Mój niezłomny podziw dla prezydenta – 15

„Chłopi”, „Noce i dnie”, „Wesele”, „Popioły”, „Quo vadis” – jedno z tych dzieł literatury polskiej będzie lekturą „Narodowego Czytania” w 2016 r.

Do udziału w głosowaniu, które przesądzi o wyborze lektury, zachęca prezydent Andrzej Duda.

Podczas ubiegłorocznej edycji Narodowego Czytania zaproponowałem, aby utwór do kolejnej wspólnej lektury wybrali wszyscy Polacy. W wyniku konsultacji przeprowadzonych z wydziałami filologicznymi uniwersytetów oraz Radą Języka Polskiego powstała lista wybitnych dzieł polskiej literatury – czytamy w liście prezydenta Dudy opublikowanym w czwartek przez Kancelarię Prezydenta. (http://kurier.pap.pl/depesza/160879)

A „Transatlantyk”?! A Gombrowicz? Ci prezydenccy doradcy od literatury zapewne wyszli z marksistowskiego IBL-u, spod ręki samego Stefana Żółkiewskiego? I z poręki także.

Po co odkurzać „Popioły”? Przecież musi wygrać „Quo vadis”. Musi. Dzięki temu utopista i socjalista Sienkiewicz odzyska Naród czytający, a Naród podatników wzmocni się Sienkiewiczem. Będzie patriotycznie i religijnie w roku Chrztu Polski.

Konstanty Jeleński, akowiec, andersowiec (to teraz modne) i emigrant, wolałby zapewne poczytać z PAD-em „Ferdydurke” i „Transatlantyk”, o którym pisał m.in.:

(…) Dla coraz bardziej rozgarniętych pierwszych czytelników Trans-Atlantyku jasne było od razu, że wzorem tej powieści jest Pan Tadeusz. W sylwetce archaicznej Polski, którą magiczna latarnia Gombrowicza rzutuje na ekran Argentyny, rozpoznać można bez trudu kształt Mickiewiczowskiego arcydzieła: i tu, i tam polowania z chartami na zające, wlokące się bez końca procesy i zwady, pojedynki, które nie dochodzą do skutku. Oba utwory kończą się zajazdem (który spala na panewce), poprzedzającym finał narodowego balu – „zgody narodowej” u Mickiewicza, a który u Gombrowicza wybucha śmiechem „Buchbachu”. Mniej oczywisty był zamiar Gombrowicza głębszy, niesłychanie ambitny, szaleńczy niemal, który teraz dopiero widzę „w całej ozdobie”. Trans-Atlantyk miał być nie tylko parodią Pana Tadeusza; zadaniem jego było poemat Mickiewicza przekreślić i za stąpić, odwracając koło historii. Jak spiskowiec chciał Gombrowicz przedrzeć się pod prąd utraconego czasu, ukraść dziecko Mickiewicza i podrzucić w zamian literaturze polskiej swojego cudaka. Trans-Atlantyk jest ni mniej, ni więcej jak arcydziełem, do którego – w przekonaniu Gombrowicza – dążył sarmacki barok, który był ciężarny, a poronił go dlatego, że zamiast oczekiwanego potwora, mającego Polaków doprowadzić nareszcie do prawdy, do urody i do życia, narodził się Pan Tadeusz i omamił nas na nowo pięknem urody konwencjonalnej i „poczciwej”. Trans-Atlantyk miał odtworzyć to poronione dziecko sarmackiego baroku, miał stać się swoistym mesjaszem polskiej literatury, wyprodukowanym w dwudziestowiecznej probówce. (…)”.

Co, byłoby nieźle, gdyby tak Mickiewicza, pół-Żyda, z Gombrowiczem, pedałem, jakoś pożenić? 

Nie warto, bo prosty lud kibolski Gombrowicza nie zrozumie? Ledwie łapią „żarty” kabareciarza partyjnego Pietrzaka, który opowiada już cudze dowcipy jako swoje.

Gombrowicz musi jeszcze poczekać na swój czas z dwieście lat, aż Polska zniknie w morzu Słowiańszczyzny i patrioci zaczną poszukiwać Polszczyzny. Polszczyzna, Synczyzna, Ojczyzna – to pojęcia dla patriotów bejsbolowych całkowicie niezrozumiałe. Tego nie da się ubrać w husarską zbroję.

