Sylwy czerwcowe 2018

Trzeba poprosić PiS, to skróci kadencję Schetyny. Ma już wprawę. Ale to nie byłoby po myśli PiS.

*

Piątek. Lato. Mizeria bez kartofli.

*

Co z tych PiS-owców za katolicy, że po radę w sprawie ustawy muszą chodzić do rabina? Rady rabinów nikomu wprawdzie nie szkodzą, ale to przecież zdrada.

*

Jest naprawdę obojętne, kto gra w drużynie, która przegrywa.

Z okazji mundialu znów w użyciu był odpustowy pijar i prezes TVP poległ jak von Manstein na Łuku Kurskim.

*

Narut pozwala Dudzie, Morawieckiemu i innym gadać od rzeczy, bo Narut ma z tego kasę.

*

Kuchciński nie ukamienował Winnickiego za blokowanie mównicy sejmowej. Wyszło na to, że albo to ustawka albo poseł Winnicki nie wzbudza niczyjego zainteresowania, nawet zainteresowania posła Kuchcińskiego. I jako osoba duchowa, niewidoczna, niewyraźna – może wszystko.

*

Przyznanie się do winy nie jest tak ważne, jak uznanie winy.

*

Jeżeli Tusk nie zasługuje na traktowanie go jako polskiego polityka, to ci, którzy mu tego odmawiają, nie zasługują na zaliczenie ich do grona polityków europejskich, unijnych. Zazdroszczą mu? Chcą, żeby mu wszystkie krowy pozdychały?

*

Błąd najpoważniejszy, że UE chce być Unią, a nie zlepkiem przypadkowych interesików.

*

Kulsony protestują, bo liczyli, że za łamanie białych róż na miesięcznicach i zakuwanie Frasyniuków dostaną swoje 30 srebrników. Nie dali, kłamcy!

*

Siemioniak skrytykował rząd za niemoc w sprawie stoczni w Szczecinie. Prawda – prom widmo, mgła, katastrofa. Ale muszę – dla równowagi – przypomnieć plan podatkowy 3×15. Też widmo. W 2005 roku, przed wyborami parlamentarnymi, PO zgłosiła projekt podatkowy nazwany 3 x 15. Po czym VAT został podniesiony z 22% do 23%.

*

Minister policji powinien zdawać sobie sprawę, że oskarżając Frasyniuka o napaść na policjantów ośmiesza policję – https://wiadomosci.onet.pl/kraj/akt-oskarzenia-wobec-wladyslawa-frasyniuka/entjt0n. Ale po paradach z anielskimi skrzydłami po zimowym Szczecinie i po konfetti w Suwałkach wiadomo, że można policję wystawiać na pośmiewisko, jak klowna w cyrku.

*

Pan marszałek Karczyński czy jakoś tak wypowiedział się po ojcowsku o piłkarzach. Jak zawsze „na temat” albo nawet „w temacie”. Któryś z komentatorów rządowo-korytarzowych uznał, że nikt od reprezentacji nie oczekiwał mistrzostwa świata, ale żeby chociaż pięknie przegrali.

W kwestii tego mistrzostwa świata, to ja nie miałbym piłkarzom za złe, gdyby je zdobyli. Jak już walczyć, to o główną stawkę. Wprawdzie Prezes zaleca skromność, ale bez przesady – można jej oczekiwać co najwyżej od panienek na wydaniu.

*

Koncepcja Nawałki – teoria chaosu. Ambitnie, ale czy on się na tym naprawdę zna? Obecna reprezentacja tak czy inaczej przechodzi do historii. Bogoojczyźnianej, bo honor wywietrzał z patriotycznej triady. Którego sierotę można by adoptować?

 

 

 

 

 

 

 

 

*

Wina Kaczyńskiego. To oczywista oczywistość. Wina Tuska jest już nieaktualna. Jest ta Dobra Zmiana albo jej nie ma?!

*

PiS wyprowadza Polskę z UE, a równocześnie będzie pokazywał, że mu na podboju UE bardzo zależy. Chce być moralnym zwycięzcą. Na modłę sarmacko-straceńczą.

*

PiS pisze nowy traktat unijny, ale mu nie idzie. Powiedzieliby Jakiemu, to napisałby choćby na wczoraj.

*

Jeżeli będzie finał Rosja-Niemcy, to komu będziesz kibicował, Prawdziwy Polaku z maczetą i bejsbolem w łapie?

*

Co można zrobić z Narodem, który uprawia seks dla zasiłku 500+? I traktuje to jak akt patriotyczny.

*

Z sejmu. Suski pyta Waszczykowskiego:

Państwo na E?

Enerde – odpowiada Waszczu.

Eeeee, chyba nie ma takiego państwa, Waszczu? Coś ci się popierdzieliło, jak zwykle! – odpowiada Suski.
Jak nie ma, jak jest! Co ty tam wiesz? – wtrącił się Jaki, wykładowca politologii.

*

O nierównościach w Polsce – KRUS 

KRUS jest do likwidacji jako rozwiązanie niesprawiedliwe i preferujące najbogatszych. Mikrogospodarstwa generujące wiejską biedę to już przeszłość i nieliczne wyjątki. Takie przypadki należałoby obejmować indywidualną pomocą socjalną (korzystają już z takiej pomocy), a nie rozwiązaniami systemowymi, które zapewniają przywileje najbogatszym mieszkańcom wsi.

Liczba osób podlegających ubezpieczeniu społecznemu rolników – 1,2 mln, prowadzących jednocześnie pozarolniczą działalność gospodarczą – 81 205 (2017 r.). W tym np. wiele tak barwnych zjawisk, jak właściciele kancelarii prawnych czy firm handlowych żyjący z dopłat obszarowych na 1,01 ha gospodarstwo „obrabiane” przez sąsiada rolnika.

Dotacja uzupełniająca do rolniczych świadczeń emerytalno-rentowych – 14,8 mld PLN.
Dotacja celowa na pokrycie składek na ubezpieczenie zdrowotne rolników – 1,8 mld PLN.
Zadania zlecone – 0,53 mld PLN.
Składki pobierane od ubezpieczonych – 1,5 mld PLN. (Dane sprzed kilku lat, zaokrąglone – https://www.krus.gov.pl/krus/krus-w-liczbach/).

Poziom życia i wartość majątku rodzin rolników na obszarze większości kraju wielokrotnie przekracza zasoby, jakimi dysponują osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą, czyli MSP. To jest krzywdzące dla mikroprzedsiębiorców, którzy napędzają polską gospodarkę i ledwo wiążą koniec z końcem lub żyją w ubóstwie.

Średnia wielkość powierzchni gruntów rolnych w gospodarstwie rolnym w kraju w 2017 roku wynosiła 10,65 ha (ARiMR). Przy cenie za 1 ha ok. 50 000 PLN wartość rynkowa ziemi to 0,5 mln PLN plus dochody z działalności, budynki, samochody i ciągniki, maszyny uprawowe, wyposażenie, zwierzęta, zapasy.

W takich województwach, jak warmińsko-mazurskie, lubuskie, zachodniopomorskie, pomorskie, wielkopolskie, kujawsko-pomorskie, opolskie, dolnośląskie, gospodarstwa są średnio 10-krotnie większe, niż w świętokrzyskim, które kłamliwie pokazuje się jako propagandowy przykład rolniczej biedy. Tymczasem największa bieda panuje w małych i średnich miastach w rodzinach pracowników najemnych z wykształceniem podstawowym i zawodowym.

Im może pomóc podwyższenie kwoty wolnej od podatku do poziomu 12 x płaca minimalna/rok.

*

Nowemu ministrowi rolnictwa do doskonałości brakuje w biografii bycia zakonnikiem w sensie formalnym. Pozycja typu: >trochę zakonnik< to wciąż za mało na to, by lud się ministra słuchał bardziej, niż Pana Boga.

*

Ludzie ulegają kłamstwom polityków, bo nie wyobrażają sobie, że można aż tak kłamać. Albo też by tak chcieli.

*

Kaczyński nie ceni Parlamentu Europejskiego i UE, więc kandydatem PiS do PE może być byle kto.

*

Kulsony z Zielonej Góry mają ośrodek szkoleniowy aż w Świnoujściu?! Tam mogą chlać i wypadać z okien. Co na to wuc, który swoim drużynnikom zaleca skromność?

*

Gliński powinien odkupić od MON tę kolekcję historycznej broni, którą Mac’ kupił dla WOT.

*

Mowa obrończa PMM w sejmie wobec próby odwołania wicepremierki i ministerki była mową kandydata na prezesa PiS. Sondaż dla „Super Expressu”: 56 proc. wyborców PiS chce zmiany prezesa partii https://wiadomosci.onet.pl/kraj/sondaz-dla-super-expressu-56-proc-wyborcow-pis-chce-zmiany-prezesa-partii/3nrv78z … przez @OnetWiadomosci

*

Oferuję słoiki z powietrzem z ziemianek Brygady Świętokrzyskiej, najlepsze roczniki 1944-1945. Półlitrowy weck za jedyne +500 PLN. Każdą ilość. – http://www.rp.pl/Historia/306219944-Ziemia-z-dolow-smierci-jako-nagroda-od-IPN.html

*

Michał „Misiek” Kamiński chciałby, aby opozycja zrozumiała, dlaczego ludzie głosowali na PiS – https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/michal-kaminski-trzeba-zmienic-i-wladze-i-opozycje/btd85n1 …. To wszyscy wiedzą: ksiądz tak kazał.

*

Slow Life w wielkim mieście

 

Pan Andrzej Celiński będzie odbierał głosy Patrykowi Jakiemu – nie ma co biadolić nad rozbijaniem opozycji. Nawet wyborcy PiS zagłosują na Celińskiego. Zagłosują na niego ci pisowcy, którzy mają poglądy lewicowe, zagłosuje także środowisko d. PZPR i „pogrobowcy” nomenklatury, urzędnicy i nauczyciele przed i na emeryturze, którzy na starość znów zaczęli chodzić do kościoła, moczarowcy, konformiści, związkowcy. Jakiś Jaki jest dla tych ludzi za młody, a Celiński w sam raz i pochodzi z warszawskiej inteligencji, co oznacza w tym mieście więcej, niż patent szlachecki.

Pan Celiński nie jest kandydatem opozycji, gdyż był i jest niemal zawodowym opozycjonistą. Po stronie PO mógłby się z nim pod tym względem porównywać co najwyżej Tusk. Celiński ma poparcie SLD, lecz jemu samemu bliżej jest do ruchów obywatelskich, którym nie leżą stare partie.
SLD nie jest partią parlamentarną i nie jest w obozie opozycji, jaki nieudolnie buduje PO. Jest partią nostalgii do czasów, kiedy PZPR stawała się lewicą europejską, czyli trochę liberalną i trochę libertyńską. W wielu kwestiach głosi poparcie dla programu PiS. Centrolewica z SLD uważa, że byliby lepszą partią lewicową od populistycznych katolików z PiS, bo proeuropejską. W zasadzie tylko to ich różni. SLD zastanawiałby się nawet nad propozycją wspólnego rządzenia z PiS, a nawet koalicji w Warszawie. Chciałby powrócić do gry, bo zniknie bez śladu.
SLD czy PSL są samodzielnymi partiami, które mają własne kadry i ambicje, a niekiedy nawet programy. Jak inne, chcą wystawiać swoich kandydatów na ważne funkcje. Oczywiście, pozbycie się faszyzującej kato-lewicy jest celem wszystkich partii spoza układu PiS/Kukiz’15. Takich haseł jednak nie będą dawać na sztandary, gdyż nie są pewni, że nie wierzą w Boga, jak nowe lewice typu Partia Razem. Tym bardziej rolnicy z Marszałkowskiej, symbolizowani przez przekrojonego arbuza z supermarketu na Ursynowie.
W walce o Warszawę jakaś antyklerykalna kontrrewolucja to nie jest jeszcze istotny powód do tworzenia koalicji. Tym niech zajmują się Razem i ruchy miejskie, my usiądziemy z biskupem do okrągłego stołu – ton lekceważenia wciąż napędza liderów starych partii, pomimo że ze świata płyną sygnały o braku alternatywy dla przeciwnego kierunku. Polska to nie jest świat – tak myślą Czarzaści i Cimoszewicze. Warszawa będzie więc poligonem doświadczalnym przed wyborami parlamentarnymi. Sprawdzą i coś zapewne postanowią w sprawie koalicji. Dla Polski można poświęcić nawet Warszawę.

Gdybym mieszkał w Warszawie, postawiłbym właśnie na kogoś tak inteligentnego, jak Andrzej Celiński. Celiński wie, że szkielet ustrojowy demokracji obywatelskiej to samorządy, a kierunek zmian w XXI w. wyznaczają duże miasta. Coś musi zrobić z tym, co wie. W dojrzałym wieku może już zostać radykalnym kontrrewolucjonistą, który chciałby zamienić wielkie miasto w zbiór mikrospołecznościowych komórek, w których sąsiedzi pielęgnują paradyzy w stylu Slow Life, jak na mazowieckiej agroturystyce, przywożonej do stolicy w słoikach. Ruchy miejskie i komuny squatterskie powinny mu w tym pomagać. Jest okazja na odważną zmianę.

*

Kiedy uznamy, że państwo nie działa w oparciu o boską wolę, musimy zaufać ludziom. Że mogą wszystko.

*

Razem i SLD to prawie PiS. Te dwa środowiska chwalą rząd za programy socjalne. I wtedy o innych sprawach milczą albo bezosobowo krytykują liberalizm.

*

PiS w wyborach uzyskał poparcie 19%, resztę poparcia kupuje sobie za nasze pieniądze.

*

Każdy ma jakąś listę osób, które wolałby poszczuć psami, niż wpuścić za furtkę. W tym osoby z pierwszych stron gazet.

*

19 VI 2018 największą porażką była wypowiedź Morawieckiego w Berlinie, że Polska chce być pośrednikiem między Europą a USA.

*

Władza mówi do ludu: Potykamy się, aby z godnością powstawać z kolan. Silniejsi. Nasz heroizm rośnie z każdym potknięciem. Naprawdę, tak mówią. I nikt się nie śmieje. Bo to język ewangelii, język święty.

*

Premier Morawiecki w Spale: Przez ponad pół roku walczyliśmy o opodatkowanie sklepów komercyjnych, które nie płaciły tu podatków i udało się nam to osiągnąć.

On ma wbite do łba peerelowskie paradoksy, siedzi okrakiem na płocie pomiędzy bieda socjalizmem a dobrobytem wolnego rynku. Prosty katol z kolejki do mięsnego w delikatesach.

*

P i L – Polski dwie

Będzie z 20 lat, jak zgłaszałem pomysł, żeby Polaków oznakować – na ich życzenie – literami P oraz L (prawica-lewica). P podlegaliby sądom i prawodawstwu L i na odwrót. Z tym, że sądy P orzekałyby karę śmierci, a sądy L nie. W krótkim czasie jednej z grup by nie było. Zostałaby PL.

*

Ten człowiek, który na swoim podwórku organizuje osiedlowy festyn piłkarski dla dzieci, zabił moją matkę. Mógłbym go zabić albo chociaż nie pójść tam z dzieckiem, ale wszyscy idą. Dziwią się, że chciałbym skrzywdzić swoje dziecko, które lubi futbol, a babci nie zna.

*

Lewica katolicka w Polsce zawsze uważała, że powinna ją obowiązywać tylko ta część prawa wspólnotowego, która im odpowiada. Unia Europejska przetrwa, jeżeli będzie chrześcijańska – to ich podstawowe hasło polityczne. Nie wiedzą, że UE taka jest od początku.

*

W onet.pl  pytanie, czy praworządność w Polsce może być oceniana przez unijny sąd. Oczywiście, jak najbardziej. W zakresie objętym traktatami.

*

O jakości prawniczego myślenia dra prawa Andrzeja Dudy wszystko już zostało powiedziane wcześniej.

*

O wyroku sądu w sprawie drukarza z klauzulą sumienia

 

Zlecenie na druk plakatów można w dzisiejszych czasach złożyć bez wychodzenia z domu, przez internet, i nie wychodząc z domu odebrać gotowe plakaty od kuriera. Drukarz z opowieści sądowej, który odmówił druku plakatów jego zdaniem politycznie wstrętnych, nie był, niestety, profesjonalistą. Był niezdolny do prowadzenia działalności usługowej. Sąd to stwierdził. Stwierdził stronniczość drukarza, niedopuszczalne dyskryminowanie klientów etc. I że odmowa wykonania usługi narusza ład społeczny.

Kiedyś, dawno temu, urząd z Mysiej decydował nawet o treści pieczątek drukarzy. Plakaty też trzeba było zatwierdzać. Ministrowi Ziobro przywrócenie cenzury, jak tej w PRL, bardzo by się spodobało. Wykonywaliby ją drukarze na podstawie drukarskiej klauzuli sumienia, abortując zlecenia od pedałów, ulicy i zagranicy oraz wszystkich wrogów Narodu.

*

Cóż, propagowanie „satanizmu” poprzez muzykę w Piekarach Śląskich niczym nie różni się od podobnych eventów chrześcijańskich, jak np. ten w Warszawie. Ci grają i śpiewają swoje, a ci swoje. Co ma do tego jakaś władza, np. wojewoda śląski? – https://koncerty.chrzescijanskiegranie.pl/koncert/festiwal-chrzescijanskie-granie-2018-warszawa/ …

*

Jeżeli sejm nie działa, to po co tam siedzicie?! – pytam retorycznie posłów od grudnia 2016 roku. Po sparaliżowaniu Trybunału Konstytucyjnego, po „obradach” w sali kolumnowej, nocnych głosowaniach i setkach naruszeń zasad i obyczajów parlamentarnych, co najmniej półtora roku temu posłowie opozycji powinni rozjechać się po swoich okręgach wyborczych i oznajmić wyborcom, że nie mogą pełnić swoich obowiązków poselskich i senatorskich i złożyć, oddać do ich dyspozycji, mandaty poselskie.
W sejmie pozostaliby jedynie posłowie PiS i Kiepskich’15. Wyniki głosowań byłyby takie same.
Ale sytuacja polityczna w Polsce byłaby już całkowicie inna. Nadal możecie to zrobić. Na co czekacie? Lubicie być szykanowani i poniewierani? Mam nadzieję, że jednak nie.

*

Co zrobić, gdy „lepszy sort” nadstawia drugi policzek? Kopnąć go w trzeci.

*

To jest ostentacyjna prowokacja.

Teraz ktoś zapalczywy te tablice zniszczy, obleje farbą itp., i będzie pretekst do skarg, że w Polsce są prześladowania religijne. I okazja do tego, aby kościół mógł wymuszać ustępstwa ze strony świeckiego państwa. W imię wolności przekonań religijnych zagwarantowanych w konstytucji.

https://www.facebook.com/groups/1174082126009009/permalink/1763283727088843/

*

Wbrew temu, co mówił niedorzecznik prezydenta w programie Moniki Olejnik na temat limitu wieku zatrudnienia dla sędziów, Obywatele Polski mają prawo do emerytury, ale nie obowiązuje ich przymus przechodzenia na emeryturę. Jeżeli badanie okresowe potwierdzi zdolność do pracy, można pracować ad mortem fajdanis. To wolny kraj.

Podtrzymywaniem konfliktu Polski z Komisją Europejską zainteresowany jest wyłącznie PiS. Aby uzasadnić w końcu wyjście Polski z UE, do czego dąży.

W wykazie zawodów w Polsce wprawdzie nie ma profesji >zawodowy kłamca<, mimo to zatrudnia się takich i im płaci.

https://www.tvn24.pl/kropka-nad-i,3,m/sedzia-sadu-najwyzszego-odchodzi-w-protescie-protestuje-ale-nikt-jej-nie-usuwa,844843.html

*

Becie i Jurgiele do Brukseli

Prezes Kaczyński i prezes in spe Morawiecki mogliby pozbyć się Beat i paru innych zawalidróg od razu i z hukiem. To by oznaczało jednak potwierdzenie słabości tej ekipy. Becie i Jurgiele są nadmiernym obciążeniem dla nadszarpywanego wciąż wizerunku ekipy z Nowogrodzkiej.
Dają im więc szansę/obietnicę odejścia częściowo ratującego zdewaluowany honor.
Ooooo, jakie my jesteśmy ważne – wysyłają nas do Brukseli! – będą mówiły Becie na spotkaniach w remizach i salkach parafialnych. Ale pod kołdrą będą chlipać: – Wypierdzielają nas do tej Brukseli. OK, ale za co!?

