Sylwa pozbierana w styczniu

Najpierw o stylistyce, której poddawać się nie należy, bo to poniżające.

Wydawało się już, że drobnomieszczańska kołtuneria, przywara polska wyśmiewana od stulecia, najcelniej przez Boya, odchodzi bezpowrotnie, a jej resztki poukrywały się w ciemnych zakamarkach, za szafami, skąd kołtunów nie wymiata się nawet podczas świątecznych sprzątań.

Gdzieżby tam! Nawet w niezależnych od rządu telewizorniach i czołowych gazetach wszyscy walą w jeden bęben, rozgłaszając odwieczne myślątko jejmości Dulskiej, że domowych brudów nie należy prać poza własnym domem. Powszechne jest oburzenie, że jacyś Niemcy i inni Europejczycy chcą dyskutować o postępkach polskiego rządu. Wara im! – krzyczą krzywdziciele i pokrzywdzeni w imię parafialnej jedności. A świat się śmieje.

To jest dokładnie to samo myślenie, jak w licznych przypadkach, gdy w jakiejś wiosce czy kamienicy albo bloku nagle powybija się siekierami cała familia, a sąsiedzi udają, że o niczym nie wiedzieli i mają tylko jeden komentarz: to była taka spokojna, kochająca się rodzina, nikt by nie przypuszczał. I tyle.

W przypadku dzisiejszej Polski europejscy sąsiedzi chcą głośno mówić już wtedy, kiedy po klatce schodowej i po opłotkach roznosi się szeptanka, że mąż w tym domu bija żonę i na odwrót, a dzieci są zaniedbywane. Polski kołtun (nie tylko polski) wymaga, aby wszyscy siedzieli cicho, bo to przecież rodzina sakramentem uświęcona.

Tenże kołtun jest tak sprytny, że odwraca znaczenia faktów i ich istotę. Od premiera po pismaka słychać, że Oni (ci z Zachodu, czyt. Niemcy) Nas atakują w swoich mediach, a my niczemu niewinni. Oni, ci obcy z Brukseli, drą te swoje gęby, bo ich interesy zagrożone są odradzającą się polskością, suwerenną polską wspólnotowością, która im nie w smak. Kto zaczął? – pytał ojciec dzieciarnię, która przychodziła ze skargą, że „oni się biją”. Reprymendę otrzymywał ten, kto zaczął, nawet gdy paradował z siniakiem pod własnym okiem. Tego wymaga elementarne wyczucie sprawiedliwości.

Polska to jednak nie może być rozbrykana dzieciarnia, to ma być poważne państwo, które nie chlipie pod zasmarkanym nosem, że „on się ze mną zaczyna”. A jednak ton nadaje niejaki Bruździński, kołtun ponadwymiarowy, który wali w rządowym radiu, że kłopoty kredytobiorców we frankach to jest wina 8-letnich rządów PO. I nikt się ciemniakowi nie sprzeciwi. Czyżby brakowało słów w polszczyźnie? Bez „fuck you” nie da rady odpowiedzieć po polsku na bezczelne chamskie kłamstwo? No, to będzie się o takich i innych przypadkach dyskutować po angielsku w Brukseli. A straSzydło będzie kłamało sobie po polsku.

*

Dzień dobry państwu. Chciałbym się z państwem podzielić moimi poważnymi obawami. Czy są jakieś pytania?

*

Polska jest za słaba, aby rozbijać UE od środka, nawet z pomocą GB i Węgier. Nasz Wielki Strateg ubzdurał sobie, że jeżeli nie udało się to jego ś.p. bratu, to on doprowadzi do nowej unii Międzymorza od Bałtyku po Krym i Bałkany. Naprawdę, wygląda na to, że jemu to chodzi po głowie. Emotikon smile

Co najwyżej przyspieszy proces rozkladu UE na obszary tzw. trzech prędkości rozwojowych. Trzeba jeszcze pamiętać, że po zerwaniu umów z UE trzeba będzie zwracać kasę. O ile nie dojdzie do wojen.

*

Jak mawiał tow. Sokorski: ja rzucam myśl, a wy go łapcie!

Tak działa naczelnik Kaczyński. I łapią!

*

Mastalerek ma zostać dyrektorem ds. strategii i zarządzania projektami Orlenu. Zatrudni go sekretarz pop* Jasiński, który został tam prezesem.

Czy to nie zaszkodzi temu PiS-owi?! Tak dobrze im szło.

(*pop – skrót od: podstawowa organizacja partyjna; archaiczna nazwa obecnej PRP – Podstawowej Rady Parafialnej.)

*

Jeżeli obecna władza zechce złapać punkty na „zrobieniu dobrze” tzw. frankowiczom, to i ja chętnie pozwolę spłacić wszystkim podatnikom jakąś część mojego kredytu z tych pieniędzy, które nam państwo zabiera. Taki jestem bezczelny i pazerny.

Ale i to się raczej PAD-owi nie uda.

*

W polskim sejmie prawdę ustala się przez głosowanie.

Po raz pierwszy ten manewr został twórczo zastosowany, kiedy poddano pod głosowanie kwestię, czy mordy Ukraińców na Polakach w czasie II wojny to było ludobójstwo czy nie. W głosowaniu wyszło im, że nie było.

Te twórcze osiągnięcia zachodniosłowiańskiej demukracji są obecnie rozwijane przez PiS.

*

Poseł Pięta z PiS uznał, że dyktator powstań śląskich Korfanty kazałby wystrzelać pomysłodawców uznania mowy śląskiej za odrębny język.

Pomijając naukowe podstawy takiej propozycji, uznać trzeba, że pięta achillesowa polskiej polityki to pomyleńcy w roli posłów.

Gorzelikowi, który o uznanie dla śląsczyzny zabiega, nie pozostaje nic innego, jak wywołać IV Powstanie Śląskie i zostać drugim Korfantym. Inaczej Pięty nie przekona, jak ustawieniem go przed plutonem egzekucyjnym strzelców śląskich.

*

Audycji informacyjnych w publicznej tiwi już odruchowo nie oglądam. Po prostu nie można tam oczekiwać jakichś wiadomości, które dotyczyłyby tematów budzących jakiekolwiek wątpliwości czy tematów niepokojących. Ciekła woda w kranie na temat, że damy radę. Razem! Przeciwko wszystkim! I to nam wychodzi! (Raczej wychodzi nam bokiem. Wszystkim.)

W moim rankingu najwyżej notuję program Gugały „Polska to my”, ze względu na trafny i otwarty zakres tematów oraz prostotę stawiania pytań.

*

Rozterki, których frankowicze nie mają i mieć nie chcą, a PAD im w tym wtóruje: banki oferowały 15-10 lat temu złotówkę tak drogo (nawet za 17% rocznie), aby wydrążyć istniejące i przyszłe zasoby swoich klientów i zdobyć kapitał.

Czymże więc uzasadnia się dziś etyczną negatywną ocenę banków zagranicznych, które swoją walutę oferowały w tym samym czasie o połowę taniej?