Mój niezłomny podziw dla prezydenta (14)

Przed oczami migają mi różne filmiki z różnych telewizji, także publicznej, która uwzięła się na PiS.

Prezydent Polski kroczy niezłomnie z żoną w procesji z okazji Święta Trzech Króli, oddając cześć Panu Najwyższemu. W tym samym czasie osoba prywatna, poseł i szef polskiej partii narodowo-socjalistycznej spotyka się w ustronnym miejscu z wysłannikiem prezydenta Rosji i omawia z nim jakieś sprawy w imieniu Rzeczypospolitej Polski.

W telewizji mówią nawet, co Polak i Węgier – bratanki dwa, jedli na swoim prywatnym spotkaniu w agroturystyce: żurek i pstrąga. Ale żaden z tych hejterskich (hejkerskich) pismaków nie wie, czy rozmowa była o żurku czy o wyższości karpia nad innymi rybami. Oba narody lubują się w karpiu. Śledzia jakiegoś tam nie było?

I nikt nie wie, dlaczego premier Węgier spotyka się w przeddzień wizyty premiera Anglii w swoim kraju z jakimś szeregowym parlamentarzystą z Polski. Co więcej, nikt nie ma zamiaru o tych sprawach poinformować obywateli, którzy muszą się wszystkiego domyślać, bo tym razem –  raczej – nikt niczego nie nagrywał na jakąś stunożną czarną skrzynkę. Oryginały czarnych skrzynek ciągle są w Moskwie, gdzie grają nimi Rosjanie, tańcząc słowiańskiego chopoka.

W tym samym czasie rząd polski podpisuje umowę z Rosją na dostawy ropy na 3 lata po 37 USD za baryłkę, dzięki czemu Polska pomaga Rosji w wychodzeniu z kryzysu. Polska zapowiada też zgodę na transport do Niemiec płynnego czarnego złota rurociągami przez nasze terytorium. Czy to jest cena za wrak i nagrania z katastrofy? Zapewne.

Odrobinę wcześniej amerykański Kongres znosi (18 grudnia) obowiązujący od lat 70-tych XX w. zakaz eksportu ropy poza strefę wolnego handlu z USA, a z Zatoki Meksykańskiej na początku nowego roku wypływa pierwszy statek z ropą dla Europy. Fachowcy twierdzą, że ta decyzja kongresu może wpłynąć na trwałe obniżenie cen ropy (32 USD lub jeszcze niżej).

Takie rzeczy tylko w Rosji!!!

Mój niezłomny podziw dla prezydenta (13)

PAD podpisze też ustawę budżetową, z powodu której pogięło w sejmie Pawła Kukiza. Kukiza pogięło już w momencie zbliżenia z Partią, kiedy naród wszedł mu w miejsce przeznaczone na mózg. Kukiz dopuścił się zdrady interesów narodowych, twierdząc w sejmie, że budżet państwa powinien maleć, a nie rosnąć i że Partia naród zadłuży jeszcze bardziej niż anty-Partia. Zapewne wstrzyma się od głosu, aby nie głosować w sprawie budżetu tak samo jak ci, którzy stali tam, gdzie ZOMO, i po których trzeba Polskę naprawiać.

http://perepele.pl/article/ojniezlomnypodziwdlaprezydenta13/2484

Mój niezłomny podziw dla prezydenta (11)

Włączyłem cienkiego i płaskiego jak deseczka Rubina 714p. Obrazu nie było. – Zepsułeś! – usłyszałem okrzyk. – Zaczyna się „Ranczo”. I co teraz?!

Po chwili coś strzeliło i pojawił się obraz. W technologii HD ujrzałem, jak PAD stoi obok flagi państwowej na tle półek z kolekcją wydań konstytucji oraz ksiąg prawniczych, których lektura poprowadzi go na najzaszczytniejsze z zaszczytnych stanowisko rektora UJ i może nawet na Wawel, gdzie już jest jego były szef. Tak by pragnęła mama, mogłaby pochwalić się koleżankom, jak jej syn wysoko zaszedł (w czym trochę mu przecież pomogła, działając bezinteresownie dla Kościoła, Ojczyzny, Narodu i Nauki).

PAD przemówił głosem pewnym, wręcz niezłomnym. Tekst wydał mi się dziwnie znajomy, ale to nie ja go pisałem:

Obywatelki i obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej!