Możliwe jest nawet, że głosów twardego elektoratu PiSo-rydzykowego wystarczy, aby Becie-Jurgiele zostały wybrane. Wówczas usiądą w fotelach brukselskich i będą cierpliwie milczeć, trzymając Mamonę za nogi, jak Pana Boga.

Trudno, bronią swego, jak potrafią. Ale na ich miejsce Zjednoczona Prawica i tak nie ma lepszych kandydatów.

*

Studenci i młodzi naukowcy mają rację: zostali pominięci przy pracy nad projektem ustawy Gowina.

Kiedy w latach 1980/1981 pracowałem nad NZS-owskimi zmianami w ustawie o szkolnictwie wyższym, swoje propozycje zmian mogli zgłaszać zarówno studenci, jak i profesorowie. Wprawdzie na zmiany trzeba było poczekać do upadku PRL, ale te autonomiczne propozycje zostały w dużej mierze zachowane i uwzględnione przy tworzeniu nowego systemu kształcenia akademickiego.

Propozycje Gowina zmierzają do ograniczenia dostępu młodych do wyższego wykształcenia. W tym protestujący też mają rację. Wprowadzenie tych ograniczeń ma wzmocnić najwyżej notowane obecnie uczelnie i wybrane kierunki, aby ich pozycja w klasyfikacji szanghajskiej była trochę wyższa.

Ten punkt widzenia jest od lat krytykowany przez profesorów, głównie dyscyplin humanistycznych, ale projekt Gowina pomija te głosy krytyczne, nastawiając się na krótkotrwałe efekty promocyjne. Autonomia szkół wyższych i nauki w ogóle nie jest przez resort nauki brana pod uwagę jako wartość sama w sobie. Dominuje dojutrkowy utylitaryzm.

*

Moim skromnym zdaniem do porządkowania mediów służy ludziom pilot. Rząd nie musi się tym zajmować.

*

Moi sąsiedzi, imigranci sezonowi z Afryki, mają w tym roku 4 młode.
Sąsiadka powinna otrzymać emeryturę od Morawieckiego. Jak już wydawać kasę Polaków, to na całego.

 

 

 

 

 

 

*

Karą dla katolików za wieczne kłamstwa ma być wieczne potępienie. Oni jednak w takie bajki nie wierzą. Tak samo, jak niewierzący.

*

Popularny skądinąd Misiewicz ukończył podobnież prawo u Rydzyka w Toruniu. Jak mówią, bez żadnego trybu.

Prawo. Prawo? Prawo!

W przedwojennej Polsce powszechny był taki dialog:
– Skończyłeś już jakieś studia, synu?
– Tak, ojcze, skończyłem prawo.
– Prawo, powiadasz. A jaki masz zawód?
– Właśnie w tej sprawie postanowiłem cię, ojcze, odwiedzić…

W PRL wyglądało to tak:
– Towarzyszu rektorze, na którym to ja roku już jestem. Dawno nie widziałem towarzysza… Nie pokazuje się profesor w prostym towarzystwie?
– Zdaje się, że towarzysz dyrektor już jest po dyplomie. Sprawdzę.
– Sprawdzicie, to oddzwońcie. Podeślę kogoś z koniaczkiem po odbiór. A jak nazywa się dokładnie ten kierunek, który studiowałem?
– Prawo, towarzyszu.
– Z panem bogiem, profesorze!
– Czuwaj!

Teraz:
– Nie widziałem cię w sobotę na manifestacji dla Życia, misiu?! Przechodzisz do kodziarzy, co?
– Byłbym, ale studiuję. Mam sesję.
– W soboty?
– I w niedziele.
– W niedziele? Szatan cię opętał!
– Mamy przerwę na mszę, spoko.
– To gdzie ty studiujesz, misiek?
– Prawo w Toruniu.
– No, to szacun! Debeściak jesteś, qrwa!

*

Cierpienia zablokowanego fejsbukowicza to gorzej, niż karcer w Rawiczu!!!

*

Biedroń zwrócił uwagę na to, że kampania p. Jakiego jest nieco przeintelektualizowana. Coś w rodzaju: ‚serce dresiarza’ zamiast ‚ławeczka zwierzeń’. Serce dresiarza, róży kwiat!

*

Schetyna wciąż wybiera uwieszanie się u klamki biskupów jako strategię na kolejne wybory. Boi się tego, co powiedzą wyborcom z ambon, i liczy na to, że KK postawi teraz na PO, aby ratować swoją skórę. Wyborcom PO taka strategia już nie pasuje.

*

Ks. Głódź, człowiek bogaty i sławny, stracił honor. Pracując w Watykanie był informatorem wywiadu komunistycznej Polski. Takie kościół miał i ma kadry. Było mu obojętne, z kim i o czym rozmawia. Zależało mu na tym, aby był traktowany jak ważna persona, jako ktoś ustosunkowany, zorientowany, ze świecznika. Zwykła, prostacka próżność. Służby wiele razy chwaliły się, że miały informatora z najwyższej półki. Opowiadał przy obiadkach z rodakami, co to nie wyrabia się w tym Watykanie.

*

Człowiek jest częścią świata zwierzęcego. Np. zabija foki, bo one też lubią jeść ryby. Negatywny wydźwięk zabijanie fok wywołuje wyłącznie w środowiskach eko. Oczywiście to, że szwedzcy rybacy strzelają do fok, nie usprawiedliwia polskich bestii ludzkich zabijających foki leżące na plażach.

*

W Rosji też rosną podatki. Krym kosztuje. Jak kiedyś Afganistan.

*

Dlaczego normalnych ludzi, mających ludzkie odruchy miłości i szacunku dla wszelkiego stworzenia, szanujących zwierzęta i przyrodę, a więc naturalne otoczenie człowieka, nazywa się lewicą? To jakaś ideologiczna aberracja!

*

 

 

 

 

 

 

 

W tym czasie, gdy wypuszczono na rynek tę „legendę”, poruszałem się VW 1.6, rocznik 1981. Przywieziony „w częściach” z Bawarii przez Czechy. Też legendarny.
Mój kolega kupił nowego „poldka” i oddawał go co rusz do napraw gwarancyjnych, bo fabrycznie łożyska w skrzyni biegów były ustawione niewspółosiowo (powiedział mu to w zaufaniu mechanik w serwisie) i zawsze któreś padało po 10-15 tys. km. W końcu sprzedał i przywiózł sobie „w częściach” Mazdę 323F, oczywiście czerwoną.
Legenda motoryzacji polskiej? Bez przesady! Legenda upadku.

*

Polska na poziomie Ukrainy, Mołdawii, Albanii

Wszyscy pozapominali już, jakimi argumentami Polaków przekonywał Kwaśniewski „Olek Olek” do głosowania w referendum unijnym. „Każdy będzie mógł pojechać do pracy za granicę” – takie było przesłanie. Saksy dla każdego, otwarte granice. Zależało mu na frekwencji i frekwencja była. Durnawa prawica polska poszła głosować przeciwko wstąpieniu do UE.
Zgodnie z przyjętym przez SLD i Kwaśniewskiego kierunkiem rozwoju Polski, studenci polscy i inni prekariusze ruszyli hurmem na zachodnie zmywaki.
Ja wiedziałem, że tak będzie, więc nie pomogłem Kwaśniewskiemu wygrać tego referendum. W trakcie głosowania kończyłem na kwaterze w mieście Hel, na pożyczonym laptopie, pisanie pracy dyplomowej z zarządzania funduszami europejskimi. Upał był wtedy podobny do dzisiejszego.
Po 15 latach wciąż odrzucam tamtą argumentację Kwaśniewskiego za wejściem do UE, który z agenta Wschodu przeistoczył się w agenta Zachodu. Miał z tego kasę.
Ale Unię Europejską powitałem z radością i uznaję, że bez jej reguł, jak to mówią po kościołach – narzuconych Narodowi Polskiemu, moglibyśmy być obecnie co najwyżej na poziomie dzisiejszej Ukrainy, Mołdawii, Albanii.
Cofnąć Polskę do tego poziomu może już tylko rewolucja antyeuropejska, realizowana z wielką namiętnością i poświęceniem przez Kościół Katolicki oraz Zjednoczoną Prawicę.

*

Marszałek uwalił się nam z radości, że sejm znów się zebrał. Czepiają się Prawdziwego Polaka, że był w pracy wypity. Ale jaki wydajny! Ukarał kogo trzeba i kogo nie trzeba nie ukarał.

*

Rząd polski ma się z Polakami dobrze. To jest zasługa Polaków, którzy nie mają innego wyjścia, jak tylko ciężko i mądrze pracować, aby utrzymać siebie i Państwo, rozrośnięte ponad miarę. Rząd i jego klienci są konsumentami rezultatów tej pracy. Zadowolonymi z siebie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*

Niektóre media w Polsce dyskryminują intelektualistów i artystów diskopolowych. PiS z tym skończy. Dodekafonia, blues, jazz i rock zejdą do podziemia.

*

Czy ktoś wie, co tygodnik „NIE” pisze o pośle Piotrowiczu?

*

Dorota „Martwa Foka” Arciszewska ponosi moralną odpowiedzialność za mordowanie fok na polskim wybrzeżu.

*

Wszystkie burdele pozamykane. Świętują qrwy! Wszyscy dziś świętują. Na chwałę bożą! Wszyscy świętują i świntuszą!!! Tego dnia należałoby paradować odświętnie rozebranym, ciepło jest. Zapytam dra Alzheimera, co to znaczy seks sentymentalny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*

Gabriela Łazarek z Cieszyna, znana ze swojego nieustającego protestowania przeciwko władzy PiS niszczącej konstytucję i sądy, ma zostać przesłuchana za zakłócanie spokoju. Policjanci odwiedzili jej matkę i skarżyli się matce na dorosłą córkę. Wyrzuciła ich z hukiem.

Stara esbecka metoda – nękanie starych rodziców za „sprawki” ich dorosłych dzieci. Qrwesyńskie kulsony stosują esbeckie metody stosowane przeciwko opozycji solidarnościowej: nękają najbliższych, bo nie mogą dopaść bezpośrednio swoich ofiar. Kulsony muszą być szkolone przez esbeków, sami by tego nie wymyślili. Kiedy moich rodziców nachodzili mundurowi i cywilni funkcjonariusze w czasach przed i po stanie wojennym, moja mama naprawdę się tym przejmowała. Po ojcu, akowcu i wyrozumiałym antykomuniście, spływało to jak woda po kaczce. Ależ, qrwa, metod znów używają!!! Piotrowicz ich szkoli?

*

Rząd zrezygnował z hodowli koni arabskich na rzecz hodowli ludzi polskich. Przy czwartym miocie samica otrzyma emeryturę rodzicielską. A co z obowiązkiem alimentacji rodziców przez dorosłe dzieci? Zwolnione?

*

Mateusz Morawiecki był gotów w środę po południu znieść w sejmie każdą obelgę pod jego adresem. Zapłatą za to wystąpienie sejmowe może być bowiem funkcja prezesa PiS. O to walczy. I jest bliżej celu, niż był. PMM wygłosił w sejmie mowę godną kandydata na prezesa PiS.

PMM pomylił miejsca i adresatów. Propagandową mowę przeznaczoną na wiec wygłosił w sejmie. W wystąpieniu PMM wielokrotnie pojawiało się rozgraniczenie na „my” i „wy” i zarzuty wobec opozycji, że służy Berlinowi i Brukseli. A na koniec prowokacja słowna: przystąpcie do nas, to będziecie mogli coś zrobić. Premier wykluczający zbiorowość obywateli, którą nazywa „wy”, dla kogo pracuje, czyje realizuje interesy?

*

Racjonalność to realna duchowość.

Kaznodzieje udający filozofów twierdzą, że duchowość to coś więcej. Nic więcej nie ma. Transcendentne jest myślenie.

*

Jeżeli coś dobrego można zrobić dla religii, to doprowadzić kościół do bankructwa

*

Studenci i naukowcy protestują przeciwko reformie nauki wg Gowina. Rząd milczy, czeka aż zmęczą się, jak niepełnosprawni. Sesja się kończy, nadchodzą wakacje. A gdy już będzie po wakacjach, rektorem np. takiego UJ zostanie jakiś duda, jakaś duda. Ojciec lub syn, obojętnie. Nawet jakiś związkowiec. Byle duda.

*

Pisłowie sprawdzili szkodliwość pornografii za pomocą licznych indywidualnych autoeksperymentów i teraz chcą jej całkowicie zakazać?

*

Facebook nie blokował mojego Obserwatorium Katastrof ze 3 miesiące. Miał problemy z samym sobą. Znów chce ode mnie pieniędzy, czy jakiś dyżurny Szachermacher doniósł? Może rząd realizuje już swój program ograniczania wolności w mediach społecznościowych i FB uprzedza fakty? Np. realizują zalecenie Piotrowicza w sprawie pytań potencjalnie szkodliwych dla państwa.

*

Nasz dąb, a właściwie nastoletni dąbek, zeszłoroczne liście zrzucił, jak zwykle, na przełomie kwietnia i maja. I zaraz wypuścił nowe.
Upały tak dały mu się we znaki, że na początku czerwca zaczął zrzucać te nowe liście, uschnięte i zielone. Zmniejsza powierzchnię parowania wody, żeby utrzymać wilgotność pnia i gałęzi na właściwym poziomie. Zachowuje się jak kobieta podczas upałów.
Wyczytałem, że z brzozy w ciągu doby odparowuje ok. 70 litrów wody. No, to z niego pewnie połowa tego.

*

Czarny kot vel Czarnecki vel Makaron miał 40 stopni gorączki i zachowywał się jak nie on. Tzn. nie chciał jeść, nie wyjadał nawet złośliwie porcji z miski Rudej, swojej pręgowanej siostry.
Szybka pomoc świetnego Pana Weterynarza, który dwa lata temu poskładał go i pozszywał po zderzeniu z samochodem, postawi Czarneckiego na nogi. Dostał zastrzyk, tabletkę, coś zjadł.
Jak każdy facet podczas choroby, bezustannie pomiaukuje i domaga się głaskania, konwersacji. Zapewne także smakołyków, ale tego nie słyszymy. Dostanie lekkiego rosołku z kurczaka, to należy się każdemu choremu.
Ksywa Czarnecki pasuje do niego, bo nie jest zbyt mądry, nawet jak na kota. Ale myśliwym jest zawodowym. Jego pręgowana siostra, prócz tego, że też sprawnie poluje, nie potrzebuje pomocy przy otwieraniu klapki dla kotów zamontowanej w drzwiach. On stoi przed drzwiami i miauczy, żeby mu otworzyć, a ona wchodzi sama. A przecież mógłby ruszyć głową.

*

4 czerwca 1989 pracowałem jako mąż zaufania Komitetu Obywatelskiego w komisji wyborczej w Gnieźnie, w szkole podstawowej nr 2. Rano zameldowałem się w lokalu wyborczym ok. 6, wyszedłem stamtąd po 1 w nocy, po ponownym przeliczeniu głosów. Wydawało mi się, że dwie panie liczą po łebkach, i wyszło na to, że ponad 60 głosów nie zostało przeliczone. Ze dwa razy w ciągu dnia wyskoczyłem coś zjeść do domu, miałem ze sto metrów. W komisji byli sami ludzie z pezetpeeru. W takim małym mieście każdy, kto reprezentował opozycję solidarnościową, Wałęsę, był traktowany wrogo. Ale bali się, że ktoś im udowodni oszustwa lub wskaże błędy. Wygraliśmy. Ten typ ludzki, jaki był dobierany do komisji wyborczych, oportuniści i pieczeniarze, powrócił wraz z PiS i koalicjantami tej partii. To oni znów będą przy liczeniu głosów. Trzeba im patrzeć na ręce.

*

Urodziłem się w okolicy, w której na najgorszych piachach sadziło się sady czereśniowe. W porze zrywania czereśni chłopaki po ósmej klasie bili niezłe pieniądze na zrywaniu. Sadownicy płacili po 50 groszy za kilogram, a byli tacy, jak mój kuzyn Maniek ps. Szpak, którzy potrafili od rana do wieczora dobić do 100 kg. Stawka za zerwany kilogram rosła wraz z ilością kilogramów i jakością, za brak ogonków była obniżana.

Każdy smyk po przekroczeniu 10. roku życia chciał być wzięty do zrywania czereśni. Trochę, żeby podjeść, ale i zarobić parę złotych. Pierwszą selekcję robili tacy najemni wyczynowcy, jak Maniek. W każdym razie ekipy zrywające brały tylko takich, którzy potrafią więcej zerwać niż zjeść, i którym nie trzeba było co chwilę przestawiać drabiny, a najlepiej gdy drabinę mieli własną – lekką i długą.

Moje pierwsze zarobki na czereśniach pojawiły się bodaj w piątej klasie podstawówki. Wielkich i regularnych wyników nie miałem, 50 kg to był raczej dla mnie wynik maksymalny. Taka dniówka dawała 25-30 złotych. Jeżeli ktoś spędził na drabinie cały sezon, czyli od czerwca do połowy lipca, i miał wyniki ok. 70 kg dziennie, to mógł w takim czasie wyciągnąć z 1000 złotych. W biednych wczesnych latach 70. to było całkiem sporo. W sprzedaży chodnikowej zerwany owoc szedł najtaniej za 1,50 zł. (Jeśli coś pokręciłem z cenami, proszę prostować.)

Oczywiście, nikt nikogo nie zatrudniał na jakiś papier. Upadki z drabin czasem się zdarzały, człowiek na prostej drodze się potknie.

Kiedy dzieciaki zarobiły trochę kasy na czereśniach czy wiśniach, brakującą część do wymarzonego magnetofonu szpulowego ZK-120 albo do roweru rodzice chętnie dokładali „ze swoich”. Każdy „szpak” kalkulował właśnie tak. Trochę zarobi na szpakowaniu, może coś na budowie u sąsiada, a resztę dostanie. Koledzy, synowie właścicieli wielkich szklarni, zasuwali u siebie równo z pracownikami. Mieli nad nami tę przewagę, że pod wieczór nad rzekę dojeżdżali do nas, cyklistów, nyską i mogli z powrotem zabrać do nyski dziewczyny.

Złośliwi twierdzą, że z powodu zasiłku 500+ dzieci z polskich rodzin otrzymujących ten zasiłek nie będą jadły czereśni. Brakuje chętnych do łażenia po drzewach i dość intensywnej roboty, bo biedne polskie dzieci już nie muszą dorabiać na wakacje czy na nowe książki do następnej klasy. Daje na to rząd, czyli PiS.

Będzie, jak będzie, ale to wydaje się niemożliwe, żeby czereśnie czy truskawki, najsmakowitsze owoce polskich sadów, nie zostały zerwane i wykorzystane. Takie marnotrawstwo byłoby niezrozumiałe. Byłoby grzechem przeciwko naturze.

http://www.polskatimes.pl/strefa-biznesu/pieniadze/a/brak-chetnych-do-zbierania-owocow-duze-problemy-plantatorow-z-wojewodztwa-lodzkiego-ile-placa-wlasciciele-sadow,13227566/

*

Najprawdziwsza młodzież tańczyła na Polach Lednickich z Adrianem Naszym!

*

Kościół jest krytykowany. Łagodnie i z umiarem, w wolnych mediach ostrzej. Na krytykę odpowiada kontratakami, jak z oblężonej twierdzy. Np. ostatnio z ołtarzy Bożego Ciała zaatakował polskich samorządowców, którzy demokrację rozumieją inaczej, niżby to mogło podobać się biskupom.

Kontrataki skierowane są w stronę nowoczesnego zachodniego społeczeństwa liberalnego, jakie z wolna rodzi się w Polsce. Kościół przejął w końcu najważniejsze przyczółki państwa i domaga się posłuchu. Ma we władzy swoje partie polityczne, ma swoich ludzi, posłusznych i gotowych na wszystko. Ma swoje bojówki realizujące faszystowski patriotyzm za pomocą rac, kijów bejsbolowych, strzelb myśliwskich, a nawet maczet.

Dlaczego mieszkańcy jakiejś podlaskiej wioski bronią tak zaciekle księdza, który obmacywał im ich nieletnie córki na oczach dzieci? Bronią w ten sposób swojej kultury i swobód, jakich nie pozwolą sobie zabrać nikomu. Są tworem natury, pod powłoczką religijności ukrywają swój nienasycony hedonizm i libertyńskie przeczucie, że jeżeli nikt nie widzi, to wolno wszystko. Ksiądz też jest z ludu, z sąsiedztwa, dlaczego nie miałby korzystać z okazji.

