Sylwy czerwcowe 2018

Moim skromnym zdaniem do porządkowania mediów służy ludziom pilot. Rząd nie musi się tym zajmować.

*

Moi sąsiedzi, imigranci sezonowi z Afryki, mają w tym roku 4 młode.
Sąsiadka powinna otrzymać emeryturę od Morawieckiego. Jak już wydawać kasę Polaków, to na całego.

 

 

 

 

 

 

*

Karą dla katolików za wieczne kłamstwa ma być wieczne potępienie. Oni jednak w takie bajki nie wierzą. Tak samo, jak niewierzący.

*

Popularny skądinąd Misiewicz ukończył podobnież prawo u Rydzyka w Toruniu. Jak mówią, bez żadnego trybu.

Prawo. Prawo? Prawo!

W przedwojennej Polsce powszechny był taki dialog:
– Skończyłeś już jakieś studia, synu?
– Tak, ojcze, skończyłem prawo.
– Prawo, powiadasz. A jaki masz zawód?
– Właśnie w tej sprawie postanowiłem cię, ojcze, odwiedzić…

W PRL wyglądało to tak:
– Towarzyszu rektorze, na którym to ja roku już jestem. Dawno nie widziałem towarzysza… Nie pokazuje się profesor w prostym towarzystwie?
– Zdaje się, że towarzysz dyrektor już jest po dyplomie. Sprawdzę.
– Sprawdzicie, to oddzwońcie. Podeślę kogoś z koniaczkiem po odbiór. A jak nazywa się dokładnie ten kierunek, który studiowałem?
– Prawo, towarzyszu.
– Z panem bogiem, profesorze!
– Czuwaj!

Teraz:
– Nie widziałem cię w sobotę na manifestacji dla Życia, misiu?! Przechodzisz do kodziarzy, co?
– Byłbym, ale studiuję. Mam sesję.
– W soboty?
– I w niedziele.
– W niedziele? Szatan cię opętał!
– Mamy przerwę na mszę, spoko.
– To gdzie ty studiujesz, misiek?
– Prawo w Toruniu.
– No, to szacun! Debeściak jesteś, qrwa!

*

Cierpienia zablokowanego fejsbukowicza to gorzej, niż karcer w Rawiczu!!!

*

Biedroń zwrócił uwagę na to, że kampania p. Jakiego jest nieco przeintelektualizowana. Coś w rodzaju: ‚serce dresiarza’ zamiast ‚ławeczka zwierzeń’. Serce dresiarza, róży kwiat!

*

Schetyna wciąż wybiera uwieszanie się u klamki biskupów jako strategię na kolejne wybory. Boi się tego, co powiedzą wyborcom z ambon, i liczy na to, że KK postawi teraz na PO, aby ratować swoją skórę. Wyborcom PO taka strategia już nie pasuje.

*

Ks. Głódź, człowiek bogaty i sławny, stracił honor. Pracując w Watykanie był informatorem wywiadu komunistycznej Polski. Takie kościół miał i ma kadry. Było mu obojętne, z kim i o czym rozmawia. Zależało mu na tym, aby był traktowany jak ważna persona, jako ktoś ustosunkowany, zorientowany, ze świecznika. Zwykła, prostacka próżność. Służby wiele razy chwaliły się, że miały informatora z najwyższej półki. Opowiadał przy obiadkach z rodakami, co to nie wyrabia się w tym Watykanie.

*

Człowiek jest częścią świata zwierzęcego. Np. zabija foki, bo one też lubią jeść ryby. Negatywny wydźwięk zabijanie fok wywołuje wyłącznie w środowiskach eko. Oczywiście to, że szwedzcy rybacy strzelają do fok, nie usprawiedliwia polskich bestii ludzkich zabijających foki leżące na plażach.

*

W Rosji też rosną podatki. Krym kosztuje. Jak kiedyś Afganistan.

*

Dlaczego normalnych ludzi, mających ludzkie odruchy miłości i szacunku dla wszelkiego stworzenia, szanujących zwierzęta i przyrodę, a więc naturalne otoczenie człowieka, nazywa się lewicą? To jakaś ideologiczna aberracja!

