Co to jest Szlak Piastowski i dlaczego?

Wpisałem do Google.pl hasło „szlak piastowski” i na samej górze listy pokazał mi się link do strony internetowej Organizacji Turystycznej Szlak Piastowski. Z opisu wynika, że to portal firmowany przez miejscowych przewodników turystycznych.

Prawie na samym dole, jako przedostatni na liście, pokazał się link do oficjalnego portalu całej Polski – http://www.polska.pl/, podstrona: http://www.polska.pl/turystyka/turystyka-miejska/szlak-piastowski/. Taki jest dziś obieg informacji: z pozycji w wyszukiwarce wiadomo, co jest, a czego nie ma. Dobrze, że na tej najważniejszej stronie o Polsce jest informacja o Szlaku Piastowskim.

W tym portalu promującym całą Polskę napisano m.in., że Szlak Piastowski  „(…) Leży na terenie Wielkopolski i części Kujaw. Odtwarza przemieszczanie się władców piastowskich pomiędzy czterema grodami, dawnymi stolicami państwa Polskiego: Poznaniem, Ostrowem Lednickim – prawdopodobnym miejscem Chrztu Polski, Gnieznem – pierwszą stolicą Polski oraz Biskupinem„.

I że to jedna z najstarszych tras turystycznych w Polsce. Ta informacja jest wszędzie, na każdym portalu o tym szlaku, choć to nieprawda, że jest najstarszy, nawet gdyby ograniczyć się tylko do polskiej tradycji związanej z PTTK, a nie sięgać do niemieckiej na Dolnym Śląsku. Na portalu www.turystyka.powiat-gniezno.pl napisano wręcz, że „Turystyczna trasa znana pod nazwą Szlak Piastowski jest najstarszą tego typu trasą w Polsce„. Kto by się tym jednak przejmował!? To przecież pijar, a w działaniach pijarowskich nie fakty się liczą, lecz efekty, czyli wizerunek. Dobrze, że przynajmniej na lokalnych portalach Powiatu Gnieźnieńskiego oraz Organizacji Turystycznej Szlak Piastowski nie powiązano Piastów Wielkopolskich z Biskupinem, jak to udało się zrobić na oficjalnym serwisie Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

O jaki wizerunek tego szlaku zabiegać chcą nader licznie reprezentowani w jego radzie programowej i zarządzie wielkopolsko-kujawscy samorządowcy i naukowcy?

Mamy do dyspozycji strategie i liczne analizy, a wśród nich dokument oficjalny p.n. „Strategia rozwoju turystyki dla Powiatu Gnieźnieńskiego z ujęciem produktów turystycznych na lata 2008 – 2020 (dokument zaktualizowany w roku 2014)”. W tymże oficjalnym dokumencie przyjęto rok temu założenie, że zbiorowa turystyka w zorganizowanych grupach to już przeszłość, bo obecnie ludzie podróżują raczej indywidualnie; „za jedno z głównych zadań jej aktualizacji z roku 2014 przyjęto jej uzupełnienie o stworzenie w ramach poszczególnych produktów podstaw oferty dla turystyki indywidualnej, której udział w ostatnich latach stanowi większość ruchu turystycznego w naszym kraju i nadal rośnie„. W tej strategii uznano także, że istnieje Szlak Piastowski i że „jest to jeden z najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych szlaków turystycznych w Polsce„. Do „dominujących walorów i atrakcji turystycznych” w powiecie autorzy tej strategii zaliczyli także Gniezno, wybrane atrakcje poza miastem (np. róża wiatrów na wieży w Dusznie), Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy – Mały Skansen – Ostrów Lednicki, Wielkopolski Park Etnograficzny, Pola Lednickie, Trzemeszno, Czerniejewo, Szlaki rowerowe (bez ścieżek rowerowych – dop. mój), Tereny do uprawiania sportów wodnych, Zbiorniki wodne przeznaczone do wędkowania, Tereny do jazdy konnej, Gospodarstwa agroturystyczne, Gnieźnieńska Kolej Wąskotorowa, Imprezy zwiększające atrakcyjność powiatu gnieźnieńskiego. Lista jest długa, wszystko jest tam dokładnie opisane. Przeczytajcie sobie sami, jeżeli nie wiecie, co posiadamy.