(…) Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom ulega ruinie. Struktury państwa przestają działać. Gasnącej gospodarce zadawane są codziennie nowe ciosy. Warunki życia przytłaczają ludzi coraz większym ciężarem. Przez każdy zakład pracy, przez wiele polskich domów, przebiegają linie bolesnych podziałów. Atmosfera niekończących się konfliktów, nieporozumień, nienawiści – sieje spustoszenie psychiczne, kaleczy tradycje tolerancji. (…)Inicjatywa wielkiego porozumienia narodowego zyskała poparcie milionów Polaków. Stworzyła szansę pogłębienia systemu ludowładztwa, rozszerzenia zakresu reform. (…)Jak długo ręka wyciągnięta do zgody ma się spotykać z zaciśniętą pięścią? Mówię to z ciężkim sercem, z ogromną goryczą. W naszym kraju mogło być inaczej. Powinno być inaczej. Dalsze trwanie obecnego stanu prowadziłoby nieuchronnie do katastrofy, do zupełnego chaosu, do nędzy i głodu. (…)Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego nie zastępuje konstytucyjnych organów władzy. Jej jedynym zadaniem jest ochrona porządku prawnego w państwie, stworzenie gwarancji wykonawczych, które umożliwią przywrócenie ładu i dyscypliny. To ostatnia droga, aby zapoczątkować wychodzenie kraju z kryzysu, uratować państwo przed rozpadem. Komitet Obrony Kraju powołał pełnomocników-komisarzy wojskowych na wszystkich szczeblach administracji państwowej oraz w niektórych jednostkach gospodarczych. Pełnomocnicy-komisarze otrzymali prawo nadzorowania działalności organów administracji państwowej – od ministerstw do gmin. (…)W miarę stabilizowania się sytuacji wewnętrznej ograniczenia swobód w życiu publicznym będą zmniejszane lub uchylane. Niech nikt jednak nie liczy na słabość lub wahanie. (…)Działalność przestępczych gangów rozpatrywana będzie przez sądy w trybie doraźnym. Osoby trudniące się spekulacją na wielką skalę, czerpiące nielegalne zyski, naruszające normy współżycia społecznego będą ścigane i karane z całą surowością. Majątki zgromadzone w bezprawnej drodze ulegną konfiskacie. Osoby na stanowiskach kierowniczych, winne zaniedbań służbowych, marnotrawstwa i partykularyzmu, nadużywania władzy i bezdusznego stosunku do spraw obywateli, będą na wniosek pełnomocników-komisarzy wojskowych zwalniane ze stanowisk w trybie dyscyplinarnym. Trzeba przywrócić szacunek do ludzkiej pracy. Zapewnić poszanowanie prawa i porządku, trzeba zagwarantować bezpieczeństwo osobiste każdemu, kto chce spokojnie żyć i spokojnie pracować. (…)Demokrację można jednak wdrażać i rozwijać tylko w państwie silnym i praworządnym. Anarchia jest zaprzeczeniem, jest wrogiem demokracji. Jesteśmy tylko kroplą w strumieniu polskich dziejów. (…)Pragniemy Polski wielkiej – wielkiej swym dorobkiem, kulturą, formami życia społecznego, pozycją w Europie. Jedyną drogą do tego celu jest socjalizm akceptowany przez społeczeństwo, stale wzbogacany doświadczeniem życia. Taką Polskę będziemy budować. Takiej Polski będziemy bronić. W tym dziele rola szczególna przypada ludziom partii. (…)Doceniamy patriotyczne stanowisko Kościoła. Istnieje nadrzędny cel, jednoczący wszystkich myślących, odpowiedzialnych Polaków: miłość ojczyzny, konieczność umocnienia z takim trudem wywalczonej niepodległości, szacunek dla własnego państwa. To najmocniejszy fundament prawdziwego porozumienia. (…)Podjęte dziś kroki służą zachowaniu podstawowych przesłanek socjalistycznej odnowy. Wszystkie doniosłe reformy będą kontynuowane w warunkach ładu, rzeczowej dyskusji i dyscypliny. Odnosi się to również do reformy gospodarczej. (…)36-milionówy kraj w sercu Europy nie może pozostawać w nieskończoność w upokarzającej roli petenta. Nie wolno nam nie dostrzegać, że znów odżywają szydercze opinie o „Rzeczypospolitej, co nierządem stoi”. Trzeba uczynić wszystko, by opinie takie trafiły do lamusa historii. (…)Apelujemy o zrozumienie dla wyjątkowych warunków, jakie w Polsce powstały, dla nadzwyczajnych środków, jakie okazały się konieczne. Nasze działania nie zagrażają nikomu. Mają jeden cel: usunięcie zagrożeń wewnętrznych, a tym samym zapobieżenie niebezpieczeństwu dla pokoju i współpracy międzynarodowej. Zamierzamy dotrzymywać zawartych umów i porozumień. Pragniemy, aby słowo „Polska” budziło zawsze szacunek, sympatię w Europie i w świecie. (…)Powstrzymajmy wspólnym wysiłkiem widmo wojny domowej. Nie wznośmy barykad tam, gdzie jest potrzebny most. (…) niech na tym groźnym zakręcie naszej historii zwycięży rozum przeciw rozognionym emocjom, intelektualna wykładnia patriotyzmu przeciw zwodniczym mitom. (…)”.