*

 

 

 

 

 

 

 

W tym czasie, gdy wypuszczono na rynek tę „legendę”, poruszałem się VW 1.6, rocznik 1981. Przywieziony „w częściach” z Bawarii przez Czechy. Też legendarny.
Mój kolega kupił nowego „poldka” i oddawał go co rusz do napraw gwarancyjnych, bo fabrycznie łożyska w skrzyni biegów były ustawione niewspółosiowo (powiedział mu to w zaufaniu mechanik w serwisie) i zawsze któreś padało po 10-15 tys. km. W końcu sprzedał i przywiózł sobie „w częściach” Mazdę 323F, oczywiście czerwoną.
Legenda motoryzacji polskiej? Bez przesady! Legenda upadku.

*

Polska na poziomie Ukrainy, Mołdawii, Albanii

Wszyscy pozapominali już, jakimi argumentami Polaków przekonywał Kwaśniewski „Olek Olek” do głosowania w referendum unijnym. „Każdy będzie mógł pojechać do pracy za granicę” – takie było przesłanie. Saksy dla każdego, otwarte granice. Zależało mu na frekwencji i frekwencja była. Durnawa prawica polska poszła głosować przeciwko wstąpieniu do UE.
Zgodnie z przyjętym przez SLD i Kwaśniewskiego kierunkiem rozwoju Polski, studenci polscy i inni prekariusze ruszyli hurmem na zachodnie zmywaki.
Ja wiedziałem, że tak będzie, więc nie pomogłem Kwaśniewskiemu wygrać tego referendum. W trakcie głosowania kończyłem na kwaterze w mieście Hel, na pożyczonym laptopie, pisanie pracy dyplomowej z zarządzania funduszami europejskimi. Upał był wtedy podobny do dzisiejszego.
Po 15 latach wciąż odrzucam tamtą argumentację Kwaśniewskiego za wejściem do UE, który z agenta Wschodu przeistoczył się w agenta Zachodu. Miał z tego kasę.
Ale Unię Europejską powitałem z radością i uznaję, że bez jej reguł, jak to mówią po kościołach – narzuconych Narodowi Polskiemu, moglibyśmy być obecnie co najwyżej na poziomie dzisiejszej Ukrainy, Mołdawii, Albanii.
Cofnąć Polskę do tego poziomu może już tylko rewolucja antyeuropejska, realizowana z wielką namiętnością i poświęceniem przez Kościół Katolicki oraz Zjednoczoną Prawicę.

*

Marszałek uwalił się nam z radości, że sejm znów się zebrał. Czepiają się Prawdziwego Polaka, że był w pracy wypity. Ale jaki wydajny! Ukarał kogo trzeba i kogo nie trzeba nie ukarał.

*

Rząd polski ma się z Polakami dobrze. To jest zasługa Polaków, którzy nie mają innego wyjścia, jak tylko ciężko i mądrze pracować, aby utrzymać siebie i Państwo, rozrośnięte ponad miarę. Rząd i jego klienci są konsumentami rezultatów tej pracy. Zadowolonymi z siebie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*

Niektóre media w Polsce dyskryminują intelektualistów i artystów diskopolowych. PiS z tym skończy. Dodekafonia, blues, jazz i rock zejdą do podziemia.

*

Czy ktoś wie, co tygodnik „NIE” pisze o pośle Piotrowiczu?

*

Dorota „Martwa Foka” Arciszewska ponosi moralną odpowiedzialność za mordowanie fok na polskim wybrzeżu.

*

Wszystkie burdele pozamykane. Świętują qrwy! Wszyscy dziś świętują. Na chwałę bożą! Wszyscy świętują i świntuszą!!! Tego dnia należałoby paradować odświętnie rozebranym, ciepło jest. Zapytam dra Alzheimera, co to znaczy seks sentymentalny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*

Gabriela Łazarek z Cieszyna, znana ze swojego nieustającego protestowania przeciwko władzy PiS niszczącej konstytucję i sądy, ma zostać przesłuchana za zakłócanie spokoju. Policjanci odwiedzili jej matkę i skarżyli się matce na dorosłą córkę. Wyrzuciła ich z hukiem.

