Lech Wałęsa i szczury Kiszczaka

Mam swoją opozycyjną kartę, z którą się zanadto nie obnoszę. Mam też epizod pracy w IPN, którego powołanie miało sens, dopóki ta instytucja miała gromadzić dokumenty (ich resztkę) i oddzielać ziarno od plew (do mojego odejścia z IPN przyczyniły się pospołu SLD, obniżając o 40 mln dotację dla instytutu, i „Solidarność” w osobie pewnego jej radykalnego i „nawiedzonego” religijnie działacza).

Nie policzę, ile już razy w tym polskim „sporze o Wałęsę” stawałem po stronie byłego przewodniczącego i prezydenta. W zbiorze wierszy „wiersze z mułu z pyłu z powietrza” z roku 2010 – http://jerzy-kalwak.blog.onet.pl/?page_id=877, który w całości poświęcony jest polskiej wojnie domowej i pleonazmom zasłyszanym i przeczytanym w tamtym czasie, opublikowałem ten tekst:

***

lech wałęsa

podpada

pod obydwa postulaty ustawodawcy

bez żadnych ograniczeń

lepiej żeby jego osobista wersja

jego osobistej biografii

była analizowana przed sądem

niż przed samosądem

mówią i piszą

że całe to obalenie komuny

było zgodne z interesami usa

taki wielki pic na wodę

zrealizowany przez esbe rękoma wałęsy

i że był agentem esbe a nie usa

a z tego wynika

że esbe wymanewrowała i wykorzystała usa

i papieża-polaka i nas wszystkich

i jego też

to jest jedna wielka klęska i oszustwo

 

(proszę sobie kilka razy to przeczytać

i sprawdzić czy tak właśnie pani/pan myśli

wszyscy którzy tak właśnie myślą mówią piszą

to skończeni durnie skończony dureń to coś więcej

niż dureń zwykły jest durniem doskonałym)

————————–
Cóż mogę dzisiaj do tych słów dodać? Rozgoryczenie, że IPN współpracuje przeciwko Wałęsie ze stalinowskimi agentami, jak Kiszczak, co całkowicie usprawiedliwia Wałęsę jako tego, który swego czasu pozbył się Kaczyńskich i Gwiazdów ze swojego otoczenia.
To wygląda mniej więcej tak, jakby wdowa po szefie KGB zatelefonowała do IPN z propozycją: Mam w piwnicy około dwudziestu kilometrów akt o Wałęsie i innych waszych ludziach, ile mi zapłacicie?
Podzielam punkt widzenia senatora Mieczysława Augustyna z Piły, który w TV Polsat uznał, że działanie PiS w sprawie Wałęsy i obalenia jego legendy, która jest zarazem mitem zwycięstwa Polaków i „Solidarności” nad komunizmem, zmierza do zastąpienia legendy jednego Lecha legendą drugiego Lecha – Kaczyńskiego. Taka jest ta „polityka historyczna„, o której tyle opowiada dyplomowany ćwierćinteligent PAD i jemu podobni.
Szczury zostały wypuszczone ze skrytki Kiszczaka, jak to określił Rulewski. Rolę szczurołapa pełni IPN, wabiąc je melodiami granymi na ruskiej harmoszce. PiS przy pomocy tej państwowej instytucji już nie tylko odwraca i zmienia znaczenia słów. Odwraca znaczenie faktów.

Te „dokumenty” wyciągnięte z pawlacza przez dr Kiszczakową, poetkę i wykładowczynię akademicką, modelową czerwoną cwaniarę bez żadnych zahamowań i z poczuciem krzywdy dziejowej, opisują co najwyżej, w jaki sposób działał Kiszczak i jego gończe psy.

Pokazały też, czym stał się IPN w rękach bezideowych absolwentów przeróżnych uniwersytetów, w których nauczycielami było wiele takich doktor Kiszczakowych. (Zosia, Kasia, Wacek, Kaziu porobili w końcu te doktoraty z czegoś, z prawa pracy albo czegoś podobnego, chyba ze związków zawodowych…, to im pomogłem i pracują na uczelni – chwali się generał generałowi przy gruzińskim koniaku.) IPN mógłby być od nich mądrzejszy, gdyby nie został upartyjniony przez trzeci sort Polaków. Polaków, niestety.

