Sylwy czerwcowe 2018

Trzeba poprosić PiS, to skróci kadencję Schetyny. Ma już wprawę. Ale to nie byłoby po myśli PiS.

*

Piątek. Lato. Mizeria bez kartofli.

*

Co z tych PiS-owców za katolicy, że po radę w sprawie ustawy muszą chodzić do rabina? Rady rabinów nikomu wprawdzie nie szkodzą, ale to przecież zdrada.

*

Jest naprawdę obojętne, kto gra w drużynie, która przegrywa.

Z okazji mundialu znów w użyciu był odpustowy pijar i prezes TVP poległ jak von Manstein na Łuku Kurskim.

*

Narut pozwala Dudzie, Morawieckiemu i innym gadać od rzeczy, bo Narut ma z tego kasę.

*

Kuchciński nie ukamienował Winnickiego za blokowanie mównicy sejmowej. Wyszło na to, że albo to ustawka albo poseł Winnicki nie wzbudza niczyjego zainteresowania, nawet zainteresowania posła Kuchcińskiego. I jako osoba duchowa, niewidoczna, niewyraźna – może wszystko.

*

Przyznanie się do winy nie jest tak ważne, jak uznanie winy.

*

Jeżeli Tusk nie zasługuje na traktowanie go jako polskiego polityka, to ci, którzy mu tego odmawiają, nie zasługują na zaliczenie ich do grona polityków europejskich, unijnych. Zazdroszczą mu? Chcą, żeby mu wszystkie krowy pozdychały?

*

Błąd najpoważniejszy, że UE chce być Unią, a nie zlepkiem przypadkowych interesików.

*

Kulsony protestują, bo liczyli, że za łamanie białych róż na miesięcznicach i zakuwanie Frasyniuków dostaną swoje 30 srebrników. Nie dali, kłamcy!

*

Siemioniak skrytykował rząd za niemoc w sprawie stoczni w Szczecinie. Prawda – prom widmo, mgła, katastrofa. Ale muszę – dla równowagi – przypomnieć plan podatkowy 3×15. Też widmo. W 2005 roku, przed wyborami parlamentarnymi, PO zgłosiła projekt podatkowy nazwany 3 x 15. Po czym VAT został podniesiony z 22% do 23%.

*

Minister policji powinien zdawać sobie sprawę, że oskarżając Frasyniuka o napaść na policjantów ośmiesza policję – https://wiadomosci.onet.pl/kraj/akt-oskarzenia-wobec-wladyslawa-frasyniuka/entjt0n. Ale po paradach z anielskimi skrzydłami po zimowym Szczecinie i po konfetti w Suwałkach wiadomo, że można policję wystawiać na pośmiewisko, jak klowna w cyrku.

*

Pan marszałek Karczyński czy jakoś tak wypowiedział się po ojcowsku o piłkarzach. Jak zawsze „na temat” albo nawet „w temacie”. Któryś z komentatorów rządowo-korytarzowych uznał, że nikt od reprezentacji nie oczekiwał mistrzostwa świata, ale żeby chociaż pięknie przegrali.

W kwestii tego mistrzostwa świata, to ja nie miałbym piłkarzom za złe, gdyby je zdobyli. Jak już walczyć, to o główną stawkę. Wprawdzie Prezes zaleca skromność, ale bez przesady – można jej oczekiwać co najwyżej od panienek na wydaniu.

*

Koncepcja Nawałki – teoria chaosu. Ambitnie, ale czy on się na tym naprawdę zna? Obecna reprezentacja tak czy inaczej przechodzi do historii. Bogoojczyźnianej, bo honor wywietrzał z patriotycznej triady. Którego sierotę można by adoptować?

 

 

 

 

 

 

 

 

*

Wina Kaczyńskiego. To oczywista oczywistość. Wina Tuska jest już nieaktualna. Jest ta Dobra Zmiana albo jej nie ma?!

*

PiS wyprowadza Polskę z UE, a równocześnie będzie pokazywał, że mu na podboju UE bardzo zależy. Chce być moralnym zwycięzcą. Na modłę sarmacko-straceńczą.

*

PiS pisze nowy traktat unijny, ale mu nie idzie. Powiedzieliby Jakiemu, to napisałby choćby na wczoraj.

*

Jeżeli będzie finał Rosja-Niemcy, to komu będziesz kibicował, Prawdziwy Polaku z maczetą i bejsbolem w łapie?

*

Co można zrobić z Narodem, który uprawia seks dla zasiłku 500+? I traktuje to jak akt patriotyczny.

*

Z sejmu. Suski pyta Waszczykowskiego:

Państwo na E?

Enerde – odpowiada Waszczu.

Eeeee, chyba nie ma takiego państwa, Waszczu? Coś ci się popierdzieliło, jak zwykle! – odpowiada Suski.
Jak nie ma, jak jest! Co ty tam wiesz? – wtrącił się Jaki, wykładowca politologii.

*

O nierównościach w Polsce – KRUS 

KRUS jest do likwidacji jako rozwiązanie niesprawiedliwe i preferujące najbogatszych. Mikrogospodarstwa generujące wiejską biedę to już przeszłość i nieliczne wyjątki. Takie przypadki należałoby obejmować indywidualną pomocą socjalną (korzystają już z takiej pomocy), a nie rozwiązaniami systemowymi, które zapewniają przywileje najbogatszym mieszkańcom wsi.

Liczba osób podlegających ubezpieczeniu społecznemu rolników – 1,2 mln, prowadzących jednocześnie pozarolniczą działalność gospodarczą – 81 205 (2017 r.). W tym np. wiele tak barwnych zjawisk, jak właściciele kancelarii prawnych czy firm handlowych żyjący z dopłat obszarowych na 1,01 ha gospodarstwo „obrabiane” przez sąsiada rolnika.

Dotacja uzupełniająca do rolniczych świadczeń emerytalno-rentowych – 14,8 mld PLN.
Dotacja celowa na pokrycie składek na ubezpieczenie zdrowotne rolników – 1,8 mld PLN.
Zadania zlecone – 0,53 mld PLN.
Składki pobierane od ubezpieczonych – 1,5 mld PLN. (Dane sprzed kilku lat, zaokrąglone – https://www.krus.gov.pl/krus/krus-w-liczbach/).

Poziom życia i wartość majątku rodzin rolników na obszarze większości kraju wielokrotnie przekracza zasoby, jakimi dysponują osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą, czyli MSP. To jest krzywdzące dla mikroprzedsiębiorców, którzy napędzają polską gospodarkę i ledwo wiążą koniec z końcem lub żyją w ubóstwie.

Średnia wielkość powierzchni gruntów rolnych w gospodarstwie rolnym w kraju w 2017 roku wynosiła 10,65 ha (ARiMR). Przy cenie za 1 ha ok. 50 000 PLN wartość rynkowa ziemi to 0,5 mln PLN plus dochody z działalności, budynki, samochody i ciągniki, maszyny uprawowe, wyposażenie, zwierzęta, zapasy.

W takich województwach, jak warmińsko-mazurskie, lubuskie, zachodniopomorskie, pomorskie, wielkopolskie, kujawsko-pomorskie, opolskie, dolnośląskie, gospodarstwa są średnio 10-krotnie większe, niż w świętokrzyskim, które kłamliwie pokazuje się jako propagandowy przykład rolniczej biedy. Tymczasem największa bieda panuje w małych i średnich miastach w rodzinach pracowników najemnych z wykształceniem podstawowym i zawodowym.

Im może pomóc podwyższenie kwoty wolnej od podatku do poziomu 12 x płaca minimalna/rok.

*

Nowemu ministrowi rolnictwa do doskonałości brakuje w biografii bycia zakonnikiem w sensie formalnym. Pozycja typu: >trochę zakonnik< to wciąż za mało na to, by lud się ministra słuchał bardziej, niż Pana Boga.

*

Ludzie ulegają kłamstwom polityków, bo nie wyobrażają sobie, że można aż tak kłamać. Albo też by tak chcieli.

*

Kaczyński nie ceni Parlamentu Europejskiego i UE, więc kandydatem PiS do PE może być byle kto.

*

Kulsony z Zielonej Góry mają ośrodek szkoleniowy aż w Świnoujściu?! Tam mogą chlać i wypadać z okien. Co na to wuc, który swoim drużynnikom zaleca skromność?

*

Gliński powinien odkupić od MON tę kolekcję historycznej broni, którą Mac’ kupił dla WOT.

*

Mowa obrończa PMM w sejmie wobec próby odwołania wicepremierki i ministerki była mową kandydata na prezesa PiS. Sondaż dla „Super Expressu”: 56 proc. wyborców PiS chce zmiany prezesa partii https://wiadomosci.onet.pl/kraj/sondaz-dla-super-expressu-56-proc-wyborcow-pis-chce-zmiany-prezesa-partii/3nrv78z … przez @OnetWiadomosci

*

Oferuję słoiki z powietrzem z ziemianek Brygady Świętokrzyskiej, najlepsze roczniki 1944-1945. Półlitrowy weck za jedyne +500 PLN. Każdą ilość. – http://www.rp.pl/Historia/306219944-Ziemia-z-dolow-smierci-jako-nagroda-od-IPN.html

*

Michał „Misiek” Kamiński chciałby, aby opozycja zrozumiała, dlaczego ludzie głosowali na PiS – https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/michal-kaminski-trzeba-zmienic-i-wladze-i-opozycje/btd85n1 …. To wszyscy wiedzą: ksiądz tak kazał.

*

Slow Life w wielkim mieście

 

Pan Andrzej Celiński będzie odbierał głosy Patrykowi Jakiemu – nie ma co biadolić nad rozbijaniem opozycji. Nawet wyborcy PiS zagłosują na Celińskiego. Zagłosują na niego ci pisowcy, którzy mają poglądy lewicowe, zagłosuje także środowisko d. PZPR i „pogrobowcy” nomenklatury, urzędnicy i nauczyciele przed i na emeryturze, którzy na starość znów zaczęli chodzić do kościoła, moczarowcy, konformiści, związkowcy. Jakiś Jaki jest dla tych ludzi za młody, a Celiński w sam raz i pochodzi z warszawskiej inteligencji, co oznacza w tym mieście więcej, niż patent szlachecki.

Pan Celiński nie jest kandydatem opozycji, gdyż był i jest niemal zawodowym opozycjonistą. Po stronie PO mógłby się z nim pod tym względem porównywać co najwyżej Tusk. Celiński ma poparcie SLD, lecz jemu samemu bliżej jest do ruchów obywatelskich, którym nie leżą stare partie.
SLD nie jest partią parlamentarną i nie jest w obozie opozycji, jaki nieudolnie buduje PO. Jest partią nostalgii do czasów, kiedy PZPR stawała się lewicą europejską, czyli trochę liberalną i trochę libertyńską. W wielu kwestiach głosi poparcie dla programu PiS. Centrolewica z SLD uważa, że byliby lepszą partią lewicową od populistycznych katolików z PiS, bo proeuropejską. W zasadzie tylko to ich różni. SLD zastanawiałby się nawet nad propozycją wspólnego rządzenia z PiS, a nawet koalicji w Warszawie. Chciałby powrócić do gry, bo zniknie bez śladu.
SLD czy PSL są samodzielnymi partiami, które mają własne kadry i ambicje, a niekiedy nawet programy. Jak inne, chcą wystawiać swoich kandydatów na ważne funkcje. Oczywiście, pozbycie się faszyzującej kato-lewicy jest celem wszystkich partii spoza układu PiS/Kukiz’15. Takich haseł jednak nie będą dawać na sztandary, gdyż nie są pewni, że nie wierzą w Boga, jak nowe lewice typu Partia Razem. Tym bardziej rolnicy z Marszałkowskiej, symbolizowani przez przekrojonego arbuza z supermarketu na Ursynowie.
W walce o Warszawę jakaś antyklerykalna kontrrewolucja to nie jest jeszcze istotny powód do tworzenia koalicji. Tym niech zajmują się Razem i ruchy miejskie, my usiądziemy z biskupem do okrągłego stołu – ton lekceważenia wciąż napędza liderów starych partii, pomimo że ze świata płyną sygnały o braku alternatywy dla przeciwnego kierunku. Polska to nie jest świat – tak myślą Czarzaści i Cimoszewicze. Warszawa będzie więc poligonem doświadczalnym przed wyborami parlamentarnymi. Sprawdzą i coś zapewne postanowią w sprawie koalicji. Dla Polski można poświęcić nawet Warszawę.

Gdybym mieszkał w Warszawie, postawiłbym właśnie na kogoś tak inteligentnego, jak Andrzej Celiński. Celiński wie, że szkielet ustrojowy demokracji obywatelskiej to samorządy, a kierunek zmian w XXI w. wyznaczają duże miasta. Coś musi zrobić z tym, co wie. W dojrzałym wieku może już zostać radykalnym kontrrewolucjonistą, który chciałby zamienić wielkie miasto w zbiór mikrospołecznościowych komórek, w których sąsiedzi pielęgnują paradyzy w stylu Slow Life, jak na mazowieckiej agroturystyce, przywożonej do stolicy w słoikach. Ruchy miejskie i komuny squatterskie powinny mu w tym pomagać. Jest okazja na odważną zmianę.

*

Kiedy uznamy, że państwo nie działa w oparciu o boską wolę, musimy zaufać ludziom. Że mogą wszystko.

*

Razem i SLD to prawie PiS. Te dwa środowiska chwalą rząd za programy socjalne. I wtedy o innych sprawach milczą albo bezosobowo krytykują liberalizm.

*

PiS w wyborach uzyskał poparcie 19%, resztę poparcia kupuje sobie za nasze pieniądze.

*

Każdy ma jakąś listę osób, które wolałby poszczuć psami, niż wpuścić za furtkę. W tym osoby z pierwszych stron gazet.

*

19 VI 2018 największą porażką była wypowiedź Morawieckiego w Berlinie, że Polska chce być pośrednikiem między Europą a USA.

*

Władza mówi do ludu: Potykamy się, aby z godnością powstawać z kolan. Silniejsi. Nasz heroizm rośnie z każdym potknięciem. Naprawdę, tak mówią. I nikt się nie śmieje. Bo to język ewangelii, język święty.

*

Premier Morawiecki w Spale: Przez ponad pół roku walczyliśmy o opodatkowanie sklepów komercyjnych, które nie płaciły tu podatków i udało się nam to osiągnąć.

On ma wbite do łba peerelowskie paradoksy, siedzi okrakiem na płocie pomiędzy bieda socjalizmem a dobrobytem wolnego rynku. Prosty katol z kolejki do mięsnego w delikatesach.

*

P i L – Polski dwie

Będzie z 20 lat, jak zgłaszałem pomysł, żeby Polaków oznakować – na ich życzenie – literami P oraz L (prawica-lewica). P podlegaliby sądom i prawodawstwu L i na odwrót. Z tym, że sądy P orzekałyby karę śmierci, a sądy L nie. W krótkim czasie jednej z grup by nie było. Zostałaby PL.

*

Ten człowiek, który na swoim podwórku organizuje osiedlowy festyn piłkarski dla dzieci, zabił moją matkę. Mógłbym go zabić albo chociaż nie pójść tam z dzieckiem, ale wszyscy idą. Dziwią się, że chciałbym skrzywdzić swoje dziecko, które lubi futbol, a babci nie zna.

*

Lewica katolicka w Polsce zawsze uważała, że powinna ją obowiązywać tylko ta część prawa wspólnotowego, która im odpowiada. Unia Europejska przetrwa, jeżeli będzie chrześcijańska – to ich podstawowe hasło polityczne. Nie wiedzą, że UE taka jest od początku.

*

W onet.pl  pytanie, czy praworządność w Polsce może być oceniana przez unijny sąd. Oczywiście, jak najbardziej. W zakresie objętym traktatami.

*

O jakości prawniczego myślenia dra prawa Andrzeja Dudy wszystko już zostało powiedziane wcześniej.

*

O wyroku sądu w sprawie drukarza z klauzulą sumienia

 

Zlecenie na druk plakatów można w dzisiejszych czasach złożyć bez wychodzenia z domu, przez internet, i nie wychodząc z domu odebrać gotowe plakaty od kuriera. Drukarz z opowieści sądowej, który odmówił druku plakatów jego zdaniem politycznie wstrętnych, nie był, niestety, profesjonalistą. Był niezdolny do prowadzenia działalności usługowej. Sąd to stwierdził. Stwierdził stronniczość drukarza, niedopuszczalne dyskryminowanie klientów etc. I że odmowa wykonania usługi narusza ład społeczny.

Kiedyś, dawno temu, urząd z Mysiej decydował nawet o treści pieczątek drukarzy. Plakaty też trzeba było zatwierdzać. Ministrowi Ziobro przywrócenie cenzury, jak tej w PRL, bardzo by się spodobało. Wykonywaliby ją drukarze na podstawie drukarskiej klauzuli sumienia, abortując zlecenia od pedałów, ulicy i zagranicy oraz wszystkich wrogów Narodu.

*

Cóż, propagowanie „satanizmu” poprzez muzykę w Piekarach Śląskich niczym nie różni się od podobnych eventów chrześcijańskich, jak np. ten w Warszawie. Ci grają i śpiewają swoje, a ci swoje. Co ma do tego jakaś władza, np. wojewoda śląski? – https://koncerty.chrzescijanskiegranie.pl/koncert/festiwal-chrzescijanskie-granie-2018-warszawa/ …

*

Jeżeli sejm nie działa, to po co tam siedzicie?! – pytam retorycznie posłów od grudnia 2016 roku. Po sparaliżowaniu Trybunału Konstytucyjnego, po „obradach” w sali kolumnowej, nocnych głosowaniach i setkach naruszeń zasad i obyczajów parlamentarnych, co najmniej półtora roku temu posłowie opozycji powinni rozjechać się po swoich okręgach wyborczych i oznajmić wyborcom, że nie mogą pełnić swoich obowiązków poselskich i senatorskich i złożyć, oddać do ich dyspozycji, mandaty poselskie.
W sejmie pozostaliby jedynie posłowie PiS i Kiepskich’15. Wyniki głosowań byłyby takie same.
Ale sytuacja polityczna w Polsce byłaby już całkowicie inna. Nadal możecie to zrobić. Na co czekacie? Lubicie być szykanowani i poniewierani? Mam nadzieję, że jednak nie.

*

Co zrobić, gdy „lepszy sort” nadstawia drugi policzek? Kopnąć go w trzeci.

*

To jest ostentacyjna prowokacja.

Teraz ktoś zapalczywy te tablice zniszczy, obleje farbą itp., i będzie pretekst do skarg, że w Polsce są prześladowania religijne. I okazja do tego, aby kościół mógł wymuszać ustępstwa ze strony świeckiego państwa. W imię wolności przekonań religijnych zagwarantowanych w konstytucji.

https://www.facebook.com/groups/1174082126009009/permalink/1763283727088843/

*

Wbrew temu, co mówił niedorzecznik prezydenta w programie Moniki Olejnik na temat limitu wieku zatrudnienia dla sędziów, Obywatele Polski mają prawo do emerytury, ale nie obowiązuje ich przymus przechodzenia na emeryturę. Jeżeli badanie okresowe potwierdzi zdolność do pracy, można pracować ad mortem fajdanis. To wolny kraj.

Podtrzymywaniem konfliktu Polski z Komisją Europejską zainteresowany jest wyłącznie PiS. Aby uzasadnić w końcu wyjście Polski z UE, do czego dąży.