Zabraniać pasterzowi wykorzystywania owieczek nie można. Brońmy go, bo przyjdzie dzień, kiedy wstawi się także za nami. Taka zmowa jest twardsza i trwalsza od prawa. Kościołowi to odpowiada, rozumie to, bo jest krew z krwi pospolity, jak jego owieczki.

Religia umiera, a więc trzeba znaleźć jakieś inne racje, aby zachować stan posiadania. Na przykład powoływać się na misję miłosierdzia. Etaty w szpitalach za gotowość do ostatniej posługi, domy opieki, wolność od podatków, bo przecież my służymy ludziom. Obywatelom.

Kontratakując, podporządkowując sobie państwo, Kościół Katolicki powołuje się na to, że reprezentuje wolę tych samych ludzi, i ich prawa i poglądy, którzy głosują w wyborach i tworzą struktury ściśle polityczne. Słychać: jako instytucja zachowujemy neutralność, nie wtrącamy się do polityki, ale przecież kapłan ma prawo mieć własne zdanie i je głosić. A ambona, ołtarz to miejsce, z którego mówi o ważnych sprawach do wiernych. Oni tego właśnie chcą, tego oczekują.

Czy papież poradzi sobie z dwulicowością kleru w Polsce, jak w Chile? Wątpię. Bez oporu wewnętrznego będzie to niemożliwe. A może, jak w Bawarii w sprawie inicjatywy władz zawieszania krzyży w urzędach i w szkołach (w założeniu miała to być manifestacja antyislamska), kościół polski stanie w obronie nadużywania symboliki krzyża do celów publicznych, sprzecznych z prawem moralnym? Nie spodziewam się.

Co można zrobić? Kontratakować. Manifestować, wyjaśniać, edukować, żądać. Łagodnie, ale stanowczo. Polacy tak potrafią.

*

Od Szczawnicy widok wiosenny na Tatry (telefon Nokia bez bajerów).

 

 

 

 

 

*

Dane adresowe producenta? Ktoś coś… Która ze spółek skarbu państwa produkuje ten oręż? Polska Grupa Zbrojeniowa może?

 

 

 

 

 

 

 

*

Orła Białego Błaszki nie chcom. Krzysz chcom. Narut wii, czego potrzebuje. Postawiom krzysz, gupie, na kamiyni kupie.

Przez błaszkowski rynek przejeżdża tranzytem z 1000 tirów na dobę. Obwodnicę by zbudowali. Ten wójt Rajewski jest aktywny i bojowy, widać go nawet na scenie krajowej jako samorządowca. Ale z tym rekordowym krzyżem cóś nie tak im wyszło.

W necie mieszkańcy piszą o planie budowy obwodnicy. Jej projekt wisiał w gabinecie burmistrza już w 1990 roku. Jakoś do tej pory tamtejszy Pambuk nie pomógł jej zbudować, niestety.

W gminie Błaszki powstanie 100-metrowy krzyż na 100-lecie Polskiej Niepodległości

polityczek.pl

*

Wzorcowa intelektualistka Kaja Godek znów wyszła z cienia, aby przeprowadzić rozpoznanie walką. Jej nie obchodzi, że ludzie, którzy katolikami nie są, oczekują od katolików, aby nie angażowali całego Państwa Polskiego i jego mieszkańców w swoje osobiste sprawy. Niech problemy wewnętrzne, ów „cyrk”, rozwiązują na własnym podwórku.

*

Aktor Krzysztof Pieczyński skrytykował w Polsacie dualizm nauczania religijnego chrześcijan. To racja. Błąd Pieczyńskiego polega jednak na tym, że odwołuje się do Chrystusa i chciałby go zanegować. Umożliwia w ten sposób swoim oponentom otwieranie furtki do kolejnej dyskusji o „dowodach na istnienie Boga”.

W koncepcji chrześcijańskiej nie kto inny, jak Chrystus, ma być najtwardszym dowodem na istnienie Boga, innych „dowodów” ta religia nie posiada.

Z tego nauczania wynika wprost, że aby doznać zbawienia, trzeba tylko pokonać jedną barierę: uwierzyć w to, że Chrystus to Syn Boży. I to głosić. Nie trzeba nawet w to wierzyć, można mieć wątpliwości. Wystarczy głosić.

Towarzyszące temu rytuały i zaklęcia to Tradycja Kościoła, pustynna obrzędowość przeniesiona do najdoskonalszych i najbogatszych budowli tego świata.
I tak od dwóch tysięcy lat.

*

Ktoś zdeklarował się, że jest ateistą i wierzyw naukę. Dziwne to. To oznacza, że w grawitację wierzy, czy ją odczuwa? Ludzie chcieliby wierzyć w Boga bez religii i kościoła – takie rzeczy wypisują.

*

Przy okazji Bożego Ciała na FB rozpętała się żarliwa, jeśli nie żarłoczna, dyskusja o tym, że Bóg to jedno, a kościół to co innego. Próbowałem tłumaczyć na wszelkie sposoby, że takie rozgraniczenie to herezja, brak zgodności z katechizmem KK, który obowiązuje wiernych (czyt. wierzących).

Jeden ze sposobów: „Kościół na każdym kroku eksponuje wiarę w Boga, jaki jego zdaniem jest, i głosi potrzebę aktywnej wiary, aby człowiek mógł zostać zbawiony, a nie potępiony. (…) Z tych dwu bytów, kościół istnieje na pewno. Kościoły zaś pełne są agnostyków, czyli takich, którzy uważają, że może Bóg istnieje, i na wszelki wypadek deklarują, że w to wierzą. To jest bardzo płytkie i bardzo chwiejne”. Ludzie mogliby kłócić się o to wiecznie, pogrążając się nieświadomie w otchłani paradoksów. (Pascal)

Klechy to jest dość nieliczna i wpływowa grupa społeczna stwarzająca problemy polityczne i praktyczne, a wiara w Boga to jest zagadnienie psychologiczne i filozoficzne oraz metafizyczne.
Kościół to zbiorowość ludzi wierzących w Boga.
Zwracam uwagę na to, że ludzie, którzy chcą „wypisać się” z kościoła i wierzący w istnienie Boga wypisują się ze zbiorowości ludzi wierzących w istnienie Boga.
Myli im się instytucja wyposażona w „durnowate ubranka, paranoiczne gesty, straszliwe obyczaje, tysiące męskich darmozjadów” z transcendencją.
To jest paradoksalne niezrozumienie tego, kim się jest, gdy deklaruje się wiarę w istnienie Boga.
„Wypisywanie się”, które nie jest apostazją (odrzuceniem Boga), to jest dziecięce wyjście z piaskownicy, bo „klechy” zabrały mi wiaderko. No, to – jeżeli komuś tak na tym wiaderku zależy – to niech je im odbierze. A jeżeli nie zależy, to trzeba „wiadereczku” powiedzieć, że już go się nie chce.
95 tez Lutra 500 lat temu skłoniło katolików do 200 lat wszczynania wojen religijnych, z milionami ofiar. Polska przetrwała od XVI w. jako skansen, w którym reforma instytucji i religii nie doszła do skutku.
Obecna przyspieszona okcydentalizacja polskiego społeczeństwa wywołuje reakcję kleru, który „zabiera” wiernym ich kościół i utwierdza ludowo-pogański skansen religijny. Ta działalność kleru jest możliwa wyłącznie dzięki wsparciu finansowemu i prawnemu laickiego – w deklaracjach – państwa. To jest kolejny paradoks.
Lud boży w Polsce jest wobec tych paradoksów i niekonsekwencji bierny i obojętny. Zabiera mu się i „wiadereczko”, i „łopatkę”, tłumacząc mu, że tak jest dla niego najlepiej.
Aby „powiedzieć Bogu, że go nie ma”, trzeba konsekwentnej świadomości i odwagi. A więc tego, do czego nawołuje także religia katolicka.

Dla ludzi, którzy w Boga wierzą, a deklarują „wypisanie się” z kościoła, nie miałoby to żadnego sensu. Po prostu niech go zmienią na lepszy, jeżeli ich oczekiwań nie spełnia. Ci, którzy nie wierzą, po co mieliby się wypisywać? Co by to zmieniło w ich życiu? „Zniewalanie dzieci od kołyski” do czynności religijnych to są decyzje rodziców. Mają wybór. Natomiast podatek kościelny uporządkowałby te kwestie statystycznie i finansowo.

*

Jakiś filozof powiedział, że Polska przyjęła chrzest, ale chrześcijaństwa to już nie za bardzo. Zgadza się. Na przykład: procesja Bożego Ciała w Pszczynie. Katabas wiezie dupę Mazdą MX5, czerwony metalik, kabriolet, a ludziska potulnie kroczą w procesji. Emikspiątka (czyt. Mazda MX5) została – jak to w tym środowisku jest praktykowane – pożyczona od znanego wszystkim bezdomnego biznesmena z parafii, który wygrał ją w karty od bezdomnego włóczęgę Pana Józefa, który niedawno zmarł i nie wiadomo, gdzie obecnie przebywa. A był takim dobrym człowiekiem.
W zamian za przejażdżkę bezdomny otrzyma zbawienie wieczne.
Taka transakcja barterowa, jak te różańce z państwowej fabryki, która nic nie produkuje, w zamian za ogłoszenie w gazecie, której też nikt nie kupuje.

Chciałem sobie kiedyś Emikspiątkę kupić, ale z hardtopem. Ładna jest. Bezdomni taką tanizną nie jeżdżą?

https://youtu.be/UwrfAsnhWUk

*

Prawniczce Przyłębskiej minister Bredziński przyznał rządowych ochroniarzy. Bezpiecznie i komfortowo ona czuje się dopiero w Berlinie z „Wolfgangiem”.

*

Większość respondentów (ok. 60 proc.) uznała w sondażu, że postępowanie PiS wobec niepełnosprawnych protestujących w sejmie jest niewłaściwe. Mimo to nie słychać, aby z tego powodu ludzie występowali z tej partii. Po prostu wstąpili tam z innego powodu, niż moralność, godność człowieka.

*

Adaś Miauczyński 25 lat temu powinien przyłożyć solidnie bejsbolem Ferdkowi Kiepskiemu. Patyczkował się z nim, jak z panem hrabią.

Sylwy marcowe 2018

Profesor Michał Głowiński zauważył, jak zwykle przytomnie i celnie, że dzisiejszy polski antysemityzm zawiera się w zdaniu: „Ja nie jestem antysemitą, ale dlaczego ci Żydzi rządzą światem?„.

To nie jest zdanie i postawa świadomie antysemicka. To jest narracja słabych, bezradnych ludzi, którzy nie potrafią „rządzić światem”. Ich nienawiść pochodzi ze słabości i strachu. Jest wieczna, jak kościół katolicki. Profesorowi, Żydowi pokazywać to wprost nie wypada, ale ja mogę. Na takie pytania rozmaitych „tutejszych myślicieli”  zawsze odpowiadam propozycją: zrób coś, żeby rządzić światem, ale bez zabijania albo wypędzania Żydów.

*

Kiedy ktoś, jak jakiś Jaki, obnosi się ze swoim przekonaniem, że „pracuje dla Polski” i to usprawiedliwia – jego zdaniem – każdą niegodziwość i każdy błąd, to ma to dla mnie zapach i smak przetrawionego pożywienia. Religijnymi i narodowo-patriotycznymi motywacjami zasłaniają się ludzie, których przyzwoity człowiek szczułby psem, bo wyjedzą karmę kotu z jego miski. Nachalni katoliccy mediokrążcy i władzokrążcy przesunęli granice ich moralnego piekła na progi polskich domów.

*

Pani Kaja Godek urzekła mnie swoim poświęceniem dla narodowych układów wtryskowych, produkowanych w zapewne ściśle tajnym zakładzie produkcyjnym w Warszawie. Jako inżynierka wysokich ciśnień i Matka Polka w jednym poświęca się za marne 4600 w radzie nadzorczej w zbrojeniówce. To za mała nagroda za tyle poświęceń i upokorzeń dla Życia!!!??? Zasługuje co najmniej na posadę ławniczki na Sądzie Ostatecznym, a nie jakaś marna rada nadzorcza w tej technologicznie zapyziałej Polsce.

*

Rząd obecny chce promować Niepodległą Polskę, wysyłając w rejs dookoła świata nowiutki francuski jacht z Kusznierewiczem i załogą. „Dar Młodzieży” (rocznik 1929/1983) po kapitalnym remoncie nie nada się, bo to komunistyczna jednostka pływająca, znana już zbyt dobrze we wszystkich portach świata.

Promocja 100. rocznicy odzyskania niepodległości i godności prawdziwych Polaków, skierowana do mórz i oceanów. Szczególnie do żarłocznego planktonu unoszonego przez fale.

*

Porównywanie przez panie z Czarnych Marszów zakazu aborcji do odbierania wolności to jak porównywanie kota z ptakiem. Aborcja to działanie ściśle medyczne, etycznie neutralne. Odbieranie wolności to przestępstwo etyczne. Działania medyczne są zawsze OK, kiedy już do nich dochodzi. Nikt nie pozbywa się zdrowej nogi dla jakiegoś widzimisię, to może być tylko wynik błędu. No, może pełny wariat kazałby sobie powyrywać zdrowe zęby? Ale zdrowy na umyśle dentysta mógłby odmówić.

*

Polacy w większości nie popierają degradacji Jaruzelskiego – tak wyszło w jakiejś ankiecie. Zapytać warto Polaków, czy ich zdaniem należałoby pozbawiać obywatelstwa działaczy PiS jeszcze za życia czy dopiero po śmierci. Na jedno wychodzi?

*

Do jakiego gatunku stworzeń żyjących na Ziemi zalicza się ta grupa obywateli polskich, która popiera zdanie byłej Beci w sprawie nagród dla ministrów, że należały im się za ciężką pracę? Gatunek endemiczny, charakterystyczny dla polskiej głuszy.

*

ŁAPCZLIWIE!!! – takie słówko pojawiło się w tytule jakiejś publikacji w Onecie. Koniec języka jest końcem świata, budowniczowie Wieży Babel osiągnęliby sukces, gdyby w drodze od cegielni na dole do murarzy na górze słowo „cegła” nie zmieniało kilkakrotnie znaczenia.

Tak wygląda nowoczesne Piekło Jana Algorytma, któremu w Onecie każą pisać po polsku: „(…) księcia Karola, łapczliwie spoglądającego na królewski tron…”.

*

Pochwała dla zlaicyzowanych Poznaniaków za symboliczne odgrodzenie tamtejszych kościołów taśmami budowlanymi od społeczeństwa, nocą poprzedzającą marsze kobiet! Poznańskie taśmy prawdy to częściowo także zasługa prezydenta Jaśkowiaka i jego twardej i rzeczowej postawy wobec kurii. Obywatele nie są sami. Czarny Piątek to wielki piątek wolnych ludzi.

*

Zagadką jest dla mnie, kto obecnie inwestuje w polskiego Breivika, że tak często udziela się w antyrządowych telewizjach i gdzie się da. Może SLD? Takie pomysły, jak ten z kandydatką Ogórek, bardzo do nich pasują. Ale to by oznaczało, że robi się deal SLD-PiS. Dwie armie katolickich i marksistowskich zarazem populistów w jednym byłyby bardzo groźne dla polskiej wolności.

*

Tenże Szefernaker uważa, że „potrzebne są w Polsce regulacje prawne dotyczące korzystania z mediów społecznościowych i dające pewne uprawnienia obywatelom„. Jego zdaniem, wiele osób nie ma praw do ochrony swojego wizerunku i danych osobowych.

Jak mówi, że chce coś dać, to oznacza, że chce zabrać. Obywatele uprawnienia do korzystania z mediów społecznościowych mają na podstawie faktu, że one istnieją. Po co im jakiś państwowy pośrednik i nadzorca?

*

Dobra Zmiana to Zimna Wojna z obywatelami, którzy wciąż w liczbie ok. 70 proc. oceniają pozytywnie obecność Polski w UE.

*

W mediach nieśmiałe przypuszczenia, że został Prezydentem RP w wyniku nielegalnych manipulacji socjotechnicznych firmy Cambridge Analytica, tej samej, która za rosyjskie pieniądze wspierała Brexit i Trumpa. Dlaczego ja wiem o tych manipulacjach od czasu kampanii Dudy? Nie wiedziałem tylko, że to robiła ta firma. Ktoś robił. Szefernaker sam przechwalał się swoimi sukcesami w promowaniu Dudy w necie. Został za to nagrodzony posadą wiceministra.

Manipulacje były, lecz czy nielegalne? Wybory w demokracjach to od dawna forma , ze wszystkimi socjotechnikami, jakich używa się w tej branży. działała nielegalnie, używając algorytmu bez zgody jego autora, przesłuchania w toku. Trolling w polskich wyborach był co najwyżej nieetyczny. W tym czasie sztab Komorowskiego nie trollował, pomijał sieć w ogóle. Heroizm godny historycznych porażek i legendarnych szarż z szablami na czołgi. A przecież PO mogłaby wystawić Sikorskiego, żeby wygrał. Gdyby przegrał z Dudą, w co wątpię, Schetyna miałby realny powód, aby go całkiem zmarginalizować. Teraz będzie musiał oddać mu partię bez jednego strzału.

*

Wczoraj (19 marca) w końcu zlikwidowałem swoje konto na FB. Cenzurowano mi teksty za PRL i od roku na FB. Żadna strata.

*

Program 500+ zniechęcił do pracy 103 tys. kobiet. Emancypacja wsteczna czy po prostu państwowa hodowla ludzi? A przecież jeżeli te wściekłe emancypantki, które paradują po miastach na czarno, nie mają potomstwa i nie chcą go mieć, to wyginą w ciągu jednego pokolenia. Pozostaną wyłącznie okazy hodowlane.

*

Kiepscy’15 wysunęli „swoich” kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa, przyłączając się do pisowskiego zamachu na konstytucję. Postrzegają państwo zza płota. Państwo jest im niepotrzebne, wystarcza im płot. I burek, który obszczekuje obcych narodowo i intelektualnie.

*

Ksiądz prof. Edward Staniek z Krakowa walnął w kazaniu, że będzie modlił się o mądrość dla Franciszka, a jak to nie zadziała, to o… „szybkie jego odejście do Domu Ojca”. Ksiądz podburzał wiernych przeciwko Papieżowi. Co za odwaga! Mógł napisać list do Franciszka, a potem opowiedzieć parafianom, co zrobił i dlaczego. I czy papież mu coś odpisał.

*

Płód został przez posłów w projekcie całkowitego zakazu aborcji potraktowany jako ciało obce w organizmie kobiety. Zdaniem katolików polskich płód należy do Boga lub nim jest. Tzw. Życie opisywane jest jako forma istnienia Boga. Czy to nie jest herezja? Tzw. obrońcy Życia, używając swojego specyficznego języka, de facto podkładają sobie minę pod własną argumentację o boskim charakterze poczęcia owego abstrakcyjnego Życia. W takim przypadku kobieta mogłaby domagać się od lekarza usunięcia ciała obcego, które może być dla niej groźne, bo pasożytuje na jej organizmie.

*

Po stworzeniu pozorów poważnego i partnerskiego traktowania Merkel może już swobodnie lekceważyć polskie władze i robić swoje. Oni teraz będą miesiącami upajać swoich zwolenników sukcesem w Europie.

W odpowiedzi na to, że Angela Merkel na trzeci dzień od ponownego objęcia urzędu kanclerza Niemiec wybrała się do Warszawy, prowokatorka Pawłowiczówna wykrzykiwała do dziennikarzy „Achtung! Achtung!”.  Od posłanki Pawłowiczówny za jej „Achtung! Achtung!” przeprosin oczekiwać nie można, bo to chora osoba. Ale prezes jej partii oraz marszałek sejmu mogliby A. Merkel i Niemców przeprosić za takie wybryki podyktowane nienawiścią do obcych.

Pani Merkel musi być zadowolona, bo PAD i PMM są bardzo zadowoleni z wizyty p. Merkel. I nie nasłali na nią jakiejś ABW za niezałatwione reparacje wojenne od Niemiec.

*

Prezes PiS przyjął karę komisji etyki poselskiej za „mordy zdradzieckie”. Czyli potwierdził, że tak myśli o tych, których próbował obrazić.

