Kompromis jako „stała zmienna”

Dodatek „Plus-Minus” dziennika „Rzeczpospolita” (ostatnio tygodnik) oraz „Polityka” to dwie dające się wciąż czytać i odczytywać odmiany pozapartyjnych nisz myślenia liberalnego w Polsce. Główny grzbiet „Rzepy” bywał już nie do czytania, ale sobotnia wkładka oferowała czytelne rozróżnienie plusów i minusów życia powszedniego, w dodatku z rzetelnym uzasadnieniem. Koniec końców i „Polityka” została wyrzucona – z powodu upartego trzymania się kompetencji i rzetelności – poza margines sporów tabloidowych oraz propagandy pism jawnie partyjnych i dzięki temu da się nadal czytać.

Subtelne różnice pomiędzy „Plusem-Minusem” a „Polityką” umożliwiają ich czytelnikom wyznaczanie sobie co tydzień tego pola, na którym pojmowanie postawy liberalnej jako naturalnej dla ludzi jest rezultatem mądrych kompromisów. Kompromis jako „stała zmienna” to jest ten model, jaki zapewnia ludziom myślącym równowagę w dzisiejszej Polsce targanej przez „pijarowskie” wojny plemienne. Liberalizm w tym zestawieniu nie może być grzechem i obelgą. Przeciwnie.    

*

Na różnych forach internetowych trwają dzień i noc gorące spory o to, kto lepszy albo kto gorszy – PiS czy PO. Ludzie skaczą sobie do gardeł o różne spiskowe teorie na temat Tuska czy Komorowskiego, o Lecha na Wawelu, porównują ze sobą Kopaczową i Szydłową etc. Ja namawiam do zejścia na bok z tego pola bitwy, niech się tłuką i niech się w końcu zatłuką, jeżeli nie potrafią inaczej.

Ja nie namawiam w ten sposób do przyjmowania postawy defensywnej, wywieszania jakiejś etycznej białej flagi, co mi ten i ów sugeruje. Zwracam uwagę, żeby nie wdawać się w jałowe spory pomiędzy „wyzwolonymi” a „zniewolonymi”, pomiędzy jakimś PiS a jakimś PO, bo to jest przedłużanie o kolejne 25 lat zdychającego peerelu, siedmiogłowego smoka, któremu jeszcze z pyska śmierdzi Stalinem (PiS-owi śmierdzi Gomułką, a PO śmierdzi Gierkiem).

W 1981 roku, kiedy ja miałem 25 lat, wywoływałem niechęć rozpalonych głów, bo namawiałem wszystkich żarliwie, żeby dyskutować o tym, ile ma być z II RP w przyszłej wolnej Polsce (jak komuna padnie), a nie o tym, kto ma więcej racji – pezetpeer czy solidarność. Namawiałem do budowania warstwy mieszczańskiej, jak w „Buddenbrokach” albo chociaż w „Bez dogmatu”.

To samo proponuję dzisiaj – nie wdawać się w spory, w które wciągają wszystkich PiS-PO-SLD-PSL, bo to są ich „plemienne” spory partyjne i ich rozliczenia. Polakom potrzebne są twórcze idee. Polacy muszą rozliczyć w wyborach wszystkie te partie i środowiska, które zmarnowały najpierw 45 lat peerelu, a potem 25 lat postpeerelu. 70 lat – to strasznie dużo! Rozliczyć w końcu te wszystkie nieudolne partie, jakie znamy z rządzenia Polską. Oczywiście, historycy i badacze przeszłości niech piszą swoje.

Tematami, które dla polityki polskiej są dzisiaj aktualne i ważne, są kwestie gospodarcze i ustrojowe, a nie dym znad Smoleńska i uśmiech Dudy, czy to, że dwie wątpliwej urody kandydatki na premierki wybierają się na objazdy po kraju (jakby nigdy w tej Polsce jeszcze nie były!?), a Komorowski jeszcze odczuwa skutki porażki w wyborach. To są tematy do rozmowy w maglu (pralni samoobsługowej). Bądźmy poważni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>