W wykazie zawodów w Polsce wprawdzie nie ma profesji >zawodowy kłamca<, mimo to zatrudnia się takich i im płaci.

https://www.tvn24.pl/kropka-nad-i,3,m/sedzia-sadu-najwyzszego-odchodzi-w-protescie-protestuje-ale-nikt-jej-nie-usuwa,844843.html

*

Becie i Jurgiele do Brukseli

Prezes Kaczyński i prezes in spe Morawiecki mogliby pozbyć się Beat i paru innych zawalidróg od razu i z hukiem. To by oznaczało jednak potwierdzenie słabości tej ekipy. Becie i Jurgiele są nadmiernym obciążeniem dla nadszarpywanego wciąż wizerunku ekipy z Nowogrodzkiej.
Dają im więc szansę/obietnicę odejścia częściowo ratującego zdewaluowany honor.
Ooooo, jakie my jesteśmy ważne – wysyłają nas do Brukseli! – będą mówiły Becie na spotkaniach w remizach i salkach parafialnych. Ale pod kołdrą będą chlipać: – Wypierdzielają nas do tej Brukseli. OK, ale za co!?

Możliwe jest nawet, że głosów twardego elektoratu PiSo-rydzykowego wystarczy, aby Becie-Jurgiele zostały wybrane. Wówczas usiądą w fotelach brukselskich i będą cierpliwie milczeć, trzymając Mamonę za nogi, jak Pana Boga.

Trudno, bronią swego, jak potrafią. Ale na ich miejsce Zjednoczona Prawica i tak nie ma lepszych kandydatów.

*

Studenci i młodzi naukowcy mają rację: zostali pominięci przy pracy nad projektem ustawy Gowina.

Kiedy w latach 1980/1981 pracowałem nad NZS-owskimi zmianami w ustawie o szkolnictwie wyższym, swoje propozycje zmian mogli zgłaszać zarówno studenci, jak i profesorowie. Wprawdzie na zmiany trzeba było poczekać do upadku PRL, ale te autonomiczne propozycje zostały w dużej mierze zachowane i uwzględnione przy tworzeniu nowego systemu kształcenia akademickiego.

Propozycje Gowina zmierzają do ograniczenia dostępu młodych do wyższego wykształcenia. W tym protestujący też mają rację. Wprowadzenie tych ograniczeń ma wzmocnić najwyżej notowane obecnie uczelnie i wybrane kierunki, aby ich pozycja w klasyfikacji szanghajskiej była trochę wyższa.

Ten punkt widzenia jest od lat krytykowany przez profesorów, głównie dyscyplin humanistycznych, ale projekt Gowina pomija te głosy krytyczne, nastawiając się na krótkotrwałe efekty promocyjne. Autonomia szkół wyższych i nauki w ogóle nie jest przez resort nauki brana pod uwagę jako wartość sama w sobie. Dominuje dojutrkowy utylitaryzm.

*

Moim skromnym zdaniem do porządkowania mediów służy ludziom pilot. Rząd nie musi się tym zajmować.

*

Moi sąsiedzi, imigranci sezonowi z Afryki, mają w tym roku 4 młode.
Sąsiadka powinna otrzymać emeryturę od Morawieckiego. Jak już wydawać kasę Polaków, to na całego.

 

 

 

 

 

 

*

Karą dla katolików za wieczne kłamstwa ma być wieczne potępienie. Oni jednak w takie bajki nie wierzą. Tak samo, jak niewierzący.

*

Popularny skądinąd Misiewicz ukończył podobnież prawo u Rydzyka w Toruniu. Jak mówią, bez żadnego trybu.

Prawo. Prawo? Prawo!

W przedwojennej Polsce powszechny był taki dialog:
– Skończyłeś już jakieś studia, synu?
– Tak, ojcze, skończyłem prawo.
– Prawo, powiadasz. A jaki masz zawód?
– Właśnie w tej sprawie postanowiłem cię, ojcze, odwiedzić…

W PRL wyglądało to tak:
– Towarzyszu rektorze, na którym to ja roku już jestem. Dawno nie widziałem towarzysza… Nie pokazuje się profesor w prostym towarzystwie?
– Zdaje się, że towarzysz dyrektor już jest po dyplomie. Sprawdzę.
– Sprawdzicie, to oddzwońcie. Podeślę kogoś z koniaczkiem po odbiór. A jak nazywa się dokładnie ten kierunek, który studiowałem?
– Prawo, towarzyszu.
– Z panem bogiem, profesorze!
– Czuwaj!

Teraz:
– Nie widziałem cię w sobotę na manifestacji dla Życia, misiu?! Przechodzisz do kodziarzy, co?
– Byłbym, ale studiuję. Mam sesję.
– W soboty?
– I w niedziele.
– W niedziele? Szatan cię opętał!
– Mamy przerwę na mszę, spoko.
– To gdzie ty studiujesz, misiek?
– Prawo w Toruniu.
– No, to szacun! Debeściak jesteś, qrwa!

*

Cierpienia zablokowanego fejsbukowicza to gorzej, niż karcer w Rawiczu!!!

*

Biedroń zwrócił uwagę na to, że kampania p. Jakiego jest nieco przeintelektualizowana. Coś w rodzaju: ‚serce dresiarza’ zamiast ‚ławeczka zwierzeń’. Serce dresiarza, róży kwiat!

*

Schetyna wciąż wybiera uwieszanie się u klamki biskupów jako strategię na kolejne wybory. Boi się tego, co powiedzą wyborcom z ambon, i liczy na to, że KK postawi teraz na PO, aby ratować swoją skórę. Wyborcom PO taka strategia już nie pasuje.

*

Ks. Głódź, człowiek bogaty i sławny, stracił honor. Pracując w Watykanie był informatorem wywiadu komunistycznej Polski. Takie kościół miał i ma kadry. Było mu obojętne, z kim i o czym rozmawia. Zależało mu na tym, aby był traktowany jak ważna persona, jako ktoś ustosunkowany, zorientowany, ze świecznika. Zwykła, prostacka próżność. Służby wiele razy chwaliły się, że miały informatora z najwyższej półki. Opowiadał przy obiadkach z rodakami, co to nie wyrabia się w tym Watykanie.

*

Człowiek jest częścią świata zwierzęcego. Np. zabija foki, bo one też lubią jeść ryby. Negatywny wydźwięk zabijanie fok wywołuje wyłącznie w środowiskach eko. Oczywiście to, że szwedzcy rybacy strzelają do fok, nie usprawiedliwia polskich bestii ludzkich zabijających foki leżące na plażach.

*

W Rosji też rosną podatki. Krym kosztuje. Jak kiedyś Afganistan.

*

Dlaczego normalnych ludzi, mających ludzkie odruchy miłości i szacunku dla wszelkiego stworzenia, szanujących zwierzęta i przyrodę, a więc naturalne otoczenie człowieka, nazywa się lewicą? To jakaś ideologiczna aberracja!

*

 

 

 

 

 

 

 

W tym czasie, gdy wypuszczono na rynek tę „legendę”, poruszałem się VW 1.6, rocznik 1981. Przywieziony „w częściach” z Bawarii przez Czechy. Też legendarny.
Mój kolega kupił nowego „poldka” i oddawał go co rusz do napraw gwarancyjnych, bo fabrycznie łożyska w skrzyni biegów były ustawione niewspółosiowo (powiedział mu to w zaufaniu mechanik w serwisie) i zawsze któreś padało po 10-15 tys. km. W końcu sprzedał i przywiózł sobie „w częściach” Mazdę 323F, oczywiście czerwoną.
Legenda motoryzacji polskiej? Bez przesady! Legenda upadku.

*

Polska na poziomie Ukrainy, Mołdawii, Albanii

Wszyscy pozapominali już, jakimi argumentami Polaków przekonywał Kwaśniewski „Olek Olek” do głosowania w referendum unijnym. „Każdy będzie mógł pojechać do pracy za granicę” – takie było przesłanie. Saksy dla każdego, otwarte granice. Zależało mu na frekwencji i frekwencja była. Durnawa prawica polska poszła głosować przeciwko wstąpieniu do UE.
Zgodnie z przyjętym przez SLD i Kwaśniewskiego kierunkiem rozwoju Polski, studenci polscy i inni prekariusze ruszyli hurmem na zachodnie zmywaki.
Ja wiedziałem, że tak będzie, więc nie pomogłem Kwaśniewskiemu wygrać tego referendum. W trakcie głosowania kończyłem na kwaterze w mieście Hel, na pożyczonym laptopie, pisanie pracy dyplomowej z zarządzania funduszami europejskimi. Upał był wtedy podobny do dzisiejszego.
Po 15 latach wciąż odrzucam tamtą argumentację Kwaśniewskiego za wejściem do UE, który z agenta Wschodu przeistoczył się w agenta Zachodu. Miał z tego kasę.
Ale Unię Europejską powitałem z radością i uznaję, że bez jej reguł, jak to mówią po kościołach – narzuconych Narodowi Polskiemu, moglibyśmy być obecnie co najwyżej na poziomie dzisiejszej Ukrainy, Mołdawii, Albanii.
Cofnąć Polskę do tego poziomu może już tylko rewolucja antyeuropejska, realizowana z wielką namiętnością i poświęceniem przez Kościół Katolicki oraz Zjednoczoną Prawicę.

*

Marszałek uwalił się nam z radości, że sejm znów się zebrał. Czepiają się Prawdziwego Polaka, że był w pracy wypity. Ale jaki wydajny! Ukarał kogo trzeba i kogo nie trzeba nie ukarał.

*

Rząd polski ma się z Polakami dobrze. To jest zasługa Polaków, którzy nie mają innego wyjścia, jak tylko ciężko i mądrze pracować, aby utrzymać siebie i Państwo, rozrośnięte ponad miarę. Rząd i jego klienci są konsumentami rezultatów tej pracy. Zadowolonymi z siebie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*

Niektóre media w Polsce dyskryminują intelektualistów i artystów diskopolowych. PiS z tym skończy. Dodekafonia, blues, jazz i rock zejdą do podziemia.

*

Czy ktoś wie, co tygodnik „NIE” pisze o pośle Piotrowiczu?

*

Dorota „Martwa Foka” Arciszewska ponosi moralną odpowiedzialność za mordowanie fok na polskim wybrzeżu.

*

Wszystkie burdele pozamykane. Świętują qrwy! Wszyscy dziś świętują. Na chwałę bożą! Wszyscy świętują i świntuszą!!! Tego dnia należałoby paradować odświętnie rozebranym, ciepło jest. Zapytam dra Alzheimera, co to znaczy seks sentymentalny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*

Gabriela Łazarek z Cieszyna, znana ze swojego nieustającego protestowania przeciwko władzy PiS niszczącej konstytucję i sądy, ma zostać przesłuchana za zakłócanie spokoju. Policjanci odwiedzili jej matkę i skarżyli się matce na dorosłą córkę. Wyrzuciła ich z hukiem.

Stara esbecka metoda – nękanie starych rodziców za „sprawki” ich dorosłych dzieci. Qrwesyńskie kulsony stosują esbeckie metody stosowane przeciwko opozycji solidarnościowej: nękają najbliższych, bo nie mogą dopaść bezpośrednio swoich ofiar. Kulsony muszą być szkolone przez esbeków, sami by tego nie wymyślili. Kiedy moich rodziców nachodzili mundurowi i cywilni funkcjonariusze w czasach przed i po stanie wojennym, moja mama naprawdę się tym przejmowała. Po ojcu, akowcu i wyrozumiałym antykomuniście, spływało to jak woda po kaczce. Ależ, qrwa, metod znów używają!!! Piotrowicz ich szkoli?

*

Rząd zrezygnował z hodowli koni arabskich na rzecz hodowli ludzi polskich. Przy czwartym miocie samica otrzyma emeryturę rodzicielską. A co z obowiązkiem alimentacji rodziców przez dorosłe dzieci? Zwolnione?

*

Mateusz Morawiecki był gotów w środę po południu znieść w sejmie każdą obelgę pod jego adresem. Zapłatą za to wystąpienie sejmowe może być bowiem funkcja prezesa PiS. O to walczy. I jest bliżej celu, niż był. PMM wygłosił w sejmie mowę godną kandydata na prezesa PiS.

PMM pomylił miejsca i adresatów. Propagandową mowę przeznaczoną na wiec wygłosił w sejmie. W wystąpieniu PMM wielokrotnie pojawiało się rozgraniczenie na „my” i „wy” i zarzuty wobec opozycji, że służy Berlinowi i Brukseli. A na koniec prowokacja słowna: przystąpcie do nas, to będziecie mogli coś zrobić. Premier wykluczający zbiorowość obywateli, którą nazywa „wy”, dla kogo pracuje, czyje realizuje interesy?

*

Racjonalność to realna duchowość.

Kaznodzieje udający filozofów twierdzą, że duchowość to coś więcej. Nic więcej nie ma. Transcendentne jest myślenie.

*

Jeżeli coś dobrego można zrobić dla religii, to doprowadzić kościół do bankructwa

*

Studenci i naukowcy protestują przeciwko reformie nauki wg Gowina. Rząd milczy, czeka aż zmęczą się, jak niepełnosprawni. Sesja się kończy, nadchodzą wakacje. A gdy już będzie po wakacjach, rektorem np. takiego UJ zostanie jakiś duda, jakaś duda. Ojciec lub syn, obojętnie. Nawet jakiś związkowiec. Byle duda.

*

Pisłowie sprawdzili szkodliwość pornografii za pomocą licznych indywidualnych autoeksperymentów i teraz chcą jej całkowicie zakazać?

*

Facebook nie blokował mojego Obserwatorium Katastrof ze 3 miesiące. Miał problemy z samym sobą. Znów chce ode mnie pieniędzy, czy jakiś dyżurny Szachermacher doniósł? Może rząd realizuje już swój program ograniczania wolności w mediach społecznościowych i FB uprzedza fakty? Np. realizują zalecenie Piotrowicza w sprawie pytań potencjalnie szkodliwych dla państwa.

*

Nasz dąb, a właściwie nastoletni dąbek, zeszłoroczne liście zrzucił, jak zwykle, na przełomie kwietnia i maja. I zaraz wypuścił nowe.
Upały tak dały mu się we znaki, że na początku czerwca zaczął zrzucać te nowe liście, uschnięte i zielone. Zmniejsza powierzchnię parowania wody, żeby utrzymać wilgotność pnia i gałęzi na właściwym poziomie. Zachowuje się jak kobieta podczas upałów.
Wyczytałem, że z brzozy w ciągu doby odparowuje ok. 70 litrów wody. No, to z niego pewnie połowa tego.

*

Czarny kot vel Czarnecki vel Makaron miał 40 stopni gorączki i zachowywał się jak nie on. Tzn. nie chciał jeść, nie wyjadał nawet złośliwie porcji z miski Rudej, swojej pręgowanej siostry.
Szybka pomoc świetnego Pana Weterynarza, który dwa lata temu poskładał go i pozszywał po zderzeniu z samochodem, postawi Czarneckiego na nogi. Dostał zastrzyk, tabletkę, coś zjadł.
Jak każdy facet podczas choroby, bezustannie pomiaukuje i domaga się głaskania, konwersacji. Zapewne także smakołyków, ale tego nie słyszymy. Dostanie lekkiego rosołku z kurczaka, to należy się każdemu choremu.
Ksywa Czarnecki pasuje do niego, bo nie jest zbyt mądry, nawet jak na kota. Ale myśliwym jest zawodowym. Jego pręgowana siostra, prócz tego, że też sprawnie poluje, nie potrzebuje pomocy przy otwieraniu klapki dla kotów zamontowanej w drzwiach. On stoi przed drzwiami i miauczy, żeby mu otworzyć, a ona wchodzi sama. A przecież mógłby ruszyć głową.

*

4 czerwca 1989 pracowałem jako mąż zaufania Komitetu Obywatelskiego w komisji wyborczej w Gnieźnie, w szkole podstawowej nr 2. Rano zameldowałem się w lokalu wyborczym ok. 6, wyszedłem stamtąd po 1 w nocy, po ponownym przeliczeniu głosów. Wydawało mi się, że dwie panie liczą po łebkach, i wyszło na to, że ponad 60 głosów nie zostało przeliczone. Ze dwa razy w ciągu dnia wyskoczyłem coś zjeść do domu, miałem ze sto metrów. W komisji byli sami ludzie z pezetpeeru. W takim małym mieście każdy, kto reprezentował opozycję solidarnościową, Wałęsę, był traktowany wrogo. Ale bali się, że ktoś im udowodni oszustwa lub wskaże błędy. Wygraliśmy. Ten typ ludzki, jaki był dobierany do komisji wyborczych, oportuniści i pieczeniarze, powrócił wraz z PiS i koalicjantami tej partii. To oni znów będą przy liczeniu głosów. Trzeba im patrzeć na ręce.

*

Urodziłem się w okolicy, w której na najgorszych piachach sadziło się sady czereśniowe. W porze zrywania czereśni chłopaki po ósmej klasie bili niezłe pieniądze na zrywaniu. Sadownicy płacili po 50 groszy za kilogram, a byli tacy, jak mój kuzyn Maniek ps. Szpak, którzy potrafili od rana do wieczora dobić do 100 kg. Stawka za zerwany kilogram rosła wraz z ilością kilogramów i jakością, za brak ogonków była obniżana.

Każdy smyk po przekroczeniu 10. roku życia chciał być wzięty do zrywania czereśni. Trochę, żeby podjeść, ale i zarobić parę złotych. Pierwszą selekcję robili tacy najemni wyczynowcy, jak Maniek. W każdym razie ekipy zrywające brały tylko takich, którzy potrafią więcej zerwać niż zjeść, i którym nie trzeba było co chwilę przestawiać drabiny, a najlepiej gdy drabinę mieli własną – lekką i długą.

Moje pierwsze zarobki na czereśniach pojawiły się bodaj w piątej klasie podstawówki. Wielkich i regularnych wyników nie miałem, 50 kg to był raczej dla mnie wynik maksymalny. Taka dniówka dawała 25-30 złotych. Jeżeli ktoś spędził na drabinie cały sezon, czyli od czerwca do połowy lipca, i miał wyniki ok. 70 kg dziennie, to mógł w takim czasie wyciągnąć z 1000 złotych. W biednych wczesnych latach 70. to było całkiem sporo. W sprzedaży chodnikowej zerwany owoc szedł najtaniej za 1,50 zł. (Jeśli coś pokręciłem z cenami, proszę prostować.)

Oczywiście, nikt nikogo nie zatrudniał na jakiś papier. Upadki z drabin czasem się zdarzały, człowiek na prostej drodze się potknie.

Kiedy dzieciaki zarobiły trochę kasy na czereśniach czy wiśniach, brakującą część do wymarzonego magnetofonu szpulowego ZK-120 albo do roweru rodzice chętnie dokładali „ze swoich”. Każdy „szpak” kalkulował właśnie tak. Trochę zarobi na szpakowaniu, może coś na budowie u sąsiada, a resztę dostanie. Koledzy, synowie właścicieli wielkich szklarni, zasuwali u siebie równo z pracownikami. Mieli nad nami tę przewagę, że pod wieczór nad rzekę dojeżdżali do nas, cyklistów, nyską i mogli z powrotem zabrać do nyski dziewczyny.

Złośliwi twierdzą, że z powodu zasiłku 500+ dzieci z polskich rodzin otrzymujących ten zasiłek nie będą jadły czereśni. Brakuje chętnych do łażenia po drzewach i dość intensywnej roboty, bo biedne polskie dzieci już nie muszą dorabiać na wakacje czy na nowe książki do następnej klasy. Daje na to rząd, czyli PiS.

Będzie, jak będzie, ale to wydaje się niemożliwe, żeby czereśnie czy truskawki, najsmakowitsze owoce polskich sadów, nie zostały zerwane i wykorzystane. Takie marnotrawstwo byłoby niezrozumiałe. Byłoby grzechem przeciwko naturze.

http://www.polskatimes.pl/strefa-biznesu/pieniadze/a/brak-chetnych-do-zbierania-owocow-duze-problemy-plantatorow-z-wojewodztwa-lodzkiego-ile-placa-wlasciciele-sadow,13227566/

*

Najprawdziwsza młodzież tańczyła na Polach Lednickich z Adrianem Naszym!