*

Polscy narodowcy w odwecie za oskarżanie ich o faszystowskie ciągoty chcą zdelegalizować Partię Razem za głoszenie marksizmu. Jest znacznie gorzej: Razem prawdopodobnie nie wierzy w Boga!!!

Zagłosowałbym na Razem. Kościół przepędzą, a gospodarki nie zepsują, bo się na tym nie znają.

*

Politycy rozmaici podkreślają, jakim to mocarstwem jest Rosja. Jako mocarstwu przyznają Rosji naturalne uprawnienie mocarza do prezentowania muskułów. Zarazem nie chcą uznawać, że rosyjska forma państwowości wytworzyła własny model tego czegoś, co na Zachodzie opisywane jest jako demokracja. Zżymają się na tę rosyjską wersję ludowładztwa w tym samym czasie, kiedy wiadomo, że demokracją zachodnią i wyborami prezydentów sterują hakerzy zatrudniani przez polityków, używający do sterowania wyborami sprytnych algorytmów. Putin używa algorytmu strachu. Trump sterował umysłami poprzez sieć internetową. PAD zatrudniał Szachermacherów, aby promować moherowe poglądy itp. Wszędzie iluzjoniści wychodzą na swoje.

*

Tzw. Biała Księga opisuje, co katolicki rząd PiS zrobił, żeby katolicka Polska nie pasowała do reszty świata. Zwolennicy PiS nie pasują do nikogo i nie chcą się dopasować. Im jest dobrze we własnych opłotkach z kapliczką na dróg rozstaju.

*

Używam od miesięcy zapisu „Narut” w odniesieniu do zwolenników obecnego katolickiego rządu w Polsce. To, że raz po raz ktoś – w dobrej czy złej wierze – zwraca mi uwagę na błędną pisownię, utwierdza mnie w przekonaniu, że publika jest ślepa i głucha, a rozumienie metafor spadło do poziomu dowcipów o babie u lekarza. Co nie znaczy, że pisać nie trzeba.

W związku z ustawą o karach za tzw. kłamstwo oświęcimskie pojawia się coraz więcej poważnych i popularnych tekstów z pytaniami o znaczenie i zakres pojęcia >naród<. Mój punkt widzenia na tę sprawę potwierdza tekst Adama Chmielewskiego w „Odrze” nr 3/2018:

chmielewski

W AKTUALNYM NUMERZE

*

Wszyscy roztkliwiają się dziś nad wielką stratą, śmiercią genialnego astrofizyka S. Hawkinga. Do historii przeszedł dzięki „Krótkiej historii czasu”, którą czytał każdy, kto lubi też czytać o UFO i w ogóle o tym, nad czym wciąż mozolą się autorzy SF oraz popularyzatorzy nauki. Skoro Hawking i jego koledzy fizycy tak są wysoko cenieni, może warto by było po 100 latach od odkryć Einsteina, które pobudziły do poszukiwań i gier wyobraźni liczne zastępy badaczy (np. hobbystę Kałużę z Królewca), dyskusje o UFO zastępować już lub uzupełniać wiedzą i śmiałymi dociekaniami Hawkinga i innych fizyków? Na przykład teoriami na temat istnienia superstrun i przestrzeni wielowymiarowych, powiązanych z oddziaływaniami grawitacyjnymi.

Opiszmy to może w podręcznikach do fizyki dla podstawówki w ten sposób, że UFO to nie są Obcy, lecz sąsiedzi, którzy technologicznie są bardziej zaawansowani. Różnica na skali czasu mogłaby być podobna, jak zaawansowanie technologiczne syberyjskich Nieńców w relacji do Nowojorczyków. Gdyby ktoś znał literaturę ustną tych pasterzy reniferów i rozpoznawał magiczne sensy ich opowieści np. o kontaktach z sekretarzem obwodu położonego gdzieś na krańcach Syberii, który amfibią przywiózł im urnę wyborczą, aby zagłosowali na Putina, rozumiałby, co mam na myśli?

Pamiętam po prostu swoje skojarzenia po lekturze książek Hawkinga czy Kaku i ciche swoje podejrzenie, że ich zdaniem czas nie istnieje jako wymiar wpływający na wszystkie aspekty Kosmosu. Jeżeli istnieje, ośmielam się szeptem komentować.

Nieńcy żyją w innej czasoprzestrzeni i Nowojorczycy też w jakiejś innej. A nad tym wszystkim dominuje grawitacja, którą Hawking zrozumiał zapewne najlepiej ze współczesnych. To, do czego doszedł, na pewno nie podoba się teologom. To będzie najważniejsza przeszkoda ku temu, aby jego teorie przedostawały się do podręczników szkolnych. (+14.03.2018)

*

Zwariowaliśmy jako społeczeństwo, jeżeli tolerujemy kogoś takiego, jak PAD w roli prezydenta. Gdzieś w Kamiennej Górze, do jakichś przypadkowych słuchaczy powiedział, że Polska w UE to podobnie, jak Polska pod zaborami. On z tym nauczaniem o powstawaniu z kolan objeżdża Polskę już od 3 lat. Reprezentuje jakąś sektę czy korporację, dla których zbiorowe opętanie jest spoiwem konstrukcyjnym. W systemach anarchicznych rządzonych przez mafijne formy korporacyjne zwykle to mafia tworzy własną partię, aby przejmować najważniejsze instytucje państwa. Może być też tak, że słaba partia sprzedaje się mafii za duże pieniądze i zdobywa dla niej władzę. Różnica żadna. Wydaje się, że mafie obawiają się unijnej kontroli i regulacji i tam ich władza nie sięga. Lepiej więc UE osłabiać i marginalizować jej wpływy w państwach, które przechodzą pod kontrolę tajnych korporacji, aby mieć je wyłącznie dla siebie.  Taką organizacją, która podporządkowała sobie państwo polskie jest – według moich obserwacji – wyłącznie Kościół Katolicki.

*

PAD nie odbierając telefonu z USA został groteskowo „uwikłany” w zwolnienie Rexa Tillersona, kogoś w rodzaju premiera rządu USA. Niesłusznie. Skoro to CIA i jej szef Pompeo doprowadzili do zmiękczenia Kima z Korei, to nie mogli pozwolić, żeby negocjacje z Koreą prowadził jakiś nafciarz. PAD chciałby być uwikłany w cokolwiek.

*

Małżonka Morawieckiego Juniora ledwie 2 tygodnie po zarejestrowaniu swojej działalności gospodarczej otrzymała kilkumilionowy kredyt z zagranicznego dużego banku, w którym jej mąż, późniejszy polski premier, był prezesem. Różne newsweeki podnoszą też larum, że ów Morawiecki przekazał swojej żonie część swojego majątku i nie pochwalił się nim w oświadczeniu majątkowym. Mnie dziwi, że nie przekazał jej wszystkiego, co posiada, idąc do rządu, który programowo uznaje zamożność za grzech, a nawet za dowód na przestępstwo.

Co do żony Morawieckiego, to przecież kobieta po zarejestrowaniu działalności musiała kupić te wszystkie dziurkacze i faksy, biurko i krzesło, jakiś regał na segregatory i długopis, a nawet telefon komórkowy. Musiała wziąć na to jakiś kredyt, a bank na pewno potrzebował zabezpieczenia kredytu na nieruchomościach. Kasy w domu nie było, bo mąż po przejściu z banku na rządową posadę nie mógł związać końców. Takie są koszty poświęcania się Ludzi Niezłomnych dla Narodu i Państwa.

*

Czy dzieje się właśnie Polski Marzec’2018? Powinien.

Z Marca’68 najwyraźniej pamiętam siostrę i jej kolegów paradujących na przekór władzy w czapkach studenckich. Aktyw robotniczy z drewnianymi pałami w ormowskich łapach wyłapywał tymi łapami takie i takich w tych czapkach i lał ich bez opamiętania, nie wiedząc za co. Mścili się za swoje krzywdy na młodej inteligencji, która słuchała przedwojennych profesorów i nie miała zamiaru iść naprzód z Partią i Narodem. W tej kolejności ustawiały te wartości „Trybuna Ludu”, „Żołnierz Wolności” i ich odmiany i mutacje. Teraz Naród jest ustawiany przez Partię na czele Dobrej Zmiany.

O szczegółach i tle politycznym Marca kilka lat później opowiadał nam (mnie i Heniowi, koledze z klasy, późniejszym adwokatem) Janek Imach, rówieśnik mojej siostry. W ’68 usunęli go jako „komandosa” z historii na UW, trafił do więzienia, potem do psychuszki. Wrócił opuchnięty do rodzinnego domu po 3-4 latach z zakazem studiowania i zrujnowanym zdrowiem. Już nie pozwolono mu wrócić na jakiekolwiek studia, choć latami pisał do władz i czekał na odpowiedzi, jak jakiś gminny Józef K. Czytał, czytałem, dyskutowaliśmy. W końcu zmarł dużo przed czasem. Po Marcu Imachowie mogliby wyjechać, ale zostali. Szanowaliśmy ich i lubili. Niestety, nie wszyscy.

Po Marcu’68 władza zakazała noszenia czapek studenckich. Już nie wróciły. Po 1990 próbowali je przywracać członkowie prawicowych neo-korporacji na UJ. Może dlatego, że to oni próbowali, nie chciały przyjąć się na nowo.

*

Prezydent i premier, zaplątani w niezłomną wersję historii narodowej, nie potrafią przyjąć do wiadomości, że przez narodowe – różowe i czarno-białe jednocześnie –  okulary IPN nie można wytworzyć z prochów i mgieł przeszłości Polaka lepszego od Polaka dzisiejszego. Lepsze już ich zdaniem było. Chociaż to nieprawda. Liczą na to, że lud polski głupi jest, ciemny i potulny i wszystko przyjmie, co władza nakaże. Naiwniactwo.

*

Nieznani sprawcy zdewastowali nagrobki na cmentarzu w Evesham w hrabstwie Worcestershire w Wielkiej Brytanii. Zniszczone zostały m.in. groby polskich bohaterów wojennych, którzy u boku Brytyjczyków walczyli przeciwko hitlerowskiej armii. Niech ktoś sprawdzi, czy przy okazji nie potruli tych bohaterów jakąś nieznaną substancją. Ten typ nieznanych sprawców używa nieznanych substancji.

*

Premierowi wszystko się ze sobą plącze, jak AK z NSZ.

Premier zasugerował usprawiedliwiająco na UW, że to Izrael spowodował polski antysemityzm w ’68, wywołując wojnę 1967 roku. Atak PRL na Żydów nastąpił pod wpływem i naciskiem ZSRR.

Czy w którymś z krajów satelickich ZSRR i w samym ZSRR wydarzyło się coś podobnego? Nie.
Krucha teza jak na dyplomowanego historyka. Polscy Żydzi nie napadli wtedy na Egipt.
Po 1935 roku władze IIRP szły krok w krok z hitlerowskimi Niemcami w kwestii wykluczenia Żydów ze społeczeństwa. Rok 1968 to była powtórka takiej samej akcji.

Takie było zapotrzebowanie społeczne czy taka propaganda narodowców w PZPR? Propaganda odpowiadająca na zapotrzebowanie społeczne? Na jedno wychodzi.

Głoszącej internacjonalistyczne hasła partii komunistycznej przewodzili nacjonaliści, karmiący prosty lud ksenofobią i zawiścią. Partyjna inteligencja zwalczała inteligencję niepartyjną, sanacyjną i katolicką.
W 12 lat później prosty lud wywoził na taczkach tych komunistów, którzy wykorzystali go do swoich porachunków w ’68.

*

Okazuje się, że najmłodsze pokolenie twórców próbuje przezwyciężyć ograniczenia wynikające z narodowej mitologii i twórczo je wykorzystać. Powstaje cykl filmów „Legendy polskie”, w tym dwa świetne kawałki o Panu Twardowskim – na razie zgrabna kpina, ale kierunek jest rozwojowy: https://youtu.be/M-skpeuYmfE. Dziękuję pani z jednej z grup na FB za wskazanie tych filmów.

Piekło ma w Polsce czarny pijar – https://youtu.be/uKbuFYd468w. A to takie fantastyczne miejsce.

*

Świadek koronny – major Ludowego Wojska Polskiego uzasadniający w polskim sejmie ustawę odbierającą stopnie oficerom Ludowego Wojska Polskiego.

*

To uczciwie zarobione pieniądze, nie oddamy ich – podkreślają W. Waszczykowski z PiS oraz M. Kijowski d. KOD.

Kijowskiego za taką samoocenę jego uczciwości ściga prokuratura i chce wsadzić do pierdla.
Waszczykowskiego nikt ścigać nie będzie. Może kiedyś stanie przed Trybunałem Stanu?

*
Dziadkowie z AK wychodzą z szaf. Właśnie wyszedł dziadek Miśka Kamińskiego. Jeszcze 10 lat temu, jako egzekutor wyroków śmierci na antysemickich patriotach, mógłby być dla posła powodem do wstydu. Bandyta ze służb, który likwidował swoich. Wtedy kiełkowało i rosło na potęgę bohaterstwo Wyklętych, a AK była spychana w niebyt najnowszej historii Wielkiej Polski. Aktualnie wektor sił propagandowych odwraca się i Misiek to wie (to PiS-owi wróży źle). NSZ i inni Niezłomni Wyklęci znów będą zdrajcami i bandytami i powrócą z parad i marszów na stadionowe żylety, gdzie ich zrewitalizowali księża kapelani, aż wszyscy o nich niezłomnie zapomną.
Misiek, opowiadając o swoim dziadku, zrobił AK niedźwiedzią przysługę: akowiec z pezetpeeru stanie się memem symbolizującym wszystkich akowców. To wyznanie to woda na młyn rewizjonisty historii Kaczyńskiego, który chętnie przemilczał działalność swojego ojca i próbował uczynić z matki bohaterkę powstańczej Warszawy.
*

Przy weekendowym długim śniadaniu, łączonym ze śniadaniem drugim i kawą, gdy rozmowa zeszła na polskie aktualności i jak sobie z nimi radzić, przypomniała mi się opowieść o Panu Twardowskim, Belzebubie i Kogucie. Mickiewiczowskiej wersji, z Panią Twardowską w tle, przy paniach nie odważyłbym się przypominać, nie nada, odruchowy feminizm potrafi bowiem położyć każdy żart i każdy flirt. Nie wspomniałem więc o tym największym Polaku w dziejach, który jako jedyny doleciał na Księżyc i tam mieszka z tym Kogutem. Albo w tym Kogucie? Być może Kogut jest zwykłym pojazdem kosmicznym, którego opowiadacze zanimizowali, bo przecież żadna kupa żelastwa nigdzie sama nie poleci, jeżeli ktoś nią z rozmachem nie rzuci? Pewnie dlatego pojawiały się wersje, że Diabeł upuścił Twardowskiego i ten spadł prosto na Księżyc. Ta wersja, niestety, pomniejsza wyjątkowość naszego Sarmaty, więc ją sobie odpuszczę. Poza tym zawiera sugestię, że Kogut i Diabeł to jedno, bo latają sobie swobodnie w przestworzach. Drobiazgowe śledztwo mogłoby wiele rozjaśnić.

Przyjrzyjmy się temu Kogutowi. Kogut w historii Pana Twardowskiego zajmuje pozycję doniosłą i kluczową. Bez niego Twardowski tkwiłby w polskim piekle. Skąd Kogut? – pytanie niewątpliwie hermeneutyczne [patrz: Unde malum? Leibniza]. Szlachcic Twardowski dysponował tym dobrem, jak chciał. Miał je, a inni takiej możliwości nie mieli, więc pionierski lot na Księżyc był poza ich zasięgiem. Za Daenikenem, którego w dzieciństwie czytałem w podobny sposób, jak baśń o Twardowskim, poszedłbym w hipotezy, że Twardowski jest prototypem Istoty Pozaziemskiej – założyciela ludu polskiego, protoplastą Polaków jako narodu wybranego, a nawet protoplastą wszystkich ludzi. Nic mi nie wiadomo, żeby na Księżycu lądowali kiedykolwiek jacyś przodkowie Czechów, Węgrów, Słowaków, Ukraińców, a nawet Niemców. Stąd jego szlachecki strój i legendarne przekonanie o nadzwyczajnych zdolnościach, prezentowanych przy nalewkach w karczmie „Rzym” (na pewno arendowanej przez satanicznego Żyda).

Teolog upierałby się, że Twardowski został wyposażony w to doskonale latające rozwiązanie techniczne przez samego Stwórcę, aby Człowiek miał ostateczny argument przeciwko Szatanowi. Argumentem jest dawanie nóg za pas. Gdy nieskuteczne okażą się fortele i modlitwa.

Zastanawia mnie też to przesłanie z opowieści o Twardowskim, że władza Szatana nie sięga do Księżyca, a na Ziemi jest tak wszechmocny, jak sam Pan Bóg, więc może Twardowskiemu uczynić coś złego. Przez swą piekielną chytrość i energię bywa szybszy od Pana. Domyślamy się, że Pana otaczający go nadmiar Dobra i namiętne słuchanie chórów anielskich najwyraźniej rozleniwiają i Szatan sobie hula po bożym świecie.

Szatańska moc nie ima się jednak Koguta. Tę istotną przewagę Koguta nad poczciwym Belzebubem (patrz np.: Jan Dřda) sprytny teolog uzasadniłby z pewnością tym, że Karmazyn ów pochodzi od Boga. Czyli od Istoty Pozaziemskiej. Sam więc jest istotą lub machiną (ex Deus) pozaziemską. Karmazyn zaś to sarmacki synonim polskiego szlachcica. Czyli wszystko się ze sobą jakoś w tej tradycji szczęśliwie splata. Z tymi teologicznymi rozważaniami nie splatają się jedynie opowieści typu Chłop i Diabeł, w których Chłopu, a szczególnie polskiemu, zawsze udaje się Diabła wyprowadzić w pole, oszwabić albo utopić w bezdennym stawie na pobliskich łąkach, do którego wciąga potem nieostrożnych śmiałków. Szczególnie urodziwe i rozpustne panny, które chodzą się kąpać przy księżycu, gdy spod tafli wypływa czasem korzeń inkuba.

Tą drogą dochodzimy do innego polskiego mitu. Jakby nie patrzeć, symbolizujący szlachecką wolność i polską spontaniczność Mistrz Twardowski, królewski i krakowski alchemik, znający wszelkie tajemnice uczony, uciekł tym Kogutem na wygnanie i prowadzi tam życie samotnika. Wygnanie Twardowskiego z Ziemi trzeba utożsamić symbolicznie z wygnaniem Ludzi z Raju. On poświęcił się za nas wszystkich. Belzebub czyha na niego, więc pozostałych Polaków zostawia w spokoju. Bohaterski spryt Polaka Twardowskiego został wprawdzie doceniony, ale Diabła przechytrzyć do końca nie potrafił. Utracił „Rzym” z tamtejszą dobrą kompanią i nikt już jego sztuczek półdiabelskich oglądał nie będzie. Bój się więc Diabła, zwykły Polaku, bo i ciebie może dopaść, skoro tak zaszkodził temu niezwykłemu Twardowskiemu.

Jako przeciwieństwo polskiego szlachciury fruwającego na kogucie pojawił mi się republikański i oświecony burgundczyk Colas Breugnion. Bohater Rollanda jest spokojny, pewny swego i zadowolony z losu, którym steruje stosownie do własnych potrzeb i możliwości. Jak przypuszczam, hoduje kozy, a na pewno także kury i ichnie Kapłony (znane od dawna na polskich szlacheckich stołach!), które po upieczeniu jada się palcami, bez noża i widelca. Bohater Rollanda nie lata na kogutach, a my, Polacy, potrafimy nawet na drzwiach od stodoły. Czujemy się tym wyróżnieni, jak Pan Twardowski.

Pouczająca moralnie jest ta opowieść o Wielkim Polaku, który jako pierwszy w całym Wszechświecie wspina się zimą na jakieś Nangha Parbat, a nawet wyżej. Ki diabeł?! – ośmielę się zapytać. Tym bardziej, gdy w końcu tę wspinaczkę narodową bohaterski Polak odpuszcza sobie z powodu złej pogody. Po coś lazł tam, skąd inni uciekli?