Stara esbecka metoda – nękanie starych rodziców za „sprawki” ich dorosłych dzieci. Qrwesyńskie kulsony stosują esbeckie metody stosowane przeciwko opozycji solidarnościowej: nękają najbliższych, bo nie mogą dopaść bezpośrednio swoich ofiar. Kulsony muszą być szkolone przez esbeków, sami by tego nie wymyślili. Kiedy moich rodziców nachodzili mundurowi i cywilni funkcjonariusze w czasach przed i po stanie wojennym, moja mama naprawdę się tym przejmowała. Po ojcu, akowcu i wyrozumiałym antykomuniście, spływało to jak woda po kaczce. Ależ, qrwa, metod znów używają!!! Piotrowicz ich szkoli?

*

Rząd zrezygnował z hodowli koni arabskich na rzecz hodowli ludzi polskich. Przy czwartym miocie samica otrzyma emeryturę rodzicielską. A co z obowiązkiem alimentacji rodziców przez dorosłe dzieci? Zwolnione?

*

Mateusz Morawiecki był gotów w środę po południu znieść w sejmie każdą obelgę pod jego adresem. Zapłatą za to wystąpienie sejmowe może być bowiem funkcja prezesa PiS. O to walczy. I jest bliżej celu, niż był. PMM wygłosił w sejmie mowę godną kandydata na prezesa PiS.

PMM pomylił miejsca i adresatów. Propagandową mowę przeznaczoną na wiec wygłosił w sejmie. W wystąpieniu PMM wielokrotnie pojawiało się rozgraniczenie na „my” i „wy” i zarzuty wobec opozycji, że służy Berlinowi i Brukseli. A na koniec prowokacja słowna: przystąpcie do nas, to będziecie mogli coś zrobić. Premier wykluczający zbiorowość obywateli, którą nazywa „wy”, dla kogo pracuje, czyje realizuje interesy?

*

Racjonalność to realna duchowość.

Kaznodzieje udający filozofów twierdzą, że duchowość to coś więcej. Nic więcej nie ma. Transcendentne jest myślenie.

*

Jeżeli coś dobrego można zrobić dla religii, to doprowadzić kościół do bankructwa

*

Studenci i naukowcy protestują przeciwko reformie nauki wg Gowina. Rząd milczy, czeka aż zmęczą się, jak niepełnosprawni. Sesja się kończy, nadchodzą wakacje. A gdy już będzie po wakacjach, rektorem np. takiego UJ zostanie jakiś duda, jakaś duda. Ojciec lub syn, obojętnie. Nawet jakiś związkowiec. Byle duda.

*

Pisłowie sprawdzili szkodliwość pornografii za pomocą licznych indywidualnych autoeksperymentów i teraz chcą jej całkowicie zakazać?

*

Facebook nie blokował mojego Obserwatorium Katastrof ze 3 miesiące. Miał problemy z samym sobą. Znów chce ode mnie pieniędzy, czy jakiś dyżurny Szachermacher doniósł? Może rząd realizuje już swój program ograniczania wolności w mediach społecznościowych i FB uprzedza fakty? Np. realizują zalecenie Piotrowicza w sprawie pytań potencjalnie szkodliwych dla państwa.

*

Nasz dąb, a właściwie nastoletni dąbek, zeszłoroczne liście zrzucił, jak zwykle, na przełomie kwietnia i maja. I zaraz wypuścił nowe.
Upały tak dały mu się we znaki, że na początku czerwca zaczął zrzucać te nowe liście, uschnięte i zielone. Zmniejsza powierzchnię parowania wody, żeby utrzymać wilgotność pnia i gałęzi na właściwym poziomie. Zachowuje się jak kobieta podczas upałów.
Wyczytałem, że z brzozy w ciągu doby odparowuje ok. 70 litrów wody. No, to z niego pewnie połowa tego.

*

Czarny kot vel Czarnecki vel Makaron miał 40 stopni gorączki i zachowywał się jak nie on. Tzn. nie chciał jeść, nie wyjadał nawet złośliwie porcji z miski Rudej, swojej pręgowanej siostry.
Szybka pomoc świetnego Pana Weterynarza, który dwa lata temu poskładał go i pozszywał po zderzeniu z samochodem, postawi Czarneckiego na nogi. Dostał zastrzyk, tabletkę, coś zjadł.
Jak każdy facet podczas choroby, bezustannie pomiaukuje i domaga się głaskania, konwersacji. Zapewne także smakołyków, ale tego nie słyszymy. Dostanie lekkiego rosołku z kurczaka, to należy się każdemu choremu.
Ksywa Czarnecki pasuje do niego, bo nie jest zbyt mądry, nawet jak na kota. Ale myśliwym jest zawodowym. Jego pręgowana siostra, prócz tego, że też sprawnie poluje, nie potrzebuje pomocy przy otwieraniu klapki dla kotów zamontowanej w drzwiach. On stoi przed drzwiami i miauczy, żeby mu otworzyć, a ona wchodzi sama. A przecież mógłby ruszyć głową.