*

Kościół jest krytykowany. Łagodnie i z umiarem, w wolnych mediach ostrzej. Na krytykę odpowiada kontratakami, jak z oblężonej twierdzy. Np. ostatnio z ołtarzy Bożego Ciała zaatakował polskich samorządowców, którzy demokrację rozumieją inaczej, niżby to mogło podobać się biskupom.

Kontrataki skierowane są w stronę nowoczesnego zachodniego społeczeństwa liberalnego, jakie z wolna rodzi się w Polsce. Kościół przejął w końcu najważniejsze przyczółki państwa i domaga się posłuchu. Ma we władzy swoje partie polityczne, ma swoich ludzi, posłusznych i gotowych na wszystko. Ma swoje bojówki realizujące faszystowski patriotyzm za pomocą rac, kijów bejsbolowych, strzelb myśliwskich, a nawet maczet.

Dlaczego mieszkańcy jakiejś podlaskiej wioski bronią tak zaciekle księdza, który obmacywał im ich nieletnie córki na oczach dzieci? Bronią w ten sposób swojej kultury i swobód, jakich nie pozwolą sobie zabrać nikomu. Są tworem natury, pod powłoczką religijności ukrywają swój nienasycony hedonizm i libertyńskie przeczucie, że jeżeli nikt nie widzi, to wolno wszystko. Ksiądz też jest z ludu, z sąsiedztwa, dlaczego nie miałby korzystać z okazji.

Zabraniać pasterzowi wykorzystywania owieczek nie można. Brońmy go, bo przyjdzie dzień, kiedy wstawi się także za nami. Taka zmowa jest twardsza i trwalsza od prawa. Kościołowi to odpowiada, rozumie to, bo jest krew z krwi pospolity, jak jego owieczki.

Religia umiera, a więc trzeba znaleźć jakieś inne racje, aby zachować stan posiadania. Na przykład powoływać się na misję miłosierdzia. Etaty w szpitalach za gotowość do ostatniej posługi, domy opieki, wolność od podatków, bo przecież my służymy ludziom. Obywatelom.

Kontratakując, podporządkowując sobie państwo, Kościół Katolicki powołuje się na to, że reprezentuje wolę tych samych ludzi, i ich prawa i poglądy, którzy głosują w wyborach i tworzą struktury ściśle polityczne. Słychać: jako instytucja zachowujemy neutralność, nie wtrącamy się do polityki, ale przecież kapłan ma prawo mieć własne zdanie i je głosić. A ambona, ołtarz to miejsce, z którego mówi o ważnych sprawach do wiernych. Oni tego właśnie chcą, tego oczekują.

Czy papież poradzi sobie z dwulicowością kleru w Polsce, jak w Chile? Wątpię. Bez oporu wewnętrznego będzie to niemożliwe. A może, jak w Bawarii w sprawie inicjatywy władz zawieszania krzyży w urzędach i w szkołach (w założeniu miała to być manifestacja antyislamska), kościół polski stanie w obronie nadużywania symboliki krzyża do celów publicznych, sprzecznych z prawem moralnym? Nie spodziewam się.

Co można zrobić? Kontratakować. Manifestować, wyjaśniać, edukować, żądać. Łagodnie, ale stanowczo. Polacy tak potrafią.

*

Od Szczawnicy widok wiosenny na Tatry (telefon Nokia bez bajerów).

 

 

 

 

 

*

Dane adresowe producenta? Ktoś coś… Która ze spółek skarbu państwa produkuje ten oręż? Polska Grupa Zbrojeniowa może?

 

 

 

 

 

 

 

*

Orła Białego Błaszki nie chcom. Krzysz chcom. Narut wii, czego potrzebuje. Postawiom krzysz, gupie, na kamiyni kupie.

Przez błaszkowski rynek przejeżdża tranzytem z 1000 tirów na dobę. Obwodnicę by zbudowali. Ten wójt Rajewski jest aktywny i bojowy, widać go nawet na scenie krajowej jako samorządowca. Ale z tym rekordowym krzyżem cóś nie tak im wyszło.

W necie mieszkańcy piszą o planie budowy obwodnicy. Jej projekt wisiał w gabinecie burmistrza już w 1990 roku. Jakoś do tej pory tamtejszy Pambuk nie pomógł jej zbudować, niestety.

W gminie Błaszki powstanie 100-metrowy krzyż na 100-lecie Polskiej Niepodległości

polityczek.pl

*

Wzorcowa intelektualistka Kaja Godek znów wyszła z cienia, aby przeprowadzić rozpoznanie walką. Jej nie obchodzi, że ludzie, którzy katolikami nie są, oczekują od katolików, aby nie angażowali całego Państwa Polskiego i jego mieszkańców w swoje osobiste sprawy. Niech problemy wewnętrzne, ów „cyrk”, rozwiązują na własnym podwórku.

*

Aktor Krzysztof Pieczyński skrytykował w Polsacie dualizm nauczania religijnego chrześcijan. To racja. Błąd Pieczyńskiego polega jednak na tym, że odwołuje się do Chrystusa i chciałby go zanegować. Umożliwia w ten sposób swoim oponentom otwieranie furtki do kolejnej dyskusji o „dowodach na istnienie Boga”.

W koncepcji chrześcijańskiej nie kto inny, jak Chrystus, ma być najtwardszym dowodem na istnienie Boga, innych „dowodów” ta religia nie posiada.

Z tego nauczania wynika wprost, że aby doznać zbawienia, trzeba tylko pokonać jedną barierę: uwierzyć w to, że Chrystus to Syn Boży. I to głosić. Nie trzeba nawet w to wierzyć, można mieć wątpliwości. Wystarczy głosić.

Towarzyszące temu rytuały i zaklęcia to Tradycja Kościoła, pustynna obrzędowość przeniesiona do najdoskonalszych i najbogatszych budowli tego świata.
I tak od dwóch tysięcy lat.

*

Ktoś zdeklarował się, że jest ateistą i wierzyw naukę. Dziwne to. To oznacza, że w grawitację wierzy, czy ją odczuwa? Ludzie chcieliby wierzyć w Boga bez religii i kościoła – takie rzeczy wypisują.

*

Przy okazji Bożego Ciała na FB rozpętała się żarliwa, jeśli nie żarłoczna, dyskusja o tym, że Bóg to jedno, a kościół to co innego. Próbowałem tłumaczyć na wszelkie sposoby, że takie rozgraniczenie to herezja, brak zgodności z katechizmem KK, który obowiązuje wiernych (czyt. wierzących).

Jeden ze sposobów: „Kościół na każdym kroku eksponuje wiarę w Boga, jaki jego zdaniem jest, i głosi potrzebę aktywnej wiary, aby człowiek mógł zostać zbawiony, a nie potępiony. (…) Z tych dwu bytów, kościół istnieje na pewno. Kościoły zaś pełne są agnostyków, czyli takich, którzy uważają, że może Bóg istnieje, i na wszelki wypadek deklarują, że w to wierzą. To jest bardzo płytkie i bardzo chwiejne”. Ludzie mogliby kłócić się o to wiecznie, pogrążając się nieświadomie w otchłani paradoksów. (Pascal)

Klechy to jest dość nieliczna i wpływowa grupa społeczna stwarzająca problemy polityczne i praktyczne, a wiara w Boga to jest zagadnienie psychologiczne i filozoficzne oraz metafizyczne.
Kościół to zbiorowość ludzi wierzących w Boga.
Zwracam uwagę na to, że ludzie, którzy chcą „wypisać się” z kościoła i wierzący w istnienie Boga wypisują się ze zbiorowości ludzi wierzących w istnienie Boga.
Myli im się instytucja wyposażona w „durnowate ubranka, paranoiczne gesty, straszliwe obyczaje, tysiące męskich darmozjadów” z transcendencją.
To jest paradoksalne niezrozumienie tego, kim się jest, gdy deklaruje się wiarę w istnienie Boga.
„Wypisywanie się”, które nie jest apostazją (odrzuceniem Boga), to jest dziecięce wyjście z piaskownicy, bo „klechy” zabrały mi wiaderko. No, to – jeżeli komuś tak na tym wiaderku zależy – to niech je im odbierze. A jeżeli nie zależy, to trzeba „wiadereczku” powiedzieć, że już go się nie chce.
95 tez Lutra 500 lat temu skłoniło katolików do 200 lat wszczynania wojen religijnych, z milionami ofiar. Polska przetrwała od XVI w. jako skansen, w którym reforma instytucji i religii nie doszła do skutku.
Obecna przyspieszona okcydentalizacja polskiego społeczeństwa wywołuje reakcję kleru, który „zabiera” wiernym ich kościół i utwierdza ludowo-pogański skansen religijny. Ta działalność kleru jest możliwa wyłącznie dzięki wsparciu finansowemu i prawnemu laickiego – w deklaracjach – państwa. To jest kolejny paradoks.
Lud boży w Polsce jest wobec tych paradoksów i niekonsekwencji bierny i obojętny. Zabiera mu się i „wiadereczko”, i „łopatkę”, tłumacząc mu, że tak jest dla niego najlepiej.
Aby „powiedzieć Bogu, że go nie ma”, trzeba konsekwentnej świadomości i odwagi. A więc tego, do czego nawołuje także religia katolicka.

Dla ludzi, którzy w Boga wierzą, a deklarują „wypisanie się” z kościoła, nie miałoby to żadnego sensu. Po prostu niech go zmienią na lepszy, jeżeli ich oczekiwań nie spełnia. Ci, którzy nie wierzą, po co mieliby się wypisywać? Co by to zmieniło w ich życiu? „Zniewalanie dzieci od kołyski” do czynności religijnych to są decyzje rodziców. Mają wybór. Natomiast podatek kościelny uporządkowałby te kwestie statystycznie i finansowo.

*

Jakiś filozof powiedział, że Polska przyjęła chrzest, ale chrześcijaństwa to już nie za bardzo. Zgadza się. Na przykład: procesja Bożego Ciała w Pszczynie. Katabas wiezie dupę Mazdą MX5, czerwony metalik, kabriolet, a ludziska potulnie kroczą w procesji. Emikspiątka (czyt. Mazda MX5) została – jak to w tym środowisku jest praktykowane – pożyczona od znanego wszystkim bezdomnego biznesmena z parafii, który wygrał ją w karty od bezdomnego włóczęgę Pana Józefa, który niedawno zmarł i nie wiadomo, gdzie obecnie przebywa. A był takim dobrym człowiekiem.
W zamian za przejażdżkę bezdomny otrzyma zbawienie wieczne.
Taka transakcja barterowa, jak te różańce z państwowej fabryki, która nic nie produkuje, w zamian za ogłoszenie w gazecie, której też nikt nie kupuje.

Chciałem sobie kiedyś Emikspiątkę kupić, ale z hardtopem. Ładna jest. Bezdomni taką tanizną nie jeżdżą?

https://youtu.be/UwrfAsnhWUk

*

Prawniczce Przyłębskiej minister Bredziński przyznał rządowych ochroniarzy. Bezpiecznie i komfortowo ona czuje się dopiero w Berlinie z „Wolfgangiem”.

*

Większość respondentów (ok. 60 proc.) uznała w sondażu, że postępowanie PiS wobec niepełnosprawnych protestujących w sejmie jest niewłaściwe. Mimo to nie słychać, aby z tego powodu ludzie występowali z tej partii. Po prostu wstąpili tam z innego powodu, niż moralność, godność człowieka.

*

Adaś Miauczyński 25 lat temu powinien przyłożyć solidnie bejsbolem Ferdkowi Kiepskiemu. Patyczkował się z nim, jak z panem hrabią.

Sylwy marcowe 2018

Profesor Michał Głowiński zauważył, jak zwykle przytomnie i celnie, że dzisiejszy polski antysemityzm zawiera się w zdaniu: „Ja nie jestem antysemitą, ale dlaczego ci Żydzi rządzą światem?„.

To nie jest zdanie i postawa świadomie antysemicka. To jest narracja słabych, bezradnych ludzi, którzy nie potrafią „rządzić światem”. Ich nienawiść pochodzi ze słabości i strachu. Jest wieczna, jak kościół katolicki. Profesorowi, Żydowi pokazywać to wprost nie wypada, ale ja mogę. Na takie pytania rozmaitych „tutejszych myślicieli”  zawsze odpowiadam propozycją: zrób coś, żeby rządzić światem, ale bez zabijania albo wypędzania Żydów.

*

Kiedy ktoś, jak jakiś Jaki, obnosi się ze swoim przekonaniem, że „pracuje dla Polski” i to usprawiedliwia – jego zdaniem – każdą niegodziwość i każdy błąd, to ma to dla mnie zapach i smak przetrawionego pożywienia. Religijnymi i narodowo-patriotycznymi motywacjami zasłaniają się ludzie, których przyzwoity człowiek szczułby psem, bo wyjedzą karmę kotu z jego miski. Nachalni katoliccy mediokrążcy i władzokrążcy przesunęli granice ich moralnego piekła na progi polskich domów.

*

Pani Kaja Godek urzekła mnie swoim poświęceniem dla narodowych układów wtryskowych, produkowanych w zapewne ściśle tajnym zakładzie produkcyjnym w Warszawie. Jako inżynierka wysokich ciśnień i Matka Polka w jednym poświęca się za marne 4600 w radzie nadzorczej w zbrojeniówce. To za mała nagroda za tyle poświęceń i upokorzeń dla Życia!!!??? Zasługuje co najmniej na posadę ławniczki na Sądzie Ostatecznym, a nie jakaś marna rada nadzorcza w tej technologicznie zapyziałej Polsce.

*

Rząd obecny chce promować Niepodległą Polskę, wysyłając w rejs dookoła świata nowiutki francuski jacht z Kusznierewiczem i załogą. „Dar Młodzieży” (rocznik 1929/1983) po kapitalnym remoncie nie nada się, bo to komunistyczna jednostka pływająca, znana już zbyt dobrze we wszystkich portach świata.

Promocja 100. rocznicy odzyskania niepodległości i godności prawdziwych Polaków, skierowana do mórz i oceanów. Szczególnie do żarłocznego planktonu unoszonego przez fale.

*

Porównywanie przez panie z Czarnych Marszów zakazu aborcji do odbierania wolności to jak porównywanie kota z ptakiem. Aborcja to działanie ściśle medyczne, etycznie neutralne. Odbieranie wolności to przestępstwo etyczne. Działania medyczne są zawsze OK, kiedy już do nich dochodzi. Nikt nie pozbywa się zdrowej nogi dla jakiegoś widzimisię, to może być tylko wynik błędu. No, może pełny wariat kazałby sobie powyrywać zdrowe zęby? Ale zdrowy na umyśle dentysta mógłby odmówić.

*

Polacy w większości nie popierają degradacji Jaruzelskiego – tak wyszło w jakiejś ankiecie. Zapytać warto Polaków, czy ich zdaniem należałoby pozbawiać obywatelstwa działaczy PiS jeszcze za życia czy dopiero po śmierci. Na jedno wychodzi?

*

Do jakiego gatunku stworzeń żyjących na Ziemi zalicza się ta grupa obywateli polskich, która popiera zdanie byłej Beci w sprawie nagród dla ministrów, że należały im się za ciężką pracę? Gatunek endemiczny, charakterystyczny dla polskiej głuszy.

*

ŁAPCZLIWIE!!! – takie słówko pojawiło się w tytule jakiejś publikacji w Onecie. Koniec języka jest końcem świata, budowniczowie Wieży Babel osiągnęliby sukces, gdyby w drodze od cegielni na dole do murarzy na górze słowo „cegła” nie zmieniało kilkakrotnie znaczenia.

Tak wygląda nowoczesne Piekło Jana Algorytma, któremu w Onecie każą pisać po polsku: „(…) księcia Karola, łapczliwie spoglądającego na królewski tron…”.

*

Pochwała dla zlaicyzowanych Poznaniaków za symboliczne odgrodzenie tamtejszych kościołów taśmami budowlanymi od społeczeństwa, nocą poprzedzającą marsze kobiet! Poznańskie taśmy prawdy to częściowo także zasługa prezydenta Jaśkowiaka i jego twardej i rzeczowej postawy wobec kurii. Obywatele nie są sami. Czarny Piątek to wielki piątek wolnych ludzi.

*

Zagadką jest dla mnie, kto obecnie inwestuje w polskiego Breivika, że tak często udziela się w antyrządowych telewizjach i gdzie się da. Może SLD? Takie pomysły, jak ten z kandydatką Ogórek, bardzo do nich pasują. Ale to by oznaczało, że robi się deal SLD-PiS. Dwie armie katolickich i marksistowskich zarazem populistów w jednym byłyby bardzo groźne dla polskiej wolności.

*

Tenże Szefernaker uważa, że „potrzebne są w Polsce regulacje prawne dotyczące korzystania z mediów społecznościowych i dające pewne uprawnienia obywatelom„. Jego zdaniem, wiele osób nie ma praw do ochrony swojego wizerunku i danych osobowych.

Jak mówi, że chce coś dać, to oznacza, że chce zabrać. Obywatele uprawnienia do korzystania z mediów społecznościowych mają na podstawie faktu, że one istnieją. Po co im jakiś państwowy pośrednik i nadzorca?

*

Dobra Zmiana to Zimna Wojna z obywatelami, którzy wciąż w liczbie ok. 70 proc. oceniają pozytywnie obecność Polski w UE.

*

W mediach nieśmiałe przypuszczenia, że został Prezydentem RP w wyniku nielegalnych manipulacji socjotechnicznych firmy Cambridge Analytica, tej samej, która za rosyjskie pieniądze wspierała Brexit i Trumpa. Dlaczego ja wiem o tych manipulacjach od czasu kampanii Dudy? Nie wiedziałem tylko, że to robiła ta firma. Ktoś robił. Szefernaker sam przechwalał się swoimi sukcesami w promowaniu Dudy w necie. Został za to nagrodzony posadą wiceministra.

Manipulacje były, lecz czy nielegalne? Wybory w demokracjach to od dawna forma , ze wszystkimi socjotechnikami, jakich używa się w tej branży. działała nielegalnie, używając algorytmu bez zgody jego autora, przesłuchania w toku. Trolling w polskich wyborach był co najwyżej nieetyczny. W tym czasie sztab Komorowskiego nie trollował, pomijał sieć w ogóle. Heroizm godny historycznych porażek i legendarnych szarż z szablami na czołgi. A przecież PO mogłaby wystawić Sikorskiego, żeby wygrał. Gdyby przegrał z Dudą, w co wątpię, Schetyna miałby realny powód, aby go całkiem zmarginalizować. Teraz będzie musiał oddać mu partię bez jednego strzału.

*

Wczoraj (19 marca) w końcu zlikwidowałem swoje konto na FB. Cenzurowano mi teksty za PRL i od roku na FB. Żadna strata.

*

Program 500+ zniechęcił do pracy 103 tys. kobiet. Emancypacja wsteczna czy po prostu państwowa hodowla ludzi? A przecież jeżeli te wściekłe emancypantki, które paradują po miastach na czarno, nie mają potomstwa i nie chcą go mieć, to wyginą w ciągu jednego pokolenia. Pozostaną wyłącznie okazy hodowlane.

*

Kiepscy’15 wysunęli „swoich” kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa, przyłączając się do pisowskiego zamachu na konstytucję. Postrzegają państwo zza płota. Państwo jest im niepotrzebne, wystarcza im płot. I burek, który obszczekuje obcych narodowo i intelektualnie.