Twierdzicie, że te polskie banki bez kapitału posprzedawali antypolscy polscy politycy za łapówki razem z milionami klientów? Z taką koncepcją parę razy się spotkałem. Pod stjenku z nimi i z kałacha, prawda?! Którzy to?! A tych zachodniaków, co je pokupowali od tych łapówkarzy, to trzeba poprzeganiać z Polski z jedną walizeczką bez prawa powrotu!
Robię się niezrównoważony…

Zmagania kolejnych polskich rządów z ekspansją kolonialną zachodniaków jednak pamietam. W rezultacie tych zmagań sprzed lat polskie banki obecnie tracą, tzn. nie zarabiają na sprzedaży kredytów, a zagraniczne wciąż zarabiają. Po przewalutowaniu nadal będą zarabiać.
Bodajże w roku 1991 poszedłem do pewnego dyrektora PKO (z d. pzpr), chcąc utworzyć sobie konto tzw. obrotowe dla mojej rodzinnej firemki, aby zapewnić sobie stałą płynność (wszystkie płatności przez to konto). On mi powiedział, że takim rodzinnym firmom to oni takich usług nie świadczą, tylko dużym firmom państwowym. Poszedłem więc tam, gdzie świadczyli, patriotyzmem ekonomicznym luki finansowej zatkać nie idzie.

*

Od tego, żeby to działało tak, jak sobie tego życzą wolni ludzie, w naszym kraju są Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Trybunał Konstytucyjny.
Jeżeli rząd nie słucha ROP i TK, trzeba wezwać policję i rząd aresztować, prokurator musiałby rządowi postawić zarzuty, mieć na to świadków i dowody materialne, a sąd musiałby przeprowadzić proces i wydać wyrok.
To są, w przybliżeniu, zasady państwa prawa, które jest „własnością” jego obywateli. Wówczas instytucje pracują dla tychże obywateli, a nie dla rządu.

O to walczyliśmy w czasach PRL i później przez następne 25 lat. Przynajmniej ja tak sobie myślałem.

*

PiS to nie tylko partia i jej działacze. W ciągu ostatnich lat dorobili się własnej telewizji, kilku pism, systemu bankowego niezależnego od państwa, filozofów, politologów i ekonomistów w think tankach i na uniwersytetach, związkowców w firmach państwowych i prywatnych. Teraz ten majątek, sfinansowany im przez wszystkich podatników, zostanie pomnożony o posady państwowe i samorządowe, etaty w budżetówce, wpływy w armii itd.

*

Okolicznością, kiedy organy państwa powinny mieć dostęp do czegokolwiek na mój temat, powinno być śledztwo w jakiejś sprawie, która mnie i państwa dotyczy, oraz sytuacja, kiedy ja – bez takiego śledztwa – udzieliłem mu na to zgody. Sam zapis o „obowiązku niezwłocznego niszczenia informacji niepotrzebnych dla dalszego prowadzenia śledztwa” byłby uspokajający, gdyby obywatele mieli stuprocentowe zaufanie do państwa. W to szczerze wątpię.

A co ze zbieraniem w necie takich informacji, kiedy żadnego śledztwa nie ma albo jest, a ja o nim nie wiem? Jakie odszkodowanie przysługuje obywatelowi w takim przypadku? Że powinno jakieś przysługiwać, chyba nikt nie ma wątpliwości. I że powinien je płacić ze swojej prywatnej kieszeni ten funkcjonariusz (oraz każda inna osoba), który normę prawną naruszył.

*

PAD jest tak niezłomny, że aż nie pęka. A guma od majtek rozciąga się i pęka.

*

Człowiek od czasu do czasu musi iść spać. Gdyby nie to, odkryłby, że czas nie istnieje.

*

Dotacje państwa dla różnych form działalności tylko jednej fundacji prowadzonej przez kościół katolicki dwa lata temu przekraczały 0,5 mld zł. Plus zwolnienie z podatku dochodowego itp. Miarą oceny fundacji i stowarzyszeń powinny być korzyści, jakie z ich działalności ma społeczeństwo. Społeczeństwo tworzy je dla siebie.
O przyznawaniu tych dotacji decydują zwykle radni, czyli ludzie wybrani przez ludzi. O wpłatach na WOŚP i inne fundacje też decydują ludzie.
Pozwólmy im robić to, co im dyktuje rozum i uczucia, emocje, sumienie, odruchy, przyzwyczajenia. Nie krytykujmy ich za to, że je mają.

Ale gdy nowy rząd przeznacza nagle dodatkowe 650 mln na potrzeby światowego zlotu młodzieży, to rozum traci moc.

*

Dowcipy i memy znakiem czasu.

Prezydenci Wałęsa, Kwaśniewski i Duda trafili do nieba. Bóg ich pyta o najważniejsze rzeczy dla nich samych. Wałęsa: Dla mnie wolność była najważniejsza. Kwaśniewski: Ja wysoko ceniłem radość życia. Duda: A ty siedzisz na Jarka miejscu!

Bareizm to jest odkryty na nowo przez Glińskiego nurt w sztuce polskiej. Kiedyś z polityki krajowej nabijali się artyści, teraz robią to sami politycy. Są znacznie lepsi i skuteczniejsi. Z czego wniosek, że kultura rozwija się jeszcze szybciej, niż przyjmowane są ustawy w sejmie.

*

Stronnictwo narodowe skupione w Kukiz’15 trochę dystansuje się od wielkiego koalicjanta, jakim jest PiS, i próbuje stwarzać wrażenie samodzielności w myśleniu i działaniu. Niestety, narodowcy dystansują się także od Kukiz’15, jako od młodszego, ich zdaniem, brata, który opowiada anarchistyczne dyrdymały o jakimś społeczeństwie obywatelskim.
Najpierw zamordyzm, a potem ewentualnie prawa obywatelskie – tak myślą Winniccy i Kaczyńscy. I to ich ustawia bokiem do własnych zobowiązań lojalności wobec polskiego interesu w UE, gdzie wciąż płacą lepiej niż w kraju.

Klasyczny rozkrok nad barykadą albo nad rowem, żeby dupy nie umoczyć i portek od fraka nie podrzeć.

*

Jeżeli poziom wykształcenia Polaków przerasta już średnią unijną, to czego uczono w polskich szkołach i na polskich uczelniach, że za pomocą kilku prostych sztuczek podpartych kłamstwami można było „buraków” i „mądrych” przekonać, że grozi im islamizacja i zalew kraju przez obcych? To był główny podtekst kampanii PiS – wywołanie strachu przed obcymi kulturowo i religijnie i rozbudzenie „ducha narodowego”.
Kto w tych szkołach uczy, że wykształcony lud daje się w prosty sposób manipulować?

*

Ten filmik kładzie na łopatki wszystkie programy kabaretowe z ostatnich 10 lat – https://www.facebook.com/jurek.sagasz/videos/978533345539049/?theater

*

Członkowie Komisji Europejskiej szykują się do wdrożenia procedury monitorowania praworządności w Polsce. Bójcie się!