Nie jest jednak dla mnie całkiem pewne, że Szlak Piastowski istnieje. To znaczy, czy istnieje jako tzw. produkt turystyczny, jak chcieliby go widzieć autorzy tych opracowań i analiz. Produkt, a więc coś, co przekłada się na ofertę gospodarczą, ekonomiczną, dzięki której powstaje przemysł turystyczny, z którego ludzie czerpią dla siebie dochody i inne wymierne i niewymierne korzyści. O wielkiej roli takiego turystycznego przemysłu sporo napisano w strategiach rozwoju Wielkopolski. Pisze się o tym w ten sposób od co najmniej 40 lat. Pisze się i dzisiaj na portalach. Trzeba próbować tworzyć atrakcyjny wizerunek, to prawda. Prawda zawsze zwycięża.

Jak to sprzedać przy tak ogromnej konkurencji Gór, Morza i Mazur, skoro nawet na oficjalnym portalu MSZ ten Szlak Piastowski kojarzony jest z Biskupinem? Co świadczy też dobitnie o tym, że ten „najstarszy szlak” nie przebija się do powszechnej świadomości już w odległości ponad 100 km od Poznania.

To jest zmartwienie tych, którzy postawili na Szlak Piastowski jako atrakcyjny produkt i zainwestowali własne pieniądze we własne, pojedyncze produkty: hotele, restauracje, agroturystykę, zajazdy, autobusy. Dali się uwieść tym ambitnym strategiom, czy ryzykowali na podstawie własnego rozeznania? Najczęściej podejmowali ryzyko na własny rachunek i według własnej oceny. Od władzy lokalnej i regionalnej oczekują co najwyżej, że przy okazji finansowania różnych projektów i portali jakoś ich będzie promowała tam, skąd mają przyjechać te setki tysięcy turystów indywidualnych. Jakoś promuje, ale takiego najazdu turystów, jak np. do Krakowa po zrealizowaniu programu Kraków 2000, jak do Torunia po rewitalizacji tamtejszej starówki, jak do Wrocławia – Europejskiej Stolicy Kultury 2016, jak do odnowionego Sandomierza po serialu o księdzu-detektywie itp., wciąż nie ma. I pieniędzy z turystyki też nie ma. Aby zarobić, muszą promować się sami. I robią to sami.

Szlak Piastowski trzeba przebudować! – twierdzą naukowcy, doradcy i urzędnicy od Szlaku Piastowskiego, rysując kolejne wersje mapy szlaku, sięgające coraz dalej – po Kalisz czy Lubiń. Tworzą następne portale, które czasami bywają użyteczne. I tak powstaje problem bogactwa, nadmiaru, który sprowadza się do niemożności dokonania wyboru. Tyle tego jest, że nie wiadomo, co wybrać!

Jest taka nisza, jak krajoznawstwo; sam uprawiam krajoznawstwo od 50 lat. Jest taka nisza, jak turystyka kulturowa, sam w niej tkwię z zadowoleniem od 50 lat. Jest też podobno taka nisza, jak turystyka pielgrzymkowa, w której szuka się argumentacji na rzecz Szlaku Piastowskiego; owszem, sprawdziło się – w przypadku Lichenia jako punktu docelowego przy okazji przejazdu przez katedrę w Gnieźnie.