*

Ksiądz prof. Edward Staniek z Krakowa walnął w kazaniu, że będzie modlił się o mądrość dla Franciszka, a jak to nie zadziała, to o… „szybkie jego odejście do Domu Ojca”. Ksiądz podburzał wiernych przeciwko Papieżowi. Co za odwaga! Mógł napisać list do Franciszka, a potem opowiedzieć parafianom, co zrobił i dlaczego. I czy papież mu coś odpisał.

*

Płód został przez posłów w projekcie całkowitego zakazu aborcji potraktowany jako ciało obce w organizmie kobiety. Zdaniem katolików polskich płód należy do Boga lub nim jest. Tzw. Życie opisywane jest jako forma istnienia Boga. Czy to nie jest herezja? Tzw. obrońcy Życia, używając swojego specyficznego języka, de facto podkładają sobie minę pod własną argumentację o boskim charakterze poczęcia owego abstrakcyjnego Życia. W takim przypadku kobieta mogłaby domagać się od lekarza usunięcia ciała obcego, które może być dla niej groźne, bo pasożytuje na jej organizmie.

*

Po stworzeniu pozorów poważnego i partnerskiego traktowania Merkel może już swobodnie lekceważyć polskie władze i robić swoje. Oni teraz będą miesiącami upajać swoich zwolenników sukcesem w Europie.

W odpowiedzi na to, że Angela Merkel na trzeci dzień od ponownego objęcia urzędu kanclerza Niemiec wybrała się do Warszawy, prowokatorka Pawłowiczówna wykrzykiwała do dziennikarzy „Achtung! Achtung!”.  Od posłanki Pawłowiczówny za jej „Achtung! Achtung!” przeprosin oczekiwać nie można, bo to chora osoba. Ale prezes jej partii oraz marszałek sejmu mogliby A. Merkel i Niemców przeprosić za takie wybryki podyktowane nienawiścią do obcych.

Pani Merkel musi być zadowolona, bo PAD i PMM są bardzo zadowoleni z wizyty p. Merkel. I nie nasłali na nią jakiejś ABW za niezałatwione reparacje wojenne od Niemiec.

*

Prezes PiS przyjął karę komisji etyki poselskiej za „mordy zdradzieckie”. Czyli potwierdził, że tak myśli o tych, których próbował obrazić.

*

Polscy narodowcy w odwecie za oskarżanie ich o faszystowskie ciągoty chcą zdelegalizować Partię Razem za głoszenie marksizmu. Jest znacznie gorzej: Razem prawdopodobnie nie wierzy w Boga!!!

Zagłosowałbym na Razem. Kościół przepędzą, a gospodarki nie zepsują, bo się na tym nie znają.

*

Politycy rozmaici podkreślają, jakim to mocarstwem jest Rosja. Jako mocarstwu przyznają Rosji naturalne uprawnienie mocarza do prezentowania muskułów. Zarazem nie chcą uznawać, że rosyjska forma państwowości wytworzyła własny model tego czegoś, co na Zachodzie opisywane jest jako demokracja. Zżymają się na tę rosyjską wersję ludowładztwa w tym samym czasie, kiedy wiadomo, że demokracją zachodnią i wyborami prezydentów sterują hakerzy zatrudniani przez polityków, używający do sterowania wyborami sprytnych algorytmów. Putin używa algorytmu strachu. Trump sterował umysłami poprzez sieć internetową. PAD zatrudniał Szachermacherów, aby promować moherowe poglądy itp. Wszędzie iluzjoniści wychodzą na swoje.

*

Tzw. Biała Księga opisuje, co katolicki rząd PiS zrobił, żeby katolicka Polska nie pasowała do reszty świata. Zwolennicy PiS nie pasują do nikogo i nie chcą się dopasować. Im jest dobrze we własnych opłotkach z kapliczką na dróg rozstaju.

*

Używam od miesięcy zapisu „Narut” w odniesieniu do zwolenników obecnego katolickiego rządu w Polsce. To, że raz po raz ktoś – w dobrej czy złej wierze – zwraca mi uwagę na błędną pisownię, utwierdza mnie w przekonaniu, że publika jest ślepa i głucha, a rozumienie metafor spadło do poziomu dowcipów o babie u lekarza. Co nie znaczy, że pisać nie trzeba.

W związku z ustawą o karach za tzw. kłamstwo oświęcimskie pojawia się coraz więcej poważnych i popularnych tekstów z pytaniami o znaczenie i zakres pojęcia >naród<. Mój punkt widzenia na tę sprawę potwierdza tekst Adama Chmielewskiego w „Odrze” nr 3/2018:

chmielewski

W AKTUALNYM NUMERZE

*

Wszyscy roztkliwiają się dziś nad wielką stratą, śmiercią genialnego astrofizyka S. Hawkinga. Do historii przeszedł dzięki „Krótkiej historii czasu”, którą czytał każdy, kto lubi też czytać o UFO i w ogóle o tym, nad czym wciąż mozolą się autorzy SF oraz popularyzatorzy nauki. Skoro Hawking i jego koledzy fizycy tak są wysoko cenieni, może warto by było po 100 latach od odkryć Einsteina, które pobudziły do poszukiwań i gier wyobraźni liczne zastępy badaczy (np. hobbystę Kałużę z Królewca), dyskusje o UFO zastępować już lub uzupełniać wiedzą i śmiałymi dociekaniami Hawkinga i innych fizyków? Na przykład teoriami na temat istnienia superstrun i przestrzeni wielowymiarowych, powiązanych z oddziaływaniami grawitacyjnymi.

Opiszmy to może w podręcznikach do fizyki dla podstawówki w ten sposób, że UFO to nie są Obcy, lecz sąsiedzi, którzy technologicznie są bardziej zaawansowani. Różnica na skali czasu mogłaby być podobna, jak zaawansowanie technologiczne syberyjskich Nieńców w relacji do Nowojorczyków. Gdyby ktoś znał literaturę ustną tych pasterzy reniferów i rozpoznawał magiczne sensy ich opowieści np. o kontaktach z sekretarzem obwodu położonego gdzieś na krańcach Syberii, który amfibią przywiózł im urnę wyborczą, aby zagłosowali na Putina, rozumiałby, co mam na myśli?

Pamiętam po prostu swoje skojarzenia po lekturze książek Hawkinga czy Kaku i ciche swoje podejrzenie, że ich zdaniem czas nie istnieje jako wymiar wpływający na wszystkie aspekty Kosmosu. Jeżeli istnieje, ośmielam się szeptem komentować.

Nieńcy żyją w innej czasoprzestrzeni i Nowojorczycy też w jakiejś innej. A nad tym wszystkim dominuje grawitacja, którą Hawking zrozumiał zapewne najlepiej ze współczesnych. To, do czego doszedł, na pewno nie podoba się teologom. To będzie najważniejsza przeszkoda ku temu, aby jego teorie przedostawały się do podręczników szkolnych. (+14.03.2018)

*

Zwariowaliśmy jako społeczeństwo, jeżeli tolerujemy kogoś takiego, jak PAD w roli prezydenta. Gdzieś w Kamiennej Górze, do jakichś przypadkowych słuchaczy powiedział, że Polska w UE to podobnie, jak Polska pod zaborami. On z tym nauczaniem o powstawaniu z kolan objeżdża Polskę już od 3 lat. Reprezentuje jakąś sektę czy korporację, dla których zbiorowe opętanie jest spoiwem konstrukcyjnym. W systemach anarchicznych rządzonych przez mafijne formy korporacyjne zwykle to mafia tworzy własną partię, aby przejmować najważniejsze instytucje państwa. Może być też tak, że słaba partia sprzedaje się mafii za duże pieniądze i zdobywa dla niej władzę. Różnica żadna. Wydaje się, że mafie obawiają się unijnej kontroli i regulacji i tam ich władza nie sięga. Lepiej więc UE osłabiać i marginalizować jej wpływy w państwach, które przechodzą pod kontrolę tajnych korporacji, aby mieć je wyłącznie dla siebie.  Taką organizacją, która podporządkowała sobie państwo polskie jest – według moich obserwacji – wyłącznie Kościół Katolicki.

*

PAD nie odbierając telefonu z USA został groteskowo „uwikłany” w zwolnienie Rexa Tillersona, kogoś w rodzaju premiera rządu USA. Niesłusznie. Skoro to CIA i jej szef Pompeo doprowadzili do zmiękczenia Kima z Korei, to nie mogli pozwolić, żeby negocjacje z Koreą prowadził jakiś nafciarz. PAD chciałby być uwikłany w cokolwiek.

*

Małżonka Morawieckiego Juniora ledwie 2 tygodnie po zarejestrowaniu swojej działalności gospodarczej otrzymała kilkumilionowy kredyt z zagranicznego dużego banku, w którym jej mąż, późniejszy polski premier, był prezesem. Różne newsweeki podnoszą też larum, że ów Morawiecki przekazał swojej żonie część swojego majątku i nie pochwalił się nim w oświadczeniu majątkowym. Mnie dziwi, że nie przekazał jej wszystkiego, co posiada, idąc do rządu, który programowo uznaje zamożność za grzech, a nawet za dowód na przestępstwo.

Co do żony Morawieckiego, to przecież kobieta po zarejestrowaniu działalności musiała kupić te wszystkie dziurkacze i faksy, biurko i krzesło, jakiś regał na segregatory i długopis, a nawet telefon komórkowy. Musiała wziąć na to jakiś kredyt, a bank na pewno potrzebował zabezpieczenia kredytu na nieruchomościach. Kasy w domu nie było, bo mąż po przejściu z banku na rządową posadę nie mógł związać końców. Takie są koszty poświęcania się Ludzi Niezłomnych dla Narodu i Państwa.

*

Czy dzieje się właśnie Polski Marzec’2018? Powinien.

Z Marca’68 najwyraźniej pamiętam siostrę i jej kolegów paradujących na przekór władzy w czapkach studenckich. Aktyw robotniczy z drewnianymi pałami w ormowskich łapach wyłapywał tymi łapami takie i takich w tych czapkach i lał ich bez opamiętania, nie wiedząc za co. Mścili się za swoje krzywdy na młodej inteligencji, która słuchała przedwojennych profesorów i nie miała zamiaru iść naprzód z Partią i Narodem. W tej kolejności ustawiały te wartości „Trybuna Ludu”, „Żołnierz Wolności” i ich odmiany i mutacje. Teraz Naród jest ustawiany przez Partię na czele Dobrej Zmiany.

O szczegółach i tle politycznym Marca kilka lat później opowiadał nam (mnie i Heniowi, koledze z klasy, późniejszym adwokatem) Janek Imach, rówieśnik mojej siostry. W ’68 usunęli go jako „komandosa” z historii na UW, trafił do więzienia, potem do psychuszki. Wrócił opuchnięty do rodzinnego domu po 3-4 latach z zakazem studiowania i zrujnowanym zdrowiem. Już nie pozwolono mu wrócić na jakiekolwiek studia, choć latami pisał do władz i czekał na odpowiedzi, jak jakiś gminny Józef K. Czytał, czytałem, dyskutowaliśmy. W końcu zmarł dużo przed czasem. Po Marcu Imachowie mogliby wyjechać, ale zostali. Szanowaliśmy ich i lubili. Niestety, nie wszyscy.

Po Marcu’68 władza zakazała noszenia czapek studenckich. Już nie wróciły. Po 1990 próbowali je przywracać członkowie prawicowych neo-korporacji na UJ. Może dlatego, że to oni próbowali, nie chciały przyjąć się na nowo.

*

Prezydent i premier, zaplątani w niezłomną wersję historii narodowej, nie potrafią przyjąć do wiadomości, że przez narodowe – różowe i czarno-białe jednocześnie –  okulary IPN nie można wytworzyć z prochów i mgieł przeszłości Polaka lepszego od Polaka dzisiejszego. Lepsze już ich zdaniem było. Chociaż to nieprawda. Liczą na to, że lud polski głupi jest, ciemny i potulny i wszystko przyjmie, co władza nakaże. Naiwniactwo.

*

Nieznani sprawcy zdewastowali nagrobki na cmentarzu w Evesham w hrabstwie Worcestershire w Wielkiej Brytanii. Zniszczone zostały m.in. groby polskich bohaterów wojennych, którzy u boku Brytyjczyków walczyli przeciwko hitlerowskiej armii. Niech ktoś sprawdzi, czy przy okazji nie potruli tych bohaterów jakąś nieznaną substancją. Ten typ nieznanych sprawców używa nieznanych substancji.

*

Premierowi wszystko się ze sobą plącze, jak AK z NSZ.

Premier zasugerował usprawiedliwiająco na UW, że to Izrael spowodował polski antysemityzm w ’68, wywołując wojnę 1967 roku. Atak PRL na Żydów nastąpił pod wpływem i naciskiem ZSRR.

Czy w którymś z krajów satelickich ZSRR i w samym ZSRR wydarzyło się coś podobnego? Nie.
Krucha teza jak na dyplomowanego historyka. Polscy Żydzi nie napadli wtedy na Egipt.
Po 1935 roku władze IIRP szły krok w krok z hitlerowskimi Niemcami w kwestii wykluczenia Żydów ze społeczeństwa. Rok 1968 to była powtórka takiej samej akcji.

Takie było zapotrzebowanie społeczne czy taka propaganda narodowców w PZPR? Propaganda odpowiadająca na zapotrzebowanie społeczne? Na jedno wychodzi.

Głoszącej internacjonalistyczne hasła partii komunistycznej przewodzili nacjonaliści, karmiący prosty lud ksenofobią i zawiścią. Partyjna inteligencja zwalczała inteligencję niepartyjną, sanacyjną i katolicką.
W 12 lat później prosty lud wywoził na taczkach tych komunistów, którzy wykorzystali go do swoich porachunków w ’68.

*

Okazuje się, że najmłodsze pokolenie twórców próbuje przezwyciężyć ograniczenia wynikające z narodowej mitologii i twórczo je wykorzystać. Powstaje cykl filmów „Legendy polskie”, w tym dwa świetne kawałki o Panu Twardowskim – na razie zgrabna kpina, ale kierunek jest rozwojowy: https://youtu.be/M-skpeuYmfE. Dziękuję pani z jednej z grup na FB za wskazanie tych filmów.

Piekło ma w Polsce czarny pijar – https://youtu.be/uKbuFYd468w. A to takie fantastyczne miejsce.

*

Świadek koronny – major Ludowego Wojska Polskiego uzasadniający w polskim sejmie ustawę odbierającą stopnie oficerom Ludowego Wojska Polskiego.

*

To uczciwie zarobione pieniądze, nie oddamy ich – podkreślają W. Waszczykowski z PiS oraz M. Kijowski d. KOD.

Kijowskiego za taką samoocenę jego uczciwości ściga prokuratura i chce wsadzić do pierdla.
Waszczykowskiego nikt ścigać nie będzie. Może kiedyś stanie przed Trybunałem Stanu?

*
Dziadkowie z AK wychodzą z szaf. Właśnie wyszedł dziadek Miśka Kamińskiego. Jeszcze 10 lat temu, jako egzekutor wyroków śmierci na antysemickich patriotach, mógłby być dla posła powodem do wstydu. Bandyta ze służb, który likwidował swoich. Wtedy kiełkowało i rosło na potęgę bohaterstwo Wyklętych, a AK była spychana w niebyt najnowszej historii Wielkiej Polski. Aktualnie wektor sił propagandowych odwraca się i Misiek to wie (to PiS-owi wróży źle). NSZ i inni Niezłomni Wyklęci znów będą zdrajcami i bandytami i powrócą z parad i marszów na stadionowe żylety, gdzie ich zrewitalizowali księża kapelani, aż wszyscy o nich niezłomnie zapomną.
Misiek, opowiadając o swoim dziadku, zrobił AK niedźwiedzią przysługę: akowiec z pezetpeeru stanie się memem symbolizującym wszystkich akowców. To wyznanie to woda na młyn rewizjonisty historii Kaczyńskiego, który chętnie przemilczał działalność swojego ojca i próbował uczynić z matki bohaterkę powstańczej Warszawy.
*

Przy weekendowym długim śniadaniu, łączonym ze śniadaniem drugim i kawą, gdy rozmowa zeszła na polskie aktualności i jak sobie z nimi radzić, przypomniała mi się opowieść o Panu Twardowskim, Belzebubie i Kogucie. Mickiewiczowskiej wersji, z Panią Twardowską w tle, przy paniach nie odważyłbym się przypominać, nie nada, odruchowy feminizm potrafi bowiem położyć każdy żart i każdy flirt. Nie wspomniałem więc o tym największym Polaku w dziejach, który jako jedyny doleciał na Księżyc i tam mieszka z tym Kogutem. Albo w tym Kogucie? Być może Kogut jest zwykłym pojazdem kosmicznym, którego opowiadacze zanimizowali, bo przecież żadna kupa żelastwa nigdzie sama nie poleci, jeżeli ktoś nią z rozmachem nie rzuci? Pewnie dlatego pojawiały się wersje, że Diabeł upuścił Twardowskiego i ten spadł prosto na Księżyc. Ta wersja, niestety, pomniejsza wyjątkowość naszego Sarmaty, więc ją sobie odpuszczę. Poza tym zawiera sugestię, że Kogut i Diabeł to jedno, bo latają sobie swobodnie w przestworzach. Drobiazgowe śledztwo mogłoby wiele rozjaśnić.

Przyjrzyjmy się temu Kogutowi. Kogut w historii Pana Twardowskiego zajmuje pozycję doniosłą i kluczową. Bez niego Twardowski tkwiłby w polskim piekle. Skąd Kogut? – pytanie niewątpliwie hermeneutyczne [patrz: Unde malum? Leibniza]. Szlachcic Twardowski dysponował tym dobrem, jak chciał. Miał je, a inni takiej możliwości nie mieli, więc pionierski lot na Księżyc był poza ich zasięgiem. Za Daenikenem, którego w dzieciństwie czytałem w podobny sposób, jak baśń o Twardowskim, poszedłbym w hipotezy, że Twardowski jest prototypem Istoty Pozaziemskiej – założyciela ludu polskiego, protoplastą Polaków jako narodu wybranego, a nawet protoplastą wszystkich ludzi. Nic mi nie wiadomo, żeby na Księżycu lądowali kiedykolwiek jacyś przodkowie Czechów, Węgrów, Słowaków, Ukraińców, a nawet Niemców. Stąd jego szlachecki strój i legendarne przekonanie o nadzwyczajnych zdolnościach, prezentowanych przy nalewkach w karczmie „Rzym” (na pewno arendowanej przez satanicznego Żyda).

Teolog upierałby się, że Twardowski został wyposażony w to doskonale latające rozwiązanie techniczne przez samego Stwórcę, aby Człowiek miał ostateczny argument przeciwko Szatanowi. Argumentem jest dawanie nóg za pas. Gdy nieskuteczne okażą się fortele i modlitwa.

Zastanawia mnie też to przesłanie z opowieści o Twardowskim, że władza Szatana nie sięga do Księżyca, a na Ziemi jest tak wszechmocny, jak sam Pan Bóg, więc może Twardowskiemu uczynić coś złego. Przez swą piekielną chytrość i energię bywa szybszy od Pana. Domyślamy się, że Pana otaczający go nadmiar Dobra i namiętne słuchanie chórów anielskich najwyraźniej rozleniwiają i Szatan sobie hula po bożym świecie.

Szatańska moc nie ima się jednak Koguta. Tę istotną przewagę Koguta nad poczciwym Belzebubem (patrz np.: Jan Dřda) sprytny teolog uzasadniłby z pewnością tym, że Karmazyn ów pochodzi od Boga. Czyli od Istoty Pozaziemskiej. Sam więc jest istotą lub machiną (ex Deus) pozaziemską. Karmazyn zaś to sarmacki synonim polskiego szlachcica. Czyli wszystko się ze sobą jakoś w tej tradycji szczęśliwie splata. Z tymi teologicznymi rozważaniami nie splatają się jedynie opowieści typu Chłop i Diabeł, w których Chłopu, a szczególnie polskiemu, zawsze udaje się Diabła wyprowadzić w pole, oszwabić albo utopić w bezdennym stawie na pobliskich łąkach, do którego wciąga potem nieostrożnych śmiałków. Szczególnie urodziwe i rozpustne panny, które chodzą się kąpać przy księżycu, gdy spod tafli wypływa czasem korzeń inkuba.