 

Mój niezłomny podziw dla prezydenta (10)

Partii Prawo i Sprawiedliwość nie mógł zdarzyć się lepszy prezydent od PAD-a. Niezłomnie bezpartyjny, a mówi tak, jak by sobie PiS tego życzyło od swojego rzecznika, a nawet od samego prezesa. Jest idealnym egzemplarzem tego Narodu, który wybrał PiS do parlamentu. Kto kogo wykreował? Wykreowali się wzajemnie, tworząc amalgamat z najlepszych gorących soków swoich. Poprowadził ich Jar-Mag, współczesne wcielenie Hermesa Trismegistosa, a może tylko Michała Sędziwoja, który mieszał kosztowne ingrediencje w komnatach krzepickiego zamku, nieopodal Jasnej Góry.

PAD wypowiada swoje orędzia z niepokalaną niezłomnością Kena, który istnieje wyłącznie jako produkt marketingowy. Ken jest lalką wzbudzającą pierwsze emocje erotyczne pośród 11-latek, które wcześniej identyfikowały się z Barbie, ukrywając przed rodzicami swoje prawdziwe kobiece oblicze. Ken wyzwala je z Pupy dzieciństwa i prowadzi na barykady dojrzewania, w stronę rewolucji hormonów. Tym dziewczynkom lalkę Kena kupują na jedenaste urodziny ich babcie w moherowych beretach wydzierganych przed telewizorami podczas odmawiania koronki. One znają wszystkie tajemnice i pobudzają je do ponownego życia. Są strażniczkami naturalnego prawa i wiecznego ognia, który nie wygasa.

Ken Carson właściwie nie musi nic robić, ani mówić. W tym świecie, pełnym hipokryzji i niedomówień, „Wystarczy być” ogrodnikiem, jak bohater-przybłęda z historii napisanej przez Kosińskiego, który zostaje wykreowany na proroka. Cokolwiek powie, jest interpretowane jako najgłębsza mądrość. Przez kogo? Przez ludzi, którzy sami żyją w świecie pozorów. Stworzyli go dla siebie, aby ukryć przed sobą i innymi swoją miałkość i bezużyteczność oraz poczucie bezsensu istnienia. Rzeczywistość uwiera ich swoją naturalnością i prostotą reguł. Aby istnieć, muszą wciąż kreować nierzeczywistość. Dlatego stawiają Ogrodnika na cokole i podziwiają go. Ktoś w końcu odkrywa, że Ogrodnik jest Kenem, a co gorsza, że nie jest prorokiem, nie jest Kimś.

I Ogrodnik, i Ken mają garderobę z modnymi ciuchami, w które są ubierani przez rozanielone dziewczynki. Są ładni i sztuczni, jak lalki z najlepszego plastiku.

http://perepele.pl/article/ojniezlomnypodziwdlaprezydenta10/2429

Mój niezłomny podziw dla prezydenta (9) – Państwo Środka

Od kiedy Państwo Polskie uznało, że jestem godny otrzymania paszportu, o co starałem się przez prawie 15 lat (dłużej ubiegałem się tylko o prawo korzystania z telefonu w domu), marzy mi się wyjazd do Chin i kilka miesięcy spaceru z plecakiem wzdłuż chińskiego muru. Niezłomnie wierzę w to, że w końcu to zrobię, skoro PAD podpisał z Chinami w imieniu Polski i Polaków umowę o rozwoju turystyki. Mój kolega Antoni już tam był, ale jego stać, bo jest emerytowanym nauczycielem. Gdzie on, zresztą, nie był? Ostatnio przysłał mi złośliwie esemesa z Kanionu Kolka, a dwa lata temu namawiał na Gwiazdkę i Nowy Rok w RPA. Wypożyczymy samochód i pojeździmy, namawiał.