 

***

 

Odwaga staniała. „Sprawcy” tego tysiącznego ataku na Lecha Wałęsę powinni wreszcie zauważyć, że wykorzystują instytucje, do których dostęp zapewnia im wolne państwo za pieniądze należące do wszystkich obywateli.
Jeżeli wykorzystując swój dostęp do tych instytucji, wolny i nieskrępowany niezależnie od ich poglądów i preferencji politycznych, w jakimś stopniu tej Polsce szkodzą, to to jest nieuczciwe i nieodpowiedzialne.
Nie idzie już o poczucie krzywdy u tych, którzy to wolne państwo dla nich wywalczyli, ale o zwykłe odpowiedzialne działanie, które powstrzymuje każdego np. przed niszczeniem wiaty przystankowej, bo nie lubią np. Legii albo „Tuska”. Tego odruchu u nich nie widzę. Widzę demolkę, jak w jakiejś grze komputerowej. Widzę bejsbole w łapach.
To mi trochę przypomina RAF 45 lat temu i ich ówczesną negację formy państwa niemieckiego. W pewnym sensie mamy w Polsce do czynienia z terroryzmem politycznym, rewolucyjnym, w wykonaniu anarchistycznego „szczeniarstwa”. Wyedukowanego, ale „szczeniarstwa”. Tacy polscy hunwejbini, zdolni do wszystkiego. Z nimi nie można dyskutować o racji stanu, bo dla nich czas (ciągłość państwa w długim czasie) istnieje dopiero od wczoraj.

Gdy powołują się na swoje dążenie do prawdy, niezależnie od osoby, są obłudni jak świętoszki u spowiedzi. Do kategorii „prawda” w biografii Lecha Wałęsy należą bowiem wszystkie okoliczności i działania, całe życie tego człowieka, w tym jego uwikłania, jakie były. Do prawdy o LW należy również legenda, jaką jego dokonania stworzyły w powszechnej świadomości. (W każdej kolejce do mięsnego był co najmniej jeden lokalny ‚Wałęsa‚, który w tej kolejce zaprowadzał porządek i go słuchano.) Należą do tej prawdy również polskie mity. Wszystko to jest prawdziwe.

Oni to uporczywie starają się zniszczyć. To jest wrogie działanie, wrogie wewnętrznie. Jedna z odsłon niedokończonej polskiej wojny domowej, w której Wallenrodów jest Milion.

 

***

 

Pod datą 2005-11-11 16:08 na portalu Prawica.net napisałem ironicznie (muszę to zaznaczyć, bo maturę otrzymuje się w Polsce bez umiejętności odczytywania ironii): „Z programu rządowego podoba mi się bardzo „becikowe”. Jak rozumiem, owo „becikowe” to jedyny sposób na zwiększanie liczby członków Ligi Polskich Rodzin. Poprzez zwiększoną rozrodczość populacji, najlepiej tej, która wyznaje wartości głoszone przez LPR.
W „becikowem” jest jednak pułapka, o której sprytna narodowa prawica socjalistyczna nie pomyślała. Z tej formy pomocy socjalnej mogą również skorzystać topniejące i wymierające masy członkowskie SLD, Unii Pracy itp. A oni do masowej prokreacji, wspieranej z budżetu państwa, rzucą się tym łacniej, że sprawy łóżkowe to nie były i nie są u nich akurat kwestie natury religijnej i etycznej, a nawet estetycznej!, a budżet jest po to, żeby z niego brać.

(W komunizmie wszystko wspólne, baby też! A dzieci w domach dziecka! – tak komisarze ludowi opisywali Raj na Ziemi podczas zebrań propagandowych w roku 1946 w zapadłych wsiach, których literackim symbolem są Taplary z książek E. Redlińskiego.)

Zobaczymy więc, komu przyrośnie na listach wyborczych wskutek „becikowego”. Od tego przyrostu zależy przecież pozycja Polski w Europie po wystąpieniu z Unii Europejskiej”.

 

Od czasu poprzedniego sporu polsko-polskiego minęło 11 lat i Polska nie postąpiła intelektualnie ani kroku do przodu. Dzietność jako argument polityki socjalnej to jest to, co narodowa prawica i lewica nadal proponują Polakom w miejsce wydajności pracy i konkurencyjności. Holandia, Dania, Szwecja, kraje małe liczebnie i ze spadającą dzietnością, z zaspokajaniem potrzeb socjalnych radzą sobie przy pomocy wzrostu gospodarczego. Przykład Wielkiej Brytanii (brexit) pokazuje, że ten mechanizm ma swoje ograniczenia.