Tą drogą dochodzimy do innego polskiego mitu. Jakby nie patrzeć, symbolizujący szlachecką wolność i polską spontaniczność Mistrz Twardowski, królewski i krakowski alchemik, znający wszelkie tajemnice uczony, uciekł tym Kogutem na wygnanie i prowadzi tam życie samotnika. Wygnanie Twardowskiego z Ziemi trzeba utożsamić symbolicznie z wygnaniem Ludzi z Raju. On poświęcił się za nas wszystkich. Belzebub czyha na niego, więc pozostałych Polaków zostawia w spokoju. Bohaterski spryt Polaka Twardowskiego został wprawdzie doceniony, ale Diabła przechytrzyć do końca nie potrafił. Utracił „Rzym” z tamtejszą dobrą kompanią i nikt już jego sztuczek półdiabelskich oglądał nie będzie. Bój się więc Diabła, zwykły Polaku, bo i ciebie może dopaść, skoro tak zaszkodził temu niezwykłemu Twardowskiemu.

Jako przeciwieństwo polskiego szlachciury fruwającego na kogucie pojawił mi się republikański i oświecony burgundczyk Colas Breugnion. Bohater Rollanda jest spokojny, pewny swego i zadowolony z losu, którym steruje stosownie do własnych potrzeb i możliwości. Jak przypuszczam, hoduje kozy, a na pewno także kury i ichnie Kapłony (znane od dawna na polskich szlacheckich stołach!), które po upieczeniu jada się palcami, bez noża i widelca. Bohater Rollanda nie lata na kogutach, a my, Polacy, potrafimy nawet na drzwiach od stodoły. Czujemy się tym wyróżnieni, jak Pan Twardowski.

Pouczająca moralnie jest ta opowieść o Wielkim Polaku, który jako pierwszy w całym Wszechświecie wspina się zimą na jakieś Nangha Parbat, a nawet wyżej. Ki diabeł?! – ośmielę się zapytać. Tym bardziej, gdy w końcu tę wspinaczkę narodową bohaterski Polak odpuszcza sobie z powodu złej pogody. Po coś lazł tam, skąd inni uciekli?

Czy Polak tym różni się od innych, że nie potrafi być wielkim człowiekiem dzięki stoickiej prostocie? Mógłby udowodnić swoją niezwykłość, gdyby po pracy, którą lubi i robi najlepiej jak potrafi, odpoczął i zabawił się w dobrej kompanii przy kufelku i pieczonym kogucie w karczmie „Rzym”. W takich warunkach to i Diabeł chętnie posiedziałby i posłuchał, co ludzie mają o nim do powiedzenia. Kto Polakom zabrania takiej prozy życia, jakie mity i baśnie opowiadane od kołyski mącą Polakowi rozum?

*

Ile będzie kosztować polskich obywateli kompromitacja wszystkich „polityków” PiS, jeżeli kompromitacja Macierewicza to 15 mln plus budżet MON? Prezes mógłby wykańczać swoich kolegów trochę taniej.

*

Piseł Mularczyk odgraża się, że pojedzie do Bundestagu, aby domagać się od Niemiec odszkodowań wojennych. Może ten piseł podliczy także, ile kosztowały Polskę grabieże i zniszczenia ze strony okupanta sowieckiego, który zajął terytorium uzyskane przez Polskę od Niemiec. PiS chce brać reparacje wojenne zamiast Izraela? Bo przecież Izrael wtedy nie istniał, a Żydzi zamordowani w ramach holocaustu byli głównie obywatelami polskimi. Co tam, oni Prawdziwymi Polakami byli! Taka logika w tym jest, jakby kto Mularczyka pytał.

*

Jakaś niezrozumiała polska niezłomność w kwestii zaglądania pod cudzą kołdrę. – Ale po co pod tę samą kołdrę zagląda PE?

*

Gowin – nowa waluta inflacyjna. Polska odmiana bitcoina.

*

Polscy politycy wybrali się do Izraela. Rzeczniczka rządu powiedziała, że będą tam rozmawiać o kulturze i tradycji obydwu narodów. Będą dyskutować o Nowym Testamencie czy o Torze?

*

Polski obłęd jest nieuleczalny. Z niewiadomego powodu nacjonalistyczna Polska AD’2018 (tzw. IV RP) realizuje i propaguje – w tym na ulicach pod osłoną policji – przegraną 70 lat temu ideologię faszystowskich straceńców z ONR-ABC itp. Stronnictwa narodowe odrzuciły w czasie wojny realia polityczne uznawane przez rząd w Londynie, nie miały jednak sensownej propozycji politycznej na to, co ma być po wojnie. Nie miały także możliwości samodzielnego i skutecznego działania zbrojnego i politycznego. Pomimo to NSZ zbrojne walczyły z komunistami, w tym z Polakami. To środowisko jednocześnie ustawicznie krytykuje AK za doprowadzenie do wybuchu Powstania Warszawskiego jako kroku samobójczego. Walka z ZSRR po II wojnie była również zbiorowym samobójstwem.

PZPR w czasach PRL wtłaczała do polskich głów ideologię przyjaźni z ZSRR i bohaterstwa Berlingów i Świerczewskich oraz partyzantów z AL i BCh. AK i NSZ robiły propagandzie za wrogów ludu i amerykańskich imperialistów. Za sprzeciwianie się kłamstwom historycznym PZPR karała i prześladowała. To można było zrozumieć, skoro Polska była krajem okupowanym przez ZSRR. Mało kto przejmował się tą propagandą, ale niektórzy uwierzyli w przymusową wersję historii.

Obecna ekipa wprowadza swoją wersję historii Polski, odchylając wahadło propagandy w przeciwną stronę. Po co im to, skoro Polska nie jest już pod żadną obcą okupacją?

*

O polityce godnościowej i polityce historycznej Polski opowiada sobie już cały świat. Utracona praworządność i państwowy terroryzm to synonimy Polski w UE. Chciałbym wiedzieć, co wynegocjował polski rząd w sprawie rekompensat dla polskich producentów silników diesla, ponoszących straty z powodu polityki środowiskowej UE. Na pewno nie mieli czasu na takie drobiazgi, jak sytuacja kraju, który produkuje najwięcej diesli w Europie.

*

Antidotum na stosowanie przemocy jest stosowanie prawa. Radni PiS, SLD i Bezpartyjni Radom (w większości b. radni PO) odrzucili większością głosów zaproponowany przez prezydenta Witkowskiego projekt budżetu. Witkowski zapowiedział, że skieruje wniosek do RIO o uchylenie uchwały w części dotyczącej planu wydatków (twierdząc, że one zaniżone). I tak też zrobił, a RIO przychyliła się do jego wniosku.

*

Dorobkiem Dobrej Zmiany w zakresie języka polskiego jest rozdzielenie znaczeń pojęć ‚naród’ i ‚obywatele’. Wskazanie i uwypuklenie różnic. Zaklęcia ministra Sellina, aby te pojęcia ponownie ujednolicić, nie będą działać. Harry Potter nie pomoże.

*

PMM został wyróżniony przez „Wprost” jako Człowiek Roku. „Wprost” od lat ma najlepszy narodowy gust. Na początku lutego Morawiecki został także „Człowiekiem Roku” 2017 klubów „Gazety Polskiej”, a za rok 2016 taki tytuł przyznał mu tygodnik „Gazeta Polska”.

*

Według informacji radia RMF FM kierowca prezydenckiej limuzyny, który najechał rządową beemką na tzw. separator na Starowiślnej w Krakowie, przyznał się do winy. Winy za co? To ciekawe! Prokurator nam powie. Ten sam, który nie godzi się na umorzenie śledztwa w sprawie stłuczki Beci?

*

Ulicę Kaczyńskiego w Gdańsku dla odróżnienia od normalnych ulic oznakowano kolorem czerwonym. To nie mogło spodobać się Gdańszczanom.

ulica_Kaczynskiego

*

KGHM, flagowa firma służb specjalnych, musi „zamrozić” miliardy wydane na zakup firmy wydobywającej rudy miedzi w Kanadzie. Kto i za ile wpuścił KGHM w Quadrę? Indianie stanowczo protestują przeciwko inwestycji – w jeziorze sąsiadującym z terenem planowanej odkrywki mieszkają duchy ich przodków. My muzułmanów też nie wpuszczamy. Indianie nie gorsi. Prawo jest dla każdego, nie ma świętych krów – jak mawiają sprawiedliwi z PiS.

*

Karą honorową dla wojskowego jest degradacja. A więc za pozbawieniem „autorów” stanu wojennego stopni generalskich stoją twarde racje. Nieetyczne byłoby stosowanie takiej kary wobec osób nieżyjących. A Hermaszewski? On wie, co zrobić.

*

Macierewicz bez przeprowadzenia badań lekarskich będzie mógł mówić, że ci jego koledzy z PiS to wariaci.

*

Pan Karczewski jest senatorem niezależnym i jako taki stawia ultimata w kwestii Prawdy Jednej i Jedynej. – wiadomosci.onet.pl/kraj/ultimatum…

*

Ci smutni ludzie są tam na wojnie. https://twitter.com/300polityka/status/969188260449849344

Sylwy lutowe 2018

Absurdalność klipu fundacji Ruderman Family jest odpowiedzią na absurdalność wypowiedzi polskiego premiera. Absurd zwalczany absurdem. Naprawdę nikt już nie odczytuje ironii w prostych tekstach?!

*

Narodowe Siły Zbrojne, przemianowane przez kościół i PiS na Żołnierzy Niezłomnych i Wyklętych, prócz legendy antykomunistycznej mają także legendę antyżydowską, antyukraińską, antybiałoruską i antypolską. Podobnie, jak UPA-OUN, NSZ-ONR usprawiedliwiani są przez państwową propagandę tym, że walczyli o wolną Polskę (przeciwko wolnej Ukrainie, Białorusi, Litwie oraz londyńskiej Polsce). Mordy na Polakach i Żydach z AL oraz współpraca z Gestapo, w tym donoszenie na AK-owców, przez dzisiejszych politycznych historyków z IPN i inne Żaryny tłumaczone są jako odruchy pragmatyczne, w obronie własnej. NSZ da się proporcjonalnie porównywać wyłącznie z UPA. Skala nacjonalistycznych zbrodni NSZ i ich współpraca z Niemcami byłyby większe, gdyby nie przeciwdziałanie polityczne i wojskowe AK. Działania NSZ były kłopotem dla polskiego zbrojnego podziemia w czasie wojny, bowiem zniechęcały ludność do „leśnych” w ogóle i zachęcały ją do popierania sowieckiej partyzantki, która obiecywała zmiany polityczne (reforma rolna). Stalin musiał wykorzystywać ten argument w swoich propozycjach wobec Polski składanych aliantom. Armii Krajowej zarzucić nic nie mógł.

Od Ukrainy polscy nieopierzeni parafialni Herostratesi oczekują nieuznawania banderowców za bohaterów narodowych, bo byli sprawcami ludobójstwa na Polakach. Ukraińscy politycy nie mówią głośno o tym, kogo Polacy mają czcić jako bohaterów i stawiać im pomniki, nie zakazują pamiętania o Brygadzie Świętokrzyskiej. W Niemczech nie stawia się pomników i nie czci watażków z Werwolfu. Nic o tym nie wiadomo, a przecież analogicznie do Polski i Ukrainy mogliby im stawiać pomniki.

*

Władze Polski powinny powiedzieć światu, z którym walczą o wyimaginowane powstawanie z kolan i o godność narodu polskiego, jak rozumieją pojęcie >naród polski

Za miesiąc będzie 50. rocznica Marca’68, antysemickiej akcji rodzimych komunistów, którzy musieli znaleźć jakiegoś winnego dla swojej bezradności. Znaleźli tzw. syjonistów. Jak tę polską hańbę zamierza upamiętnić polski rząd? Nie słychać, aby coś zamierzał.

O polskiej historii nie powinien wypowiadać się już publicznie Mateusz Morawiecki, historyk, ekonomista, bankier i premier. Niech Kaczyński każe coś powiedzieć Beci. Tak powie, żeby nie powiedzieć nic. Będzie smutno i ponuro, ale każdy to przemilczy, bo wiadomo o co chodzi.

*

Panie z ruchów kobiecych i feministki postulują, aby decyzję o aborcji swojego potomstwa podejmowała kobieta w ciąży. Uważam, że nie można oczekiwać, wymagać i przymuszać, aby kobiety obciążały swoje matczyne sumienia odpowiedzialnością moralną za postanowienie o aborcji.

Powinno o tym decydować konsylium lekarskie. Wyłącznie!

Gdyby jednak kobieta wybrała urodzenie dziecka z deformacjami rozwojowymi, niezdolnego do samodzielnego życia, o czym została poinformowana przez lekarzy, odpowiedzialność moralna, prawna i materialna niech spadnie wyłącznie na nią.

*

Pani Z. Romaszewska uznała ustawę o IPN za idiotyczną. Na miejscu duetu prawodawców Jaki-Świrski pozwałbym ją do sądu, że ona ich poniżyła, sugerując idiotyzm. To także obraza dla kilkuset posłów i senatorów PiS oraz prezydenta RP, u którego p. Romaszewska aktualnie zarabia! Jak tak można! Co z tego, że pani R. jest żoną byłego opozycjonisty?! Wszyscy w Polsce są równi wobec prawa, nie ma „świętych krów”!

*

Pewien przedsiębiorca postanowił, że nagrodę roczną za pracę po 24 h/dobę wypłaci sobie z kwoty przeznaczonej dla budżetu państwa. Padło na VAT. PMM uznał, że to były pieniądze na nagrody dla ministrów. I jest konflikt interesów, niestety.

*

Czterej 60-letni panowie w luźnej pogawędce przy kawce i torciku, zgodnie i z aprobatą dla aresztowania Frasyniuka, uznali, że władza po stanie wojennym obchodziła się z Frasyniukami łagodniej, niż ta obecna, ale nic w tym złego. Wszyscy byli kiedyś w PZPR, a właściwie są nadal, chociaż PZPR podobno nie ma.

*

Panowie Kukiz, Macierewicz… – co myślicie o powszechnym dostępie do broni w Polsce i szkoleniu strzeleckim młodzieży? Patriotyczne strzelnice w każdym mieście powstają z kolan?

*

Frasyniuka doprowadzili policjanci do prokuratora, który powiedział mu, że „naruszył cielesność” funkcjonariuszy, którzy swego czasu ciągnęli go i szarpali podczas manifestacji w Warszawie. Co teraz będzie!? Rany boskie!

Tow. Jarosław o tyle łaskawszy jest od tow. Wiesława, że np. takiego Stefana Kisielewskiego nieznani sprawcy od razu pobili, bez prowadzania do prokuratury. Mamy oto 50. rocznicę Marca’68 w polskim stylu. Sorry, w polskim stylisku – od wideł do gnoju.

*

Takie prowokacje, jak przyznanie sędzi Przyłębskiej tytułu Człowieka Wolności, służą znieczuleniu społeczeństwa na wszelkie wcześniejsze i następne prowokacje. Następuje w ten sposób negacja wszelkich reguł i zasad, a w konsekwencji zobojętnienie na stosowanie przemocy w codziennym życiu. Suweren w roli gęsi przełykającej kluski. Ma być zadowolony z tego, że dostaje regularnie kluski i ma przybierać na wadze. Dostaje 500+ i ma rodzić dzieci, a następnie karmić je kluskami. I nie gęgać.

*

CBOS podaje, że dekomunizację nazw ulic popiera 43 proc. respondentów, a 44 proc. jest przeciw. 23 lutego 1945 r. wojska I Frontu Białoruskiego przepędziły z Poznania wojska niemieckie, po długim boju i kilkutysięcznych stratach po obu stronach. Walki polskich żołnierzy i ludności cywilnej zostały upamiętnione na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie napisem na jednej z tablic po 1990 r. „CYTADELA POZNAŃSKA 21 – 23 II 1945″. Wcześniej jedną z ulic w Poznaniu nazwano właśnie: 23 lutego 1945, d. Pocztowa.

Ta nazwa została uznana za wymagającą dekomunizacji.

Biorąc pod uwagę ww. datę i okoliczności należałoby raczej mówić, że 23 lutego 1945 nastąpiła defaszyzacja, dehitleryzacja Poznania, czyli pod tą datą nie kryje się cokolwiek, co miałoby coś wspólnego z komunizmem.

Co w takim razie jest dekomunizowane poprzez zmianę takiej nazwy ulicy na jakąś inną?

Ja tego nie pojmuję, ale domyślam się, że tego dnia rozpoczął się w Poznaniu komunizm i sowiecka okupacja. Data jest więc z jednej strony dobra, ale z drugiej strony niedobra i jako taka nie nadaje się do nazywania ulic. Nie będąc z Poznania, mam ze zrozumieniem tych niuansów jeszcze większy kłopot.

Ale – podążając takim tropem – człowiek spostrzegawczy zauważy, że w PRL czczono w podobny sposób, jak to drugie odniemczenie Poznania w 1945, powstanie wielkopolskie, które odniemczyło Poznań po raz pierwszy w 1918. Upamiętnia to od 1919 roku ulica 27 grudnia 1918 roku, d. Berlinerstrasse. Wychodzi na to, że data jednego odniemczenia Poznania jest lepsza od daty drugiego odniemczenia. W obydwu przypadkach brała w nim udział miejscowa ludność. Poza tym w czasach PRL (2 czerwca 1981) upamiętniono wydarzenia poznańskie z 1956 roku nadaniem nazwy 28 czerwca 1956 fragmentowi ul. Dzierżyńskiego na Wildzie. Co to było? Pierwsza dekomunizacja czy połowiczna?

Co popierają te 43 procenty pytanych przez CBOS?

*

Czekam na inspektora PINB-u, który wejdzie na plac budowy w Warszawie i nakaże w imieniu Rzeczypospolitej rządowi Rzeczypospolitej zaprzestanie budowy pomnika smoleńskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza, gdyż on, inspektor nadzoru budowlanego, nie zgadza się na naruszanie prawa budowlanego. Są jeszcze sądy w Berlinie, rzekł królowi Prus pewien młynarz z Poczdamu, gdy król chciał zająć jego własność i zbudować tam coś dla siebie. Takie rzeczy tylko w Polsce!

*

Ersatz macht frei. W „Odrze” nr 1 jeden z autorów, socjolog z Poznania, nie zrozumiał, o co idzie w tzw. #metoo, i dał upust swoim osobistym impresjom. Groch wymieszał z kapustą, ta mieszanka tylko wygląda na mięsisty bigos.

O ile można zrozumieć (co nie znaczy, że akceptować i nie zmieniać) podatność narodowych przeciętniaków, tzw. zjadaczy kartofli (p. J. Kornhauser), na leniwe i bezmyślne przyjmowanie reguł faszystowskich (generalizacji, stereotypów) w codziennym życiu, to od uniwersyteckich socjologów można wymagać namysłu, krytycyzmu i precyzji.