PAD nie musiał czekać na emeryturę, też już tam był. Zaniesiono go w cesarskiej lektyce. Cesarz z dynastii Red, a w szczególności jego urzędnicy, nie dopilnowali wszystkiego. W wyniku tych zaniedbań PAD w poślizg wpadł i o mało co, a wykonałby pad. Urzędnicy PAD-a byli jednak czujni i lodowa pułapka zastawiona przez dynastię Red nie doprowadziła do spodziewanego skutku. Biorąc pod uwagę długie dzieje chińskich intryg, można domyślać się, że to było ukartowane jako zemsta za afiszowanie się PAD-a w tym celebryckim polo z metką kojarzoną z narodowcami.

O czym rozmyślał PAD, stojąc na Chińskiego Muru szczycie, możemy łatwo się domyślić. Myślał o budowie europejskiego Państwa Środka otoczonego murem, do którego nie mogłyby przenikać hordy koczowników z południa i ze wschodu (Chiny ogradzały się od północy i zachodu), a próby dotarcia od strony zachodniej byłyby ściśle kontrolowane w ramach umowy z Schengen. Wskazuje na to obecność w jego towarzystwie szefów sąsiednich krajów postsowieckich, jak Węgry czy Serbia, które już z powodzeniem budują ogrodzenia z drutu kolczastego i stawiają mury na swoich granicach. I już budują kolejowy Jedwabny Szlak zmierzający do portu w Wenecji, dzięki któremu do Europy dotrą towary zamówione niegdyś przez Marko Polo, kupca weneckiego.

Jak twierdzą znawcy zagadnienia z UJ, Chiny inwestują w państwach, w których USA zakazały lub ograniczyły swoim koncernom inwestowanie (Iran, Sudan, Birma/Myanmar, Syria), których rządy dążą do przełamania monopolu zachodnich koncernów (Gwinea Równikowa, Libia), których rządy prowadzą antyzachodnią politykę na arenie międzynarodowej (Wenezuela, Iran), których rządy dążą do pozyskania pomocy finansowej, technologicznej i infrastrukturalnej z Chin (Angola, Sudan, Nigeria), i wreszcie, których rządy dążą do utrzymania państwowej kontroli nad wydobyciem i eksportem surowców energetycznych (Kazachstan, Rosja). Sensowne są zatem zapowiedzi ministra Macierewicza, uznawanego przez wrogów za psychicznie podejrzanego, aby przyjrzeć się bliżej tym kontraktom na systemy rakietowe z USA.

Do tej listy chciałaby dopisać się Polska, aby sprzedać do Chin więcej polskich jabłek, które są najlepsze i zarazem najtańsze na świecie.

Ale co z tego będzie, skoro Rosjanie budują w pobliżu Chin ogromne szklarnie ogrzewane gazem, w których będą masowo produkować jeszcze lepsze jabłka, prawdziwie rosyjskich odmian, a nie jakieś krzyżówki z amerykańskimi. Kiedy Chińczycy zbudują nam elektrownię atomową, gaz z Rosji przestanie nam być potrzebny, a nawet może zostać zakazany, aby Rosja miała co przesyłać do Chin gazowym jedwabnym szlakiem, którym podążać też będą konwoje z kałasznikowami produkowanymi przez odwiecznie rosyjskie fabryki na Ukrainie. W naszą stronę pojadą prawdziwe volkswageny, bez tych oszukańczych analizatorów spalin. (Po co w samochodzie jakiś analizator spalin? Bez tego samochody też jeżdżą.)

Plan rządu PiS, aby Polska rosła w siłę, a prawdziwi Polacy żyli dostatniej we własnym Państwie Środka, rozciągającym się od Bałtyku po Morze Czarne i Adriatyk, z licznymi ludami Słowiańszczyzny zespolonymi w jedno terytorium otoczone murem i zasiekami, będzie możliwy dzięki wizjonerstwu oraz równoczesnemu twardemu stąpaniu po lodzie, jakim PAD wykazuje się na co dzień.