*

4 czerwca 1989 pracowałem jako mąż zaufania Komitetu Obywatelskiego w komisji wyborczej w Gnieźnie, w szkole podstawowej nr 2. Rano zameldowałem się w lokalu wyborczym ok. 6, wyszedłem stamtąd po 1 w nocy, po ponownym przeliczeniu głosów. Wydawało mi się, że dwie panie liczą po łebkach, i wyszło na to, że ponad 60 głosów nie zostało przeliczone. Ze dwa razy w ciągu dnia wyskoczyłem coś zjeść do domu, miałem ze sto metrów. W komisji byli sami ludzie z pezetpeeru. W takim małym mieście każdy, kto reprezentował opozycję solidarnościową, Wałęsę, był traktowany wrogo. Ale bali się, że ktoś im udowodni oszustwa lub wskaże błędy. Wygraliśmy. Ten typ ludzki, jaki był dobierany do komisji wyborczych, oportuniści i pieczeniarze, powrócił wraz z PiS i koalicjantami tej partii. To oni znów będą przy liczeniu głosów. Trzeba im patrzeć na ręce.

*

Urodziłem się w okolicy, w której na najgorszych piachach sadziło się sady czereśniowe. W porze zrywania czereśni chłopaki po ósmej klasie bili niezłe pieniądze na zrywaniu. Sadownicy płacili po 50 groszy za kilogram, a byli tacy, jak mój kuzyn Maniek ps. Szpak, którzy potrafili od rana do wieczora dobić do 100 kg. Stawka za zerwany kilogram rosła wraz z ilością kilogramów i jakością, za brak ogonków była obniżana.

Każdy smyk po przekroczeniu 10. roku życia chciał być wzięty do zrywania czereśni. Trochę, żeby podjeść, ale i zarobić parę złotych. Pierwszą selekcję robili tacy najemni wyczynowcy, jak Maniek. W każdym razie ekipy zrywające brały tylko takich, którzy potrafią więcej zerwać niż zjeść, i którym nie trzeba było co chwilę przestawiać drabiny, a najlepiej gdy drabinę mieli własną – lekką i długą.

Moje pierwsze zarobki na czereśniach pojawiły się bodaj w piątej klasie podstawówki. Wielkich i regularnych wyników nie miałem, 50 kg to był raczej dla mnie wynik maksymalny. Taka dniówka dawała 25-30 złotych. Jeżeli ktoś spędził na drabinie cały sezon, czyli od czerwca do połowy lipca, i miał wyniki ok. 70 kg dziennie, to mógł w takim czasie wyciągnąć z 1000 złotych. W biednych wczesnych latach 70. to było całkiem sporo. W sprzedaży chodnikowej zerwany owoc szedł najtaniej za 1,50 zł. (Jeśli coś pokręciłem z cenami, proszę prostować.)

Oczywiście, nikt nikogo nie zatrudniał na jakiś papier. Upadki z drabin czasem się zdarzały, człowiek na prostej drodze się potknie.

Kiedy dzieciaki zarobiły trochę kasy na czereśniach czy wiśniach, brakującą część do wymarzonego magnetofonu szpulowego ZK-120 albo do roweru rodzice chętnie dokładali „ze swoich”. Każdy „szpak” kalkulował właśnie tak. Trochę zarobi na szpakowaniu, może coś na budowie u sąsiada, a resztę dostanie. Koledzy, synowie właścicieli wielkich szklarni, zasuwali u siebie równo z pracownikami. Mieli nad nami tę przewagę, że pod wieczór nad rzekę dojeżdżali do nas, cyklistów, nyską i mogli z powrotem zabrać do nyski dziewczyny.