W eseju Tomasza Kozłowskiego znalazła się naukowa próba wytłumaczenia męskiej skłonności do przemocy seksualnej w naszych czasach. Autor domyśla się, że taka skłonność do szybkiego brania sprawy w swoje ręce wynikać by mogła z uwarunkowań procesów ewolucyjnych. Sprawdzało się to w odległej przeszłości, to weszło chłopom w nawyk, że biorą sobie babę, bo im się spodobała i nie ucieka. Pierwotne odruchy pozostały, pomimo że od czasów prehistorycznych człowiek (a więc i mężczyzna jako gatunek, zapewne nieco odmienny) przebył długą drogę ku kulturze wyższej, najwyższej w globalnej skali, jak chcielibyśmy tę zachodnią cywilizację widzieć. Tak to tłumaczy T. Kozłowski (sobie i własnym wątpliwościom, samoocenie wytrawnego znawcy przedmiotu), badacz rozwiniętego społeczeństwa konsumpcyjnego w tekście „Wokół #metoo, czyli lans na smutno” w ekskluzywnej „Odrze”.

Ku mojemu zaskoczeniu pisze o tych spowiedziach molestowanych gwiazd popkultury jako o „schizofrenii kultury Zachodu”, porównując je do np. japońskich zwyczajów męskich obcowania z gumowymi lalkami, co zakrawa na zdradę prawdziwych kobiet. Groch z kapustą, jako się rzekło.

Bo przecież zarówno te upodobania japońskie do gumowych lalek zastępujących żywe kobiety, jak i te wyznania molestowanych seksualnie kobiet, a niekiedy i jawnie gwałconych, można by przy odrobinie dobrej woli uznać za dowód panującej na tym zgniłym Zachodzie wolności, ludzkich swobód, a nie za przejawy kulturowej i obyczajowej schizofrenii społeczeństw bogatych i sytych. Sytych i znudzonych do tego stopnia, że muszą zabawiać się swoją obłudną „schizofrenią Zachodu”. Obłudy, jak widujemy i czytamy na co dzień, nie brakuje nawet na moralnie czystym Wschodzie, gdzie molestowanie wciąż nie może doczekać się uznania za wykroczenie silniejszego przeciwko słabszemu. Nawet przez studentów socjologii, których na tę okoliczność przepytywał T. Kozłowski, wykładowca akademicki.

Nie znajduje uznania pogląd, że jeżeli swoich praw do równego traktowania domagają się najbardziej te wściekłe feministki, to trzeba by ich równe prawa do niemolestowania po prostu uznać i stosować. Nawet jeżeli prawdziwe, mężne panie wymownie milczą, to dlaczego by mieć za złe tym feministkom, że takie z siebie robią niedotykalskie? Zapewne uwrażliwione są na każde nierówne traktowanie, a najbardziej to z pozycji siły, na nadużywanie przewagi w każdej postaci. Mają prawo do takiej nadwrażliwości, więc prezentują ją i jest w tym odwaga dawnych sufrażystek. Zażartowałem sobie, bo też mi wolno, że przepraszam wszystkie panie, których nie ośmieliłem się swego czasu molestować, pomimo że wypadałoby chociaż spróbować, okazując im tę odrobinę zainteresowania i wdzięczności (zgodnie z formułą podaną przez T. Kozłowskiego jako zwyczaj i konsekwencja ewolucji gatunku). Najwidoczniej udało mi się spotykać takie panie, które mężczyznom poświęcały co najmniej tyle uwagi i uczucia, co kotom, psom, wężom i żółwiom.

Smutny tekst w beznadziejnej sprawie przydarzył się mojej ukochanej „Odrze”. T. Kozłowski drwi sobie z tych społecznościowych protestów, nazywając je lamentem wznoszonym pod niebiosa. Uznaję ten „lament” za dobry krok w stronę kultury respektującej wolność i równość, od której odrywa się lawina obyczajowej obłudy i stacza się po równi pochyłej. Zapewne subtelność relacji damsko-męskich i sztuka flirtowania na tym nie ucierpi, czego tak obawiają się miłe i frywolne Francuzki.

*

Dla Polaków z piętnem narodowym Niemcy to faszyści. Jawni i ukryci, jak ta „ukryta opcja niemiecka”, którą prezes Kaczyński widzi w Ślązakach i w Śląsku w ogóle, domagającym się coraz mocniej autonomii regionalnej. Kaczyński wykonuje prosty zabieg przypisywania innym własnych win, grzechów i słabości. Np. opozycji przypisuje kłamstwo i przemoc, gdy ta dowodzi, że PiS prowadzi Polskę do jawnego faszyzmu. Gdybyśmy zastosowali kryteria, jakimi opisał faszyzm państwowy Umberto Eco, obecna Polska spełniłaby wszystkie. Porównajmy Polskę z roku 2018 z tym modelem, jaki naszkicował włoski erudyta: kult tradycji; odrzucenie modernizmu; działanie dla działania; uznawanie cudzej niezgody za zdradę; obawa przed odmiennościami; indywidualna lub społeczna frustracja; obsesja spisku; uznawanie wrogów jednocześnie za bardzo silnych i bardzo słabych; uznawanie pacyfizmu za zły, a życia za ciągłą walkę; pogarda dla słabszych; wychowywanie każdego obywatela na bohatera i żądanie bohaterstwa; machismo; populizm jakościowy; posługiwanie się nowomową w propagandzie i oświacie.

*

Skoro o niemieckich ministrach i polskich interesach mowa: przyjazne nastawienie ministra Gabriela (np. jego przystanek w Warszawie w drodze z pierwszą wizytą do Moskwy) już było. Teraz może być ktoś ze stajni narowistego M. Schulza. Wynegocjowane po długich tygodniach porozumienie CDU, CSU z SPD musi jeszcze przejść przez maszynkę partyjnego referendum socjaldemokratów, aby Niemcy miały nowy rząd. Pozazdrościć. Gdzieżby jakiejś narodowej partii polskiej w rodzaju PiS przyszło do głowy pytać o zgodę własnych działaczy! Wódz obiecał, że Macierewicz ministrem nie będzie, to Macierewicz ministrem został. Wódz stwierdził, że Macierewicz jest najlepszym z ministrów, to Macierewicz ministrem być przestał.

*

Nieuctwo premiera-historyka i jego rządu czy tylko kłamstwa? Eksperymentalny minister spraw zagranicznych Polski stanął nagle osłupiały wobec reakcji świata na – pozornie drobną – zmianę w ustawie o IPN. Zmianę, jak wielu uważa, zbędną, bo oznaczającą tworzenie martwego prawa, takiego, którego stosowanie możliwe będzie co najwyżej wobec własnych obywateli. A im nigdy do głowy ani na język nie przyszłoby nazywanie niemieckich obozów koncentracyjnych obozami polskimi. Każdy trzeźwy na umyśle człowiek rozumie, że gdy ktoś użył gdzieś na świecie pojęcia „polskie obozy śmierci”, to nie oskarżał w ten sposób Polski za zbrodnie ludobójstwa i holokaust, lecz miał na myśli wyłącznie lokalizację tych miejsc w Polsce, na jej ówczesnym i obecnym terytorium. Oświęcim nie był jedynym takim obozem w III Rzeszy i na terenach przez nią podbitych, ale jest miejscem symbolicznym. Jest w Polsce. Gdybym powiedział np., że w zeszłym roku byłem w czeskim obozie koncentracyjnym w Terezinie, to rząd czeski zamknąłby mnie za to do ciupy po przekroczeniu czeskiej granicy, zakazałby mi wjazdu do Czech po wsze czasy? Nie sądzę. Mam do Czechów szacunek za ich stateczność. Swoje od Niemców wycierpieli, również tamtejsi Żydzi. Rosjanom stawiali się mocniej od Polaków, należy im się za to uznanie. Ale napaści na Polskę w czasie, gdy walczyliśmy z Rosjanami i Ukraińcami o kresy wschodnie oraz z Niemcami o kresy zachodnie, zapomnieć im nie mam zamiaru, jak również pretensji do portu w Koźlu czy do Kotliny Kłodzkiej. Udział mojego ojca w odbijaniu Zaolzia nie przynosi mojej rodzinie wstydu, jest całkowicie zrozumiały, pomimo że w tle pobrzmiewają faszystowskie ciągoty ówczesnego polskiego rządu oraz ścisła współpraca z Hitlerem. Polskę nadal obciążają skutki antyżydowskiej ustawy z marca 1938 o pozbawianiu obywatelstwa i majątków i towarzysząca jej państwowa i narodowa przemoc wobec polskich Żydów. Jakby ówczesny rząd nie rozumiał, co od kilku lat dzieje się za zachodnią granicą Polski! Niebywale selektywna jest polska narodowa pamięć. Kultywuje ją Morawiecki Jr w roli premiera RP, chwaląc państwo polskie jako oferujące Żydom przywileje od Władysława Hermana począwszy. Wyjątkowe przywileje! Nieuctwo premiera-historyka czy kłamstwa, zapytam raz jeszcze?

Wobec tych przygan płynących ze świata polski minister dyplomacji stanął niemy jak łabędź w parku narodowym i dopiero potrzeba było niemieckiego ministra Sigmara Gabriela, aby wyjaśnił temu światu, że ludobójstwa w czasie II wojny dokonali Niemcy, a nie Polacy. Tym sposobem okazało się, że Polska ma swojego ministra dyplomacji w Berlinie, w rządzie Anieli Merkel, uznawanej przez polski rząd za wroga narodu polskiego. Już jako szefowa nowego niemieckiego rządu A. Merkel przypomniała ponownie o niemieckiej odpowiedzialności i winie za obozy i ludobójstwo, wykluczając z tej odpowiedzialności wszystkich innych, w tym Polaków.

Ten świat nigdy, zresztą, nie uważał, że holokaust to była polska robota, ale polski rząd uważa, że ten świat tak właśnie myśli, a w szczególności żydowski świat. Dlaczego tak uważa polski rząd? Bo ten rząd wychodzi od założenia, że „nie będzie Niemiec (Europejczyk, Amerykanin, Żyd, Czech, Francuz etc.) pluł Polakowi do zupy” i wtrącał się do pisania narodowych ustaw broniących dobrego imienia Polski.

Mam nadzieję, że obroną mojego dobrego imienia ten rząd pozwoli mi zajmować się osobiście. Niech nie robią tego za mnie. Zresztą, ja takiej potrzeby nie odczuwam. Również wtedy, gdy nasz szczęśliwy kraj na jakiś czas opuszczam, aby polskie, rosyjskie, żydowskie, angielskie dowcipy opowiadać nieudolnie w jakimś obcym mi języku przy bawarskim doppelbocku albo alzackim rieslingu. Kiedy opowiadam je po polsku w Polsce, coraz częściej jestem nierozumiany. Moja wina. Mówię obcym polskim.

*

Odnarodowienie Polski po trwającej obecnie akcji jej unarodowienia będzie musiało trwać zapewne długo. Nieszczęsna zimowa wyprawa na szczyt K2 jest narodowa, bo finansowana jest m.in. przez Orlen, należący do wszystkich obywateli. Co z tego, że jest międzynarodowa (Francuzka, Ukrainiec)? Orlen jest narodowy częściowo, kto to wie, do kogo należą akcje krążące w obiegu wolnorynkowym, ale już wprowadzając nową nazwę i logo podkreślano jego narodowe pochodzenie, od jakże neutralnego CPN (Centrali Produktów Naftowych). Tenże Orlen lada chwila przeistoczy się w narodowy supermarket, czynny także w te niedziele, które narodowe siły polityczne ustanowiły dniami zakazu handlu dla międzynarodowych i krajowych firm handlowych. Narodowy koncern Polska Grupa Zbrojeniowa jest wprawdzie pod kreską, ale zapewnia narodowi pracę i poczucie dumy z posiadania czegoś własnego. Niewiele waży to, że na jedną z 60 firm należących do PGZ przypada raptem ok. 80 mln przychodów, czyli niekiedy mniej, niż przychody większego supermarketu. A i tak większość tych przychodów finansowana jest z tego, co obywatele wpłacają do budżetu tegoż narodowego państwa. Taki system gospodarczy znamy z PRL, krach tego systemu Polacy odczuwają wciąż po upływie 30 lat. Także w postaci nawrotów do unarodowiania wszystkiego, co słabe i wstydliwe. Jeżeli telewizja jest narodowa, to błędem jest, że koleje są państwowe, a nawet regionalne. Państwowe z nazwy są narodowe lasy, a narodowe na wskroś szkoły są nawet publiczne, wyznaniowe i prywatne. Jakiż brak szacunku dla narodowych dóbr odciska się w tych zmanipulowanych, okrągłostołowych nazwach! To nie do pomyślenia, że rząd na to pozwala.

Sylwa pozbierana w styczniu

Najpierw o stylistyce, której poddawać się nie należy, bo to poniżające.

Wydawało się już, że drobnomieszczańska kołtuneria, przywara polska wyśmiewana od stulecia, najcelniej przez Boya, odchodzi bezpowrotnie, a jej resztki poukrywały się w ciemnych zakamarkach, za szafami, skąd kołtunów nie wymiata się nawet podczas świątecznych sprzątań.

Gdzieżby tam! Nawet w niezależnych od rządu telewizorniach i czołowych gazetach wszyscy walą w jeden bęben, rozgłaszając odwieczne myślątko jejmości Dulskiej, że domowych brudów nie należy prać poza własnym domem. Powszechne jest oburzenie, że jacyś Niemcy i inni Europejczycy chcą dyskutować o postępkach polskiego rządu. Wara im! – krzyczą krzywdziciele i pokrzywdzeni w imię parafialnej jedności. A świat się śmieje.

To jest dokładnie to samo myślenie, jak w licznych przypadkach, gdy w jakiejś wiosce czy kamienicy albo bloku nagle powybija się siekierami cała familia, a sąsiedzi udają, że o niczym nie wiedzieli i mają tylko jeden komentarz: to była taka spokojna, kochająca się rodzina, nikt by nie przypuszczał. I tyle.

W przypadku dzisiejszej Polski europejscy sąsiedzi chcą głośno mówić już wtedy, kiedy po klatce schodowej i po opłotkach roznosi się szeptanka, że mąż w tym domu bija żonę i na odwrót, a dzieci są zaniedbywane. Polski kołtun (nie tylko polski) wymaga, aby wszyscy siedzieli cicho, bo to przecież rodzina sakramentem uświęcona.

Tenże kołtun jest tak sprytny, że odwraca znaczenia faktów i ich istotę. Od premiera po pismaka słychać, że Oni (ci z Zachodu, czyt. Niemcy) Nas atakują w swoich mediach, a my niczemu niewinni. Oni, ci obcy z Brukseli, drą te swoje gęby, bo ich interesy zagrożone są odradzającą się polskością, suwerenną polską wspólnotowością, która im nie w smak. Kto zaczął? – pytał ojciec dzieciarnię, która przychodziła ze skargą, że „oni się biją”. Reprymendę otrzymywał ten, kto zaczął, nawet gdy paradował z siniakiem pod własnym okiem. Tego wymaga elementarne wyczucie sprawiedliwości.

Polska to jednak nie może być rozbrykana dzieciarnia, to ma być poważne państwo, które nie chlipie pod zasmarkanym nosem, że „on się ze mną zaczyna”. A jednak ton nadaje niejaki Bruździński, kołtun ponadwymiarowy, który wali w rządowym radiu, że kłopoty kredytobiorców we frankach to jest wina 8-letnich rządów PO. I nikt się ciemniakowi nie sprzeciwi. Czyżby brakowało słów w polszczyźnie? Bez „fuck you” nie da rady odpowiedzieć po polsku na bezczelne chamskie kłamstwo? No, to będzie się o takich i innych przypadkach dyskutować po angielsku w Brukseli. A straSzydło będzie kłamało sobie po polsku.

*

Dzień dobry państwu. Chciałbym się z państwem podzielić moimi poważnymi obawami. Czy są jakieś pytania?

*

Polska jest za słaba, aby rozbijać UE od środka, nawet z pomocą GB i Węgier. Nasz Wielki Strateg ubzdurał sobie, że jeżeli nie udało się to jego ś.p. bratu, to on doprowadzi do nowej unii Międzymorza od Bałtyku po Krym i Bałkany. Naprawdę, wygląda na to, że jemu to chodzi po głowie. Emotikon smile

Co najwyżej przyspieszy proces rozkladu UE na obszary tzw. trzech prędkości rozwojowych. Trzeba jeszcze pamiętać, że po zerwaniu umów z UE trzeba będzie zwracać kasę. O ile nie dojdzie do wojen.

*

Jak mawiał tow. Sokorski: ja rzucam myśl, a wy go łapcie!

Tak działa naczelnik Kaczyński. I łapią!

*

Mastalerek ma zostać dyrektorem ds. strategii i zarządzania projektami Orlenu. Zatrudni go sekretarz pop* Jasiński, który został tam prezesem.

Czy to nie zaszkodzi temu PiS-owi?! Tak dobrze im szło.

(*pop – skrót od: podstawowa organizacja partyjna; archaiczna nazwa obecnej PRP – Podstawowej Rady Parafialnej.)

*

Jeżeli obecna władza zechce złapać punkty na „zrobieniu dobrze” tzw. frankowiczom, to i ja chętnie pozwolę spłacić wszystkim podatnikom jakąś część mojego kredytu z tych pieniędzy, które nam państwo zabiera. Taki jestem bezczelny i pazerny.

Ale i to się raczej PAD-owi nie uda.

*

W polskim sejmie prawdę ustala się przez głosowanie.

Po raz pierwszy ten manewr został twórczo zastosowany, kiedy poddano pod głosowanie kwestię, czy mordy Ukraińców na Polakach w czasie II wojny to było ludobójstwo czy nie. W głosowaniu wyszło im, że nie było.

Te twórcze osiągnięcia zachodniosłowiańskiej demukracji są obecnie rozwijane przez PiS.

*

Poseł Pięta z PiS uznał, że dyktator powstań śląskich Korfanty kazałby wystrzelać pomysłodawców uznania mowy śląskiej za odrębny język.

Pomijając naukowe podstawy takiej propozycji, uznać trzeba, że pięta achillesowa polskiej polityki to pomyleńcy w roli posłów.

Gorzelikowi, który o uznanie dla śląsczyzny zabiega, nie pozostaje nic innego, jak wywołać IV Powstanie Śląskie i zostać drugim Korfantym. Inaczej Pięty nie przekona, jak ustawieniem go przed plutonem egzekucyjnym strzelców śląskich.

*

Audycji informacyjnych w publicznej tiwi już odruchowo nie oglądam. Po prostu nie można tam oczekiwać jakichś wiadomości, które dotyczyłyby tematów budzących jakiekolwiek wątpliwości czy tematów niepokojących. Ciekła woda w kranie na temat, że damy radę. Razem! Przeciwko wszystkim! I to nam wychodzi! (Raczej wychodzi nam bokiem. Wszystkim.)

W moim rankingu najwyżej notuję program Gugały „Polska to my”, ze względu na trafny i otwarty zakres tematów oraz prostotę stawiania pytań.

*

Rozterki, których frankowicze nie mają i mieć nie chcą, a PAD im w tym wtóruje: banki oferowały 15-10 lat temu złotówkę tak drogo (nawet za 17% rocznie), aby wydrążyć istniejące i przyszłe zasoby swoich klientów i zdobyć kapitał.

Czymże więc uzasadnia się dziś etyczną negatywną ocenę banków zagranicznych, które swoją walutę oferowały w tym samym czasie o połowę taniej?