——————————–

http://perepele.pl/article/ojniezlomnypodziwdlaprezydenta9-anstworodka/2416

Mój niezłomny podziw dla prezydenta (7)

Płytkie myśli polskich polityków wyrażane są prymitywnym językiem propagandy.

Ten język, obecny w tzw. ekspoze, jak nazywane jest przemówienie inauguracyjne Pani Beaty Szydło (i było nazywane, z obca, każde przed nią), spodobał się PAD-owi, co ten okazał za pomocą kciuka. (Mój podziw dla PAD-a nic nie traci, gdy czasami tracę niezłomność i przestaję go podziwiać.)

Do kogo kierowane są teksty, formułowane w taki sposób – ogólnikowy, banalny, naiwny – skoro na sali sejmowej zasiada elita społeczeństwa? Tfu, przepraszam, elita Narodu oraz ludzie przypadkowi. Część tej elity to niedawni działacze rady parafialnej, którzy awansowali do rady ministrów. Jeszcze, jak Beata Szydłowa, czytają teksty polityczne tonem ministranta czytającego fragment ewangelii. Może i nieliczni awansowali aż tak, ale zawsze to jest to coś, co wyznacza perspektywę. Widzę to z poziomu lokalnego w postaci triumfalizmu błyszczącego na miedzianych czołach (patrz: ks. Izajasza). Uśmiech na twarzy PAD-a staje się wzorcem twarzy. Po horyzont.

Niedawni ministrowie z PO i ich przyboczni do złotoustych także nie należą. Rzeczowość zastępują kpiarstwem, bon motami, jakich nie powstydziłby się były Leszek Miller. Walą takimi tekstami do kamer, w najlepszym razie, bo zazwyczaj coś bełkoczą. Nie ma jeszcze jednego, ustalonego przekazu dla mediów, czyli dla wyborczego motłochu, jak to było za Tuska. Bo nie ma w tej partii przywódcy. Za to papierowy przywódca Beata Szydłowa mówi do Ludu językiem księgowej z gminy Psie Pyski. Będzie kaszanka na festynie i mamy na to pieniądze, bo są w budżecie. Nie ośmieli się przecież skrytykować sensu wydawania obywatelskich pieniędzy na ten festyn i na tę kaszankę. Świetnie wykonała swoją robotę, podsumowuje prezes, wójt, burmistrz Psich Pysków.

W tle tego spektaklu złożonego z monologów i półsłówek prezes rozgrywa swój wymarzony zamach na konstytucję, a właściwie na dotychczasową praktykę stosowania amorficznych zapisów ustawy zasadniczej, skrojonej przez Aleksandra Kwaśniewskiego i jego przybocznych w taki sposób, aby nikt nie mógł określić, do kogo należy prawdziwa władza, a więc, aby organy centralne mogły ją dzielić pomiędzy siebie wedle własnego uznania.

Tę słabość i płynność wykorzystują teraz prezydent i rząd, pozbawiając posłów, potencjalnych reprezentantów Narodu, wszelkiej władzy. Było tak cały czas: szeregowi posłowie mieli do dyspozycji palec do naciskania na guziki oraz dyspozycje kierownictwa partii, na który guzik naciskać. Zwycięskie Prawo i Sprawiedliwość powołuje się na mandat uzyskany od wyborców: wolno nam robić wszystko tak, jak nam się podoba, bo reprezentujemy Naród. Reprezentują 40 procent z 60 procent. To bardzo śmiałe założenie, że to już wystarcza do przesuwania ośrodka władzy z sejmu do rządu albo do prezydenta w zależności od potrzeby. W Polsce władza należy do narodu, ale ten naród nie chce po nią sięgać. Sięgają partyjne sitwy. Od 25 lat. A więc od 70 lat.