Społeczeństwo polskie postrzegane jest przez kościelno-bolszewickich ideologów jako ferma hodowlana. A wrogiem Polski i Polaków jest dla nich Unia Europejska. Jeżeli będzie nas więcej, to zarobimy na przyszłe emerytury. To są hasła wygłaszane i akceptowane obecnie nawet przez ekonomistów. Powtarzają je, jak mantry, za biskupami, którym kurczy się rynek wiernych. Jeżeli religia pozostanie w szkołach, a pozostanie, i przekaz ideowy państwa będzie „patriotyczny” (Sami przeciw wszystkim na przekór wszystkiemu!), to następne pokolenia zostaną uratowane dla Polski, bez tego liberalizmu i postkomunizmu, jaki niszczy mózgi obecnych Polaków itp. Taki przekaz, czy dyskurs?, obecnie jest najgłośniejszy.

W tamtym czasie, aby tej miczurinowskiej wizji społecznej (jak uprawiać jabłka na Syberii) przeciwstawić inny sposób myślenia o państwie i rodzinie (to są byty antagonistyczne z definicji, a więc wymagają dla siebie regulacji w konstytucji), powyższe uzupełniłem pod wpływem dyskusji ze zwolennikami „becikowego” (PiS-LPR-Samoobora) w sposób następujący: 2005-11-20 22:58Ulga podatkowa to nie jest redystrybucja. Niepobieranie daniny do budżetu państwa to proces całkowicie przeciwny: zatrzymanie daniny do dyspozycji rodziców/opiekunów, a w istocie do dyspozycji dzieci.

Czy to trudno wyliczyć, ile wynoszą koszty utrzymania jednego dziecka?! Taki koszyk dóbr i usług. Wyliczanie takiego koszyka jest samo w sobie próbą ingerencji administracji w życie rodziny, ale równocześnie wymaga zgody wszystkich na ustalenie jakiegoś minimum.

Będę chciał dać dziecku więcej, to podzielę się z nim tą częścią dochodu mojej rodziny, która przypada dla mnie.
Ja nie chcę ZMUSZAĆ osób bezdzietnych do płacenia na cudze dzieci. Jeżeli jednak będą chciały utrzymywać jakieś dziecko, to niech także skorzystają z ulgi (…)”.

 

***

 

Interesowna i obłudna lojalność obywateli wobec – własnego – wszechwładnego, zaborczego i zbrodniczego państwa jest chora i niebezpieczna w każdym czasie.

O tym warto pamiętać i myśleć o takim codziennym działaniu, które ograniczałoby wszechwładzę własnego państwa (biurokracji i sejmokracji), aby nie stało się ono tak zaborcze i zbrodnicze, jak w tym przypadku (i w innych podobnych):

18 sierpnia 1939 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Rzeszy przesłało urzędom ochrony zdrowia i lekarzom informację o powstaniu nowej instytucji: Komitetu Rzeszy do spraw naukowej ewidencji ciężkich schorzeń uwarunkowanych dziedzicznie i przez predyspozycje. (…) chodziło o selekcjonowanie dzieci, które miały poważne zniekształcenia i były zabijane. Mordy dokonywane były na chorych psychicznie dorosłych (…) W latach 1939-1945 zabito w ramach tej akcji prawie 200 000 bezbronnych, chorych, niedołężnych, potrzebujących permanentnej opieki obywateli Niemiec. (…)„.

Viktor Grotowicz: Próba generalna holocaustu. Odra, nr 2/2016, s. 22-24. (http://www.okis.pl/site/publicystyka/n/1/n/1/n/1/2020/n.html)

 

Nie tak dawno któryś z polskich ministrów zdrowia próbował wprowadzić listę usług medycznych, które miałyby nie być świadczone osobom w podeszłym wieku tylko dlatego, że są drogie i „to się nie opłaca„. (Przypomniał mi o tym kolega Przemo z Wa-wy.)

Któryż to był ten minister, kto pamięta jego nazwisko?!

Przepisu może i nie ma, ale praktyka jest.

 

***

 

Wszystkich, którzy rozliczają Lecha Wałęsę z pokojowego Nobla, upraszam o podanie adresu jego willi np. na Majorce lub na Krymie, które nabył prywatnie za te pieniądze.

Przy okazji: na co wydali pieniądze ze swojego Nobla – Sienkiewicz, Skłodowska-Curie, Reymont, Begin, Kapica, Singer, Miłosz, Szymborska oraz inni laureaci tej nagrody, którzy pochodzili z Polski i powszechnie o tym wiadomo?

