WSI były nielegalne, bo nie podlegały Macierewiczowi, a w domyśle: oraz mocodawcom Macierewicza.

*

Mój kolega z pracy zapytał podejrzliwie: a jak to jest, że kandydat Jarubas ciągle wisi na wyniku 1-2 proc. popracia, a jego rodzime PSL zaledwie 3 miesiące wcześniej uzyskiwało nawet 30-procentowe wyniki wyborcze?

Dobre pytanie, znacznie lepsze od spodziewanej odpowiedzi. Dam więc odpowiedź gorszą: Jarubas jest kandydatem PiS, a nie PSL i ci z PSL też to wiedzą.

*

W kontekście spiskowej teorii funkcjonowania państw pokomunistycznych należy obok filmu o finansowych przekrętach W. Putina, agenta sowieckiej bezpieki, zaprezentowanego 23 marca w TVP, postawić awanturę wokół WSI w Polsce.

A u was też biją murzynów!!!

Szubrawcy na karuzeli

Motto: Bolesław Prus – Kronika tygodniowa – Kurier Warszawski, rok 1881, nr 17, dnia 22 stycznia:

„Kiedy na Szląsku ukazał się głód, Prusacy dawali biednym wsparcie, ale: za pracę. A gdy zabrakło pracy użytecznej, kazali im śnieg naprzód zgarniać, potem rozrzucać. U nas śnieg zgarniają i rozrzucają stróże, obowiązani do zamiatania dziedzińców, otwierania bram lokatorom i wartowania w nocy. „Ubodzy” zaś, na których miasto wydaje setki tysięcy rubli, spacerują po zamiecionych chodnikach, bo: zamiatanie ulic to rzecz wstrętna, a „nędza rzecz święta”!”

————————————————-14 marca 2015

 

Link do tekstu:
http://jerzy-kalwak.blog.onet.pl/2015/03/15/szubrawcy-na-karuzeli/

Szubrawcy na karuzeli

W II RP popularna była – pochodząca podobno od samego Marszałka – recepta w formie bon motu Franza Fischera: – Żeby uzdrowić Polskę, trzeba wystrzelać z 600 tysięcy szubrawców. – A jak się tylu nie znajdzie? – To się dobierze z uczciwych!

Po 1944 roku komuniści, jako ludzie czynu, którzy tak zapieprzali, że nie mieli czasu odróżnić dowcipu od rozkazu, rozpoczęli rozstrzeliwanie od uczciwych, bo świtało im w głowach, że coś ktoś kiedyś mówił.

Z szubrawcami nie zdążyli sobie poradzić do samego końca, bo okazało się, że niektórzy aktywiści mieli, mimo wszystko, opory wewnętrzne. Czyli coś w rodzaju sumienia, na którego istnienie powoływali się rozstrzeliwani i ich obrońcy.

Przypomniało mi się to powiedzonko przy okazji karuzeli kadrowej po kolejnych wyborach samorządowych i przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi.

Doszliśmy w wyniku przyspieszonej ewolucji do wysokiej sprawności: aby uczciwych rozstrzeliwać, nie trzeba nawet do nich strzelać. Szubrawcy sami  zapisują się do plutonów egzekucyjnych, zwanych dla niepoznaki partiami politycznymi.

PSL wypromowany przez nieudolność PKW?

Eksperci uważają, że wszystkie głosy oddane w wyborach samorządowych AD 2014 trzeba przeliczyć od nowa. Zapewne mają rację, ale ważne jest jeszcze jedno: liczbę ponownie przeliczanych kart do głosowania należy porównać z liczbą wydanych kart do głosowania oraz z liczbą kart uznanych za ważne i nieważne. Czyli z pierwotnymi protokołami z każdej komisji wyborczej.

Najlepiej żeby to zrobiły NIK i ABW przy pomocy żołnierzy Wojska Polskiego.

Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że te rachunki już nigdy nie będą się zgadzać.

*

Umieszczenie list kandydatów PSL na okładce książeczek do głosowania miało duże znaczenie dla wyniku osiągniętego przez PSL.

Ale to nie musi być traktowane jako przekręt, co najwyżej jako kolejny błąd PKW. Poważny. To są wybory samorządowe i ludzie reagują inaczej niż w parlamentarnych. Jest im obojętne, kogo zaznaczą na liście do sejmiku, bo nawet nie kojarzą, co to jest ten sejmik i po co istnieje. Tak więc nie jest dla nich ważne, kto tam będzie, byle ktoś był.

Samorządowość na poziomie województwa jest fikcją, ludzie nie rozróżniają marszałka od wojewody. Od lat twierdzę, że ten podział na samorządową i państwową administrację jest wadą ustrojową. Wystarczył błąd redakcyjny, aby przewrócić do góry nogami realia lokalnej polityki.

Już na poziomie powiatu samorządowość zaczyna być fikcją, bo władze powiatowe na terenie powiatu nie mają nic do powiedzenia w sprawach, które gminy załatwiają sobie samodzielnie. Powiaty nie mają własnych terytoriów, za które są odpowiedzialne np. w kwestiach zagospodarowania przestrzennego, inwestycji komunalnych itp. Są hybrydą tego, co państwowe i tego, co samorządowe. A trzeba się zdecydować, czy się jest nadal kawalerem czy już małżonkiem. Sługa dwóch panów – komedia Goldoniego pokazuje, że Trufaldino może na swoich krętactwach zyskać podwójnie, ale może też stracić. Państwo nie może funkcjonować jak commedie delle’arte.