*

Cieszy mnie, że myślę w sprawie Mariusza Kamińskiego podobnie, jak dostojni i autorytatywni sędziowie, np. jak sędzia Ewa Łętowska. Jaka szkoda, że przed telewizyjnymi „Wiadomościami”, ta mądra i rzeczowa starsza pani nie prowadzi jakiejś pięciominutowej pogadanki, dobranocki dla dorosłych, o państwie prawa, jakim mogłaby być Polska. W zamian tv prezentuje przepisy kulinarne. Na jedzeniu ma kończyć się demokracja, wolność i odpowiedzialność w wolnym kraju? Wolnym od czego? Telewizję rozrywkową można by zmienić na jakąś obywatelską. Ale kto by tam dopuścił tę Łętowską albo w ogóle kogoś, kto ma tylko własne zdanie, niezależne od bieżącej mody politycznej?!

*

PAD argumentuje, że proces Kamińskiego został upolityczniony, więc on to upolitycznienie zakończył aktem łaski. Drwi, że uwolnił sędziów od kłopotu, bo sędziowie w Polsce są za słabi na samodzielność i niezawisłość sędziowską. Nie dorośli.

Słabe to i to bardzo. Nie da się odpolitycznić, ani też upolitycznić czegoś, co zawsze polityczne było. Polityka jest polityczna, a Mariusz Kamiński był politycznym szefem służb specjalnych. Zatem każde jego działanie było polityczne i jako takie oceniane było i jest przez pryzmat polityki rządu, w którym był ministrem. Realizował politykę swojego szefa i swojej partii. Za to postawiono go przed sądem, z tego – politycznego – powodu został oceniony przez sąd, który na chłodno, bez nastawienia politycznego, uznał, że Kamiński jako urzędnik przekroczył uprawnienia urzędnicze realizując cele polityczne koalicyjnego rządu PiS-LPR-Samoobrony.

Bo urzędnikowi nie wszystko wolno, nawet gdy jego partia uzyskała zgodę wyborców na to wszystko, co ta partia głosiła jako swój program uszczęśliwienia Obywateli. Wtedy był to program Andrzeja Leppera, awanturnika politycznego, stworzonego z brudnej, pijanej i butnej piany na taczce w miasteczku Praszka i na torach kolejowych zasypanych ziarnem, stworzonego przez SB i inne siły diabelskie, które przetrwały rok 1989. Na domniemanym przyzwoleniu wyborców na metody Leppera opierała się 10 lat potem ówczesna odwaga i determinacja Kamińskiego, tak dziś doceniona przez PAD-a. Jakby Kamiński wykazał się bohaterstwem w jakimś ataku na wroga w jakimś powstaniu. Ciągle ten sam parafialny patos, w taniej pozłotce. Wojenny patos marudera zdobywającego oficerskie szlify bez jednego wystrzału. Wystawiono mu Leppera? Jego wystawiono, a on to łyknął jak gęś kluskę. I nadal by łykał.

Na co liczy PAD, argumentując w taki sposób? Na kogo liczy? Na czyje zrozumienie i czyje poparcie? Tych, którzy chcieliby zawsze tak szybko awansować z rady parafialnej do rady ministrów? Zawsze? To udaje się raz, może dwa razy. Kiedyś sędziowie zemszczą się na prezydencie za te zniewagi. Sędziowie pochodzący z ludu, z awansu Narodu do poziomu Władzy za pieniądze wszystkich Obywateli Podatników. A Naród ich sprawiedliwie poprze, bo Naród nie ma innych sędziów.

To jest biblijne prawo i biblijna sprawiedliwość, to jest więcej niż PiS. Doktor prawa powinien tyle wiedzieć. Sędziowie już z niego drwią. Bubel już zagląda mu do rozporka i do akt IPN w swoich gazetkach za dychę.

Mój niezłomny podziw dla prezydenta (6)

Archiwizowanie najważniejszych tekstów w danym czasie to to samo, co pisanie własnych komentarzy:

Dera: prawo łaski dla Mariusza Kamińskiego i innych skazanych w aferze gruntowej

2015-11-17 17:37 0 Komentarzy
  • A-
  • A+
Andrzej Dera: prezydent miał takie prawo <br>Fot.PAP/R.Guz
Andrzej Dera: prezydent miał takie prawo
Fot.PAP/R.Guz

Prezydent ułaskawił Mariusza Kamińskiego i b. funkcjonariuszy CBA skazanych za działania w „aferze gruntowej”. Prawnicy nie są zgodni, czy ułaskawienie przed prawomocnym wyrokiem jest zgodne z prawem.