Czy Polak tym różni się od innych, że nie potrafi być wielkim człowiekiem dzięki stoickiej prostocie? Mógłby udowodnić swoją niezwykłość, gdyby po pracy, którą lubi i robi najlepiej jak potrafi, odpoczął i zabawił się w dobrej kompanii przy kufelku i pieczonym kogucie w karczmie „Rzym”. W takich warunkach to i Diabeł chętnie posiedziałby i posłuchał, co ludzie mają o nim do powiedzenia. Kto Polakom zabrania takiej prozy życia, jakie mity i baśnie opowiadane od kołyski mącą Polakowi rozum?

*

Ile będzie kosztować polskich obywateli kompromitacja wszystkich „polityków” PiS, jeżeli kompromitacja Macierewicza to 15 mln plus budżet MON? Prezes mógłby wykańczać swoich kolegów trochę taniej.

*

Piseł Mularczyk odgraża się, że pojedzie do Bundestagu, aby domagać się od Niemiec odszkodowań wojennych. Może ten piseł podliczy także, ile kosztowały Polskę grabieże i zniszczenia ze strony okupanta sowieckiego, który zajął terytorium uzyskane przez Polskę od Niemiec. PiS chce brać reparacje wojenne zamiast Izraela? Bo przecież Izrael wtedy nie istniał, a Żydzi zamordowani w ramach holocaustu byli głównie obywatelami polskimi. Co tam, oni Prawdziwymi Polakami byli! Taka logika w tym jest, jakby kto Mularczyka pytał.

*

Jakaś niezrozumiała polska niezłomność w kwestii zaglądania pod cudzą kołdrę. – Ale po co pod tę samą kołdrę zagląda PE?

*

Gowin – nowa waluta inflacyjna. Polska odmiana bitcoina.

*

Polscy politycy wybrali się do Izraela. Rzeczniczka rządu powiedziała, że będą tam rozmawiać o kulturze i tradycji obydwu narodów. Będą dyskutować o Nowym Testamencie czy o Torze?

*

Polski obłęd jest nieuleczalny. Z niewiadomego powodu nacjonalistyczna Polska AD’2018 (tzw. IV RP) realizuje i propaguje – w tym na ulicach pod osłoną policji – przegraną 70 lat temu ideologię faszystowskich straceńców z ONR-ABC itp. Stronnictwa narodowe odrzuciły w czasie wojny realia polityczne uznawane przez rząd w Londynie, nie miały jednak sensownej propozycji politycznej na to, co ma być po wojnie. Nie miały także możliwości samodzielnego i skutecznego działania zbrojnego i politycznego. Pomimo to NSZ zbrojne walczyły z komunistami, w tym z Polakami. To środowisko jednocześnie ustawicznie krytykuje AK za doprowadzenie do wybuchu Powstania Warszawskiego jako kroku samobójczego. Walka z ZSRR po II wojnie była również zbiorowym samobójstwem.

PZPR w czasach PRL wtłaczała do polskich głów ideologię przyjaźni z ZSRR i bohaterstwa Berlingów i Świerczewskich oraz partyzantów z AL i BCh. AK i NSZ robiły propagandzie za wrogów ludu i amerykańskich imperialistów. Za sprzeciwianie się kłamstwom historycznym PZPR karała i prześladowała. To można było zrozumieć, skoro Polska była krajem okupowanym przez ZSRR. Mało kto przejmował się tą propagandą, ale niektórzy uwierzyli w przymusową wersję historii.

Obecna ekipa wprowadza swoją wersję historii Polski, odchylając wahadło propagandy w przeciwną stronę. Po co im to, skoro Polska nie jest już pod żadną obcą okupacją?

*

O polityce godnościowej i polityce historycznej Polski opowiada sobie już cały świat. Utracona praworządność i państwowy terroryzm to synonimy Polski w UE. Chciałbym wiedzieć, co wynegocjował polski rząd w sprawie rekompensat dla polskich producentów silników diesla, ponoszących straty z powodu polityki środowiskowej UE. Na pewno nie mieli czasu na takie drobiazgi, jak sytuacja kraju, który produkuje najwięcej diesli w Europie.

*

Antidotum na stosowanie przemocy jest stosowanie prawa. Radni PiS, SLD i Bezpartyjni Radom (w większości b. radni PO) odrzucili większością głosów zaproponowany przez prezydenta Witkowskiego projekt budżetu. Witkowski zapowiedział, że skieruje wniosek do RIO o uchylenie uchwały w części dotyczącej planu wydatków (twierdząc, że one zaniżone). I tak też zrobił, a RIO przychyliła się do jego wniosku.

*

Dorobkiem Dobrej Zmiany w zakresie języka polskiego jest rozdzielenie znaczeń pojęć ‚naród’ i ‚obywatele’. Wskazanie i uwypuklenie różnic. Zaklęcia ministra Sellina, aby te pojęcia ponownie ujednolicić, nie będą działać. Harry Potter nie pomoże.

*

PMM został wyróżniony przez „Wprost” jako Człowiek Roku. „Wprost” od lat ma najlepszy narodowy gust. Na początku lutego Morawiecki został także „Człowiekiem Roku” 2017 klubów „Gazety Polskiej”, a za rok 2016 taki tytuł przyznał mu tygodnik „Gazeta Polska”.

*

Według informacji radia RMF FM kierowca prezydenckiej limuzyny, który najechał rządową beemką na tzw. separator na Starowiślnej w Krakowie, przyznał się do winy. Winy za co? To ciekawe! Prokurator nam powie. Ten sam, który nie godzi się na umorzenie śledztwa w sprawie stłuczki Beci?

*

Ulicę Kaczyńskiego w Gdańsku dla odróżnienia od normalnych ulic oznakowano kolorem czerwonym. To nie mogło spodobać się Gdańszczanom.

ulica_Kaczynskiego

*

KGHM, flagowa firma służb specjalnych, musi „zamrozić” miliardy wydane na zakup firmy wydobywającej rudy miedzi w Kanadzie. Kto i za ile wpuścił KGHM w Quadrę? Indianie stanowczo protestują przeciwko inwestycji – w jeziorze sąsiadującym z terenem planowanej odkrywki mieszkają duchy ich przodków. My muzułmanów też nie wpuszczamy. Indianie nie gorsi. Prawo jest dla każdego, nie ma świętych krów – jak mawiają sprawiedliwi z PiS.

*

Karą honorową dla wojskowego jest degradacja. A więc za pozbawieniem „autorów” stanu wojennego stopni generalskich stoją twarde racje. Nieetyczne byłoby stosowanie takiej kary wobec osób nieżyjących. A Hermaszewski? On wie, co zrobić.

*

Macierewicz bez przeprowadzenia badań lekarskich będzie mógł mówić, że ci jego koledzy z PiS to wariaci.

*

Pan Karczewski jest senatorem niezależnym i jako taki stawia ultimata w kwestii Prawdy Jednej i Jedynej. – wiadomosci.onet.pl/kraj/ultimatum…

*

Ci smutni ludzie są tam na wojnie. https://twitter.com/300polityka/status/969188260449849344

Nie ma mózgojebów za darmo?

https://www.facebook.com/obserwatorium.katastrof/photos/a.1682155418699278.1073741828.1672714832976670/1929774477270703/?type=3

Niestety – za wszystko przychodzi nam zapłacić. Tak sobie wzdycham, odwołując się do znanego powiedzonka przypisywanego Miltonowi Friedmanowi (myślę, że to bardziej mądrość biblijna).

Miałem ostatnio pouczającą okazję współpracować z dwoma panami „przejściowo nieaktywnymi zawodowo” i w wieku wciąż przedemerytalnym, na którego nadejście cierpliwie oczekują, odwiedzając różne płacące – z dobra wspólnego – instytucje oraz wspomagając rodaków w nagłej potrzebie. Np. likwidując szkody po wichurach, jakie tędy przechodziły.
Obaj panowie pochodzili z niedalekiego obszaru popegerowskiego, który wciąż bywa rezerwuarem wolnej pracy wolnych ludzi. Dużo filozofowaliśmy przy papierosku, więc swoje wiem. Zresztą, nie od dziś.

Moje socjal-liberalne filozofowanie na temat pochodzenia bogactwa Narodu (patrz: Adam Smith) wytrzymał do końca tylko jeden z nich. Drugi wolał oddawać się od rana smakowaniu mózgojebów, co go szybko doprowadziło do totalnej dyskwalifikacji.
Kasę na ten specyfik wyłudzał od tego pierwszego, któremu płaciłem posłusznie ja. Czymś musiał go trzymać w szachu, być może jakąś trudną do podważenia ideą powszechnego dobrobytu i ewangelicznej Caritas, której mi nie było dane poznać. Jako notorycznemu frajerowi, który płacił normalną stawkę za jawną fuszerkę i niską wydajność, takich idei się przecież nie ujawnia.

Spodziewając się z góry pewnych trudności ze znalezieniem chętnych do pomocy na przetrzebionym do cna polskim rynku pracy, początkowo próbowałem zatrudnić jakichś Ukraińców. Okazało się jednak, że oni w Polsce pracują od świątku do piątku i na weekendowe fuchy nie mają czasu. Lub po prostu idą w weekend hromadą na piwo. Hromadą, bo Narut w Polszcze ma ucho wyczulone na haziajskie narzecza i do zaczepki skory.

Dzięki temu utrwaliłem sobie wiedzę na temat łańcucha pokarmowego, o którym uczyłem się pilnie na biologii w podstawówce. I przypomniałem o piramidzie Maslova, na którą kiedyś patrzyłem z pewnym oka przymrużeniem, ale już więcej nie będę –

Zdjęcie użytkownika Obserwatorium Katastrof.

Dlaczego ludzie protestują przeciwko władzy PiS?

To było bodaj ostatnie spotkanie ludzi reprezentujących wolną Polskę, którzy pomimo podziałów historycznych i politycznych potrafili spojrzeć w przyszłość bez wzajemnych uprzedzeń. Od tamtej pory Polacy tylko zagryzają się wzajemnie. Nikt tych ludzi nie posłuchał, a ich przesłanie przykrywane jest albo propagandą triumfalizmu i nienawiści albo propagandą krzywdy i klęski.

” (…) 1 lipca 1945 r. doszło do ostatniego posiedzenia Komisji Głównej RJN w Krakowie, w którym wzięli udział: p.o. delegat rządu na kraj Jerzy Braun „Rogowski” ze Stronnictwa Pracy, Zygmunt Zaremba „Marcin” z Polskiej Partii Socjalistycznej, Jan Matłachowski „Samborski” ze Stronnictwa Narodowego, Zygmunt Kapitaniak „Stanisław” ze Zjednoczenia Demokratycznego i Józef Krasowski „Konar” z Chłopskiej Organizacji Wolności „Racławice”. Oni też opracowali i opublikowali w ostatnim numerze „Rzeczpospolitej Polskiej” Odezwę Rady Jedności Narodowej do Polaków i narodów sprzymierzonych, która zawierała Testament Polski Walczącej – przesłanie Polskiego Państwa Podziemnego, potocznie nazywane Testamentem Polski Podziemnej.

(…)

W deklaracji Krajowej Reprezentacji Politycznej z dn. 15 VII 1943 [r.] oraz w deklaracji Rady Jedności Narodowej z dn. 15 III 1944 r.  sformułowany został program Polski Walczącej, którego naczelne postulaty to:
1. odzyskanie niezależności i suwerenności,
2. swobody demokratyczne,
3. reforma rolna,
4. poprawa bytu mas pracujących i udział ich w rządach,
5. samorząd terytorialny, gospodarczy i kulturalny,
6. odzyskanie ziem na Zachodzie,
7. nienaruszalność granicy wschodniej,
8. związek narodów Europy Środkowej,
9. sojusz z demokracjami Zachodu i dobre stosunki z ZSRR,
10. prawdziwa demokracja międzynarodowa.

Według narodu polskiego:
1. Demokracja to pozostawiona najszerszym warstwom narodu swoboda wyboru ustroju społeczno-politycznego oraz światopoglądu, z którego on wypływa.
2. Demokracja to wolność określona trafnie w Karcie Atlantyckiej jako wolność od strachu i od głodu, wolność osobista, wolność słowa i przekonań.
3. Demokracja to równe prawa dla wszystkich grup politycznych, czy to zachowawczych, czy radykalno-postępowych, o ile nie nadużywają one swobody zrzeszenia się dla szerzenia anarchii czy też narzucania innym swych poglądów siłą.
4. Demokracja to rządy większości wyłonione w drodze swobodnych wyborów, odbywających się przez pięcioprzymiotnikowe powszechne głosowanie.
5. Demokracja to rząd prawa, czyli praworządność obowiązująca zarówno rządzących, jak rządzonych, a zabezpieczająca tak wolność obywatelską, jak autorytet władzy.
6. Demokracja to sprawiedliwość oparta na zbiorowym poczuciu słuszności, przyznającym każdej jednostce, warstwie pracującej i narodowi prawo do warunków życia zapewniających im nie tylko materialną egzystencję, ale i wszechstronny rozwój ich możliwości twórczych.
7. Demokracja to system zbiorowego bezpieczeństwa, w którym wszystkie państwa wyrzekają się użycia siły i zobowiązują się podporządkować decyzjom międzynarodowych organów, wypływających z obiektywnych norm prawa międzynarodowego.
8. Demokracja to uznanie i zabezpieczenie równych praw mniejszych i większych narodów, aby ukrócić raz na zawsze dążenie mocarstw do hegemonii nad innymi narodami i do podziału świata na strefy wpływów. W swych stosunkach z Rosją naród polski nie żąda niczego więcej, jak poszanowania przez nią tych podstawowych zasad demokracji, o których ocalenie i zabezpieczenie walczyły przez 5 i pół lat wszelkie miłujące wolność narody. (…)”.

Jeżeli PiS i jego akolici traktują Żołnierzy Niezłomnych jako bohaterów, których ofiara nie powinna iść na marne (to słuszne), to z jakiego powodu robią wszystko, aby wykazać, że Testament Polski Walczącej nie został po roku 1989 wypełniony?
Moim zdaniem został wypełniony co najmniej w 90 procentach. Takiej skuteczności szukać by ze świecą w innych krajach, które traciły wolność i potem ją ofiarnie lub zrządzeniem losu odzyskiwały.

Na ulicach Polacy powinni z tego powodu bawić się i cieszyć, a nie protestować w obawie o utratę tego, co sobie z trudem wypracowali.

Dalsze dzielenie ludzi w Polsce według jakichś chorych kryteriów jest zbrodnią osłabiania Polski. Każdy, kto przykłada do tego rękę, rolnik czy biskup, staje się wrogiem Polski.

Puste utopijne obietnice zbudowania polskiego raju w izolacji od reszty świata są zwykłym oszustwem.

To oszustwo zaczęło się w Polsce w tym czasie, kiedy powstał ten dokument. Tamci ludzie w porę to dostrzegli i wskazali drogę, jaką trzeba będzie podążać, aby Polakom było lepiej. Kto to odrzuca, jest szkodliwym głupcem.

Chrzcielnica Polski jako event promocyjny

W niedzielne południe w radiowej „Dwójce” w ramach programu „Przestrzenie kultury” nadano audycję „Chrzest Polski – a co było wcześniej?” Kamila Radomskiego i Justyny Piernik. Zdaniem naukowców, których opinii zasięgnęli autorzy audycji, w tym Tomasza Sawickiego z MPPP w Gnieźnie, trudno byłoby zgodzić się z opinią, że w 966 roku mieliśmy do czynienia z realnym chrztem Polski jako państwa i jego mieszkańców.

Byli zgodni, że chrzest mógł dotyczyć Mieszka I i jego najbliższego otoczenia, rodziny i dworu. Na upowszechnienie się chrześcijaństwa na obszarze całego państwa, o czym świadczą m.in. odkrywane przez archeologów pochówki zmarłych, trzeba było jeszcze co najmniej 200 lat.

„Po drodze”, w XI w., kiedy nastąpiło na około 150 lat tzw. rozdrobnienie dzielnicowe i kolejne próby scalania państwa, wystąpiła tzw. reakcja pogańska, oznaczająca odrodzenie się dotychczasowych praktyk religijnych. Ślady najbardziej znaczące tego powrotu do wierzeń przedchrześcijańskich odkryto np. na Ostrowiu Tumskim we Wrocławiu.

Tymczasem kilka dni temu uroczyście i z namaszczeniem odtrąbiono w Gnieźnie kampanię promocyjną, przebiegająca pod nazwą „Gniezno. Ostrów Lednicki. Chrzcielnica Polski”. Jak podają lokalne media, ta kampania „ma na celu zwrócenie uwagi na znaczącą rolę regionu gnieźnieńskiego w procesie chrystianizacji ziem piastowskich oraz powstania państwa polskiego. Jak zaznaczają jego przedstawiciele, nie ma żadnego dowodu na to, gdzie odbył się chrzest, jednak można domniemywać, że stało się to na obszarze powiatu gnieźnieńskiego”.

Warto by było zastanowić się pierwej, czy aby na pewno motyw promocyjny „Chrzcielnica Polski” jest – m.in. w zestawieniu z tym, co na ten temat twierdzili goście tej audycji oraz z wieloma publikacjami – na tyle wartościowy, aby dowartościowywać nim dotychczasowe skojarzenia Gniezna i Lednicy z początkami Państwa Polskiego oraz z pierwszymi Piastami jako twórcami tego państwa. Promocja pierwotnej stołeczności Gniezna trwa co najmniej od „Śpiewów historycznych” Juliana Ursyna Niemcewicza (1816), „Starej baśni” Józefa I. Kraszewskiego (1876) poprzez dramat/poemat „Bolesław Śmiały” Stanisława Wyspiańskiego (1903), po odkrywcze ustalenia archeologów w XX w. (IHKM PAN).

Z tą pierwotną stołecznością ściśle wiąże się wprawdzie Chrzest Polski jako wydarzenie utrwalające pozycję Piastów w środkowej Europie, ale coraz częściej i coraz chętniej osoby zainteresowane historią i związaną z nią turystyką kulturową (patrz: sukcesy edukacyjne Biskupina) poszukują treści sięgających w przeszłość poza rok 966. Z punktu widzenia promocyjnego takie oczekiwania są bardzo istotne.

Rola Gniezna i Lednicy jako „Chrzcielnicy Polski” to zaledwie wycinek tego mitu początku, który już funkcjonuje w powszechnej świadomości i w szerszym planie – słowiańskim, piastowskim, od co najmniej 200 lat. Żadne „podstępne knowania” bogatszego Poznania nie usuną w cień legendy o Lechu, Czechu i Rusie pod dębem w Gnieźnie, na którym miał swoje gniazdo Orzeł Biały. Po co przykrywać ten wieczny mit tą chrzcielnicą. Trzeba o niej pamiętać, ale stary mit jest nie do obalenia przez archeologów czy historyków, którzy zawsze będą podważać dokonania swoich kolegów po profesji.

Do czego ma doprowadzić obecna kampania promocyjna? Jeżeli ma służyć jednorazowemu eventowi z okazji rocznicy chrztu Mieszka I (gdzie to było: w Gnieźnie, na Ostrowie Lednickim, w Poznaniu, w Pradze, w Regensburgu?), to czy hasło „Chrzcielnica Polski” jest na miarę tego eventu? Wątpię.

Lech Wałęsa i szczury Kiszczaka

Mam swoją opozycyjną kartę, z którą się zanadto nie obnoszę. Mam też epizod pracy w IPN, którego powołanie miało sens, dopóki ta instytucja miała gromadzić dokumenty (ich resztkę) i oddzielać ziarno od plew (do mojego odejścia z IPN przyczyniły się pospołu SLD, obniżając o 40 mln dotację dla instytutu, i „Solidarność” w osobie pewnego jej radykalnego i „nawiedzonego” religijnie działacza).