Te biurokratyczne procedury KE są dla Polaków raczej obojętne, a ich ewentualne rezultaty były przez funkcjonariuszy PiS lekceważone, zanim w ogóle się pojawiły.

Polacy muszą sami uporządkować to, co wymaga uporządkowania w kraju. Nikt tego za nich nie zrobi.

Funkcjonariusze PiS żyją w świecie własnych urojeń. Np. w tej chwili wydaje im się, że wejdą do światowej ligi dzięki szczytowi NATO i kilku oficjalnym spotkaniom PAD-a z szefami najważniejszych mocarstw. Tak będą to komentować dziennikarze mediów publicznych, już zaczęli trenować. Lud to kupi. Na jakiś czas.

Jarosław realizuje świadomie zemstę na wszystkich. Jego motywacje są skutkiem zaburzeń osobowościowych, efektem osierocenia postrzeganego jako krzywda niezawiniona. UE może na Polsce przećwiczyć jakiś wariant dyscyplinujący, owszem. Właśnie dlatego, że w spółkach nie ma przyjaciół, są interesy, i nikt po nas płakał nie będzie. Jak po Grecji, która nakradła przecież sporo i żyła ponad stan.

Jego wyznawcy uważają, że w przypadku obecnej rewolucji/zamachu stanu siła idzie z mądrością. I że taka władza nie upadnie nigdy z powodu swojej słabości. Trzeba ją więc obalać przy pomocy obcych najemników i stosownej ideologii, np. z Brukseli. Skąd to wiedział np. taki Mieszko I, jeżeli szkół nie kończył? Z tych samych bajęd przy prasłowiańskim, plemiennym ognisku, z tego dymu kotłującego się pod powałą ziemianki, w której kołtun mieszkał, a widać go nie było.

*

Biblia zaś poucza, że słaby może wiele fortelem. Czyli: rozum przed siłą.

*

Prezydencki minister p. Krzysztof Szczerski powiedział wczoraj, że protesty uliczne, manifestacje i realizacja woli wyborców przez większość parlamentarną bez oglądania się na opinie mniejszości – to w demokracji rzecz naturalna, która prawidłowe funkcjonowanie demokracji potwierdza.
Brak zgody opozycji na politykę większości nie powinien jego zdaniem nikogo niepokoić. Jest po prostu fajnie. Nie ma żadnej dyktatury czy – bardziej elegancko – tyranii.

Trzeba mu wierzyć, skoro jest doktorem politologii, zatrudnionym przez doktora prawa. Jego wypowiedź uspokoiła mnie i na pewno uspokoiła tych niemieckopochodnych wrogów Polski w Brukseli.

Dostałem od polskiego filozofa pod choinkę książkę „Filozof i tyran” Christiana Delacampagne, francuskiego filozofa polityki. Podczytuję ją sobie i nic a nic mnie nie uspokajają jego ustalenia, że demokracja już w starożytnej Grecji przegrywała z populizmem i demagogami-tyranami, których lud akceptował.

Przypadek Sokratesa, któremu taki ład w demokracji nie podobał się bardzo, powinien być nauczką dla przezornych. Przypominam, że jego uczniowie skazali go na śmierć, bo miał inne zdanie na temat tyranii.

Tymczasem Europa to ok. 3000 lat demokracji, 2,5 tys. lat norm prawa rzymskiego i ok. 2000 lat etyki chrześcijańskiej, przynależnej do ok. 5000 lat kultury śródziemnomorskiej.

Co jest dla ciebie cenniejsze: odwet czy człowiek?

*

Nadal jest to samosąd i przemoc, nawet gdy przestajemy się dziwić. Wolę niedoskonałe państwo od doskonałego bezprawia.

Dlaczego normalni ludzie wciąż są w PiS? Jeżeli tacy tam naprawdę są? Ten i ów próbuje tak twierdzić, wskazując np. ministra Morawieckiego czy Streżyńską. Tego nie rozumiem, tzn. rozumiem, ale nieco inaczej. Ci ludzie chcą tę partię zmieniać od środka? To przecież nieprawdopodobne, żeby ktoś złożył wniosek w sprawie usunięcia z niej prezesa Kaczyńskiego, panny Pawłowiczówny czy np. p. Bruździńskiego, bo oni szkodzą swojej partii. A jeszcze bardziej nieprawdopodobne jest, żeby taki wniosek nie został uznany za wariacki.
W domu wariatów zdrowy jest nienormalny.

Np. taki minister Morawiecki: wygłasza w RM 27 lat po upadku PRL teksty, jakie w moim środowisku były solą myślenia o polityce już pod koniec lat 70. XX w.

Wolałbym, aby zamiast takich pytań retorycznych, jakie wygłasza, np.:
„Wystarczy popatrzeć choćby na prawo zamówień publicznych. W Hiszpanii w okresie budowy autostrad urosły trzy potężne, dzisiaj globalne już firmy budowlane. W Polsce w okresie budowy autostrad trzy najpotężniejsze firmy budowlane zbankrutowały. Coś tutaj jest nie tak„,
ten pan znał i podał odpowiedź, co jest nie tak i co on konkretnie zamierza z tym „coś” zrobić, aby było „tak”.
Ile firm budowlanych padło w Hiszpanii, aby mogły powstać te trzy globalne?

Łatwy temat. Zbyt łatwy.

*

Odruchy protestu Niemców wobec najazdu ludów z arabskiego południa na ich kraj i przekraczania przez nich granic norm cywilizacyjnych i etycznych (np. stosunek do kobiet) opisywane są przez tamtejsze środowiska polityczne i opiniotwórcze jako rozbudzanie stereotypów. Stereotypy te podobno drzemią wciąż na nizinach społecznych, a potwierdza to nieskuteczność modelu poprawności politycznej w sytuacji zagrożenia.

Rzeczywiście, hipokryzja dotychczas nie okazywała się nigdy cnotą i raczej nie ma szans na podstawienie innej rzeczy pod jakąś nazwę i nieodwracalną zmianę paradygmatu. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie pamiętał stare prawdy i rozumiał stare teksty.

Gdy już w ramach tego rozbudzania stereotypów (przez kogo?) Niemcy poradzą sobie z wybujałym seksualizmem imigrantów syryjskich etc. i zapędzą ich do roboty w niemieckich fabrykach, zaczną odwdzięczać się temu milionowi tamtejszych polskich imigrantów zarobkowych, którzy przez nikogo nie zachęcani i nie podburzani postanowili podokuczać poprawnym politycznie Niemcom w odwecie za II wojnę światową i za ten proszek do prania, który w Niemczech lepiej pachnie i lepiej pierze, choć nazywa się tak samo.

Co wtedy zrobi „dla Polski i Polaków” pan Waszczykowski i ci redaktorzy „tygodników opinii”, którzy skorzystali z okazji, aby trochę popouczać Niemców w ich wewnętrznych, niemieckich sprawach?