Kiedy 15 lat temu robiłem mapę do folderu jednego z hoteli na Pojezierzu Gnieźnieńskim, postawiłem na tej mapie na jeziora, Licheń i kilka zabytkowych miejsc, których wartości nikt nie kwestionuje i kwestionować nie będzie: Poznań, Gniezno, Lednica, Inowrocław, Strzelno i Biskupin. Czy turysta, ten niszowy, kulturowy, pielgrzymkowy potrzebuje czegoś więcej, czy coś więcej zapamięta, np. miejscowe legendy, jakich wiele w każdym szanującym się miasteczku? Nie, zapamięta raczej, jaki świetny lokalny likier czy ser kupił sobie w sklepiku pod katedrą w Gnieźnie. Nooo, tak – już można kupić, ale sprowadzony spod Krakowa od tamtejszych zakonników.

W latach 90. pojawił się w Gnieźnie p. Grzegorz Bednarek, dziennikarz z Łodzi, którego pasją było umieszczanie w zabytkowych miejscach tabliczek z oznakowaniem polskiej części tzw. europejskiego Szlaku Romańskiego. Miał odpowiednie upoważnienia, pochodzące od zarządu stowarzyszenia miłośników tego szlaku w Niemczech, pomogłem mu dotrzeć do właściwych osób i – zdaje się – to oznakowanie przetrwało w Gnieźnie do dziś. Tak powstawał Szlak Romański w Polsce, dzięki jednemu entuzjaście z Łodzi. Podobnie powstawał polski odcinek Drogi Św. Jakuba od Głogowa przez Gniezno w stronę Litwy, w czym p. Grzegorz także ma swój udział. Czy te szlaki istnieją? A czy to są tzw. produkty turystyczne?

Kilka lat temu jako niszowy turysta, który jeździ setki kilometrów oglądać lokalne ciekawostki (np. kopalnię w Tarnowskich Górach albo Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu), trafiłem niedaleko Ulm w Badenii-Wirtembergii w miejsce, gdzie jest jaskinia, w której odnaleziono najstarsze w Niemczech ślady człowieka neandertalskiego. Miejsce jest nazywane Charlottenhöhle, a znajduje się całkiem na uboczu pomiędzy małymi miejscowościami Giengen a Hürben. Po obejrzeniu jaskini i wystawy poświęconej tamtejszemu neandertalczykowi obok parkingu mogłem kupić lokalne piwo za umiarkowaną cenę, coś zjeść (koniecznie sznycel jaskiniowy), pobrodzić na bosaka w krystalicznym strumyku, dla dzieci ustawiono plac zabaw w stylu pradziejowym, nie trzeba było płacić za parking. Obok z płaskiego terenu wyrastała spora zalesiona górka, wokół której rozstawiono estetyczne stacje drogi krzyżowej z opisami i ławeczkami, przeznaczone dla pielgrzymów, którym przyszłoby do głowy podążyć tamtędy Drogą Św. Jakuba do Santiago de Compostela.

Jak tam trafiłem? Przypadkiem. Nikt tego nie planował. Nikt z mojego powodu nie tworzył wcześniej długiej listy strategii, koncepcji, planów, nie zwoływał 50-osobowych komisji i nie organizował szkoleń dla mieszkańców, na które ci mieszkańcy musieliby chcieć przyjść, aby zaliczyć szkolenie o Szlaku Piastowskim jako wzorcowym produkcie turystycznym, wyróżnionym w roku 2012 etc. Nikt nie spodziewał się, że ja tam zechcę przyjechać jako turysta indywidualny. Jechałem drogą i zobaczyłem drogowskaz. Wstąpiłem. Podobało mi się. Zachęcam. Po paru latach wstąpiłem do Jaskini Raj koło Chęcin w Kieleckiem. Też jest całkiem nieźle. I tam, i tam byli przygotowani na mój przyjazd i moje potrzeby. Zapłaciłem i pojechałem dalej.

Na Święty Krzyż, gdzie były wielkanocne tłumy. I do Nowej Słupi, aby tam sprawdzić po latach, ile jeszcze zostało Pielgrzymowi do szczytu Łysej Góry, zanim nadejdzie ten koniec świata, który uwolni nas od wszelkich trosk doczesnych i nieśmiertelnej biurokracji, która wie po prostu lepiej, co trzeba narysować na mapie i napisać na portalu.