Nie policzę, ile już razy w tym polskim „sporze o Wałęsę” stawałem po stronie byłego przewodniczącego i prezydenta. W zbiorze wierszy „wiersze z mułu z pyłu z powietrza” z roku 2010 – http://jerzy-kalwak.blog.onet.pl/?page_id=877, który w całości poświęcony jest polskiej wojnie domowej i pleonazmom zasłyszanym i przeczytanym w tamtym czasie, opublikowałem ten tekst:

***

lech wałęsa

podpada

pod obydwa postulaty ustawodawcy

bez żadnych ograniczeń

lepiej żeby jego osobista wersja

jego osobistej biografii

była analizowana przed sądem

niż przed samosądem

mówią i piszą

że całe to obalenie komuny

było zgodne z interesami usa

taki wielki pic na wodę

zrealizowany przez esbe rękoma wałęsy

i że był agentem esbe a nie usa

a z tego wynika

że esbe wymanewrowała i wykorzystała usa

i papieża-polaka i nas wszystkich

i jego też

to jest jedna wielka klęska i oszustwo

 

(proszę sobie kilka razy to przeczytać

i sprawdzić czy tak właśnie pani/pan myśli

wszyscy którzy tak właśnie myślą mówią piszą

to skończeni durnie skończony dureń to coś więcej

niż dureń zwykły jest durniem doskonałym)

————————–
Cóż mogę dzisiaj do tych słów dodać? Rozgoryczenie, że IPN współpracuje przeciwko Wałęsie ze stalinowskimi agentami, jak Kiszczak, co całkowicie usprawiedliwia Wałęsę jako tego, który swego czasu pozbył się Kaczyńskich i Gwiazdów ze swojego otoczenia.
To wygląda mniej więcej tak, jakby wdowa po szefie KGB zatelefonowała do IPN z propozycją: Mam w piwnicy około dwudziestu kilometrów akt o Wałęsie i innych waszych ludziach, ile mi zapłacicie?
Podzielam punkt widzenia senatora Mieczysława Augustyna z Piły, który w TV Polsat uznał, że działanie PiS w sprawie Wałęsy i obalenia jego legendy, która jest zarazem mitem zwycięstwa Polaków i „Solidarności” nad komunizmem, zmierza do zastąpienia legendy jednego Lecha legendą drugiego Lecha – Kaczyńskiego. Taka jest ta „polityka historyczna„, o której tyle opowiada dyplomowany ćwierćinteligent PAD i jemu podobni.
Szczury zostały wypuszczone ze skrytki Kiszczaka, jak to określił Rulewski. Rolę szczurołapa pełni IPN, wabiąc je melodiami granymi na ruskiej harmoszce. PiS przy pomocy tej państwowej instytucji już nie tylko odwraca i zmienia znaczenia słów. Odwraca znaczenie faktów.

Te „dokumenty” wyciągnięte z pawlacza przez dr Kiszczakową, poetkę i wykładowczynię akademicką, modelową czerwoną cwaniarę bez żadnych zahamowań i z poczuciem krzywdy dziejowej, opisują co najwyżej, w jaki sposób działał Kiszczak i jego gończe psy.

Pokazały też, czym stał się IPN w rękach bezideowych absolwentów przeróżnych uniwersytetów, w których nauczycielami było wiele takich doktor Kiszczakowych. (Zosia, Kasia, Wacek, Kaziu porobili w końcu te doktoraty z czegoś, z prawa pracy albo czegoś podobnego, chyba ze związków zawodowych…, to im pomogłem i pracują na uczelni – chwali się generał generałowi przy gruzińskim koniaku.) IPN mógłby być od nich mądrzejszy, gdyby nie został upartyjniony przez trzeci sort Polaków. Polaków, niestety.

 

***

 

Odwaga staniała. „Sprawcy” tego tysiącznego ataku na Lecha Wałęsę powinni wreszcie zauważyć, że wykorzystują instytucje, do których dostęp zapewnia im wolne państwo za pieniądze należące do wszystkich obywateli.
Jeżeli wykorzystując swój dostęp do tych instytucji, wolny i nieskrępowany niezależnie od ich poglądów i preferencji politycznych, w jakimś stopniu tej Polsce szkodzą, to to jest nieuczciwe i nieodpowiedzialne.
Nie idzie już o poczucie krzywdy u tych, którzy to wolne państwo dla nich wywalczyli, ale o zwykłe odpowiedzialne działanie, które powstrzymuje każdego np. przed niszczeniem wiaty przystankowej, bo nie lubią np. Legii albo „Tuska”. Tego odruchu u nich nie widzę. Widzę demolkę, jak w jakiejś grze komputerowej. Widzę bejsbole w łapach.
To mi trochę przypomina RAF 45 lat temu i ich ówczesną negację formy państwa niemieckiego. W pewnym sensie mamy w Polsce do czynienia z terroryzmem politycznym, rewolucyjnym, w wykonaniu anarchistycznego „szczeniarstwa”. Wyedukowanego, ale „szczeniarstwa”. Tacy polscy hunwejbini, zdolni do wszystkiego. Z nimi nie można dyskutować o racji stanu, bo dla nich czas (ciągłość państwa w długim czasie) istnieje dopiero od wczoraj.

Gdy powołują się na swoje dążenie do prawdy, niezależnie od osoby, są obłudni jak świętoszki u spowiedzi. Do kategorii „prawda” w biografii Lecha Wałęsy należą bowiem wszystkie okoliczności i działania, całe życie tego człowieka, w tym jego uwikłania, jakie były. Do prawdy o LW należy również legenda, jaką jego dokonania stworzyły w powszechnej świadomości. (W każdej kolejce do mięsnego był co najmniej jeden lokalny ‚Wałęsa‚, który w tej kolejce zaprowadzał porządek i go słuchano.) Należą do tej prawdy również polskie mity. Wszystko to jest prawdziwe.

Oni to uporczywie starają się zniszczyć. To jest wrogie działanie, wrogie wewnętrznie. Jedna z odsłon niedokończonej polskiej wojny domowej, w której Wallenrodów jest Milion.

 

***

 

Pod datą 2005-11-11 16:08 na portalu Prawica.net napisałem ironicznie (muszę to zaznaczyć, bo maturę otrzymuje się w Polsce bez umiejętności odczytywania ironii): „Z programu rządowego podoba mi się bardzo „becikowe”. Jak rozumiem, owo „becikowe” to jedyny sposób na zwiększanie liczby członków Ligi Polskich Rodzin. Poprzez zwiększoną rozrodczość populacji, najlepiej tej, która wyznaje wartości głoszone przez LPR.
W „becikowem” jest jednak pułapka, o której sprytna narodowa prawica socjalistyczna nie pomyślała. Z tej formy pomocy socjalnej mogą również skorzystać topniejące i wymierające masy członkowskie SLD, Unii Pracy itp. A oni do masowej prokreacji, wspieranej z budżetu państwa, rzucą się tym łacniej, że sprawy łóżkowe to nie były i nie są u nich akurat kwestie natury religijnej i etycznej, a nawet estetycznej!, a budżet jest po to, żeby z niego brać.

(W komunizmie wszystko wspólne, baby też! A dzieci w domach dziecka! – tak komisarze ludowi opisywali Raj na Ziemi podczas zebrań propagandowych w roku 1946 w zapadłych wsiach, których literackim symbolem są Taplary z książek E. Redlińskiego.)

Zobaczymy więc, komu przyrośnie na listach wyborczych wskutek „becikowego”. Od tego przyrostu zależy przecież pozycja Polski w Europie po wystąpieniu z Unii Europejskiej”.

 

Od czasu poprzedniego sporu polsko-polskiego minęło 11 lat i Polska nie postąpiła intelektualnie ani kroku do przodu. Dzietność jako argument polityki socjalnej to jest to, co narodowa prawica i lewica nadal proponują Polakom w miejsce wydajności pracy i konkurencyjności. Holandia, Dania, Szwecja, kraje małe liczebnie i ze spadającą dzietnością, z zaspokajaniem potrzeb socjalnych radzą sobie przy pomocy wzrostu gospodarczego. Przykład Wielkiej Brytanii (brexit) pokazuje, że ten mechanizm ma swoje ograniczenia.

Społeczeństwo polskie postrzegane jest przez kościelno-bolszewickich ideologów jako ferma hodowlana. A wrogiem Polski i Polaków jest dla nich Unia Europejska. Jeżeli będzie nas więcej, to zarobimy na przyszłe emerytury. To są hasła wygłaszane i akceptowane obecnie nawet przez ekonomistów. Powtarzają je, jak mantry, za biskupami, którym kurczy się rynek wiernych. Jeżeli religia pozostanie w szkołach, a pozostanie, i przekaz ideowy państwa będzie „patriotyczny” (Sami przeciw wszystkim na przekór wszystkiemu!), to następne pokolenia zostaną uratowane dla Polski, bez tego liberalizmu i postkomunizmu, jaki niszczy mózgi obecnych Polaków itp. Taki przekaz, czy dyskurs?, obecnie jest najgłośniejszy.

W tamtym czasie, aby tej miczurinowskiej wizji społecznej (jak uprawiać jabłka na Syberii) przeciwstawić inny sposób myślenia o państwie i rodzinie (to są byty antagonistyczne z definicji, a więc wymagają dla siebie regulacji w konstytucji), powyższe uzupełniłem pod wpływem dyskusji ze zwolennikami „becikowego” (PiS-LPR-Samoobora) w sposób następujący: 2005-11-20 22:58Ulga podatkowa to nie jest redystrybucja. Niepobieranie daniny do budżetu państwa to proces całkowicie przeciwny: zatrzymanie daniny do dyspozycji rodziców/opiekunów, a w istocie do dyspozycji dzieci.

Czy to trudno wyliczyć, ile wynoszą koszty utrzymania jednego dziecka?! Taki koszyk dóbr i usług. Wyliczanie takiego koszyka jest samo w sobie próbą ingerencji administracji w życie rodziny, ale równocześnie wymaga zgody wszystkich na ustalenie jakiegoś minimum.

Będę chciał dać dziecku więcej, to podzielę się z nim tą częścią dochodu mojej rodziny, która przypada dla mnie.
Ja nie chcę ZMUSZAĆ osób bezdzietnych do płacenia na cudze dzieci. Jeżeli jednak będą chciały utrzymywać jakieś dziecko, to niech także skorzystają z ulgi (…)”.

 

***

 

Interesowna i obłudna lojalność obywateli wobec – własnego – wszechwładnego, zaborczego i zbrodniczego państwa jest chora i niebezpieczna w każdym czasie.

O tym warto pamiętać i myśleć o takim codziennym działaniu, które ograniczałoby wszechwładzę własnego państwa (biurokracji i sejmokracji), aby nie stało się ono tak zaborcze i zbrodnicze, jak w tym przypadku (i w innych podobnych):

18 sierpnia 1939 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Rzeszy przesłało urzędom ochrony zdrowia i lekarzom informację o powstaniu nowej instytucji: Komitetu Rzeszy do spraw naukowej ewidencji ciężkich schorzeń uwarunkowanych dziedzicznie i przez predyspozycje. (…) chodziło o selekcjonowanie dzieci, które miały poważne zniekształcenia i były zabijane. Mordy dokonywane były na chorych psychicznie dorosłych (…) W latach 1939-1945 zabito w ramach tej akcji prawie 200 000 bezbronnych, chorych, niedołężnych, potrzebujących permanentnej opieki obywateli Niemiec. (…)„.

Viktor Grotowicz: Próba generalna holocaustu. Odra, nr 2/2016, s. 22-24. (http://www.okis.pl/site/publicystyka/n/1/n/1/n/1/2020/n.html)

 

Nie tak dawno któryś z polskich ministrów zdrowia próbował wprowadzić listę usług medycznych, które miałyby nie być świadczone osobom w podeszłym wieku tylko dlatego, że są drogie i „to się nie opłaca„. (Przypomniał mi o tym kolega Przemo z Wa-wy.)

Któryż to był ten minister, kto pamięta jego nazwisko?!

Przepisu może i nie ma, ale praktyka jest.

 

***

 

Wszystkich, którzy rozliczają Lecha Wałęsę z pokojowego Nobla, upraszam o podanie adresu jego willi np. na Majorce lub na Krymie, które nabył prywatnie za te pieniądze.

Przy okazji: na co wydali pieniądze ze swojego Nobla – Sienkiewicz, Skłodowska-Curie, Reymont, Begin, Kapica, Singer, Miłosz, Szymborska oraz inni laureaci tej nagrody, którzy pochodzili z Polski i powszechnie o tym wiadomo?

 

***

 

Zanim na posadzie rządowego wizjonera nastał p. Morawiecki, jego poprzednicy przygotowali mozolnie różne strategie ogólne i sektorowe. Na ich podstawie UE przyznała Polsce dotacje na następne lata, oczekując, że to właśnie za te pieniądze będziemy robić to, co uważamy za potrzebne nam i Europie.

Morawiecki nie mówi, czy będzie tych umów dotrzymywał, natomiast samorządy wojewódzkie muszą dotrzymywać, bo to one podpisywały te kontrakty z Brukseląhttps://mac.gov.pl/files/wp-content/uploads/2013/02/Strategia-DSRK-PL2030-RM.pdf, https://www.mr.gov.pl/media/3355/20150312_strategie_ponadreg_wymiar_teryt.pdf.
Każdemu polecam, aby sobie zajrzał do tych dokumentów i przeczytał chociażby spisy treści, a następnie porównał je z tzw. Planem Morawieckiego.

 

***

 

Europa mówi o pieniądzach. Premier Wielkiej Brytanii, David Cameron, wywalczył, co chciał, z polską pomocą. Ma swoją strefę buforową chroniącą Wyspy przed krachem eurosocjalizmu albo ma brexit.

W 1984 roku pani Margaret Thatcher uzyskała od UE lepsze warunki dla swojego kraju, dzięki obniżonej dla GB składce do budżetu UE (0,8% zamiast 1,3% budżetu GB, jak pozostali). W reżimowej telewizji polskiej pokazywano wówczas Polakom, jak kapitalistyczny rząd brytyjski pałuje na ulicach tamtejszych górników i hutników, którym Żelazna Dama likwidowała ukochane i nierentowne kopalnie i huty i kazała zmieniać zawód. Za te zaoszczędzone na UE pieniądze. Brakującą kwotę, ok. 5 mld funtów rocznie, dopłacają do dziś za Londyn głównie założyciele UE, w tym Francja, która bardzo długo nie chciała wpuścić Anglików na kontynentalny wolny rynek.

Teraz Polacy i inni europejscy biedacy, chcąc zarabiać w funtach, będą utrzymywać swoją dzieciarnię na poziomie krajów pochodzenia. To jest cena, jaką Angole „zapłacą” Polsce za pomoc w Brukseli. B. straSzydło twierdzi, że w ten sposób Polakom na Wyspach pomogła, uratowała ich. Nikt nie protestuje przeciwko obłudzie premierki, asystentki Prezesa Polski.

Splendid isolation! – to nadal działa, przekonywał Cameron, powołując się na związki Londynu z Canberrą czy Delhi (tam włażą na potęgę Francuzi, korzystając z faktu, że byłego okupanta nikt w Indiach nie lubi). Nie musimy być w UE, aby zachować swój obecny poziom życia – przekonywał. – Ale chcemy, bo to nam się opłaca – tak samo myślał po II wojnie Churchill, kiedy nie chciał wstępować na wspólny rynek europejski.

Z powodu brytyjskiej polityki wspaniałej izolacji sto lat temu wybuchła I wojna światowa. To był jeden z powodów, ale bardzo istotny: dominacja brytyjska naruszała równowagę handlową na kilku kontynentach.

Kiedy w 1992 powstawała organizacja NAFTA (USA-Meksyk-Kanada), w Polsce byli ludzie, którzy mieli nadzieję, że zapisanie się do tego paktu wraz z Wielką Brytanią i Irlandią, dałoby Polsce szansę rozwoju gospodarczego na obszarze większym, niż dotychczasowa RWPG i nadal niedostępna EWG. Do EWG (czyt. UE) można by wstępować z poziomu NAFTA, z lepszej pozycji. W tym czasie, po upadku Bloku Wschodniego, Francja i Niemcy wypędzały od siebie Amerykanów. NAFTA była organizacją tworzoną przez nich do konkurowania z Europą i do rozpychania się w obu Amerykach.

Jesteśmy od tamtego czasu zaklinczowani. W tym klinczu Jarosław Kaczyński Prezes Polski posapuje o reparacjach od Niemiec za II wojnę światową.

Być może chciałby w zamian za te 10 bilionów € spodziewanych  reparacji znacjonalizować niemieckie firmy i banki w Polsce? Kto go tam wie?! Coś musi wiedzieć niemiecki minister spraw zagranicznych, skoro tak głośno protestuje.

Znów o sprawach wewnętrznych, jak w PRL i w czasie okupacji, dowiadujemy się z nasłuchów mediów zachodnich, w tym niemieckich. Media niemieckie w Polsce o tym nie napiszą.

Z mieszkańcami terytorium pomiędzy Odrą a Bugiem i Bałtykiem a Karpatami o takich sprawach ani nikt rozmawiał nie będzie, ani ich o nic pytał.

Polska odmiana splendid isolation władzy od poddanych wciąż działa, a poddani milczą. Milczą tym ciszej, im bardziej Wyspy oddalają się od Kontynentu, a bazy wojskowe USA są nazywane stałą obecnością NATO w Polsce.

Kiedy na salonach zaczyna się tak otwarcie mówić o pieniądzach, zaczyna być niebezpiecznie.   

Konstytucja „Dobra zmiana”

Tekst p.t. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, uchwalony w dniu 2 kwietnia 1997 r. przez Zgromadzenie Narodowe tejże Rzeczypospolitej Polskiej, trafił tymczasem na dno szuflady jakiegoś biurka jakiegoś szeregowego posła. Oczywiście, wiadomo, kogo mam na myśli: szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego, prezesa partii Prawo i Sprawiedliwość. Za przykładem tegoż posła poszli szeregowi i czołowi działacze tej partii. Za ich przykładem pójdą, już kroczą, inni.

Tekst powyższy został zastąpiony przez Program Dobra Zmiana (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Konwencja-Dobra-zmiana-Andrzej-Duda-podsumowal-kampanie,wid,17552446,wiadomosc.html?ticaid=116704), wyrażony najpierw całościowo w spocie wyborczym kandydata na prezydenta RP, a następnie modyfikowany i ulepszany oraz uszczegółowiany przez osoby niższej rangi. Treść tego dokumentu ustalana jest w trakcie Wielkiego Marszu Naprawczego i jego ostatecznej wersji nikt jeszcze nie zna.

Dla większości dorosłych Polaków taka prowizoryczna sytuacja to nic nowego. Przez 45 lat Polski Ludowej, zwanej dla zachowania pozorów Polską Rzeczpospolitą Ludową (pełna nazwa PRL), istniał jakiś tekst konstytucji, ale jego zapisy nie miały praktycznego zastosowania. W to miejsce stosowano uchwały kolejnych zjazdów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (pełna nazwa PZPR), o których wykonywanie dbał Komitet Centralny PZPR pod kierownictwem kilku, kulkunastoosobowego Biura Politycznego PZPR. I tak dalej.

Z tym mechanizmem próbowano zerwać w 1989 roku, dopuszczając do współrządzenia uświadomioną politycznie klasę robotniczą (m.in. NSZZ Solidarność i OPZZ) oraz konstruktywnie myślącą inteligencję (m.in. laicki KOR i katolickie KIK), ale i to nie wyszło. Po uchwaleniu konstytucji powróciliśmy więc natychmiast (AWS-UW) do ustrojowego prowizorium, kształtowanego na podobieństwo maoistowskiego Wielkiego Marszu. To jest dla Polaków znacznie wygodniejsze, niż nudne przestrzeganie prawa uregulowanego przez jakąś krępującą ruchy konstytucję.

Ekipa PO-PSL puściła całe państwo na żywioł, obywatele wycofali się na emigrację i do szarej strefy, zatem każdy, kto próbuje rozejrzeć się w tym żywiole, musi wyglądać na osobę zaprowadzającą porządek. Z takiego punktu widzenia hasło Dobra Zmiana musi stwarzać pozory przystającego do rzeczywistości. Niezależnie, czy za tym hasłem idzie jakaś zmiana i czy jest dobra. Wystarczy, że hasło jest samo w sobie dobre i pojemne. 

*

 Po 1989 roku Polska została dopuszczona do europejskiego wyścigu o wolność i demokrację, której domagali się od władz jej mieszkańcy. Z uwagi na słabą kondycję, brak odpowiedniego treningu i amatorstwo, władze Polski otrzymywały przez lata handicap.

Kraje najlepiej wytrenowane próbowały biegać wolniej, niż potrafią, abyśmy zdążyli stworzyć państwo, czyli samodzielne i sprawne instytucje. Widząc, że nie ma w Polsce takich instytucji i nie ma konstytucji, postanowiły wykluczyć nas z zawodów. 

Po 26 latach pierwsze straciło cierpliwość Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii. Oświadczyło, że nie będzie już dłużej czekać na maszerujących sobie powolutku Polaków, którzy w swoim Wielkim Marszu zatrzymują się po zasiłki na Wyspach. Jako zjednoczone królestwo woleliby opuścić zjednoczoną Europę, w której Polska jest im kulą u nogi, i chcą poruszać się w swoim wyuczonym tempie.