*

Pani Elżbieta Witek przestała być rzecznikiem rządu. Feminizm w odwrocie, czy co? A może nie zaliczyła egzaminu z żarliwości patriotycznej, pomimo że miała dostęp do książek o zbrodni katyńskiej, wydawanych już przed II wojną światową?

*

Nie zwracaj uwagi PiS-owi na jego krostę na nosie, bo przecież nie zwracałeś PO uwagi na jej krostę na dupie.

Taki teraz mamy przekaz w eterze i poza nim. To musi być uznawane za proporcjonalne, a jak nie, to jesteś za KOD-em i przeciwko Polsce.

*

Kiedy Władysław Gomułka ps. Wiesław w każdym swoim wystąpieniu obciążał Niemców o wszystko, co mu się nie udawało, Polska była zaledwie 15-20 lat po II wojnie, w której Niemcy pozabijali ok. 6 mln polskich obywateli i wyniszczyli nam kraj. To Polacy mogli zrozumieć, ale rozumieli też, że pojęcie „imperializm niemiecki” i inne epitety, nie tłumaczy wszystkich podłości, jakich po 1945 roku dopuszczali się wobec polskich obywateli polscy komuniści.
Obecna retoryka antyniemiecka, wywoływanie pogardliwych drwin z Niemców itp. w niczym nie ustępuje retoryce gomułkowskiej. Kaczyński jest alter ego tow. Wiesława i spycha nas, Polaków, do skansenu wczesnego PRL. Jego rozumienie polityki zatrzymało się na tamtych czasach i tamtych hasłach propagandowych.

*

Posłowie ugrupowań opozycyjnych przekonaliby mnie do siebie, gdyby wszyscy naraz złożyli mandaty poselskie i pozostawili pisowców w parlamencie samych. Taki akt niezgody wyborcy zrozumieliby na pewno, bo byłby zdecydowany i bezkompromisowy.

*

Szczyt lewackiej odwagi: naszczać na krzyż. Nie róbcie sobie jaj z krzyża, bo urazicie fundamentalistów, a oni napuszczą kiboli.

*

Nawykłem do reagowania bez czekania, aż ktoś zmądrzeje. Nie służy mi to, bo jestem w mniejszości. Milcząca większość ma nade mną przewagę.

*

Pan Andrzej Duda nie powinien być traktowany poważnie od chwili, gdy w trakcie swojej kampanii prezydenckiej powiedział o sobie, że zawsze był i będzie niezłomny. To świadczy o pewnych brakach umysłowych tego człowieka. Albo o tępej bezczelności w stylu Kurskiego, obecnie szefa telewizji rządowej. Kurski po odstawieniu od partyjnego cycka został doszczętnie zresocjalizowany i dawnych grzechów nie pamięta. Co najwyżej cudze.

*

Lud łatwowierny jest i leniwy. Pan prezydent jest tym cennym wyjątkiem, który potwierdza regułę, że lud wybiera najlepszych spośród siebie. Tym razem wyboru dokonał Naród.

*

Nie ganię tych, którzy wybierają wygodniejsze życie w innym kraju. To jest rozsądne.

Uciekinierzy z Bliskiego Wschodu wybierają to lepsze. Jeżeli chcemy ich powstrzymać przed wybieraniem Polski, trwajmy przy swoim.

*

Teoria państwa kapitalistycznego poddawana jest przez polskich narodowych socjalistów, zwanych też prawicą, krytyce socjalnej, głównie marsistowskiej.

Liberałowie zdają sobie sprawę z tego, że zło istnieje i trzeba je zwalczać dobrem. Tam, gdzie marksiści trafiają celnie w słabości liberalizmu, i gdzie to jest możliwe, liberałowie próbują te słabości usuwać, np. wprowadzając socjal. Zwykle przejściowo, jako wędkę. W tym żadnej sprzeczności nie ma. Jest racjonalne działanie.

Polska nie może jakoś pozbyć się feudalnych walonek i butów plecionych z łyka i przejść do fazy państwa burżuazyjno-kapitalistycznego, które tworzą wolni ludzie, niezależni od państwa, samodzielnie tworzący politykę. To jest kaszel po zaleczonej gruźlicy socjalizmu.

PiS wywołuje nawrót tej choroby. Powinni już wiedzieć, że sama industrializacja (idee rosyjskiego komunizmu) bez pojawienia się i zaspokojenia potrzeb duchowych i intelektualnych nie stworzy nowego, zadowolonego z siebie społeczeństwa, jak np. w Holandii czy Austrii. Ludzie oblężeni przez samych siebie zjadają własny ogon.

*

Kompromis jako „stała zmienna” to jest ten model, jaki zapewnia ludziom myślącym równowagę w dzisiejszej Polsce targanej przez „pijarowskie” wojny plemienne. Musi być jednak wzmacniany przez cierpliwość mrówki i pamięć słonia.

*

Po wprowadzeniu stanu wojennego prawdziwi artyści (czyt. profesjonalni i samodzielni) odmawiali występowania w reżimowej telewizji, niektórzy byli niemile widziani.
Ciekawe, kto teraz odmówi, a kto nie będzie mile widziany?

Z raportów IPN i innych źródeł

Rzecznik Praw Obywatelskich otrzyma mniej pieniędzy na działalność swojego urzędu. To nie ma, oczywiście, żadnego związku z jego krytycznymi wypowiedziami na temat uchwał i ustaw obecnego parlamentu.
Kiedy pracowałem w IPN, rząd SLD-PSL-UP po objęciu władzy zmniejszył znacznie budżet tej instytucji. Wyłącznie z powodu oszczędności, jak to powszechnie wiadomo.

Z portalu Prawa i Sprawiedliwości: „IPN stracił 20 milionów złotycyh – czyli jedną piątą budżetu przeznaczonego na wydatki. (…) Największe oburzenie wśród posłów opozycji wywołało obcięcie budżetu IPN-u. Szef tej instytucji profesor Leon Kieres, odnosząc się do projektu posłów, powiedział IAR, że zmniejszenie wydatków Instytutu znacznie utrudni jego pracę. Profesor Kieres zapewnił jednak, że po ewentualnych cięciach budżetu będzie robił wszystko, aby IPN pracował jak dotąd. Jego zdaniem argumenty sejmowej komisji za zmniejszeniem budżetu Instytutu są – jak to ujął – krótkowzroczne i niesprawiedliwe. Zdaniem Leona Kieresa ratowanie finansów publicznych nie powinno odbywać się kosztem Instytutu Pamięci Narodowej” – http://www.warszawa.pis.org.pl/article.php?id=2192.

*

Ordynariusz włocławski Wiesław Mering to patriota, prawdziwy Polak, żywo zainteresowany sprawami swojego kraju i narodu, angażujący się w jego sprawy codzienne, otwarty na współpracę z legalnymi instytucjami państwa, stojącymi na straży porządku i prawdy. Jest teraz moda na ten typ zaangażowanego patriotyzmu, czego przykładem jest np. poseł Piotrowski czy Pietrowicz, świetny mówca sejmowy.