Twierdzicie, że te polskie banki bez kapitału posprzedawali antypolscy polscy politycy za łapówki razem z milionami klientów? Z taką koncepcją parę razy się spotkałem. Pod stjenku z nimi i z kałacha, prawda?! Którzy to?! A tych zachodniaków, co je pokupowali od tych łapówkarzy, to trzeba poprzeganiać z Polski z jedną walizeczką bez prawa powrotu!
Robię się niezrównoważony…

Zmagania kolejnych polskich rządów z ekspansją kolonialną zachodniaków jednak pamietam. W rezultacie tych zmagań sprzed lat polskie banki obecnie tracą, tzn. nie zarabiają na sprzedaży kredytów, a zagraniczne wciąż zarabiają. Po przewalutowaniu nadal będą zarabiać.
Bodajże w roku 1991 poszedłem do pewnego dyrektora PKO (z d. pzpr), chcąc utworzyć sobie konto tzw. obrotowe dla mojej rodzinnej firemki, aby zapewnić sobie stałą płynność (wszystkie płatności przez to konto). On mi powiedział, że takim rodzinnym firmom to oni takich usług nie świadczą, tylko dużym firmom państwowym. Poszedłem więc tam, gdzie świadczyli, patriotyzmem ekonomicznym luki finansowej zatkać nie idzie.

*

Od tego, żeby to działało tak, jak sobie tego życzą wolni ludzie, w naszym kraju są Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Trybunał Konstytucyjny.
Jeżeli rząd nie słucha ROP i TK, trzeba wezwać policję i rząd aresztować, prokurator musiałby rządowi postawić zarzuty, mieć na to świadków i dowody materialne, a sąd musiałby przeprowadzić proces i wydać wyrok.
To są, w przybliżeniu, zasady państwa prawa, które jest „własnością” jego obywateli. Wówczas instytucje pracują dla tychże obywateli, a nie dla rządu.

O to walczyliśmy w czasach PRL i później przez następne 25 lat. Przynajmniej ja tak sobie myślałem.

*

PiS to nie tylko partia i jej działacze. W ciągu ostatnich lat dorobili się własnej telewizji, kilku pism, systemu bankowego niezależnego od państwa, filozofów, politologów i ekonomistów w think tankach i na uniwersytetach, związkowców w firmach państwowych i prywatnych. Teraz ten majątek, sfinansowany im przez wszystkich podatników, zostanie pomnożony o posady państwowe i samorządowe, etaty w budżetówce, wpływy w armii itd.

*

Okolicznością, kiedy organy państwa powinny mieć dostęp do czegokolwiek na mój temat, powinno być śledztwo w jakiejś sprawie, która mnie i państwa dotyczy, oraz sytuacja, kiedy ja – bez takiego śledztwa – udzieliłem mu na to zgody. Sam zapis o „obowiązku niezwłocznego niszczenia informacji niepotrzebnych dla dalszego prowadzenia śledztwa” byłby uspokajający, gdyby obywatele mieli stuprocentowe zaufanie do państwa. W to szczerze wątpię.

A co ze zbieraniem w necie takich informacji, kiedy żadnego śledztwa nie ma albo jest, a ja o nim nie wiem? Jakie odszkodowanie przysługuje obywatelowi w takim przypadku? Że powinno jakieś przysługiwać, chyba nikt nie ma wątpliwości. I że powinien je płacić ze swojej prywatnej kieszeni ten funkcjonariusz (oraz każda inna osoba), który normę prawną naruszył.

*

PAD jest tak niezłomny, że aż nie pęka. A guma od majtek rozciąga się i pęka.

*

Człowiek od czasu do czasu musi iść spać. Gdyby nie to, odkryłby, że czas nie istnieje.

*

Dotacje państwa dla różnych form działalności tylko jednej fundacji prowadzonej przez kościół katolicki dwa lata temu przekraczały 0,5 mld zł. Plus zwolnienie z podatku dochodowego itp. Miarą oceny fundacji i stowarzyszeń powinny być korzyści, jakie z ich działalności ma społeczeństwo. Społeczeństwo tworzy je dla siebie.
O przyznawaniu tych dotacji decydują zwykle radni, czyli ludzie wybrani przez ludzi. O wpłatach na WOŚP i inne fundacje też decydują ludzie.
Pozwólmy im robić to, co im dyktuje rozum i uczucia, emocje, sumienie, odruchy, przyzwyczajenia. Nie krytykujmy ich za to, że je mają.

Ale gdy nowy rząd przeznacza nagle dodatkowe 650 mln na potrzeby światowego zlotu młodzieży, to rozum traci moc.

*

Dowcipy i memy znakiem czasu.

Prezydenci Wałęsa, Kwaśniewski i Duda trafili do nieba. Bóg ich pyta o najważniejsze rzeczy dla nich samych. Wałęsa: Dla mnie wolność była najważniejsza. Kwaśniewski: Ja wysoko ceniłem radość życia. Duda: A ty siedzisz na Jarka miejscu!

Bareizm to jest odkryty na nowo przez Glińskiego nurt w sztuce polskiej. Kiedyś z polityki krajowej nabijali się artyści, teraz robią to sami politycy. Są znacznie lepsi i skuteczniejsi. Z czego wniosek, że kultura rozwija się jeszcze szybciej, niż przyjmowane są ustawy w sejmie.

*

Stronnictwo narodowe skupione w Kukiz’15 trochę dystansuje się od wielkiego koalicjanta, jakim jest PiS, i próbuje stwarzać wrażenie samodzielności w myśleniu i działaniu. Niestety, narodowcy dystansują się także od Kukiz’15, jako od młodszego, ich zdaniem, brata, który opowiada anarchistyczne dyrdymały o jakimś społeczeństwie obywatelskim.
Najpierw zamordyzm, a potem ewentualnie prawa obywatelskie – tak myślą Winniccy i Kaczyńscy. I to ich ustawia bokiem do własnych zobowiązań lojalności wobec polskiego interesu w UE, gdzie wciąż płacą lepiej niż w kraju.

Klasyczny rozkrok nad barykadą albo nad rowem, żeby dupy nie umoczyć i portek od fraka nie podrzeć.

*

Jeżeli poziom wykształcenia Polaków przerasta już średnią unijną, to czego uczono w polskich szkołach i na polskich uczelniach, że za pomocą kilku prostych sztuczek podpartych kłamstwami można było „buraków” i „mądrych” przekonać, że grozi im islamizacja i zalew kraju przez obcych? To był główny podtekst kampanii PiS – wywołanie strachu przed obcymi kulturowo i religijnie i rozbudzenie „ducha narodowego”.
Kto w tych szkołach uczy, że wykształcony lud daje się w prosty sposób manipulować?

*

Ten filmik kładzie na łopatki wszystkie programy kabaretowe z ostatnich 10 lat – https://www.facebook.com/jurek.sagasz/videos/978533345539049/?theater

*

Członkowie Komisji Europejskiej szykują się do wdrożenia procedury monitorowania praworządności w Polsce. Bójcie się!

Te biurokratyczne procedury KE są dla Polaków raczej obojętne, a ich ewentualne rezultaty były przez funkcjonariuszy PiS lekceważone, zanim w ogóle się pojawiły.

Polacy muszą sami uporządkować to, co wymaga uporządkowania w kraju. Nikt tego za nich nie zrobi.

Funkcjonariusze PiS żyją w świecie własnych urojeń. Np. w tej chwili wydaje im się, że wejdą do światowej ligi dzięki szczytowi NATO i kilku oficjalnym spotkaniom PAD-a z szefami najważniejszych mocarstw. Tak będą to komentować dziennikarze mediów publicznych, już zaczęli trenować. Lud to kupi. Na jakiś czas.

Jarosław realizuje świadomie zemstę na wszystkich. Jego motywacje są skutkiem zaburzeń osobowościowych, efektem osierocenia postrzeganego jako krzywda niezawiniona. UE może na Polsce przećwiczyć jakiś wariant dyscyplinujący, owszem. Właśnie dlatego, że w spółkach nie ma przyjaciół, są interesy, i nikt po nas płakał nie będzie. Jak po Grecji, która nakradła przecież sporo i żyła ponad stan.

Jego wyznawcy uważają, że w przypadku obecnej rewolucji/zamachu stanu siła idzie z mądrością. I że taka władza nie upadnie nigdy z powodu swojej słabości. Trzeba ją więc obalać przy pomocy obcych najemników i stosownej ideologii, np. z Brukseli. Skąd to wiedział np. taki Mieszko I, jeżeli szkół nie kończył? Z tych samych bajęd przy prasłowiańskim, plemiennym ognisku, z tego dymu kotłującego się pod powałą ziemianki, w której kołtun mieszkał, a widać go nie było.

*

Biblia zaś poucza, że słaby może wiele fortelem. Czyli: rozum przed siłą.

*

Prezydencki minister p. Krzysztof Szczerski powiedział wczoraj, że protesty uliczne, manifestacje i realizacja woli wyborców przez większość parlamentarną bez oglądania się na opinie mniejszości – to w demokracji rzecz naturalna, która prawidłowe funkcjonowanie demokracji potwierdza.
Brak zgody opozycji na politykę większości nie powinien jego zdaniem nikogo niepokoić. Jest po prostu fajnie. Nie ma żadnej dyktatury czy – bardziej elegancko – tyranii.

Trzeba mu wierzyć, skoro jest doktorem politologii, zatrudnionym przez doktora prawa. Jego wypowiedź uspokoiła mnie i na pewno uspokoiła tych niemieckopochodnych wrogów Polski w Brukseli.

Dostałem od polskiego filozofa pod choinkę książkę „Filozof i tyran” Christiana Delacampagne, francuskiego filozofa polityki. Podczytuję ją sobie i nic a nic mnie nie uspokajają jego ustalenia, że demokracja już w starożytnej Grecji przegrywała z populizmem i demagogami-tyranami, których lud akceptował.

Przypadek Sokratesa, któremu taki ład w demokracji nie podobał się bardzo, powinien być nauczką dla przezornych. Przypominam, że jego uczniowie skazali go na śmierć, bo miał inne zdanie na temat tyranii.

Tymczasem Europa to ok. 3000 lat demokracji, 2,5 tys. lat norm prawa rzymskiego i ok. 2000 lat etyki chrześcijańskiej, przynależnej do ok. 5000 lat kultury śródziemnomorskiej.

Co jest dla ciebie cenniejsze: odwet czy człowiek?

*

Nadal jest to samosąd i przemoc, nawet gdy przestajemy się dziwić. Wolę niedoskonałe państwo od doskonałego bezprawia.

Dlaczego normalni ludzie wciąż są w PiS? Jeżeli tacy tam naprawdę są? Ten i ów próbuje tak twierdzić, wskazując np. ministra Morawieckiego czy Streżyńską. Tego nie rozumiem, tzn. rozumiem, ale nieco inaczej. Ci ludzie chcą tę partię zmieniać od środka? To przecież nieprawdopodobne, żeby ktoś złożył wniosek w sprawie usunięcia z niej prezesa Kaczyńskiego, panny Pawłowiczówny czy np. p. Bruździńskiego, bo oni szkodzą swojej partii. A jeszcze bardziej nieprawdopodobne jest, żeby taki wniosek nie został uznany za wariacki.
W domu wariatów zdrowy jest nienormalny.

Np. taki minister Morawiecki: wygłasza w RM 27 lat po upadku PRL teksty, jakie w moim środowisku były solą myślenia o polityce już pod koniec lat 70. XX w.

Wolałbym, aby zamiast takich pytań retorycznych, jakie wygłasza, np.:
„Wystarczy popatrzeć choćby na prawo zamówień publicznych. W Hiszpanii w okresie budowy autostrad urosły trzy potężne, dzisiaj globalne już firmy budowlane. W Polsce w okresie budowy autostrad trzy najpotężniejsze firmy budowlane zbankrutowały. Coś tutaj jest nie tak„,
ten pan znał i podał odpowiedź, co jest nie tak i co on konkretnie zamierza z tym „coś” zrobić, aby było „tak”.
Ile firm budowlanych padło w Hiszpanii, aby mogły powstać te trzy globalne?

Łatwy temat. Zbyt łatwy.

*

Odruchy protestu Niemców wobec najazdu ludów z arabskiego południa na ich kraj i przekraczania przez nich granic norm cywilizacyjnych i etycznych (np. stosunek do kobiet) opisywane są przez tamtejsze środowiska polityczne i opiniotwórcze jako rozbudzanie stereotypów. Stereotypy te podobno drzemią wciąż na nizinach społecznych, a potwierdza to nieskuteczność modelu poprawności politycznej w sytuacji zagrożenia.

Rzeczywiście, hipokryzja dotychczas nie okazywała się nigdy cnotą i raczej nie ma szans na podstawienie innej rzeczy pod jakąś nazwę i nieodwracalną zmianę paradygmatu. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie pamiętał stare prawdy i rozumiał stare teksty.

Gdy już w ramach tego rozbudzania stereotypów (przez kogo?) Niemcy poradzą sobie z wybujałym seksualizmem imigrantów syryjskich etc. i zapędzą ich do roboty w niemieckich fabrykach, zaczną odwdzięczać się temu milionowi tamtejszych polskich imigrantów zarobkowych, którzy przez nikogo nie zachęcani i nie podburzani postanowili podokuczać poprawnym politycznie Niemcom w odwecie za II wojnę światową i za ten proszek do prania, który w Niemczech lepiej pachnie i lepiej pierze, choć nazywa się tak samo.

Co wtedy zrobi „dla Polski i Polaków” pan Waszczykowski i ci redaktorzy „tygodników opinii”, którzy skorzystali z okazji, aby trochę popouczać Niemców w ich wewnętrznych, niemieckich sprawach?

*

Pani Elżbieta Witek przestała być rzecznikiem rządu. Feminizm w odwrocie, czy co? A może nie zaliczyła egzaminu z żarliwości patriotycznej, pomimo że miała dostęp do książek o zbrodni katyńskiej, wydawanych już przed II wojną światową?

*

Nie zwracaj uwagi PiS-owi na jego krostę na nosie, bo przecież nie zwracałeś PO uwagi na jej krostę na dupie.

Taki teraz mamy przekaz w eterze i poza nim. To musi być uznawane za proporcjonalne, a jak nie, to jesteś za KOD-em i przeciwko Polsce.

*

Kiedy Władysław Gomułka ps. Wiesław w każdym swoim wystąpieniu obciążał Niemców o wszystko, co mu się nie udawało, Polska była zaledwie 15-20 lat po II wojnie, w której Niemcy pozabijali ok. 6 mln polskich obywateli i wyniszczyli nam kraj. To Polacy mogli zrozumieć, ale rozumieli też, że pojęcie „imperializm niemiecki” i inne epitety, nie tłumaczy wszystkich podłości, jakich po 1945 roku dopuszczali się wobec polskich obywateli polscy komuniści.
Obecna retoryka antyniemiecka, wywoływanie pogardliwych drwin z Niemców itp. w niczym nie ustępuje retoryce gomułkowskiej. Kaczyński jest alter ego tow. Wiesława i spycha nas, Polaków, do skansenu wczesnego PRL. Jego rozumienie polityki zatrzymało się na tamtych czasach i tamtych hasłach propagandowych.

*

Posłowie ugrupowań opozycyjnych przekonaliby mnie do siebie, gdyby wszyscy naraz złożyli mandaty poselskie i pozostawili pisowców w parlamencie samych. Taki akt niezgody wyborcy zrozumieliby na pewno, bo byłby zdecydowany i bezkompromisowy.

*

Szczyt lewackiej odwagi: naszczać na krzyż. Nie róbcie sobie jaj z krzyża, bo urazicie fundamentalistów, a oni napuszczą kiboli.

*

Nawykłem do reagowania bez czekania, aż ktoś zmądrzeje. Nie służy mi to, bo jestem w mniejszości. Milcząca większość ma nade mną przewagę.

*

Pan Andrzej Duda nie powinien być traktowany poważnie od chwili, gdy w trakcie swojej kampanii prezydenckiej powiedział o sobie, że zawsze był i będzie niezłomny. To świadczy o pewnych brakach umysłowych tego człowieka. Albo o tępej bezczelności w stylu Kurskiego, obecnie szefa telewizji rządowej. Kurski po odstawieniu od partyjnego cycka został doszczętnie zresocjalizowany i dawnych grzechów nie pamięta. Co najwyżej cudze.

*

Lud łatwowierny jest i leniwy. Pan prezydent jest tym cennym wyjątkiem, który potwierdza regułę, że lud wybiera najlepszych spośród siebie. Tym razem wyboru dokonał Naród.

*

Nie ganię tych, którzy wybierają wygodniejsze życie w innym kraju. To jest rozsądne.

Uciekinierzy z Bliskiego Wschodu wybierają to lepsze. Jeżeli chcemy ich powstrzymać przed wybieraniem Polski, trwajmy przy swoim.

*

Teoria państwa kapitalistycznego poddawana jest przez polskich narodowych socjalistów, zwanych też prawicą, krytyce socjalnej, głównie marsistowskiej.

Liberałowie zdają sobie sprawę z tego, że zło istnieje i trzeba je zwalczać dobrem. Tam, gdzie marksiści trafiają celnie w słabości liberalizmu, i gdzie to jest możliwe, liberałowie próbują te słabości usuwać, np. wprowadzając socjal. Zwykle przejściowo, jako wędkę. W tym żadnej sprzeczności nie ma. Jest racjonalne działanie.

Polska nie może jakoś pozbyć się feudalnych walonek i butów plecionych z łyka i przejść do fazy państwa burżuazyjno-kapitalistycznego, które tworzą wolni ludzie, niezależni od państwa, samodzielnie tworzący politykę. To jest kaszel po zaleczonej gruźlicy socjalizmu.

PiS wywołuje nawrót tej choroby. Powinni już wiedzieć, że sama industrializacja (idee rosyjskiego komunizmu) bez pojawienia się i zaspokojenia potrzeb duchowych i intelektualnych nie stworzy nowego, zadowolonego z siebie społeczeństwa, jak np. w Holandii czy Austrii. Ludzie oblężeni przez samych siebie zjadają własny ogon.

*

Kompromis jako „stała zmienna” to jest ten model, jaki zapewnia ludziom myślącym równowagę w dzisiejszej Polsce targanej przez „pijarowskie” wojny plemienne. Musi być jednak wzmacniany przez cierpliwość mrówki i pamięć słonia.

*

Po wprowadzeniu stanu wojennego prawdziwi artyści (czyt. profesjonalni i samodzielni) odmawiali występowania w reżimowej telewizji, niektórzy byli niemile widziani.
Ciekawe, kto teraz odmówi, a kto nie będzie mile widziany?

Okruchy i odpryski letnie

PiS rękoma prezydenta RP Andrzeja Dudy dokonał krwawej zemsty na Adamie Wielomskim, który od lat nie ma dla tej partii litości. Jego opinie są dla Kaczyńskich tym boleśniejsze, że to monarchista i konserwatysta, mózg racjonalnej prawicy, a przy tym ceniony uniwersytecki teoretyk i historyk systemów politycznych.

Jako wykładowca jest jednym z nielicznych, którzy najwyżej cenią sobie niezależność myślenia i korzystają z prawa do wnikliwej wolności wypowiedzi. Pomimo to, że nie kadzi nikomu, otrzymał w młodym wieku nominację na profesora belwederskiego; jeszcze za prezydentury Komorowskiego. I kiedy pojawił się w Belwederze, aby tę nominację odebrać, nowy prezydent kazał mu ją wręczyć w sieni. Woźnemu.

Oj, jak ja znam Wielomskiego, to on ma czym (pióro, wiedza, talent) analizować ten układ PiS z prezydentem. Zresztą, już to widać: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/13176/duda-w-niemczech-glos-raczej-o-charakterze-medialnym-niz-pol.

*

Wszyscy, którzy uważają, że Paweł Kukiz dobrze zrobił, że nie poszedł do programu „Lis na żywo”, powinni wskazać chociażby jedną telewizję ogólnopolską, do której Paweł Kukiz mógłby pójść bez obawy, że zostanie zaatakowany. Jednocześnie proszę wskazać inne szybkie i skuteczne metody docierania do wyborców, poza telewizyjnymi programami publicystycznymi o dużej oglądalności. Równocześnie warto by policzyć, ile mogłaby kosztować 20-minutowa reklama telewizyjna w porze największej oglądalności, aby zaprezentować Ruch Kukiz’15. I czy Pani/Pan by za to zapłacili? To, że wyszedł z TV Republika przed końcem hejkowania, na pewno zwróciło uwagę na jego potencjalną niezależność od PiS i też nie musiał za to zapłacić. A co osiągnął nie idąc do Lisa?