Złośliwi twierdzą, że z powodu zasiłku 500+ dzieci z polskich rodzin otrzymujących ten zasiłek nie będą jadły czereśni. Brakuje chętnych do łażenia po drzewach i dość intensywnej roboty, bo biedne polskie dzieci już nie muszą dorabiać na wakacje czy na nowe książki do następnej klasy. Daje na to rząd, czyli PiS.

Będzie, jak będzie, ale to wydaje się niemożliwe, żeby czereśnie czy truskawki, najsmakowitsze owoce polskich sadów, nie zostały zerwane i wykorzystane. Takie marnotrawstwo byłoby niezrozumiałe. Byłoby grzechem przeciwko naturze.

http://www.polskatimes.pl/strefa-biznesu/pieniadze/a/brak-chetnych-do-zbierania-owocow-duze-problemy-plantatorow-z-wojewodztwa-lodzkiego-ile-placa-wlasciciele-sadow,13227566/

*

Najprawdziwsza młodzież tańczyła na Polach Lednickich z Adrianem Naszym!

*

Kościół jest krytykowany. Łagodnie i z umiarem, w wolnych mediach ostrzej. Na krytykę odpowiada kontratakami, jak z oblężonej twierdzy. Np. ostatnio z ołtarzy Bożego Ciała zaatakował polskich samorządowców, którzy demokrację rozumieją inaczej, niżby to mogło podobać się biskupom.

Kontrataki skierowane są w stronę nowoczesnego zachodniego społeczeństwa liberalnego, jakie z wolna rodzi się w Polsce. Kościół przejął w końcu najważniejsze przyczółki państwa i domaga się posłuchu. Ma we władzy swoje partie polityczne, ma swoich ludzi, posłusznych i gotowych na wszystko. Ma swoje bojówki realizujące faszystowski patriotyzm za pomocą rac, kijów bejsbolowych, strzelb myśliwskich, a nawet maczet.

Dlaczego mieszkańcy jakiejś podlaskiej wioski bronią tak zaciekle księdza, który obmacywał im ich nieletnie córki na oczach dzieci? Bronią w ten sposób swojej kultury i swobód, jakich nie pozwolą sobie zabrać nikomu. Są tworem natury, pod powłoczką religijności ukrywają swój nienasycony hedonizm i libertyńskie przeczucie, że jeżeli nikt nie widzi, to wolno wszystko. Ksiądz też jest z ludu, z sąsiedztwa, dlaczego nie miałby korzystać z okazji.

Zabraniać pasterzowi wykorzystywania owieczek nie można. Brońmy go, bo przyjdzie dzień, kiedy wstawi się także za nami. Taka zmowa jest twardsza i trwalsza od prawa. Kościołowi to odpowiada, rozumie to, bo jest krew z krwi pospolity, jak jego owieczki.

Religia umiera, a więc trzeba znaleźć jakieś inne racje, aby zachować stan posiadania. Na przykład powoływać się na misję miłosierdzia. Etaty w szpitalach za gotowość do ostatniej posługi, domy opieki, wolność od podatków, bo przecież my służymy ludziom. Obywatelom.

Kontratakując, podporządkowując sobie państwo, Kościół Katolicki powołuje się na to, że reprezentuje wolę tych samych ludzi, i ich prawa i poglądy, którzy głosują w wyborach i tworzą struktury ściśle polityczne. Słychać: jako instytucja zachowujemy neutralność, nie wtrącamy się do polityki, ale przecież kapłan ma prawo mieć własne zdanie i je głosić. A ambona, ołtarz to miejsce, z którego mówi o ważnych sprawach do wiernych. Oni tego właśnie chcą, tego oczekują.

Czy papież poradzi sobie z dwulicowością kleru w Polsce, jak w Chile? Wątpię. Bez oporu wewnętrznego będzie to niemożliwe. A może, jak w Bawarii w sprawie inicjatywy władz zawieszania krzyży w urzędach i w szkołach (w założeniu miała to być manifestacja antyislamska), kościół polski stanie w obronie nadużywania symboliki krzyża do celów publicznych, sprzecznych z prawem moralnym? Nie spodziewam się.

Co można zrobić? Kontratakować. Manifestować, wyjaśniać, edukować, żądać. Łagodnie, ale stanowczo. Polacy tak potrafią.

*

Od Szczawnicy widok wiosenny na Tatry (telefon Nokia bez bajerów).