Jego, Meringa, zwierzchnikiem był przez lata znany w Gnieźnie i doceniany TW Henryk, u którego pobierał nauki w Pelplinie. – http://www.rp.pl/artykul/130761-Biskup-wloclawski-w-aktach-IPN.html#ap-1

Sylwa noworoczna

Lada dzień bardziej obciążająca od współpracy z SB i PZPR stanie się współpraca z KOR czy KPN albo nawet z Komisją Krajową „Solidarności” – organizacjami, w których Kaczyńscy nie pełnili wtedy, w czasach ZOMO, żadnej roli albo pełnili marginesową.

Nowe podręczniki piszą już autorzy „Wprost”, korzystając ze źródeł dostarczonych im przez wiewiórki, na których pomoc powoływał się nie raz Urban.

*

Przeczytałem gdzieś, że na audiencje z Papieżem Franciszkiem przychodzi coraz mniej ludzi. To dobra wiadomość. Jeżeli papież myśli tak samo, jak zwykli ludzie, to na te spotkania chodzą ci niezwykli, którzy stwierdzają, że wciąż ich ubywa.

*

W necie nastała moda na memy z byłym prezydentem Kwaśniewskim w roli rozkosznego miłośnika trunków. Ludzie w Polsce mają dużo sympatii i tolerancji dla pijaczków. Memy są nowoczesnym sposobem na okazywanie tej sympatii.

Zresztą, tego typu podatność była najwyraźniej tą cechą charakterystyczną Olka, która go wyróżniała. Szczeniaczki z próbkami różnych wysokoprocentowych gatunkowych mazideł i pachnideł, które kupowano do pałacu w pewnych zauważalnych ilościach za czasów Lecha Kaczyńskiego nie wzbudziły aż takiego uznania Polaków.

*

Zdrady trzeba wybaczać, gdy pojawia się chemia do lepszych stosunków.

(To o czarno-białej praktyce politycznej w Polsce.)

*

Służby mundurowe nie będą wspierać WOŚP. Podobno z powodów oszczędnościowych.
Ile wydadzą na asysty przy miesięcznicach smoleńskich? A na obsługę światowego zjazdu młodzieży?

*

Jeżeli ma się podejrzenie graniczące z pewnością, że narzeczony przyjaciółki jest pederastą, można się dla przyjaciółki poświęcić i sprawdzić chłopaka osobiście.

*

Moje wielorasowe koty, jeden rasy czarnej, drugi brązowo-żółtej, a trzeci białej z czarnymi dodatkami, po raz pierwszy w życiu zobaczyły śnieg. Trochę były onieśmielone.

*

Polacy w 80 proc. popierają OZE. To jest postawa sprzeczna z  interesem Polski. Pod warunkiem, że nie są to wiercenia geotermalne Ojca Dyrektora.

*

Daniel Passent nt. „unarodowienia” mediów publicznych: „Wolno im, niech robią”.

Seweryn Blumsztajn: „Ale kto to będzie oglądał”.

*

Kolega pyta, co się dzieje teraz w Gnieźnie.

Odpowiadam: o ile mi wiadomo, a dawno mnie tam nie było, obecnie miasto Gniezno zmienia swoje oblicze.

Np. wprowadza dalsze ograniczenia i utrudnienia dla mieszkańców poruszających się po mieście samochodami, a także zamierza zbudować halę sportową, bo tego właśnie chcą mieszkańcy.

Oczywiście, wszyscy mieszkańcy Miasta Królewskiego Gniezna Pierwszej Stolicy Polski po „królewsku” przygotowują się do obchodów kolejnej rocznicy, która ostatecznie i po wsze czasy przypieczętuje jego wyjątkowość.

*

Tow. Gliński myśli, że do Teatru Starego w starym Krakowie najlepiej będzie pasował stary, były aktor.

*

Paweł Kukiz i PiS powtarzają, że media publiczne mają być narodowe. Jako argument przytaczają fakt, że 80 procent gazet lokalnych i regionalnych w Polsce należy do wydawców niemieckich. To prawda, polskie gazety są głównie w rękach niemieckich. Kiedy Fibak sprzedawał PNP „Gazetę Poznańską”, byłem tam na etacie. Przestałem, bo nie akceptowałem niemieckich porządków zaprowadzanych rękoma polskiego kierownictwa. Niemcy, Norwegowie, Anglicy skupowali od polskich właścicieli prywatne gazety lokalne. Płacili i brali. Jak tysiące innych firm.
W jaki sposób PiS i Kukiz chcieliby to teraz zmienić. Tego nie wiedzą.

*

Funkcjonariuszom PiS nie przychodzi do głowy, że krytykowanie tej partii i jej programu oraz jej stylu politycznego raczej potwierdza niezależność mediów publicznych, a nie jej przeczy.

Z badań publikowanych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji wynika, że „45 proc. badanych osób uważa polskie media za wystarczająco pluralistyczne. Wśród powodów braku pluralizmu najczęściej wymieniana jest duża kontrola mediów przez polityków i reklamodawców, pogoń za plotkami i sensacją oraz brak niezależności dziennikarzy”.

*

Z całego szkieletu moralnego pozostało jedno ziobro.

*

Żeby starczyło nam na 500+, trzeba będzie pożyczać. Jak za czasów SLD, PiS, PO. Albo sprzedawać srebrne zastawy, jak za czasów SLD-PSL-AWS-UW.

*

Można spierać się z człowiekiem niemiłym, byle dyskusja na tym nie ucierpiała.

*

Wspomaganie WOŚP to jest działalność antypaństwowa, a popieranie WOŚP to jest zdrada interesów narodowych.

*

Nie może być zgody na anarchię, czyli brak szacunku dla czegokolwiek i kogokolwiek. Rządy siły przed prawem. Na to nie można pozwalać nikomu. Nawet swoim.
W końcu dostrzegła to nawet Jadwiga Staniszkis.

*

Mój niezłomny podziw dla prezydenta (14)

Przed oczami migają mi różne filmiki z różnych telewizji, także publicznej, która uwzięła się na PiS.

Prezydent Polski kroczy niezłomnie z żoną w procesji z okazji Święta Trzech Króli, oddając cześć Panu Najwyższemu. W tym samym czasie osoba prywatna, poseł i szef polskiej partii narodowo-socjalistycznej spotyka się w ustronnym miejscu z wysłannikiem prezydenta Rosji i omawia z nim jakieś sprawy w imieniu Rzeczypospolitej Polski.

W telewizji mówią nawet, co Polak i Węgier – bratanki dwa, jedli na swoim prywatnym spotkaniu w agroturystyce: żurek i pstrąga. Ale żaden z tych hejterskich (hejkerskich) pismaków nie wie, czy rozmowa była o żurku czy o wyższości karpia nad innymi rybami. Oba narody lubują się w karpiu. Śledzia jakiegoś tam nie było?