 

***

 

Zanim na posadzie rządowego wizjonera nastał p. Morawiecki, jego poprzednicy przygotowali mozolnie różne strategie ogólne i sektorowe. Na ich podstawie UE przyznała Polsce dotacje na następne lata, oczekując, że to właśnie za te pieniądze będziemy robić to, co uważamy za potrzebne nam i Europie.

Morawiecki nie mówi, czy będzie tych umów dotrzymywał, natomiast samorządy wojewódzkie muszą dotrzymywać, bo to one podpisywały te kontrakty z Brukseląhttps://mac.gov.pl/files/wp-content/uploads/2013/02/Strategia-DSRK-PL2030-RM.pdf, https://www.mr.gov.pl/media/3355/20150312_strategie_ponadreg_wymiar_teryt.pdf.
Każdemu polecam, aby sobie zajrzał do tych dokumentów i przeczytał chociażby spisy treści, a następnie porównał je z tzw. Planem Morawieckiego.

 

***

 

Europa mówi o pieniądzach. Premier Wielkiej Brytanii, David Cameron, wywalczył, co chciał, z polską pomocą. Ma swoją strefę buforową chroniącą Wyspy przed krachem eurosocjalizmu albo ma brexit.

W 1984 roku pani Margaret Thatcher uzyskała od UE lepsze warunki dla swojego kraju, dzięki obniżonej dla GB składce do budżetu UE (0,8% zamiast 1,3% budżetu GB, jak pozostali). W reżimowej telewizji polskiej pokazywano wówczas Polakom, jak kapitalistyczny rząd brytyjski pałuje na ulicach tamtejszych górników i hutników, którym Żelazna Dama likwidowała ukochane i nierentowne kopalnie i huty i kazała zmieniać zawód. Za te zaoszczędzone na UE pieniądze. Brakującą kwotę, ok. 5 mld funtów rocznie, dopłacają do dziś za Londyn głównie założyciele UE, w tym Francja, która bardzo długo nie chciała wpuścić Anglików na kontynentalny wolny rynek.

Teraz Polacy i inni europejscy biedacy, chcąc zarabiać w funtach, będą utrzymywać swoją dzieciarnię na poziomie krajów pochodzenia. To jest cena, jaką Angole „zapłacą” Polsce za pomoc w Brukseli. B. straSzydło twierdzi, że w ten sposób Polakom na Wyspach pomogła, uratowała ich. Nikt nie protestuje przeciwko obłudzie premierki, asystentki Prezesa Polski.

Splendid isolation! – to nadal działa, przekonywał Cameron, powołując się na związki Londynu z Canberrą czy Delhi (tam włażą na potęgę Francuzi, korzystając z faktu, że byłego okupanta nikt w Indiach nie lubi). Nie musimy być w UE, aby zachować swój obecny poziom życia – przekonywał. – Ale chcemy, bo to nam się opłaca – tak samo myślał po II wojnie Churchill, kiedy nie chciał wstępować na wspólny rynek europejski.

Z powodu brytyjskiej polityki wspaniałej izolacji sto lat temu wybuchła I wojna światowa. To był jeden z powodów, ale bardzo istotny: dominacja brytyjska naruszała równowagę handlową na kilku kontynentach.

Kiedy w 1992 powstawała organizacja NAFTA (USA-Meksyk-Kanada), w Polsce byli ludzie, którzy mieli nadzieję, że zapisanie się do tego paktu wraz z Wielką Brytanią i Irlandią, dałoby Polsce szansę rozwoju gospodarczego na obszarze większym, niż dotychczasowa RWPG i nadal niedostępna EWG. Do EWG (czyt. UE) można by wstępować z poziomu NAFTA, z lepszej pozycji. W tym czasie, po upadku Bloku Wschodniego, Francja i Niemcy wypędzały od siebie Amerykanów. NAFTA była organizacją tworzoną przez nich do konkurowania z Europą i do rozpychania się w obu Amerykach.

Jesteśmy od tamtego czasu zaklinczowani. W tym klinczu Jarosław Kaczyński Prezes Polski posapuje o reparacjach od Niemiec za II wojnę światową.

Być może chciałby w zamian za te 10 bilionów € spodziewanych  reparacji znacjonalizować niemieckie firmy i banki w Polsce? Kto go tam wie?! Coś musi wiedzieć niemiecki minister spraw zagranicznych, skoro tak głośno protestuje.