 

 

 

 

 

*

Dane adresowe producenta? Ktoś coś… Która ze spółek skarbu państwa produkuje ten oręż? Polska Grupa Zbrojeniowa może?

 

 

 

 

 

 

 

*

Orła Białego Błaszki nie chcom. Krzysz chcom. Narut wii, czego potrzebuje. Postawiom krzysz, gupie, na kamiyni kupie.

Przez błaszkowski rynek przejeżdża tranzytem z 1000 tirów na dobę. Obwodnicę by zbudowali. Ten wójt Rajewski jest aktywny i bojowy, widać go nawet na scenie krajowej jako samorządowca. Ale z tym rekordowym krzyżem cóś nie tak im wyszło.

W necie mieszkańcy piszą o planie budowy obwodnicy. Jej projekt wisiał w gabinecie burmistrza już w 1990 roku. Jakoś do tej pory tamtejszy Pambuk nie pomógł jej zbudować, niestety.

W gminie Błaszki powstanie 100-metrowy krzyż na 100-lecie Polskiej Niepodległości

polityczek.pl

*

Wzorcowa intelektualistka Kaja Godek znów wyszła z cienia, aby przeprowadzić rozpoznanie walką. Jej nie obchodzi, że ludzie, którzy katolikami nie są, oczekują od katolików, aby nie angażowali całego Państwa Polskiego i jego mieszkańców w swoje osobiste sprawy. Niech problemy wewnętrzne, ów „cyrk”, rozwiązują na własnym podwórku.

*

Aktor Krzysztof Pieczyński skrytykował w Polsacie dualizm nauczania religijnego chrześcijan. To racja. Błąd Pieczyńskiego polega jednak na tym, że odwołuje się do Chrystusa i chciałby go zanegować. Umożliwia w ten sposób swoim oponentom otwieranie furtki do kolejnej dyskusji o „dowodach na istnienie Boga”.

W koncepcji chrześcijańskiej nie kto inny, jak Chrystus, ma być najtwardszym dowodem na istnienie Boga, innych „dowodów” ta religia nie posiada.

Z tego nauczania wynika wprost, że aby doznać zbawienia, trzeba tylko pokonać jedną barierę: uwierzyć w to, że Chrystus to Syn Boży. I to głosić. Nie trzeba nawet w to wierzyć, można mieć wątpliwości. Wystarczy głosić.

Towarzyszące temu rytuały i zaklęcia to Tradycja Kościoła, pustynna obrzędowość przeniesiona do najdoskonalszych i najbogatszych budowli tego świata.
I tak od dwóch tysięcy lat.

*

Ktoś zdeklarował się, że jest ateistą i wierzyw naukę. Dziwne to. To oznacza, że w grawitację wierzy, czy ją odczuwa? Ludzie chcieliby wierzyć w Boga bez religii i kościoła – takie rzeczy wypisują.

*

Przy okazji Bożego Ciała na FB rozpętała się żarliwa, jeśli nie żarłoczna, dyskusja o tym, że Bóg to jedno, a kościół to co innego. Próbowałem tłumaczyć na wszelkie sposoby, że takie rozgraniczenie to herezja, brak zgodności z katechizmem KK, który obowiązuje wiernych (czyt. wierzących).

Jeden ze sposobów: „Kościół na każdym kroku eksponuje wiarę w Boga, jaki jego zdaniem jest, i głosi potrzebę aktywnej wiary, aby człowiek mógł zostać zbawiony, a nie potępiony. (…) Z tych dwu bytów, kościół istnieje na pewno. Kościoły zaś pełne są agnostyków, czyli takich, którzy uważają, że może Bóg istnieje, i na wszelki wypadek deklarują, że w to wierzą. To jest bardzo płytkie i bardzo chwiejne”. Ludzie mogliby kłócić się o to wiecznie, pogrążając się nieświadomie w otchłani paradoksów. (Pascal)