I nikt nie wie, dlaczego premier Węgier spotyka się w przeddzień wizyty premiera Anglii w swoim kraju z jakimś szeregowym parlamentarzystą z Polski. Co więcej, nikt nie ma zamiaru o tych sprawach poinformować obywateli, którzy muszą się wszystkiego domyślać, bo tym razem –  raczej – nikt niczego nie nagrywał na jakąś stunożną czarną skrzynkę. Oryginały czarnych skrzynek ciągle są w Moskwie, gdzie grają nimi Rosjanie, tańcząc słowiańskiego chopoka.

W tym samym czasie rząd polski podpisuje umowę z Rosją na dostawy ropy na 3 lata po 37 USD za baryłkę, dzięki czemu Polska pomaga Rosji w wychodzeniu z kryzysu. Polska zapowiada też zgodę na transport do Niemiec płynnego czarnego złota rurociągami przez nasze terytorium. Czy to jest cena za wrak i nagrania z katastrofy? Zapewne.

Odrobinę wcześniej amerykański Kongres znosi (18 grudnia) obowiązujący od lat 70-tych XX w. zakaz eksportu ropy poza strefę wolnego handlu z USA, a z Zatoki Meksykańskiej na początku nowego roku wypływa pierwszy statek z ropą dla Europy. Fachowcy twierdzą, że ta decyzja kongresu może wpłynąć na trwałe obniżenie cen ropy (32 USD lub jeszcze niżej).

Takie rzeczy tylko w Rosji!!!

Mój niezłomny podziw dla prezydenta (13)

PAD podpisze też ustawę budżetową, z powodu której pogięło w sejmie Pawła Kukiza. Kukiza pogięło już w momencie zbliżenia z Partią, kiedy naród wszedł mu w miejsce przeznaczone na mózg. Kukiz dopuścił się zdrady interesów narodowych, twierdząc w sejmie, że budżet państwa powinien maleć, a nie rosnąć i że Partia naród zadłuży jeszcze bardziej niż anty-Partia. Zapewne wstrzyma się od głosu, aby nie głosować w sprawie budżetu tak samo jak ci, którzy stali tam, gdzie ZOMO, i po których trzeba Polskę naprawiać.

http://perepele.pl/article/ojniezlomnypodziwdlaprezydenta13/2484

Asertywność w praktyce czyli przemoc

Obecne spory i konflikty, nie tylko polskie, są następstwem usunięcia modułu kontrkulturowej tolerancji i zastąpienia go ponowoczesną asertywnością. Tę zamianę przeprowadzili liderzy rewolucji kontrkulturowej. Dlaczego?

Aby nie dopuścić barbarzyńskich następców do kolejnej rewolucji w imię tych samych wartości. Wyrzekli się swoich wartości, aby je ochronić przed ewolucją, modyfikacją, zatrzymać czas i zmumifikować dawną spontaniczną radość tworzenia w muzeum historii, w książkach i wspomnieniach, w sztuce, architekturze.

Asertywność wymyślili jako usprawiedliwienie dla potrzeby agresji, jaką w sobie zaczęli odczuwać, gdy ideał tolerancji zaczął być używany przeciwko żądaniom tolerancji.

Każdy więc ma prawo do wypowiadania wszystkiego, bez jakichkolwiek konsekwencji. Każdy pogląd jest prawdziwy. Aby taką postawę i uzurpację zwalczać, a zarazem zachowywać się tolerancyjnie, wymyślono asertywność. Asertywność stosowana to po prostu przemoc, wojna. Taka drobna zmiana pojęć.

*

Linia i okrąg ilustrują one dwa porządki czasowe nakładające się na nasze życie.

Pierwszy towarzyszy nieustannym zmaganiom się ze światem i z samym sobą. To nasze nieustanne wybory między dobrem a złem, miedzy prawdą a kłamstwem, między sumieniem a doraźną racją.
Jednako towarzyszy rozpaczy, jak i nadziei, naszym homeryckim bojom o własną tożsamość i własne miejsce na ziemi.
Ot, i wszystko – bieg w nieznane i poszukiwanie sensu, który nie zawsze zdaje się być uchwytny.
I drugi porządek – okrąg. Swą powtarzalnością niewidocznie wkrada się w naszą ziemską wędrówkę. To czas agrarny, cykliczny – powolny, ale nigdy nie zwalniający. (…)” – napisał pewien rozpoetyzowany polonista, z intencją bożonarodzeniową.

Jak zrozumiałem, linia i okrąg mają symbolizować w tym tekście hipotezy na temat naszych, ludzkich wyobrażeń czasu i ruchu.
Dwa modele: liniowy oraz kolisty. Są też inne modele, które stosowane są w różnych okolicznościach. Autor odnosi się – ogólnie – do życia ludzkiego. Jego refleksja tego dotyczy.

Jako podstawową strukturę czasu przyjmuje się – np. przy modelowaniu procesów ekonomicznych czy technologicznych – czas punktowy (jedno zdarzenie, np. jeden cykl wdech-wydech). Zasadniczo w ontologii czasu przyjąć można jako jednostki podstawowe albo punkty czasu albo przedziały (interwały) czasu, albo oba rodzaje jednostek traktowane na równi (geometria euklidesowa). To są kwestie umowne, jeżeli nie odnoszą się do realnie istniejącej przestrzeni.

W modelu liniowym nie możemy wyznaczyć ani kierunku, ani też początku i końca cyklu (interwału), linia jest bowiem modelem nieskończoności absolutnej, w której pojęcie czasu jest nieliniowe i nie ma kierunku. Innymi słowy, model liniowy wyklucza czas w rozumieniu potocznym, mierzonym zegarkiem. Analiza tego modelu prowadzi do wniosku, że czas nie istnieje („stoi w miejscu”). Ten trudny do pojęcia problem rozwiązujemy sobie czasoprzestrzenią. Ostatnio – mnogością czasoprzestrzeni, co jest jeszcze trudniejsze do wyobrażenia.

Zapewne z tego m.in. powodu w religiach i kulturach szeroko pojmowanego Wschodu, znacznie starszych i bardziej doświadczonych, ceniących prostotę myśli, istnienie obrazuje się najczęściej za pomocą modelu kolistego. To jest najłatwiejsze do wyobrażenia i interpretacji.

W hinduizmie takie wyobrażenie dominuje i ma określone konsekwencje. M.in. wyprowadzono z niego zasadę reinkarnacji, powrotu, bowiem z kręgu (po przebyciu całego cyklu) nie można zniknąć. Zmienia się postać bytu, ale byt nie znika. Trwają nieustanne dyskusje, co dzieje się ze świadomością z chwilą przemiany w inną postać bytu. Świadomość nie przeskakuje bowiem „z pchły na psa”. Znika. My tutaj uważamy, że w postaci duszy wędruje do nieba.

Chrześcijanie, inne ludy Pisma, wyobrażają sobie istnienie jako interwał, odcinek linii, której nadano kierunek: 0+~. Powiedzmy: od stworzenia do… („w prawo” do wieczności). Linia startująca od wartości „0” daje półprostą, a najprawdopodobniej tylko odcinek. Tak więć pojawia się „boski plan” poprzedzający istnienie. Półprosta jest niemierzalna, a odcinki mierzalne są tylko umownie, poprzez wprowadzenie umownych jednostek, które sobie wyobraziliśmy.