No, teraz to może wystąpić w jakiejś telewizji diskopolowej. Tam też jest spora oglądalność, ale ta klientela akurat raczej na nikogo nie głosuje, a jeżeli już, to na Olka Kwaśniewskiego.

*

Janusz Sanocki napisał do Pawła Kukiza w liście otwartym (przez kogo?), że cały ten KWW Kukiz’15 to najlepiej zlikwidować, bo ludzie kłócą się o miejsca na listach kandydatów i są małostkowi.

To jest bardziej skomplikowane, niż próbuje to przedstawiać w swoim bardzo otwartym liście do Kukiza. Tłumaczenie zaskakujących – dla wielu osób – decyzji politycznych niemożnością zaspokojenia oczekiwań 4 tys. ludzi, chcących kandydować wyłącznie z pierwszych miejsc, jest wyjątkowo dla tych ludzi obraźliwe.

Jeżeli w podtekście tej wypowiedzi tkwi zarzut, że ci ludzie postanowili pójść za Kukizem, aby porobić jakieś kariery polityczne, to taka sugestia nie wytrzymuje prostej próby: oni – najczęściej po latach nieangażowania się w politykę krajową, parlamentarną i wyczekiwania na nowe możliwości – uznali Ruch Kukiza i jego pozapartyjność i anstysystemowość za coś autentycznego, za szansę zbudowania prawdziwej wspólnoty. A poza tym, gdyby nawet chcieli te kariery polityczne porobić, to wartością jest to, że nie w PO, nie w PSL, nie w PiS czy SLD, lecz w Ruchu Kukiza. Warto by przemyśleć, dlaczego Sanocki postarał się kiedyś zostać burmistrzem Nysy, a teraz chce pan zostać posłem czy senatorem. Ludzie mają prawo do osobistych ambicji.

JOW-y są kluczem do tego, co chcemy, aby zostało zbudowane od nowa i lepiej. Wiele autentycznych inicjatyw oddolnych poległo w starciu z partyjnym manipulanctwem przy tworzeniu list. To nie jest dobre. O JOW-y jeszcze ludzie powalczą, ale o Kukiz’15 powalczą już tylko bliscy i znajomi królików. Żeby przegrać te wybory, nie trzeba rozwiązywać KWW Kukiz’15. Wystarczy stosować retorykę Sanockiego.

*

Setki komentarzy w mediach elektronicznych na temat Prezydent Duda kontra Rząd PO-PSL pomijają istotną przyczynę wojny polsko-polskiej. PiS i jego zaplecze dążą do szybkiego wzmocnienia roli prezydenta w państwie (nie pierwszy raz), a następnie do zmiany konstytucji. A. Duda wypełnia misję przejęcia władzy przez prezydenta, nawet zanim konstytucja zostanie zmieniona. Wzywa do siebie ministrów SZ i ON, bowiem te kwestie są polem współpracy z rządem, jakie mu przysługuje, a oni grzecznie przychodzą.
W tym samym czasie PiS robi wszystko, aby osłabić pozycję rządu i wykazać, że rządu już w Polsce nie ma.
A. Duda, robiąc swój pierwszy krok w stronę prezydentury, poślizgnął się na skórce od banana, którą mu Schetyna przyniósł wezwany na spotkanie w pałacu prezydenckim. Schetyna teraz chichocze przed kamerami, bo łatwo mu to poszło.
Prezydent powinien po tej wpadce na Łotwie wywalić z posady nierozgarniętego Szczerskiego. Z takimi doradcami władzy w Polsce nie przejmie. Z OMC premierką straSzydło, gruntującą ściany, także nie.

W sprawie dyskusji o zmianie konstytucji i ustanowieniu w Polsce władzy prezydenckiej A. Duda otrzymuje niespodziewane wsparcie z kręgów zbliżonych do dawnego „Wprost”. No, no – kto by pomyślał?! Aż tak głęboko się sięga? Do samych fundamentów. Zupełnie jakby niegdysiejsze „poziomki” w pezetpeer. Wprawdzie to pojedynczy Gabriel, ale zawsze jakiś anioł stróż. Wtóruje mu z boku sam szef-założyciel.

*

Mam nadzieję, że po historii z Hejke Paweł Kukiz przejrzał na oczy i już wie, że nie ma żadnych sojuszników. Jedyni sojusznicy to ci, którzy zagłosują za JOW. Trzeba ich policzyć w każdym obwodzie wyborczym i do nich skierować zaproszenie do głosowania na Kukiz’15 w wyborach parlamentarnych. Można spodziewać się, że PO dobije PiS i na odwrót, a więc wyborcy zagłosują na siłę spoza układu partyjnego. Wszystko zależy od wyniku referendum.

*

Chichoczę i przestać nie potrafię, że A. Duda, obecny prezydent RP, zawiesił prowadzenie zajęć na Wydziale Prawa UJ, a w tym samym czasie tłukł kasę w jakiejś wyższej szkole gotowania na gazie w pipidówie w Wielkopolsce. Jak byle doktorek bez stałego zatrudnienia. Dorabianie do gaży poselskiej, póki posłowanie daje wejścia na mało wymagające, ale dobrze płatne chwilówki – to nie powinno zdarzyć się najlepszemu z najlepszych. A przy okazji darmowe przejazdy, bo przysługują posłowi. Można? Można. Naród naśladuje. Naród naśladuje najlepszych, jak ci niewidomi od D., zięcia Świętej Pamięci Prezydenta Profesora i Jego Małżonki, którzy z niezmąconym spokojem potwierdzali przed kamerami, że brali udział w oszukiwaniu PFRON, bo przecież taką fikcję z tymi funduszami unijnymi uprawiają wszyscy, nawet władze samorządowe. Autentyczne! Na to rozliczanie przejazdów poselskich też należy przymknąć oko, bo taka jest powszechna praktyka. Wynieśli to z PRL, gdzie okradanie państwa było uznawane za grzech, ale za grzech systemowy, który sam się rozgrzesza. Państwo nas okrada, więc my okradamy państwo. Mentalność koczowników plądrujących step wokół obozowiska. 

Ktoś taki został wystawiony jako kandydat na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. I został wybrany. Kim są profesjonalnie i moralnie ci, którzy kogoś takiego wystawili jako najlepszego spośród siebie? I jak czują się ci, którzy go sobie wybrali? A jak z tym czują się profesorostwo Dudowie?

*

Bodaj w czerwcu pisałem po raz pierwszy na kukizowych forach, że dla postulatów JOW-ów i niefinansowania partii politycznych z budżetu idealnie byłoby, gdyby referendum i wybory odbyły się w tym samym terminie. Dzisiaj to samo proponują Paweł Kukiz i Waldemar Pawlak. Jestem za.
Wywiad-wojna Hejke z Kukizem potwierdza, że PiS jest wrogiem ideologicznym nr 1 Ruchu Kukiz’15 i nie ma nawet zamiaru tego ukrywać. Zresztą, zawsze był ideologicznie obcy, a wyborcy Kukiza byli potrzebni do głosowania na Dudę. I wielu z nich dało się na to nabrać. Nie tylko oni.

Kompromis jako „stała zmienna”

Dodatek „Plus-Minus” dziennika „Rzeczpospolita” (ostatnio tygodnik) oraz „Polityka” to dwie dające się wciąż czytać i odczytywać odmiany pozapartyjnych nisz myślenia liberalnego w Polsce. Główny grzbiet „Rzepy” bywał już nie do czytania, ale sobotnia wkładka oferowała czytelne rozróżnienie plusów i minusów życia powszedniego, w dodatku z rzetelnym uzasadnieniem. Koniec końców i „Polityka” została wyrzucona – z powodu upartego trzymania się kompetencji i rzetelności – poza margines sporów tabloidowych oraz propagandy pism jawnie partyjnych i dzięki temu da się nadal czytać.

Subtelne różnice pomiędzy „Plusem-Minusem” a „Polityką” umożliwiają ich czytelnikom wyznaczanie sobie co tydzień tego pola, na którym pojmowanie postawy liberalnej jako naturalnej dla ludzi jest rezultatem mądrych kompromisów. Kompromis jako „stała zmienna” to jest ten model, jaki zapewnia ludziom myślącym równowagę w dzisiejszej Polsce targanej przez „pijarowskie” wojny plemienne. Liberalizm w tym zestawieniu nie może być grzechem i obelgą. Przeciwnie.    

*

Na różnych forach internetowych trwają dzień i noc gorące spory o to, kto lepszy albo kto gorszy – PiS czy PO. Ludzie skaczą sobie do gardeł o różne spiskowe teorie na temat Tuska czy Komorowskiego, o Lecha na Wawelu, porównują ze sobą Kopaczową i Szydłową etc. Ja namawiam do zejścia na bok z tego pola bitwy, niech się tłuką i niech się w końcu zatłuką, jeżeli nie potrafią inaczej.

Ja nie namawiam w ten sposób do przyjmowania postawy defensywnej, wywieszania jakiejś etycznej białej flagi, co mi ten i ów sugeruje. Zwracam uwagę, żeby nie wdawać się w jałowe spory pomiędzy „wyzwolonymi” a „zniewolonymi”, pomiędzy jakimś PiS a jakimś PO, bo to jest przedłużanie o kolejne 25 lat zdychającego peerelu, siedmiogłowego smoka, któremu jeszcze z pyska śmierdzi Stalinem (PiS-owi śmierdzi Gomułką, a PO śmierdzi Gierkiem).

W 1981 roku, kiedy ja miałem 25 lat, wywoływałem niechęć rozpalonych głów, bo namawiałem wszystkich żarliwie, żeby dyskutować o tym, ile ma być z II RP w przyszłej wolnej Polsce (jak komuna padnie), a nie o tym, kto ma więcej racji – pezetpeer czy solidarność. Namawiałem do budowania warstwy mieszczańskiej, jak w „Buddenbrokach” albo chociaż w „Bez dogmatu”.

To samo proponuję dzisiaj – nie wdawać się w spory, w które wciągają wszystkich PiS-PO-SLD-PSL, bo to są ich „plemienne” spory partyjne i ich rozliczenia. Polakom potrzebne są twórcze idee. Polacy muszą rozliczyć w wyborach wszystkie te partie i środowiska, które zmarnowały najpierw 45 lat peerelu, a potem 25 lat postpeerelu. 70 lat – to strasznie dużo! Rozliczyć w końcu te wszystkie nieudolne partie, jakie znamy z rządzenia Polską. Oczywiście, historycy i badacze przeszłości niech piszą swoje.

Tematami, które dla polityki polskiej są dzisiaj aktualne i ważne, są kwestie gospodarcze i ustrojowe, a nie dym znad Smoleńska i uśmiech Dudy, czy to, że dwie wątpliwej urody kandydatki na premierki wybierają się na objazdy po kraju (jakby nigdy w tej Polsce jeszcze nie były!?), a Komorowski jeszcze odczuwa skutki porażki w wyborach. To są tematy do rozmowy w maglu (pralni samoobsługowej). Bądźmy poważni.

W oparach pedofilii politycznej

Wszystkie lokalne portale z Gniezna i okolicy, a nawet ogólnopolski ONET, informowały o Rafale P. z Gniezna, że działacz PO dopuścił się pedofilii, będąc równocześnie nauczycielem religii. Informowano również, że senator Piotr Gruszczyński z PO oznajmił, że sprawca został – po interwencji senatora Gruszczyńskiego w centrali PO – usunięty z tej partii.

Uważam, że skoro ten człowiek nie dopuścił się tej pedofilii w związku ze swoją działalnością polityczną, to jego przynależność partyjna i aktywność w polityce nie powinny być w ogóle tematem tej publikacji. Tymczasem w tytułach podkreślano własnie to. PO ma ostatnio złą prasę.

Gdyby sprawca przestępstwa pedofilii tworzył jakieś młodzieżówki partyjne wyłącznie po to, aby wykorzystywać je jak swoje łowisko i polowałby w nich na swoje ofiary, to miałoby to związek z jego działalnością w takiej partii i musiałaby ona odpowiednio zareagować. (Przypominam dla porównania podobny przypadek znanego poznańskiego dyrygenta sprzed paru lat.) Jeszcze nie wiemy, czy tak być mogło. Na razie z prasy wiadomo tyle, że poszkodowany to raczej uczeń, którego sprawca uczył religii lub znał w związku z wykonywaniem funkcji szkolnego katechety. Ach ta poznańska kuria i jej otoczenie! Kiedyż ona z tej lepkiej i śliskiej atmosfery zdoła się wyplątać? Desant personalny z Gniezna na biskupstwo poznańskie jakoś Poznaniowi nie pomógł. Może nie miał pomóc realnie, lecz wizerunkowo?

Gdy o wizerunku mowa, to trzeba zauważyć, że Pan senator Gruszczyński, u którego w biurze i w jego bliskim otoczeniu Rafał P. zdobywał szlify polityczne, swoim nierozumnym postępowaniem wplątuje swoją partię w tę kryminalną i negatywną obyczajowo sprawę, wyrządzając partii dużą szkodę. Gdybym był członkiem takiej partii, domagałbym się ukarania senatora za te wypowiedzi i te działania, o których poinformował opinię publiczną.

Postscriptum osobiste jako uzasadnienie do tytułu: będzie już co najmniej z 15 lat, jak w odpowiedzi na wykorzystanie jakichś przedszkolaków w kampanii wyborczej przez gnieźnieńskich bonzów politycznych (spacerowali po deptaku z cudzymi dziećmi trzymając je za ręce i w ten sposób oficjalnie deklarowali swoje skłonności prorodzinne), zaoponowałem w felietonie przeciwko takim praktykom, porównując je do pedofilii politycznej. Przeciwko nazwaniu tego w ten sposób oponował później jeden z uczestników tego przemarszu, znany działacz i nauczyciel Robert Andrzejewski. Ja zdania nie zmieniłem, w szczególności o tych rodzicach, którzy zgodzili się na udział swoich pociech w tak zorganizowanej kampanii politycznej, a nawet w ogóle w jakimś polityczno-wyborczym przedstawieniu.

Szubrawcy na karuzeli

W II RP popularna była – pochodząca podobno od samego Marszałka – recepta w formie bon motu Franza Fischera: – Żeby uzdrowić Polskę, trzeba wystrzelać z 600 tysięcy szubrawców. – A jak się tylu nie znajdzie? – To się dobierze z uczciwych!

Po 1944 roku komuniści, jako ludzie czynu, którzy tak zapieprzali, że nie mieli czasu odróżnić dowcipu od rozkazu, rozpoczęli rozstrzeliwanie od uczciwych, bo świtało im w głowach, że coś ktoś kiedyś mówił.

Z szubrawcami nie zdążyli sobie poradzić do samego końca, bo okazało się, że niektórzy aktywiści mieli, mimo wszystko, opory wewnętrzne. Czyli coś w rodzaju sumienia, na którego istnienie powoływali się rozstrzeliwani i ich obrońcy.

Przypomniało mi się to powiedzonko przy okazji karuzeli kadrowej po kolejnych wyborach samorządowych i przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi.

Doszliśmy w wyniku przyspieszonej ewolucji do wysokiej sprawności: aby uczciwych rozstrzeliwać, nie trzeba nawet do nich strzelać. Szubrawcy sami  zapisują się do plutonów egzekucyjnych, zwanych dla niepoznaki partiami politycznymi.

„Wolność” i „rynek” – pojęcia tożsame

Gdyby nie ludzie, którzy uważają, że rynek powinien być regulowany, aby było „sprawiedliwie”, wystarczyłoby używać pojęcia „rynek” i nie byłoby dyskusji.
Równie „barwne” bywają dyskusje o wolności. Odzywają się tacy, którzy uważają, że prawdziwej wolności nie ma. Są nawet w większości. Twierdzą, że wolność jest, ale co najwyżej nieprawdziwa.

Proszę sobie grubym pisakiem napisać – w ramach terapii intelektualnej – te dwa słowa: „wolność” i „rynek” na jakiejś dużej kartce, powiesić na ścianie i wpatrywać się w nie tak długo, aż będzie widać wyłącznie jedno słowo. Gdy to nie pomoże, przejść na buddyzm. Gdy i to nie pomoże, ostatecznie zapisać się do PiS lub SLD – tam jest takich więcej.

Moim zdaniem takie wątpliwości uwarunkowane są nieco „inżynierskim” spojrzeniem na rynek, które oczekuje układu zamkniętego i ustabilizowanego. Najlepiej takiego, który zawsze osiąga sprawność 100%, tzn. wydatek energii przekłada się na taki sam zysk energii. Bez strat. Jak wiadomo, takie systemy nie istnieją. Jedynie w przypadku kotłów gazowych kondensacyjnych pisało się w folderach reklamowych, że mają sprawność 110%. Poza tym wypada już uznać, że ekonomia, a więc teoria zarządzania rynkiem, należy do nauk społecznych i humanistycznych, jak np. socjologia. Matematyka, a właściwie statystyka, jest dziedziną zaledwie pomocniczą, gdyż sama nie jest zdolna opisać rynku jako zjawiska, procesu, modelu.
Rynek jest systemem otwartym, trudnym do zdefiniowania, na którym równocześnie wpływają na siebie mechanizmy i przejawy energii (oddziaływania) pozornie zmierzające do katastrofy. Ten stan rzeczy to ład. Model mechaniczny to płyn w otwartym naczyniu, nie zawsze stabilnym, ale raczej płaskim. Graficznie i konstrukcyjnie to fraktal. W takim układzie do katastrofy dochodzi zwykle wtedy, kiedy ktoś z zewnątrz próbuje jedne mechanizmy wzmagać, a inne powstrzymywać. Najczęściej są to politycy, których nie obchodzi, czy dojdzie do katastrofy, byle ich oczekiwania zostały zamienione w krótkotrwałe korzyści lub by w jakimś wycinku rzeczywistości (rynku) przez chwilę popłynął strumień pieniędzy.
Przykładem takiej manipulacji na wycinkach rzeczywistości jest osławiona korupcyjna prywatyzacja z tzw. akcjonariatem pracowniczym w roli głównej. Czytelny jest przykład górników, którzy za przyznane im przez rząd odprawy po zwolnieniach polecieli kupować ganz neue Ople Astry z Gliwic. Forsę wypłacono, sprawa strajków została załatwiona i nie było ważne, że forsę dostaje w rezultacie zagraniczna fabryka, o której mówiło się, że „tworzy miejsca pracy”, więc trzeba ją zwolnić z podatków. General Motors Manufacturing Poland Sp. z o.o. – poprzednio „Opel Polska”, zakład General Motors położony w specjalnej strefie ekonomicznej w Gliwicach. Za to zakłócenie rynku i korupcję odpowiada rząd J. Buzka, utworzony przez „S” i UW. Ale każdy rząd ma takie „kwiatki” na swoim koncie.
Są i tacy, którzy twierdzą, że jest możliwe efektywne wytwarzanie zaawansowanych produktów na innych zasadach niż rynkowe. Uznają także za możliwe – na innych zasadach – organizowanie użytecznej (dla innych) aktywności ludzkiej. Wiele osób w Polsce – pod wpływem zafałszowanej etyki egalitarnej propagowanej przez partię komunistyczną – poszukuje trzeciej drogi, jakiejś formy społeczeństwa, propagowanej m.in. przez Mouniera, w której nie będzie ani totalitaryzmu, ani indywidualizmu, a będzie tzw. cywilizacja miłości.
Co można robić wspólnie z takimi ludźmi?