W ramach Dobrej Zmiany polski rząd zgodził się na zamknięcie Wysp przed bezrobotnymi i wykluczonymi społecznie Polakami, jeżdżącymi tam po zasiłki socjalne i wprowadził dla nich własne zasiłki. W tym celu opodatkował firmy w Polsce, w tym brytyjskie.

Angolom jest obojętne, czy zasiłki otrzymają imigranci zarobkowi z Polski czy z Syrii, bowiem nie są krajem katolickim i nie czują się z Polakami solidarni religijnie poprzez Watykan. Bóg, w którego wierzy osoba pracująca na zmywaku lub przy sortowaniu śmieci, w ogóle ich nie obchodzi. Dopóki nie przeszkadza im w wykonywaniu obowiązków. Obchodzą ich tacy imigranci, którzy są samodzielni, pracują i płacą podatki.

Z jakiegoś powodu rządowi polskiemu takie równe z innymi traktowanie Polaków przez rząd GB całkowicie odpowiada. Oficjalnie mówi się o tym, że idzie mu o to, żeby GB nie występowała z Unii Europejskiej. To jednak nie ma sensu, bowiem rząd polski nie widzi sensu w dalszym funkcjonowaniu tej unii. Jak już, to wolałby stworzyć jakąś własną. Tak można sądzić po zachowaniu i wypowiedziach polskiego ministra spraw zagranicznych.

Jeżeli GB pozostanie w UE, to prędzej przyjmie swoją pulę imigrantów z Azji i Afryki, bo oni lepiej mówią po angielsku i nauczeni są ciężkiej i mozolnej pracy w kapitalistycznych lub feudalnych gospodarkach. Socjalizmu nie mają wszczepionego do krwi, jak mieszkańcy środkowo-wschodniej Europy. Będą musieli się podporządkować, bo nie mają dokąd i po co wracać. Polak czy Bułgar mają po dwóch godzinach lotu jakiś dom, jakąś rodzinę, jakiś zagon kartofli, oraz system socjalny plus 500+, więc polski rząd może sobie swoich bezrobotnych zabierać do siebie.

Na ten typ solidaryzmu europejskiego polski rząd chętnie się zgodził, bowiem chciałby osiągnąć zakładany wskaźnik rezultatu Projektu Dobra Zmiana w postaci zwiększenia się dzietności w kraju oraz zatrzymania trendu depopulacji. W zamian oczekuje baz wojskowych NATO i dokuczania Niemcom (nawet nie Rosji), byle nie były to bazy niemieckie. To odpowiada obecnym potrzebom Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii, m.in. potrzebie zatrzymania Szkocji w zjednoczeniu.

Jako że Zjednoczone Królestwo nie posiada formalnej konstytucji, jak np. Francja czy Niemcy, wsadzenie na spód szuflady książeczki p.t. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej przez legalnie wybrane władze w Polsce, wcale rządowi Wielkiej Brytanii nie przeszkadza, a nawet go nie obchodzi.

Jeżeli GB będzie potrzebowała u siebie polskich lekarzy i pielęgniarek, dentystów, informatyków, wykształconych w polskich uniwersytetach, to znajdzie sposób na to, żeby oni na Wyspy przyjechali, omijając formalne przeszkody i ograniczenia. Tymczasem nie ma zamiaru czekać na całą Polskę, aż pobiegnie w takim tempie, jakiego się od niej oczekuje w zachodnim klubie biegaczy długodystansowych.

Jeżeli Jarosław Kaczyński mówi Polakom, że Polska nie chce już takiej Europy, to oznacza to, że Europa nie chce już takiej Polski, a jako pierwszy powiedział to głośno David Cameron. Tyle znaczy wypowiedź polskiej premierki do rodaków w Londynie: że polski rząd będzie o nich dbał. Tyle, i tylko tyle, jak to się mówi w gabinecie pani Beaty. 

*

Czytanie „Polityki” pomaga jak antydepresant. Ten tygodnik stał się z biegiem lat pismem ludzi zadowolonych z Polski i wolności w polskim wydaniu. Autorzy „Polityki” mają zwykle powyżej 50 lat i pamiętają, jak to działało, gdy o wszystkim decydowała jedna partia. Piszą więc o tym, czego trzeba się bać w Dobrej Zmianie. Z nadzieją, że jest ktoś, kto się nie boi. Aby się nie bać, obywatele musieliby sami stworzyć takie instytucje, które pilnują rządu i mają nad nim władzę. Musieliby docenić model państwa, w którym rządzą stowarzyszeni obywatele. Niekoniecznie partyjni. Tego nie zrobiliśmy.

Z całego zestawu rzetelnych danych optymistycznie brzmią wyniki badań PGSW z końca roku 2015 (PGSW – Polskie Generalne Studium Wyborcze). Wychodzi na to, że powyżej 50 procent osób niegłosujących oraz głosujących na PO, Kukiz’15, Nowoczesną, Zjednoczoną Lewicę, PSL popiera takie państwo, które wspiera postęp i nowoczesność. Natomiast ponad połowa elektoratów PiS oraz KORWIN popiera takie państwo, które chroni i wspiera tradycyjne wartości.

Ta klasyfikacja nie uwzględnia niuansów i indywidualnych postaw, które nie są zwykle ciosane toporkiem czy wyrąbywane maczetą albo bejsbolem. Ale pokazuje, jak naprawdę wygląda ten podział, którego Program Dobra Zmiana jest rejestrem tworzonym z marszu i w marszu. Jeżeli zwolennicy postępu i nowoczesności liczeni są na 77 procent, a zwolennicy tradycyjnych wartości na zaledwie 23 procent, to czego tu się bać? 

Raport z Brukseli (nie mylić z Monachium)

Rząd i jego polityczni akolici uparcie powtarzają, że w Brukseli została zaatakowana Polska.

Wtorkowa debata w Strasbourgu przeczy takiej propagandzie. To nie Polsce stawia się zarzuty w Europie, lecz polskiemu rządowi. Polska jest chwalona.

Polskiemu rządowi stawia się zarzuty również w kraju. Ale to jest standardowa sytuacja. Zawsze tak było i tak będzie, że obywatele wyborcy są podzieleni w ocenie tego, co robi aktualna władza. W Rzeczypospolitej nawet królowie byli krytykowani za to, jak rządzą krajem.

Kłopot w tym, że obecny rząd odrzuca głosy krytyczne w stopniu naruszającym poczucie zdrowego rozsądku. Uważa, że zasługuje wyłącznie na pochwały.
Z tego powodu jest krytykowany przez inne państwa europejskie, które mają swoich przedstawicieli w instytucjach Unii Europejskiej i obserwatorów w Polsce.

Sytuacja w Polsce jest wykorzystywana w instytucjach unijnych przez przeciwników UE jako silny argument przeciwko UE i przeciwko Niemcom. Chwalą Polskę za obecne wyłamywanie się z tzw. solidarności europejskiej.

Prezydent i premier, którzy brali udział w tych debatach, powinni jak najszybciej obywatelom Polski powiedzieć, jaką postawę przyjmuje Polska w tym wewnątrzunijnym konflikcie wartości i interesów. Tzn. czym Polska chce być w UE – jadem czy odtrutką.

Obywatele muszą usłyszeć, który wizerunek Polski nakreślony w tych debatach jest prawdziwy. W każdym razie oficjalnie prawdziwy. Nie powinni polegać tylko na tym, co powiedzą w telewizjach różni komentatorzy.

*

W Traktacie Lizbońskim, który przyjął w imieniu Polski pan prezydent Lech Kaczyński, nie ma np. żadnych gwarancji zrównywania emerytur czy innych przejawów dobrobytu.

Polecam każdemu syntetyczny skrót tego, co nam ś.p. Lech Kaczyński zafundował: http://tomaszcukiernik.pl/artykuly/teksty-o-unii-europejskiej/co-zmienia-traktat-lizbonski/

*

Dzięki tej unijnej debacie o sytuacji w Polsce, jaką pokazano w telewizji, liczni krajowi patrioci, szczególnie ci z bejsbolami w łapach i z wielkimi orłami wyhaftowanymi nawet na gaciach, mogli bezpośrednio usłyszeć, jakim to Polska jest ważnym krajem dla całej Europy i jak wiele ta Europa Polsce zawdzięcza. Oczywiście, jeżeli to oglądali i słuchali tego, co oglądają.

Ciekaw byłbym jednak, jak odpowiedzieliby na te pytania patriotycznie ustawieni Polacy w jakimś potencjalnym referendum, gdyby mieli do wyboru TAK/NIE:
– czy chciałbyś wprowadzenia dla Polaków wiz wjazdowych do Niemiec, Holandii, Austrii, Wielkiej Brytanii oraz pozostałych krajów Unii Europejskiej?,
– czy chciałbyś wprowadzenia zakazu pracy dla Polaków w krajach UE?,
– czy jesteś za zniesieniem dopłat obszarowych dla rolnictwa z UE?,
– czy jesteś za zakazem inwestycji zagranicznych w Polsce?,
– czy popierasz przywrócenie RWPG?

*

Europa ma ważniejsze problemy, niż Polska – twierdzą straSzydło i PAD.

To ma oznaczać, że w czasie, kiedy UE będzie radzić sobie z 1 mln imigrantów z Bliskiego Wschodu, to polskie władze mogą sobie dowolnie (na zapleczu) poczynać z 38 mln „swoich” poddanych, którzy nie powinni dla UE być aż tak ważni, jak ci imigranci. I żadna UE nie powinna się tym władzom wtrącać.

Bardzo specyficzne podejście. Może w UE nie spotkać się ze zrozumieniem.

*

Organizacji międzynarodowych nie tworzy się po to, aby one za cokolwiek umierały. Np. za Polskę. Żadnych organizacji nie powinno się tworzyć w tak prostackim celu.

Najłatwiej jest umierać na niby i walczyć o nic. Trudniej jest mądrze żyć.

*

Dostrzegalnym „osiągnięciem” obecnej władzy w Polsce jest odwrócenie najprostszego układu w otaczającym nas świecie: Przyczyna ===> Skutek. Teraz ta strzałka wygląda tak: Przyczyna <=== Skutek.

I, proszę: Polacy, Europo, nic się nie stało!

*

Zachód jest zaniepokojony także brakiem konkursów na stanowiska publiczne i upartyjnianiem państwa polskiego.

Konkursów na kluczowe stanowiska publiczne nie przeprowadza się obecnie w rządzie i w nierządzie.
W branży nierząd podstawowe kwalifikacje to:
1. nieznajomość pojęcia „moralność”,
2. charakterystyczny wygląd,
3. gotowość do świadczenia usług w godzinach nadliczbowych oraz w weekendy,
4. zdolności językowe (nie mylić z oralnymi).
Walory dodatkowe:
1. brak doświadczenia,
2. zdolności przystosowawcze (mimetyzm i mimikra),
3. wiedza w zakresie finansów (przepływy finansowe).
Jeżeli miałbym proponować konkurs, to tylko sprawnościowy wraz z portfolio w formacie HD (nie mylić z hard).

*

Raz po raz czytam o przedterminowych wyborach, że dobrze by było przeprowadzić referendum w tej sprawie.

W obecnej sytuacji możliwe jest jedynie referendum na wniosek grupy co najmniej 500 000 obywateli mających prawo udziału w referendum. Sejm może nie przychylić się do niego i nie podjąć uchwały o zarządzeniu referendum.

Nie widać takiej większości sejmowej, która taki wniosek przegłosuje na korzyść wnioskodawców, skoro PiS ma powyżej 50 proc. mandatów. Poza tym jak uprawdopodobnić frekwencję powyżej 50 proc. uprawnionych, aby – w przypadku decyzji większości głosujących o zwołaniu przedterminowych wyborów – ta decyzja była wiążąca. Osoby podejmujące taki temat powinny wcześniej trochę policzyć.

Sylwa pozbierana w styczniu

Najpierw o stylistyce, której poddawać się nie należy, bo to poniżające.

Wydawało się już, że drobnomieszczańska kołtuneria, przywara polska wyśmiewana od stulecia, najcelniej przez Boya, odchodzi bezpowrotnie, a jej resztki poukrywały się w ciemnych zakamarkach, za szafami, skąd kołtunów nie wymiata się nawet podczas świątecznych sprzątań.

Gdzieżby tam! Nawet w niezależnych od rządu telewizorniach i czołowych gazetach wszyscy walą w jeden bęben, rozgłaszając odwieczne myślątko jejmości Dulskiej, że domowych brudów nie należy prać poza własnym domem. Powszechne jest oburzenie, że jacyś Niemcy i inni Europejczycy chcą dyskutować o postępkach polskiego rządu. Wara im! – krzyczą krzywdziciele i pokrzywdzeni w imię parafialnej jedności. A świat się śmieje.

To jest dokładnie to samo myślenie, jak w licznych przypadkach, gdy w jakiejś wiosce czy kamienicy albo bloku nagle powybija się siekierami cała familia, a sąsiedzi udają, że o niczym nie wiedzieli i mają tylko jeden komentarz: to była taka spokojna, kochająca się rodzina, nikt by nie przypuszczał. I tyle.

W przypadku dzisiejszej Polski europejscy sąsiedzi chcą głośno mówić już wtedy, kiedy po klatce schodowej i po opłotkach roznosi się szeptanka, że mąż w tym domu bija żonę i na odwrót, a dzieci są zaniedbywane. Polski kołtun (nie tylko polski) wymaga, aby wszyscy siedzieli cicho, bo to przecież rodzina sakramentem uświęcona.

Tenże kołtun jest tak sprytny, że odwraca znaczenia faktów i ich istotę. Od premiera po pismaka słychać, że Oni (ci z Zachodu, czyt. Niemcy) Nas atakują w swoich mediach, a my niczemu niewinni. Oni, ci obcy z Brukseli, drą te swoje gęby, bo ich interesy zagrożone są odradzającą się polskością, suwerenną polską wspólnotowością, która im nie w smak. Kto zaczął? – pytał ojciec dzieciarnię, która przychodziła ze skargą, że „oni się biją”. Reprymendę otrzymywał ten, kto zaczął, nawet gdy paradował z siniakiem pod własnym okiem. Tego wymaga elementarne wyczucie sprawiedliwości.

Polska to jednak nie może być rozbrykana dzieciarnia, to ma być poważne państwo, które nie chlipie pod zasmarkanym nosem, że „on się ze mną zaczyna”. A jednak ton nadaje niejaki Bruździński, kołtun ponadwymiarowy, który wali w rządowym radiu, że kłopoty kredytobiorców we frankach to jest wina 8-letnich rządów PO. I nikt się ciemniakowi nie sprzeciwi. Czyżby brakowało słów w polszczyźnie? Bez „fuck you” nie da rady odpowiedzieć po polsku na bezczelne chamskie kłamstwo? No, to będzie się o takich i innych przypadkach dyskutować po angielsku w Brukseli. A straSzydło będzie kłamało sobie po polsku.

*

Dzień dobry państwu. Chciałbym się z państwem podzielić moimi poważnymi obawami. Czy są jakieś pytania?

*

Polska jest za słaba, aby rozbijać UE od środka, nawet z pomocą GB i Węgier. Nasz Wielki Strateg ubzdurał sobie, że jeżeli nie udało się to jego ś.p. bratu, to on doprowadzi do nowej unii Międzymorza od Bałtyku po Krym i Bałkany. Naprawdę, wygląda na to, że jemu to chodzi po głowie. Emotikon smile

Co najwyżej przyspieszy proces rozkladu UE na obszary tzw. trzech prędkości rozwojowych. Trzeba jeszcze pamiętać, że po zerwaniu umów z UE trzeba będzie zwracać kasę. O ile nie dojdzie do wojen.

*

Jak mawiał tow. Sokorski: ja rzucam myśl, a wy go łapcie!

Tak działa naczelnik Kaczyński. I łapią!

*

Mastalerek ma zostać dyrektorem ds. strategii i zarządzania projektami Orlenu. Zatrudni go sekretarz pop* Jasiński, który został tam prezesem.

Czy to nie zaszkodzi temu PiS-owi?! Tak dobrze im szło.

(*pop – skrót od: podstawowa organizacja partyjna; archaiczna nazwa obecnej PRP – Podstawowej Rady Parafialnej.)

*

Jeżeli obecna władza zechce złapać punkty na „zrobieniu dobrze” tzw. frankowiczom, to i ja chętnie pozwolę spłacić wszystkim podatnikom jakąś część mojego kredytu z tych pieniędzy, które nam państwo zabiera. Taki jestem bezczelny i pazerny.

Ale i to się raczej PAD-owi nie uda.

*

W polskim sejmie prawdę ustala się przez głosowanie.

Po raz pierwszy ten manewr został twórczo zastosowany, kiedy poddano pod głosowanie kwestię, czy mordy Ukraińców na Polakach w czasie II wojny to było ludobójstwo czy nie. W głosowaniu wyszło im, że nie było.

Te twórcze osiągnięcia zachodniosłowiańskiej demukracji są obecnie rozwijane przez PiS.

*

Poseł Pięta z PiS uznał, że dyktator powstań śląskich Korfanty kazałby wystrzelać pomysłodawców uznania mowy śląskiej za odrębny język.

Pomijając naukowe podstawy takiej propozycji, uznać trzeba, że pięta achillesowa polskiej polityki to pomyleńcy w roli posłów.

Gorzelikowi, który o uznanie dla śląsczyzny zabiega, nie pozostaje nic innego, jak wywołać IV Powstanie Śląskie i zostać drugim Korfantym. Inaczej Pięty nie przekona, jak ustawieniem go przed plutonem egzekucyjnym strzelców śląskich.

*

Audycji informacyjnych w publicznej tiwi już odruchowo nie oglądam. Po prostu nie można tam oczekiwać jakichś wiadomości, które dotyczyłyby tematów budzących jakiekolwiek wątpliwości czy tematów niepokojących. Ciekła woda w kranie na temat, że damy radę. Razem! Przeciwko wszystkim! I to nam wychodzi! (Raczej wychodzi nam bokiem. Wszystkim.)

W moim rankingu najwyżej notuję program Gugały „Polska to my”, ze względu na trafny i otwarty zakres tematów oraz prostotę stawiania pytań.

*

Rozterki, których frankowicze nie mają i mieć nie chcą, a PAD im w tym wtóruje: banki oferowały 15-10 lat temu złotówkę tak drogo (nawet za 17% rocznie), aby wydrążyć istniejące i przyszłe zasoby swoich klientów i zdobyć kapitał.

Czymże więc uzasadnia się dziś etyczną negatywną ocenę banków zagranicznych, które swoją walutę oferowały w tym samym czasie o połowę taniej?

Twierdzicie, że te polskie banki bez kapitału posprzedawali antypolscy polscy politycy za łapówki razem z milionami klientów? Z taką koncepcją parę razy się spotkałem. Pod stjenku z nimi i z kałacha, prawda?! Którzy to?! A tych zachodniaków, co je pokupowali od tych łapówkarzy, to trzeba poprzeganiać z Polski z jedną walizeczką bez prawa powrotu!
Robię się niezrównoważony…

Zmagania kolejnych polskich rządów z ekspansją kolonialną zachodniaków jednak pamietam. W rezultacie tych zmagań sprzed lat polskie banki obecnie tracą, tzn. nie zarabiają na sprzedaży kredytów, a zagraniczne wciąż zarabiają. Po przewalutowaniu nadal będą zarabiać.
Bodajże w roku 1991 poszedłem do pewnego dyrektora PKO (z d. pzpr), chcąc utworzyć sobie konto tzw. obrotowe dla mojej rodzinnej firemki, aby zapewnić sobie stałą płynność (wszystkie płatności przez to konto). On mi powiedział, że takim rodzinnym firmom to oni takich usług nie świadczą, tylko dużym firmom państwowym. Poszedłem więc tam, gdzie świadczyli, patriotyzmem ekonomicznym luki finansowej zatkać nie idzie.

*

Od tego, żeby to działało tak, jak sobie tego życzą wolni ludzie, w naszym kraju są Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Trybunał Konstytucyjny.
Jeżeli rząd nie słucha ROP i TK, trzeba wezwać policję i rząd aresztować, prokurator musiałby rządowi postawić zarzuty, mieć na to świadków i dowody materialne, a sąd musiałby przeprowadzić proces i wydać wyrok.
To są, w przybliżeniu, zasady państwa prawa, które jest „własnością” jego obywateli. Wówczas instytucje pracują dla tychże obywateli, a nie dla rządu.