Z tego wyobrażenia fizyka teoretyczna wyprowadza swoje przypuszczenia odnośnie modelu od tzw. wielkiego wybuchu do tzw. wielkiego collapsu. Ten proces i tak zdaniem fizyków zmierza do cykliczności. Za każdym razem inaczej i przy innej dawce energii (energia gdzieś „ucieka”).

Chciałbym, aby ten polonista wytłumaczył mi, co napisał w tym swoim tekście, ale to się nie przydarzy. Proste równoległe nie przecinają się w żadnym punkcie.

 

Fantazje adwentowe

To fantazja, ale wyobraźmy sobie, że wszyscy posłowie opozycji składają mandaty i nikt nie chce wejść na ich miejsce. Czy taki niepełny sejm mógłby działać? Ludziom by się to raczej nie podobało.

Doszłoby jednak do jakichś wyborów uzupełniających, w których PiS uzyskałby większość. No, to też trzeba sobie wyobrazić! Ci znawcy konstytucji każdy paradoks są w stanie uznać za prawo naturalne.
To pytanie stawiam w kontekście informacji, że 49,4% badanych w tej sprawie przez IBRIS poparłoby przeprowadzenie przedterminowych wyborów parlamentarnych w Polsce. No, to niech popierają! W mediach, na wiecach, manifestacjach, z ambon. Niech zaśpiewają w kościołach „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!”. Dopiero co ta wersja przestała być używana podczas mszy świętych.

*

Wyobraźmy sobie też powrót „wykształciuchów” pod skrzydła proboszczów i wikariuszy zindoktrynowanych przez kościoły toruński i łagiewnicki oraz przez natankowski. To by dopiero była rewolucja!!! Egzorcyści mieliby ręce pełne roboty, nie nadążaliby po stachanowsku.

*

Piszą w onecie, że „Szefowa rządu podkreśliła, że trzeba „uspokoić i uporządkować” sytuację wokół Trybunału Konstytucyjnego. Dlatego właśnie Prawo i Sprawiedliwość przedstawiła projekt zmian w ustawie. Szydło przypomniała też, że posłowie jej klubu zadeklarowali, że ich wolą jest, by podczas prac nad tą ustawą, współpracować także z posłami opozycji. – Pewne uwagi posłów opozycji zresztą zostały uwzględnione. Mówiłam, że to będzie test dla opozycji (…)„.
Takiego cynizmu, obłudy i przewrotności nawet „satyryk” Pietrzak z „literatem” Wolskim by nie wymyślili.
StraSzydło wzmacnia to tonacją swojego głosu i wymową bez intonacji. Głosem robota, który zawziął się, żeby to wszystko jakoś przetrwać.

To mnie osłabia. Nie da się jednocześnie oglądać brzydkiej kobiety i jej słuchać.

*

Myślę, że grupa muzyczna Pectus, której melodii żadnej nie nucę przy zmywaniu naczyń, po odegraniu kolęd przed PAD-em zrobi oszałamiającą karierę koncertując w kościołach. I na miesiącznicach.

*

Opłatek sejmowy. Panna posłanka Pawłowiczówna spożywa go z keczapem, wachlując go od smoga.

*

To, co wkładałem zawsze do koperty, gdy przychodził ksiądz z kolędą, tym razem dostanie WOŚP.

Po Nowym Roku serduszko przyklejone do płaszcza będzie ważniejsze od KOD-owego neo-opornika.

*

Paweł Kukiz i jego nowa piosenka:

Zapraszamy już dzisiaj do dołączenia do naszego ruchu społecznego zapisując się do Stowarzyszenia na rzecz nowej Konstytucji „Kukiz’15”.
Nieważne jakim jesteś człowiekiem.
Bez znaczenia jest Twój światopogląd, wiara czy status społeczny.
Jeśli tak jak my chcesz żyć w demokratycznym, bezpiecznym i bogatym kraju to serdecznie zapraszamy do naszego Stowarzyszenia.
Razem zmienimy Polskę!„.

Nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z durnia kukizera.

*

Trzeba odróżniać ustawę od ustawki, jeżeli z kibola zostało się posłem.

*

Oto „Moje typy” wg metody znanej z felietonu Stefana Kisielewskiego z „Tygodnika Powszechnego” z 2 grudnia 1984 roku:

Piotr Gliński,
Andrzej Duda,
Stanisław Pięta,
Małgorzata Wassermann,
Marta Kaczyńska…

To są moje typy dzisiejsze, o wcześniejszych już pisałem.

*

Bonum ex malo non fit – Seneka powiedział.

Niech się rodzi! Duch tchnie kędy chce.

Mój niezłomny podziw dla prezydenta (12)

http://perepele.pl/article/ojniezlomnypodziwdlaprezydenta12/2465

Mój niezłomny podziw dla prezydenta ostatnio zaczął słabnąć. PAD nie odwiedził żadnego światowego mocarstwa, z wyjątkiem Radia Maria Zimna, wykazywał się jakąś stanowczą niechęcią do zaprzysięgania sędziów trybunalskich. Raz zaprzysięgał, a innym razem nie chciał. Wydawało się, że spoczywa na laurach.

Dopiero jego pobyty i pełne patosu niezłomne oracje w Gdańsku i Szczecinie usposobiły mnie do PAD-a na odpowiednim poziomie. Uważając brak dekomunizacji w Polsce za jej poważną wadę, jestem za tym, aby PAD zarządził tę dekomunizację i uwolnił Polaków dzisiejszych od tego wstydu, w jaki wprowadziła ich III RP.

Dekomunizacja najbardziej spodobałaby się Prezesowi i jego czołowym drużynnikom pokroju Jasińskich.

Pierwsza kadrowa pisowska ze stalinowskim nalotem

PiS likwiduje konkursy na stanowiska w służbie cywilnej, czyli na te, które z powodów merytorycznych zwykle były nienaruszalne po kolejnych wyborach, bo ktoś musiał znać się na rzeczy, żeby rządzić krajem i nie narażać się za każdym razem na śmieszność albo stertę odwołań z „terenu”.
Cywilizacyjny krok wstecz, w stronę nomenklatury. Ale równocześnie praktyczne i rewolucyjne zarazem rozwiązanie, które zatwierdza stan faktyczny i likwiduje fikcję konkursów. Większość konkursów w Polsce, od gmin po ministerstwa, zawsze była robiona na pokaz.
 