Klechy to jest dość nieliczna i wpływowa grupa społeczna stwarzająca problemy polityczne i praktyczne, a wiara w Boga to jest zagadnienie psychologiczne i filozoficzne oraz metafizyczne.
Kościół to zbiorowość ludzi wierzących w Boga.
Zwracam uwagę na to, że ludzie, którzy chcą „wypisać się” z kościoła i wierzący w istnienie Boga wypisują się ze zbiorowości ludzi wierzących w istnienie Boga.
Myli im się instytucja wyposażona w „durnowate ubranka, paranoiczne gesty, straszliwe obyczaje, tysiące męskich darmozjadów” z transcendencją.
To jest paradoksalne niezrozumienie tego, kim się jest, gdy deklaruje się wiarę w istnienie Boga.
„Wypisywanie się”, które nie jest apostazją (odrzuceniem Boga), to jest dziecięce wyjście z piaskownicy, bo „klechy” zabrały mi wiaderko. No, to – jeżeli komuś tak na tym wiaderku zależy – to niech je im odbierze. A jeżeli nie zależy, to trzeba „wiadereczku” powiedzieć, że już go się nie chce.
95 tez Lutra 500 lat temu skłoniło katolików do 200 lat wszczynania wojen religijnych, z milionami ofiar. Polska przetrwała od XVI w. jako skansen, w którym reforma instytucji i religii nie doszła do skutku.
Obecna przyspieszona okcydentalizacja polskiego społeczeństwa wywołuje reakcję kleru, który „zabiera” wiernym ich kościół i utwierdza ludowo-pogański skansen religijny. Ta działalność kleru jest możliwa wyłącznie dzięki wsparciu finansowemu i prawnemu laickiego – w deklaracjach – państwa. To jest kolejny paradoks.
Lud boży w Polsce jest wobec tych paradoksów i niekonsekwencji bierny i obojętny. Zabiera mu się i „wiadereczko”, i „łopatkę”, tłumacząc mu, że tak jest dla niego najlepiej.
Aby „powiedzieć Bogu, że go nie ma”, trzeba konsekwentnej świadomości i odwagi. A więc tego, do czego nawołuje także religia katolicka.

Dla ludzi, którzy w Boga wierzą, a deklarują „wypisanie się” z kościoła, nie miałoby to żadnego sensu. Po prostu niech go zmienią na lepszy, jeżeli ich oczekiwań nie spełnia. Ci, którzy nie wierzą, po co mieliby się wypisywać? Co by to zmieniło w ich życiu? „Zniewalanie dzieci od kołyski” do czynności religijnych to są decyzje rodziców. Mają wybór. Natomiast podatek kościelny uporządkowałby te kwestie statystycznie i finansowo.

*

Jakiś filozof powiedział, że Polska przyjęła chrzest, ale chrześcijaństwa to już nie za bardzo. Zgadza się. Na przykład: procesja Bożego Ciała w Pszczynie. Katabas wiezie dupę Mazdą MX5, czerwony metalik, kabriolet, a ludziska potulnie kroczą w procesji. Emikspiątka (czyt. Mazda MX5) została – jak to w tym środowisku jest praktykowane – pożyczona od znanego wszystkim bezdomnego biznesmena z parafii, który wygrał ją w karty od bezdomnego włóczęgę Pana Józefa, który niedawno zmarł i nie wiadomo, gdzie obecnie przebywa. A był takim dobrym człowiekiem.
W zamian za przejażdżkę bezdomny otrzyma zbawienie wieczne.
Taka transakcja barterowa, jak te różańce z państwowej fabryki, która nic nie produkuje, w zamian za ogłoszenie w gazecie, której też nikt nie kupuje.

Chciałem sobie kiedyś Emikspiątkę kupić, ale z hardtopem. Ładna jest. Bezdomni taką tanizną nie jeżdżą?

https://youtu.be/UwrfAsnhWUk

*

Prawniczce Przyłębskiej minister Bredziński przyznał rządowych ochroniarzy. Bezpiecznie i komfortowo ona czuje się dopiero w Berlinie z „Wolfgangiem”.

*

Większość respondentów (ok. 60 proc.) uznała w sondażu, że postępowanie PiS wobec niepełnosprawnych protestujących w sejmie jest niewłaściwe. Mimo to nie słychać, aby z tego powodu ludzie występowali z tej partii. Po prostu wstąpili tam z innego powodu, niż moralność, godność człowieka.

*

Adaś Miauczyński 25 lat temu powinien przyłożyć solidnie bejsbolem Ferdkowi Kiepskiemu. Patyczkował się z nim, jak z panem hrabią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>