Znów o sprawach wewnętrznych, jak w PRL i w czasie okupacji, dowiadujemy się z nasłuchów mediów zachodnich, w tym niemieckich. Media niemieckie w Polsce o tym nie napiszą.

Z mieszkańcami terytorium pomiędzy Odrą a Bugiem i Bałtykiem a Karpatami o takich sprawach ani nikt rozmawiał nie będzie, ani ich o nic pytał.

Polska odmiana splendid isolation władzy od poddanych wciąż działa, a poddani milczą. Milczą tym ciszej, im bardziej Wyspy oddalają się od Kontynentu, a bazy wojskowe USA są nazywane stałą obecnością NATO w Polsce.

Kiedy na salonach zaczyna się tak otwarcie mówić o pieniądzach, zaczyna być niebezpiecznie.   

Niemieckie pole gry kontra Grecja i inni

Bardzo ciekawie wygląda to, co dziennikarzowi ONET-u powiedział grecki europoseł Georgios Katrougalos: „Grecja przede wszystkim potrzebuje teraz [od Unii Europejskiej – dop. JK] nowego, bardziej wydajnego modelu, który nie będzie oparty na pożyczaniu i konsumpcji, lecz na naszych własnych zasobach ludzkich i zasobach naturalnych”. Grecki poseł najchętniej odprawiłby z posady Donalda Tuska, który jest jego zdaniem neoliberalnym szkodnikiem, podobnie zresztą jak Niemcy.
Oczekiwania Greków zapewne skończą się na niczym, nawet gdy radykalni socjaliści wygrają tamtejsze wybory. Nie widać bowiem, aby UE zechciała stać się biurem wypłacającym zasiłki socjalne podupadającym państwom członkowskim. Na tym neoliberalnym i zglobalizowanym nastawieniu unijnej biurokracji, która udaje, że jest wrażliwa społecznie, ale realizuje – lepiej lub gorzej – całkiem inny plan, Polska też nieźle obrywa. Grecki poseł też to zauważa, gdy chodzi o straty polskiego rolnictwa na handlu z Rosją, ale wyciąga z tego faktu odmienne postulaty w sprawie kontaktów z Rosją. Zapewne jego partia Syriza dostaje poważne wsparcie z kierunku wschodniego.
Mimo wszystko, oczekiwania zmiany sposobu myślenia w UE formułowane przez Syrizę mają swój punkt zaczepienia. UE powinna jasno powiedzieć, kogo chce wspomagać. Czy najbardziej poszkodowane najniższe (ekonomicznie) warstwy społeczeństwa, jak chciałaby Syriza i cała radykalna lewica, czy może bezpośrednio przedsiębiorców, którzy obiecują innowacyjne wydźwignięcie Europy przynajmniej na poziom gospodarki USA. Na razie wspomaga się głównie kapitał bankowy, dając mu nieźle zarobić. Pomoc publiczna dla firm, które korzystają z dotacji, aby zarabiać na eksporcie, na pewno jest nie w smak niemieckim czy brytyjskim przedsiębiorcom, którzy już zarabiają na swojej innowacyjności i wolą brać drogie kredyty, niż długo czekać na półdarmową pomoc.
Ani Grecja, ani Polska nie mają rzetelnych argumentów przeciwko takiemu nastawieniu najlepiej rozwiniętych gospodarek wspólnoty. Chociaż nikt tego potwierdzić za bardzo nie chce, Europa dwóch, a nawet trzech prędkości już istnieje i działa. Polska chce bardzo być w czubie grupy B, a Grecja chciałaby wciągnąć takie kraje, jak Polska, do grupy C, w której roszczenia socjalne mają przewagę nad wyścigiem z najlepszymi. To zapraszanie Polski nie bierze się z niczego: polska bieda występuje w większej skali, bowiem wynika z niewydolnej struktury, a nie z zapaści wywołanej spadkiem konsumpcji. Grecja nie jest dla Polski partnerem w grze o unijne pieniądze, jest dla Polski konkurentem. Grecki poseł raczej musi nas zaliczyć do grupy realizującej narodowe interesy. Nawet, jeżeli nie mamy zbyt wiele wspólnego „z ksenofobicznym i zaściankowym nacjonalizmem w wydaniu europejskiej prawicy”.
Ale wciąż ważne jest postawione przez niego pytanie o cel powstania i istnienia UE. Czy to wciąż jest Wspólny Rynek, jak było na początku, czy już pole gry stworzone prawie wyłącznie dla Niemiec.