Z punktu widzenia administracji rządowej może zawalić się system, w którym realna władza i realna wiedza spoczywała w rękach średniego szczebla ministerialnego, który wykonuje całą robotę za ministrów. Ministrowie rządów po 1989 roku „ratowali się” przed władzą dyrektorów departamentów za pomocą powoływania tzw. gabinetów politycznych, ale ludzie w tych gabinetach też niewiele wiedzieli i potrafili.
W rezultacie zarządzenia i instrukcje, na których opiera się funkcjonowanie administracji od gór do morza, i tak tworzy żelazna kadra urzędnicza, według własnego uznania i doświadczenia. To jest rzeczywisty przetrwalnik PRL, którego do tej pory nikt nie potrafił (i nie bardzo chciał) usunąć.
Być może PiS wie, że zastąpienie tych tysięcy ludzi nowymi oznacza realną rewolucję? Jeżeli robi się rewolucję, to trzeba niemal wszystko zaczynać od nowa, a Lenin twierdził przecież, że najważniejsze są  kadry. Już tutaj pisałem o nowej nomenklaturze.
————————————————-

Hasło „kadry decydują o wszystkim” – to właśnie stalinowski, bolszewicki stosunek do członka partii, do bezpartyjnego, do człowieka w ogóle. Źródłem wspaniałych zwycięstw partii Lenina i Stalina jest właśnie umiejętność wysuwania nowych kierowniczych kadr, umiejętność czerpania coraz to nowych kadr kierowniczych spośród mas pracujących, umiejętność wychowywania kadr, podnoszenia ich poziomu ideologicznego, umiejętność rozstawiania odpowiednich ludzi na odpowiednich stanowiskach.

„Hasło <<kadry decydują o wszystkim>> – mówi Stalin – wymaga, aby nasi kierownicy wykazywali jak najtroskliwszy stosunek do naszych pracowników, <<małych>> i <<wielkich>>, bez względu na to, w jakiej dziedzinie pracują, troskliwie ich wychowywali, pomagali im, gdy potrzebna im jest pomoc, zachęcali ich, gdy wykazują pierwsze sukcesy, wysuwali ich naprzód itd.” (J. Stalin. „Zagadnienia leninizmu”, wyd. „Książka i Wiedza” 1949 r., str. 493)

Jakże pouczająca dla każdego członka partii jest ta głęboka troska o człowieka.

(Franciszek Jóźwiak – „O stalinowską linię w polityce kadr” – „Nowe drogi”, Organ KC PZPR nr 6(18), rok III, listopad-grudzień 1949, str. 159-175 – http://komsomol.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=418:franciszek-jowiak-qo-stalinowsk-lini-w-polityce-kadrq&catid=25:ideolmarlen&Itemid=37)
—————————————————————–
Innymi słowy, stare rodziny warszawskie, z korzeniami w PRL, pójdą w odstawkę. Oczywiście, tylko te związane z PO, a te, które mają stare pezetpeerowskie plecy i tak zostaną. Potrafią dogadywać się z każdym, jak mało kto.
Jeżeli to się uda, to będzie prawdziwa rewolucja, zamach stanu. I nie ma co udawać niewiniątek przed jakąś Komisją Europejską.
*
Niedługo po wyborach „wieszczyłem”, jak jaki Jackowski z Człuchowa, że narodowcy porzucą Kukiz’15.
No, i wywieszczyłem – założyli swój klub poselski. Za chwilę przejdą do PiS. Tego też byłem pewny. Już przed wyborami prezydenckimi.

Rozliczyć te złodziejskie transakcje!!!

Typologia Polaków wg sortów polskiego czarnego złota:

Prima Sort: Pan Prezes Jarosław.
Extra sort: Andrzej Duda z rodziną.
I sort: głosowali na PiS.
Gorsze sorty:
II sort: głosowali na inne partie, niż PiS, ale nie na PO i .N,
III sort: nie głosowali,
Miał/muł pozagatunkowy: głosowali na PO i .N.

*

Jeszcze o węglu. Piszę to jako obywatel II sortu, który liczył na uczciwość Kukiza.

Różne okołopisowe czasopisma już rozliczają te „złodziejskie” transakcje sprzedaży państwowych firm „złodziejskiemu” kapitałowi. Przykładem sztandarowym ma być sprzedaż Ciechu firmie Kulczyka.

Ilustruje się ten typ transakcji takim oto modelem: spółka poszła za 60 mln (np. 40 proc. jej udziałów, ale o tym się milczy, bo wyszłoby, że państwo wciąż ma przewagę właścicielską), podczas gdy jej zasoby finansowe w obrocie wynosiły 70 mln, a wycena księgowa „aż” 150 mln. Nikt „nie chce” jakoś zauważyć, że te 40 proc. tego czegoś to jest akurat odzwierciedlenie tej wyceny księgowej, ale nie aktualnej rynkowej (akcje od pół roku w dół). Całe ryzyko bierze na siebie inwestor, ale zarządzają nadal partyjni prezesi i dyrektorzy, bo państwo ma pakiet większościowy.

Krytycy używają pojęcia „pieniądze obrotowe” jako argumentu na przekręt? W obrocie mogą być nawet dużo większe pieniądze, a kasa tej firmy i tak jest pusta. Utrata płynności nie jest pochodną kasy „w obrocie”. Kto prowadził swoją firmę, ten to wie i nie teoretyzuje na krawędzi gospodarki i propagandy.

Aby nie uprawiać propagandy, należałoby najpierw opublikować bilans tej spółki na dzień transakcji, i od tego zacząć dyskusję, czy to było racjonalne czy nie.

I sprawdzić koniecznie, czy kasa za te udziały poszła na inwestycje rozwojowe, czy na wynagrodzenia, nagrody, remont biurowca, promocję itp.

Dla przykładu: czy te hałdy wydobytego węgla, które pokazywane są w tv, to jest zysk czy strata?
Jeżeli zmusimy państwową elektrownię do zakupu tego węgla za dotacje z budżetu państwa, to nastąpi obrót węglem czy pieniądzem? A może tylko obrót kontami budżetowymi?

Niech kopalnia spróbuje obrócić tym węglem na giełdzie w Rotterdamie, skoro to jest taki zhałdowany prawdziwy pieniądz, to zobaczymy, kiedy ludzie umrą ze śmiechu.

Podobnie zachowują się radni w samorządach. Stoi sobie jakiś zrujnowany budynek, który dla podwyższenia zdolności kredytowej gminy czy powiatu wyceniono na maksymalnego maksa, i bez przerwy wystawiany jest na sprzedaż powyżej jego ceny rynkowej.
Radni nie godzą się na jego sprzedaż na licytacji, bo przecież jest wyceniony na miliony, a ktoś by mógł go chcieć kupić taniej. Budynek stoi i niszczeje, nawet podatku od nieruchomości nikt za niego nie płaci, a cenę ciągle ma wywindowaną na miliony.
Gdyby go sprzedać drogą licytacji, ustawa o zamówieniach publicznych by nie ucierpiała, ktoś by taki budynek postawił na nogi i płaciłby do tegoż samorządu podatek.

Radni działają jednak jak obecny minister rolnictwa, który postanowił, że nawet piędzi polskiej ziemi nikomu nie sprzeda, także polskim rolnikom o pozostałych – jurgieltniczych – obywatelach nie wspominając.