O to walczyliśmy w czasach PRL i później przez następne 25 lat. Przynajmniej ja tak sobie myślałem.

*

PiS to nie tylko partia i jej działacze. W ciągu ostatnich lat dorobili się własnej telewizji, kilku pism, systemu bankowego niezależnego od państwa, filozofów, politologów i ekonomistów w think tankach i na uniwersytetach, związkowców w firmach państwowych i prywatnych. Teraz ten majątek, sfinansowany im przez wszystkich podatników, zostanie pomnożony o posady państwowe i samorządowe, etaty w budżetówce, wpływy w armii itd.

*

Okolicznością, kiedy organy państwa powinny mieć dostęp do czegokolwiek na mój temat, powinno być śledztwo w jakiejś sprawie, która mnie i państwa dotyczy, oraz sytuacja, kiedy ja – bez takiego śledztwa – udzieliłem mu na to zgody. Sam zapis o „obowiązku niezwłocznego niszczenia informacji niepotrzebnych dla dalszego prowadzenia śledztwa” byłby uspokajający, gdyby obywatele mieli stuprocentowe zaufanie do państwa. W to szczerze wątpię.

A co ze zbieraniem w necie takich informacji, kiedy żadnego śledztwa nie ma albo jest, a ja o nim nie wiem? Jakie odszkodowanie przysługuje obywatelowi w takim przypadku? Że powinno jakieś przysługiwać, chyba nikt nie ma wątpliwości. I że powinien je płacić ze swojej prywatnej kieszeni ten funkcjonariusz (oraz każda inna osoba), który normę prawną naruszył.

*

PAD jest tak niezłomny, że aż nie pęka. A guma od majtek rozciąga się i pęka.

*

Człowiek od czasu do czasu musi iść spać. Gdyby nie to, odkryłby, że czas nie istnieje.

*

Dotacje państwa dla różnych form działalności tylko jednej fundacji prowadzonej przez kościół katolicki dwa lata temu przekraczały 0,5 mld zł. Plus zwolnienie z podatku dochodowego itp. Miarą oceny fundacji i stowarzyszeń powinny być korzyści, jakie z ich działalności ma społeczeństwo. Społeczeństwo tworzy je dla siebie.
O przyznawaniu tych dotacji decydują zwykle radni, czyli ludzie wybrani przez ludzi. O wpłatach na WOŚP i inne fundacje też decydują ludzie.
Pozwólmy im robić to, co im dyktuje rozum i uczucia, emocje, sumienie, odruchy, przyzwyczajenia. Nie krytykujmy ich za to, że je mają.

Ale gdy nowy rząd przeznacza nagle dodatkowe 650 mln na potrzeby światowego zlotu młodzieży, to rozum traci moc.

*

Dowcipy i memy znakiem czasu.

Prezydenci Wałęsa, Kwaśniewski i Duda trafili do nieba. Bóg ich pyta o najważniejsze rzeczy dla nich samych. Wałęsa: Dla mnie wolność była najważniejsza. Kwaśniewski: Ja wysoko ceniłem radość życia. Duda: A ty siedzisz na Jarka miejscu!

Bareizm to jest odkryty na nowo przez Glińskiego nurt w sztuce polskiej. Kiedyś z polityki krajowej nabijali się artyści, teraz robią to sami politycy. Są znacznie lepsi i skuteczniejsi. Z czego wniosek, że kultura rozwija się jeszcze szybciej, niż przyjmowane są ustawy w sejmie.

*

Stronnictwo narodowe skupione w Kukiz’15 trochę dystansuje się od wielkiego koalicjanta, jakim jest PiS, i próbuje stwarzać wrażenie samodzielności w myśleniu i działaniu. Niestety, narodowcy dystansują się także od Kukiz’15, jako od młodszego, ich zdaniem, brata, który opowiada anarchistyczne dyrdymały o jakimś społeczeństwie obywatelskim.
Najpierw zamordyzm, a potem ewentualnie prawa obywatelskie – tak myślą Winniccy i Kaczyńscy. I to ich ustawia bokiem do własnych zobowiązań lojalności wobec polskiego interesu w UE, gdzie wciąż płacą lepiej niż w kraju.

Klasyczny rozkrok nad barykadą albo nad rowem, żeby dupy nie umoczyć i portek od fraka nie podrzeć.

*

Jeżeli poziom wykształcenia Polaków przerasta już średnią unijną, to czego uczono w polskich szkołach i na polskich uczelniach, że za pomocą kilku prostych sztuczek podpartych kłamstwami można było „buraków” i „mądrych” przekonać, że grozi im islamizacja i zalew kraju przez obcych? To był główny podtekst kampanii PiS – wywołanie strachu przed obcymi kulturowo i religijnie i rozbudzenie „ducha narodowego”.
Kto w tych szkołach uczy, że wykształcony lud daje się w prosty sposób manipulować?

*

Ten filmik kładzie na łopatki wszystkie programy kabaretowe z ostatnich 10 lat – https://www.facebook.com/jurek.sagasz/videos/978533345539049/?theater

*

Członkowie Komisji Europejskiej szykują się do wdrożenia procedury monitorowania praworządności w Polsce. Bójcie się!

Te biurokratyczne procedury KE są dla Polaków raczej obojętne, a ich ewentualne rezultaty były przez funkcjonariuszy PiS lekceważone, zanim w ogóle się pojawiły.

Polacy muszą sami uporządkować to, co wymaga uporządkowania w kraju. Nikt tego za nich nie zrobi.

Funkcjonariusze PiS żyją w świecie własnych urojeń. Np. w tej chwili wydaje im się, że wejdą do światowej ligi dzięki szczytowi NATO i kilku oficjalnym spotkaniom PAD-a z szefami najważniejszych mocarstw. Tak będą to komentować dziennikarze mediów publicznych, już zaczęli trenować. Lud to kupi. Na jakiś czas.

Jarosław realizuje świadomie zemstę na wszystkich. Jego motywacje są skutkiem zaburzeń osobowościowych, efektem osierocenia postrzeganego jako krzywda niezawiniona. UE może na Polsce przećwiczyć jakiś wariant dyscyplinujący, owszem. Właśnie dlatego, że w spółkach nie ma przyjaciół, są interesy, i nikt po nas płakał nie będzie. Jak po Grecji, która nakradła przecież sporo i żyła ponad stan.

Jego wyznawcy uważają, że w przypadku obecnej rewolucji/zamachu stanu siła idzie z mądrością. I że taka władza nie upadnie nigdy z powodu swojej słabości. Trzeba ją więc obalać przy pomocy obcych najemników i stosownej ideologii, np. z Brukseli. Skąd to wiedział np. taki Mieszko I, jeżeli szkół nie kończył? Z tych samych bajęd przy prasłowiańskim, plemiennym ognisku, z tego dymu kotłującego się pod powałą ziemianki, w której kołtun mieszkał, a widać go nie było.

*

Biblia zaś poucza, że słaby może wiele fortelem. Czyli: rozum przed siłą.

*

Prezydencki minister p. Krzysztof Szczerski powiedział wczoraj, że protesty uliczne, manifestacje i realizacja woli wyborców przez większość parlamentarną bez oglądania się na opinie mniejszości – to w demokracji rzecz naturalna, która prawidłowe funkcjonowanie demokracji potwierdza.
Brak zgody opozycji na politykę większości nie powinien jego zdaniem nikogo niepokoić. Jest po prostu fajnie. Nie ma żadnej dyktatury czy – bardziej elegancko – tyranii.

Trzeba mu wierzyć, skoro jest doktorem politologii, zatrudnionym przez doktora prawa. Jego wypowiedź uspokoiła mnie i na pewno uspokoiła tych niemieckopochodnych wrogów Polski w Brukseli.

Dostałem od polskiego filozofa pod choinkę książkę „Filozof i tyran” Christiana Delacampagne, francuskiego filozofa polityki. Podczytuję ją sobie i nic a nic mnie nie uspokajają jego ustalenia, że demokracja już w starożytnej Grecji przegrywała z populizmem i demagogami-tyranami, których lud akceptował.

Przypadek Sokratesa, któremu taki ład w demokracji nie podobał się bardzo, powinien być nauczką dla przezornych. Przypominam, że jego uczniowie skazali go na śmierć, bo miał inne zdanie na temat tyranii.

Tymczasem Europa to ok. 3000 lat demokracji, 2,5 tys. lat norm prawa rzymskiego i ok. 2000 lat etyki chrześcijańskiej, przynależnej do ok. 5000 lat kultury śródziemnomorskiej.

Co jest dla ciebie cenniejsze: odwet czy człowiek?

*

Nadal jest to samosąd i przemoc, nawet gdy przestajemy się dziwić. Wolę niedoskonałe państwo od doskonałego bezprawia.

Dlaczego normalni ludzie wciąż są w PiS? Jeżeli tacy tam naprawdę są? Ten i ów próbuje tak twierdzić, wskazując np. ministra Morawieckiego czy Streżyńską. Tego nie rozumiem, tzn. rozumiem, ale nieco inaczej. Ci ludzie chcą tę partię zmieniać od środka? To przecież nieprawdopodobne, żeby ktoś złożył wniosek w sprawie usunięcia z niej prezesa Kaczyńskiego, panny Pawłowiczówny czy np. p. Bruździńskiego, bo oni szkodzą swojej partii. A jeszcze bardziej nieprawdopodobne jest, żeby taki wniosek nie został uznany za wariacki.
W domu wariatów zdrowy jest nienormalny.

Np. taki minister Morawiecki: wygłasza w RM 27 lat po upadku PRL teksty, jakie w moim środowisku były solą myślenia o polityce już pod koniec lat 70. XX w.

Wolałbym, aby zamiast takich pytań retorycznych, jakie wygłasza, np.:
„Wystarczy popatrzeć choćby na prawo zamówień publicznych. W Hiszpanii w okresie budowy autostrad urosły trzy potężne, dzisiaj globalne już firmy budowlane. W Polsce w okresie budowy autostrad trzy najpotężniejsze firmy budowlane zbankrutowały. Coś tutaj jest nie tak„,
ten pan znał i podał odpowiedź, co jest nie tak i co on konkretnie zamierza z tym „coś” zrobić, aby było „tak”.
Ile firm budowlanych padło w Hiszpanii, aby mogły powstać te trzy globalne?

Łatwy temat. Zbyt łatwy.

*

Odruchy protestu Niemców wobec najazdu ludów z arabskiego południa na ich kraj i przekraczania przez nich granic norm cywilizacyjnych i etycznych (np. stosunek do kobiet) opisywane są przez tamtejsze środowiska polityczne i opiniotwórcze jako rozbudzanie stereotypów. Stereotypy te podobno drzemią wciąż na nizinach społecznych, a potwierdza to nieskuteczność modelu poprawności politycznej w sytuacji zagrożenia.

Rzeczywiście, hipokryzja dotychczas nie okazywała się nigdy cnotą i raczej nie ma szans na podstawienie innej rzeczy pod jakąś nazwę i nieodwracalną zmianę paradygmatu. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie pamiętał stare prawdy i rozumiał stare teksty.

Gdy już w ramach tego rozbudzania stereotypów (przez kogo?) Niemcy poradzą sobie z wybujałym seksualizmem imigrantów syryjskich etc. i zapędzą ich do roboty w niemieckich fabrykach, zaczną odwdzięczać się temu milionowi tamtejszych polskich imigrantów zarobkowych, którzy przez nikogo nie zachęcani i nie podburzani postanowili podokuczać poprawnym politycznie Niemcom w odwecie za II wojnę światową i za ten proszek do prania, który w Niemczech lepiej pachnie i lepiej pierze, choć nazywa się tak samo.

Co wtedy zrobi „dla Polski i Polaków” pan Waszczykowski i ci redaktorzy „tygodników opinii”, którzy skorzystali z okazji, aby trochę popouczać Niemców w ich wewnętrznych, niemieckich sprawach?

*

Pani Elżbieta Witek przestała być rzecznikiem rządu. Feminizm w odwrocie, czy co? A może nie zaliczyła egzaminu z żarliwości patriotycznej, pomimo że miała dostęp do książek o zbrodni katyńskiej, wydawanych już przed II wojną światową?

*

Nie zwracaj uwagi PiS-owi na jego krostę na nosie, bo przecież nie zwracałeś PO uwagi na jej krostę na dupie.

Taki teraz mamy przekaz w eterze i poza nim. To musi być uznawane za proporcjonalne, a jak nie, to jesteś za KOD-em i przeciwko Polsce.

*

Kiedy Władysław Gomułka ps. Wiesław w każdym swoim wystąpieniu obciążał Niemców o wszystko, co mu się nie udawało, Polska była zaledwie 15-20 lat po II wojnie, w której Niemcy pozabijali ok. 6 mln polskich obywateli i wyniszczyli nam kraj. To Polacy mogli zrozumieć, ale rozumieli też, że pojęcie „imperializm niemiecki” i inne epitety, nie tłumaczy wszystkich podłości, jakich po 1945 roku dopuszczali się wobec polskich obywateli polscy komuniści.
Obecna retoryka antyniemiecka, wywoływanie pogardliwych drwin z Niemców itp. w niczym nie ustępuje retoryce gomułkowskiej. Kaczyński jest alter ego tow. Wiesława i spycha nas, Polaków, do skansenu wczesnego PRL. Jego rozumienie polityki zatrzymało się na tamtych czasach i tamtych hasłach propagandowych.

*

Posłowie ugrupowań opozycyjnych przekonaliby mnie do siebie, gdyby wszyscy naraz złożyli mandaty poselskie i pozostawili pisowców w parlamencie samych. Taki akt niezgody wyborcy zrozumieliby na pewno, bo byłby zdecydowany i bezkompromisowy.

*

Szczyt lewackiej odwagi: naszczać na krzyż. Nie róbcie sobie jaj z krzyża, bo urazicie fundamentalistów, a oni napuszczą kiboli.

*

Nawykłem do reagowania bez czekania, aż ktoś zmądrzeje. Nie służy mi to, bo jestem w mniejszości. Milcząca większość ma nade mną przewagę.

*

Pan Andrzej Duda nie powinien być traktowany poważnie od chwili, gdy w trakcie swojej kampanii prezydenckiej powiedział o sobie, że zawsze był i będzie niezłomny. To świadczy o pewnych brakach umysłowych tego człowieka. Albo o tępej bezczelności w stylu Kurskiego, obecnie szefa telewizji rządowej. Kurski po odstawieniu od partyjnego cycka został doszczętnie zresocjalizowany i dawnych grzechów nie pamięta. Co najwyżej cudze.

*

Lud łatwowierny jest i leniwy. Pan prezydent jest tym cennym wyjątkiem, który potwierdza regułę, że lud wybiera najlepszych spośród siebie. Tym razem wyboru dokonał Naród.

*

Nie ganię tych, którzy wybierają wygodniejsze życie w innym kraju. To jest rozsądne.

Uciekinierzy z Bliskiego Wschodu wybierają to lepsze. Jeżeli chcemy ich powstrzymać przed wybieraniem Polski, trwajmy przy swoim.

*

Teoria państwa kapitalistycznego poddawana jest przez polskich narodowych socjalistów, zwanych też prawicą, krytyce socjalnej, głównie marsistowskiej.

Liberałowie zdają sobie sprawę z tego, że zło istnieje i trzeba je zwalczać dobrem. Tam, gdzie marksiści trafiają celnie w słabości liberalizmu, i gdzie to jest możliwe, liberałowie próbują te słabości usuwać, np. wprowadzając socjal. Zwykle przejściowo, jako wędkę. W tym żadnej sprzeczności nie ma. Jest racjonalne działanie.

Polska nie może jakoś pozbyć się feudalnych walonek i butów plecionych z łyka i przejść do fazy państwa burżuazyjno-kapitalistycznego, które tworzą wolni ludzie, niezależni od państwa, samodzielnie tworzący politykę. To jest kaszel po zaleczonej gruźlicy socjalizmu.

PiS wywołuje nawrót tej choroby. Powinni już wiedzieć, że sama industrializacja (idee rosyjskiego komunizmu) bez pojawienia się i zaspokojenia potrzeb duchowych i intelektualnych nie stworzy nowego, zadowolonego z siebie społeczeństwa, jak np. w Holandii czy Austrii. Ludzie oblężeni przez samych siebie zjadają własny ogon.

*

Kompromis jako „stała zmienna” to jest ten model, jaki zapewnia ludziom myślącym równowagę w dzisiejszej Polsce targanej przez „pijarowskie” wojny plemienne. Musi być jednak wzmacniany przez cierpliwość mrówki i pamięć słonia.

*

Po wprowadzeniu stanu wojennego prawdziwi artyści (czyt. profesjonalni i samodzielni) odmawiali występowania w reżimowej telewizji, niektórzy byli niemile widziani.
Ciekawe, kto teraz odmówi, a kto nie będzie mile widziany?

UE jest z Polski zadowolona

Komisja Europejska w opublikowała w czwartek jesienną prognozę gospodarczą, która jest wyższa niż ta z maja br. Wiosną br. KE przewidywała, że polska gospodarka będzie rozwijała się w tym roku w tempie 3,3 proc., a w 2016 r. – 3,4 proc. Jesienne prognozy są wyższe odpowiednio o 0,2 i 0,1 punktu procentowego – Kurier PAP http://kurier.pap.pl/depesza/158025/#respond.

Ta prognoza rozmija się z rzeczywistością, a więc prognozą nie jest. Jest tekstem literackim z gatunku science fiction. Polska jest od kilku długich lat w fazie stagnacji gospodarczej wyrażanej wzrostem 3,5%. Pęknięcia budżetu kolejne rządy klajstrują zadłużaniem obywateli. Bez ich zgody i wiedzy. To zaczęło się ok. roku 1997 i trwa.

„Prognozę” KE warto porównać z raportem PARP – https://www.parp.gov.pl/files/74/81/713/21789.pdf, w którym unika się wprawdzie mówienia wprost, ale pokazuje, jak jest źle i kto ponosi najwyższe koszty stagnacji. Najbiedniejsi i najbardziej zadłużeni.

Nasza stagnacja bierze się z bezsilności i bezruchu biedaka, który ledwie staje na nogi, to zaraz jest okradany. Aby żyć, musi próbować kolejny raz. Innej oferty dla niego nie ma.
W UE stagnacja jest na niższym poziomie (2%), ale jest bezruchem bogacza, który ma zasoby i może ograniczać ich używanie, racjonalizując rozpustę. Oszczędności inwestuje i po chwili znów popuszcza pasa.
Stagnacja oznacza dla Polski cofanie się. Zwielokrotnia je potężne marnotrawstwo pieniędzy na zaspokajanie roszczeń w przerośniętym i niesprawnym sektorze publicznym, który zaspokaja wyłącznie własne wewnętrzne potrzeby, obywatelom przekazując informacje o swoim zadowoleniu ze swoich osiągnięć.

Trzeba być głuchym na głosy 2 mln mikro i małych przedsiębiorców (taksówkarzy, sklepikarzy, specjalistów, budowlańców, rzemieślników etc.), żeby wyrażać jakiekolwiek zadowolenie z sytuacji gospodarczej w Polsce.

Trzeba być głuchym i ślepym, aby nie widzieć pozamykanych w ostatnich latach sklepików, hurtowni, zakładów usługowych i naprawczych w dużych i małych miastach.
Gdy ojcu rodziny zostaje w kieszeni 2,5 tys. zł, to pracy nie ma już dla nikogo, ani dla młodych, ani dla 50+, bo nie ma kto zatrudniać i nie ma kto płacić. Pomaga Kasia Dowbor, budując Nasz Nowy Dom.

Pan Kosiniak-Kamysz, przed odejściem w chwale najlepszego z ministrów, naprodukował wieżowce optymistycznych raportów i sprawozdań, których analitykom starczy na długie lata. Ale pracy i pieniędzy od tego nie przybywa.
Pan minister Szczurek też przejdzie do niechlubnej historii gnębienia Polaków przez polską władzę, od czego przybywało pieniędzy w budżecie, więc trzeba było je jakoś wydać. Jakoś wydawano, a nawet bardziej.

Widzą to młodzi Polacy, którzy z powodu braku pracy pozakładali swoje pierwsze firmy, więc przenoszą teraz te swoje firmy do Londynu czy Dublina. Takiego wzrostu gospodarczego i tak rozpowszechnionego dobrobytu nie było na Wyspach już bardzo dawno.