Szubrawcy na karuzeli

W II RP popularna była – pochodząca podobno od samego Marszałka – recepta w formie bon motu Franza Fischera: – Żeby uzdrowić Polskę, trzeba wystrzelać z 600 tysięcy szubrawców. – A jak się tylu nie znajdzie? – To się dobierze z uczciwych!

Po 1944 roku komuniści, jako ludzie czynu, którzy tak zapieprzali, że nie mieli czasu odróżnić dowcipu od rozkazu, rozpoczęli rozstrzeliwanie od uczciwych, bo świtało im w głowach, że coś ktoś kiedyś mówił.

Z szubrawcami nie zdążyli sobie poradzić do samego końca, bo okazało się, że niektórzy aktywiści mieli, mimo wszystko, opory wewnętrzne. Czyli coś w rodzaju sumienia, na którego istnienie powoływali się rozstrzeliwani i ich obrońcy.

Przypomniało mi się to powiedzonko przy okazji karuzeli kadrowej po kolejnych wyborach samorządowych i przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi.

Doszliśmy w wyniku przyspieszonej ewolucji do wysokiej sprawności: aby uczciwych rozstrzeliwać, nie trzeba nawet do nich strzelać. Szubrawcy sami  zapisują się do plutonów egzekucyjnych, zwanych dla niepoznaki partiami politycznymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>