Zdaniem Kancelarii Prezydenta – tak; sam Kamiński mówi, że ta decyzja to symbol przywracania poczucia sprawiedliwości.

Mariusz Kamiński w rządzie Beaty Szydło jest ministrem, koordynatorem służb specjalnych. Został nieprawomocnie skazany na 3 lata więzienia i 10-letni zakaz zajmowania stanowisk, m.in. za przekroczenie uprawnień i nielegalne działania operacyjne CBA przy „aferze gruntowej”; złożył apelację od tego wyroku.

Prezydencki minister Andrzej Dera potwierdził na wieczornym briefingu, że prezydent Andrzej Duda ułaskawił byłego szefa CBA i trzech byłych funkcjonariuszy biura nieprawomocnie skazanych wraz z nim w związku z „aferą gruntową”.

– Prezydent miał prawo do zastosowania prawa łaski na każdym etapie postępowania, co wynika z doktryny i co nigdy nie było kwestionowane. W odczuciu prezydenta sprawa miała wymiar polityczny – uzasadniał Dera.

Poinformował, że prezydent wydał postanowienie o ułaskawieniu we wtorek. Podkreślił, że jakikolwiek wyrok sądu by nie zapadł ws. Kamińskiego, byłby uznany, jako mający podtekst polityczny.

– Ta sprawa zostaje w tym momencie przecięta, nie obciąża w tym momencie wymiaru sprawiedliwości i sprawę raz na zawsze zamyka – zaznaczył Dera. Jak dodał, prezydent uznał, że osoby walczące z korupcją powinny być w sposób szczególny chronione.

W oświadczeniu przesłanym PAP Kamiński podkreślił, że traktuje decyzję prezydenta o ułaskawieniu jako „symbol przywracania podstawowego poczucia sprawiedliwości, uczciwości i przyzwoitości w życiu publicznym”.

– Jestem przekonany, że jednoznaczne stanowisko prezydenta służy interesowi publicznemu – napisał Kamiński.

Były szef Urzędu Ochrony Państwa gen. Gromosław Czempiński zwrócił uwagę w rozmowie z PAP, że nawet z nieprawomocnym wyrokiem skazującym Mariusz Kamiński nie mógłby mieć dostępu do tajemnic państwowych jako koordynator służb.

– Już samo oskarżenie przez prokuraturę wyklucza przyznanie danej osobie przez służby specjalne certyfikatu dostępu do największych tajemnic – powiedział.

Konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski w opracowaniu pt. „Stosowanie prawa łaski w świetle Konstytucji RP” zauważył, że prezydent, stosując prawo łaski, nie jest związany żadnymi przepisami określającymi przesłanki tego aktu, który nie wymaga uzasadnienia.

– Oznacza to swobodę oceny prezydenta, który podlega w tym względzie jedynie kontroli ze strony opinii publicznej. Jednakże akt łaski nie powinien być arbitralny, społecznie niezrozumiały czy obrażający poczucie sprawiedliwości, gdyż przeczyłoby to konstytucyjnemu powołaniu prezydenta jako najwyższego przedstawiciela państwa, które jest wspólnym dobrem i demokratycznym państwem prawnym – wskazał.

Konstytucjonalista prof. Marek Chmaj powiedział PAP, że zgodnie z konstytucyjną zasadą domniemania niewinności niewinnym jest każdy, kto nie został skazany prawomocnym wyrokiem; nie można zatem ułaskawić niewinnego.

Także rzecznik Prokuratury Generalnej prokurator Mateusz Martyniuk wskazał, że akt łaski ma zastosowanie do prawomocnie skazanych osób.

W marcu tego roku Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście skazał na kary więzienia b. szefów CBA, w tym Kamińskiego (3 lata więzienia i 10-letni zakaz zajmowania stanowisk), m.in. za przekroczenie uprawnień i nielegalne działania operacyjne CBA przy „aferze gruntowej” w 2007 r.

Proces dotyczył operacji CBA z lata 2007 r. CBA zakończyło tę operację specjalną wręczeniem Piotrowi Rybie i Andrzejowi K. tzw. kontrolowanej łapówki za „odrolnienie” gruntu na Mazurach w kierowanym przez Andrzeja Leppera ministerstwie rolnictwa. Finał akcji miał utrudnić przeciek, wskutek czego z rządu odwołano szefa MSWiA Janusza Kaczmarka.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP