Wdowi grosz po Kiszczaku

PiS obiecał sprowadzić wrak tupolewa ze Smoleńska i oryginalne dokumenty z czarnymi skrzynkami z Moskwy. Na razie droga do Moskwy jest zablokowana dla polskich tirów i nie ma tego czym przywieźć.

Żeby nie wyszło, że rząd PiS jest nieudolny, uzyskano papiery od pani dr Kiszczakowej, pozostawione przez niezdegradowanego generała Kiszczaka na tzw. wdowi grosz, aby w potrzebie sprzedała PiS-owi Wałęsę (i Passenta), który jest pierwszym winnym i odpowiedzialnym za Polskę w ruinie.

Pani dr Kiszczakowa powiedziała, że to jej mąż zlikwidował komunę, bo był wielkim patriotą i bohaterem.

Tę wiadomość opublikował, kto żyw, bo taka jest teraz „polityka historyczna”, której patronuje niezłomnie PAD, czyli Ken, za pomocą IPN.

Powtórka z ‚uczty bogów’

Lech Wałęsa został wykorzystany, zdradzony i porzucony przez polskie elity. Nie ma kto go obronić przed atakami motłochu.

Odzywają się ludzie Solidarności, ale oni mają czego bronić, bronią swojej historii, która bez Wałęsy stałaby się opowieścią Gwiazdy czy Morawieckiego o tym, jak to się stało, że bali się własnego cienia. Nikt jednak nie powiedział jeszcze, jak Michnik o Jaruzelskim: Odpierdolcie się od Wałęsy. Wszakże elity nie mogą używać tak pospolitego języka, to niepoprawne, nieeleganckie, robociarskie.

Tradycyjnie elity to ludzie wykształceni i mający wpływ na kształtowanie rzeczywistości, a więc i na życie innych ludzi.
Kto, jak kto, ale kościół poprzez religię ma wpływ ogromny. Z konopi rosnących pod cmentarnym murem wyskoczył Głódź z apelem do Wałęsy, aby się pokajał.

To ja mam prośbę do Głodzia: niechże zaapeluje do księży, aby wyspowiadali się przed ludem bożym ze swojej współpracy z SB i PZPR, która zaowocowała restytucją mienia kościelnego po 1989 roku i handelkami z kundelkami. Niech dadzą przykład, jak należy się kajać. 

Jeżeli poprzez „wprowadzenie” demokracji arystokracją staje się lud, a czasem i motłoch, to i motłoch, jako władzę, trzeba zaliczać do elit wywierających wpływ na codzienność pozostałych.
Gdy spojrzymy na lata 1970-1990, to jasno zobaczymy, że na plecach takich straceńców, jak Wałęsa, zagubionych i nieporadnych, podatnych więc na wpływ i manipulację, wypłynęły z cienia na światło całe stada ludzkie. To Nowa Arystokracja, która dzisiaj (od 20 lat) nie potrafi znaleźć kontrargumentów na „narracje” Gwiazdów i Kaczyńskich oraz na otwarte propozycje pisania najnowszej historii Polski na nowo, na przewartościowanie powszechnego paradygmatu społecznego. Co drugi to z chłopa król ustrojony w pawi ogon, uważający siebie za karmazyna.  

Nowe elity niosą sztandary rewolucyjnej zemsty, nazywanej dla niepoznaki Dobrą Zmianą. Sieją terror licząc na bezkarność.
Ubrudzeni opluwają brudnych, a  czyści chowają się po herbertowsku po kątach, aby i ich nie opluto. Rząd dusz przechwytują bezduszni, zimni komsomolcy, jak Cenckiewicz, któremu jest obojętne, ilu takich Wałęsów utopi w swojej papierowej gnojówce. Byle zapewniało mu to karierę „naukowca” i stały dopływ adrenaliny. A może i powodzenie u pań z towarzystwa różańcowego?
Na potwierdzenie takiego mechanizmu polecam lekturę „Zostało z uczty bogów” Igora Neverly’ego? Tego socrealisty od „Pamiątki z celulozy”. Właśnie tego. Może temu czy owemu mołojcowi starczy wyobraźni, zrozumie i wystraszy się powtórki z uczty bogów?

Lech Wałęsa i szczury Kiszczaka

Mam swoją opozycyjną kartę, z którą się zanadto nie obnoszę. Mam też epizod pracy w IPN, którego powołanie miało sens, dopóki ta instytucja miała gromadzić dokumenty (ich resztkę) i oddzielać ziarno od plew (do mojego odejścia z IPN przyczyniły się pospołu SLD, obniżając o 40 mln dotację dla instytutu, i „Solidarność” w osobie pewnego jej radykalnego i „nawiedzonego” religijnie działacza).

Nie policzę, ile już razy w tym polskim „sporze o Wałęsę” stawałem po stronie byłego przewodniczącego i prezydenta. W zbiorze wierszy „wiersze z mułu z pyłu z powietrza” z roku 2010 – http://jerzy-kalwak.blog.onet.pl/?page_id=877, który w całości poświęcony jest polskiej wojnie domowej i pleonazmom zasłyszanym i przeczytanym w tamtym czasie, opublikowałem ten tekst:

***

lech wałęsa

podpada

pod obydwa postulaty ustawodawcy

bez żadnych ograniczeń

lepiej żeby jego osobista wersja

jego osobistej biografii

była analizowana przed sądem

niż przed samosądem

mówią i piszą

że całe to obalenie komuny

było zgodne z interesami usa

taki wielki pic na wodę

zrealizowany przez esbe rękoma wałęsy

i że był agentem esbe a nie usa

a z tego wynika

że esbe wymanewrowała i wykorzystała usa

i papieża-polaka i nas wszystkich

i jego też

to jest jedna wielka klęska i oszustwo

 

(proszę sobie kilka razy to przeczytać

i sprawdzić czy tak właśnie pani/pan myśli

wszyscy którzy tak właśnie myślą mówią piszą

to skończeni durnie skończony dureń to coś więcej

niż dureń zwykły jest durniem doskonałym)

————————–
Cóż mogę dzisiaj do tych słów dodać? Rozgoryczenie, że IPN współpracuje przeciwko Wałęsie ze stalinowskimi agentami, jak Kiszczak, co całkowicie usprawiedliwia Wałęsę jako tego, który swego czasu pozbył się Kaczyńskich i Gwiazdów ze swojego otoczenia.
To wygląda mniej więcej tak, jakby wdowa po szefie KGB zatelefonowała do IPN z propozycją: Mam w piwnicy około dwudziestu kilometrów akt o Wałęsie i innych waszych ludziach, ile mi zapłacicie?
Podzielam punkt widzenia senatora Mieczysława Augustyna z Piły, który w TV Polsat uznał, że działanie PiS w sprawie Wałęsy i obalenia jego legendy, która jest zarazem mitem zwycięstwa Polaków i „Solidarności” nad komunizmem, zmierza do zastąpienia legendy jednego Lecha legendą drugiego Lecha – Kaczyńskiego. Taka jest ta „polityka historyczna„, o której tyle opowiada dyplomowany ćwierćinteligent PAD i jemu podobni.
Szczury zostały wypuszczone ze skrytki Kiszczaka, jak to określił Rulewski. Rolę szczurołapa pełni IPN, wabiąc je melodiami granymi na ruskiej harmoszce. PiS przy pomocy tej państwowej instytucji już nie tylko odwraca i zmienia znaczenia słów. Odwraca znaczenie faktów.

Te „dokumenty” wyciągnięte z pawlacza przez dr Kiszczakową, poetkę i wykładowczynię akademicką, modelową czerwoną cwaniarę bez żadnych zahamowań i z poczuciem krzywdy dziejowej, opisują co najwyżej, w jaki sposób działał Kiszczak i jego gończe psy.

Pokazały też, czym stał się IPN w rękach bezideowych absolwentów przeróżnych uniwersytetów, w których nauczycielami było wiele takich doktor Kiszczakowych. (Zosia, Kasia, Wacek, Kaziu porobili w końcu te doktoraty z czegoś, z prawa pracy albo czegoś podobnego, chyba ze związków zawodowych…, to im pomogłem i pracują na uczelni – chwali się generał generałowi przy gruzińskim koniaku.) IPN mógłby być od nich mądrzejszy, gdyby nie został upartyjniony przez trzeci sort Polaków. Polaków, niestety.

 

***

 

Odwaga staniała. „Sprawcy” tego tysiącznego ataku na Lecha Wałęsę powinni wreszcie zauważyć, że wykorzystują instytucje, do których dostęp zapewnia im wolne państwo za pieniądze należące do wszystkich obywateli.
Jeżeli wykorzystując swój dostęp do tych instytucji, wolny i nieskrępowany niezależnie od ich poglądów i preferencji politycznych, w jakimś stopniu tej Polsce szkodzą, to to jest nieuczciwe i nieodpowiedzialne.
Nie idzie już o poczucie krzywdy u tych, którzy to wolne państwo dla nich wywalczyli, ale o zwykłe odpowiedzialne działanie, które powstrzymuje każdego np. przed niszczeniem wiaty przystankowej, bo nie lubią np. Legii albo „Tuska”. Tego odruchu u nich nie widzę. Widzę demolkę, jak w jakiejś grze komputerowej. Widzę bejsbole w łapach.
To mi trochę przypomina RAF 45 lat temu i ich ówczesną negację formy państwa niemieckiego. W pewnym sensie mamy w Polsce do czynienia z terroryzmem politycznym, rewolucyjnym, w wykonaniu anarchistycznego „szczeniarstwa”. Wyedukowanego, ale „szczeniarstwa”. Tacy polscy hunwejbini, zdolni do wszystkiego. Z nimi nie można dyskutować o racji stanu, bo dla nich czas (ciągłość państwa w długim czasie) istnieje dopiero od wczoraj.

Gdy powołują się na swoje dążenie do prawdy, niezależnie od osoby, są obłudni jak świętoszki u spowiedzi. Do kategorii „prawda” w biografii Lecha Wałęsy należą bowiem wszystkie okoliczności i działania, całe życie tego człowieka, w tym jego uwikłania, jakie były. Do prawdy o LW należy również legenda, jaką jego dokonania stworzyły w powszechnej świadomości. (W każdej kolejce do mięsnego był co najmniej jeden lokalny ‚Wałęsa‚, który w tej kolejce zaprowadzał porządek i go słuchano.) Należą do tej prawdy również polskie mity. Wszystko to jest prawdziwe.

Oni to uporczywie starają się zniszczyć. To jest wrogie działanie, wrogie wewnętrznie. Jedna z odsłon niedokończonej polskiej wojny domowej, w której Wallenrodów jest Milion.

 

***

 

Pod datą 2005-11-11 16:08 na portalu Prawica.net napisałem ironicznie (muszę to zaznaczyć, bo maturę otrzymuje się w Polsce bez umiejętności odczytywania ironii): „Z programu rządowego podoba mi się bardzo „becikowe”. Jak rozumiem, owo „becikowe” to jedyny sposób na zwiększanie liczby członków Ligi Polskich Rodzin. Poprzez zwiększoną rozrodczość populacji, najlepiej tej, która wyznaje wartości głoszone przez LPR.
W „becikowem” jest jednak pułapka, o której sprytna narodowa prawica socjalistyczna nie pomyślała. Z tej formy pomocy socjalnej mogą również skorzystać topniejące i wymierające masy członkowskie SLD, Unii Pracy itp. A oni do masowej prokreacji, wspieranej z budżetu państwa, rzucą się tym łacniej, że sprawy łóżkowe to nie były i nie są u nich akurat kwestie natury religijnej i etycznej, a nawet estetycznej!, a budżet jest po to, żeby z niego brać.

(W komunizmie wszystko wspólne, baby też! A dzieci w domach dziecka! – tak komisarze ludowi opisywali Raj na Ziemi podczas zebrań propagandowych w roku 1946 w zapadłych wsiach, których literackim symbolem są Taplary z książek E. Redlińskiego.)

Zobaczymy więc, komu przyrośnie na listach wyborczych wskutek „becikowego”. Od tego przyrostu zależy przecież pozycja Polski w Europie po wystąpieniu z Unii Europejskiej”.

 

Od czasu poprzedniego sporu polsko-polskiego minęło 11 lat i Polska nie postąpiła intelektualnie ani kroku do przodu. Dzietność jako argument polityki socjalnej to jest to, co narodowa prawica i lewica nadal proponują Polakom w miejsce wydajności pracy i konkurencyjności. Holandia, Dania, Szwecja, kraje małe liczebnie i ze spadającą dzietnością, z zaspokajaniem potrzeb socjalnych radzą sobie przy pomocy wzrostu gospodarczego. Przykład Wielkiej Brytanii (brexit) pokazuje, że ten mechanizm ma swoje ograniczenia.

Społeczeństwo polskie postrzegane jest przez kościelno-bolszewickich ideologów jako ferma hodowlana. A wrogiem Polski i Polaków jest dla nich Unia Europejska. Jeżeli będzie nas więcej, to zarobimy na przyszłe emerytury. To są hasła wygłaszane i akceptowane obecnie nawet przez ekonomistów. Powtarzają je, jak mantry, za biskupami, którym kurczy się rynek wiernych. Jeżeli religia pozostanie w szkołach, a pozostanie, i przekaz ideowy państwa będzie „patriotyczny” (Sami przeciw wszystkim na przekór wszystkiemu!), to następne pokolenia zostaną uratowane dla Polski, bez tego liberalizmu i postkomunizmu, jaki niszczy mózgi obecnych Polaków itp. Taki przekaz, czy dyskurs?, obecnie jest najgłośniejszy.

W tamtym czasie, aby tej miczurinowskiej wizji społecznej (jak uprawiać jabłka na Syberii) przeciwstawić inny sposób myślenia o państwie i rodzinie (to są byty antagonistyczne z definicji, a więc wymagają dla siebie regulacji w konstytucji), powyższe uzupełniłem pod wpływem dyskusji ze zwolennikami „becikowego” (PiS-LPR-Samoobora) w sposób następujący: 2005-11-20 22:58Ulga podatkowa to nie jest redystrybucja. Niepobieranie daniny do budżetu państwa to proces całkowicie przeciwny: zatrzymanie daniny do dyspozycji rodziców/opiekunów, a w istocie do dyspozycji dzieci.

Czy to trudno wyliczyć, ile wynoszą koszty utrzymania jednego dziecka?! Taki koszyk dóbr i usług. Wyliczanie takiego koszyka jest samo w sobie próbą ingerencji administracji w życie rodziny, ale równocześnie wymaga zgody wszystkich na ustalenie jakiegoś minimum.

Będę chciał dać dziecku więcej, to podzielę się z nim tą częścią dochodu mojej rodziny, która przypada dla mnie.
Ja nie chcę ZMUSZAĆ osób bezdzietnych do płacenia na cudze dzieci. Jeżeli jednak będą chciały utrzymywać jakieś dziecko, to niech także skorzystają z ulgi (…)”.

 

***

 

Interesowna i obłudna lojalność obywateli wobec – własnego – wszechwładnego, zaborczego i zbrodniczego państwa jest chora i niebezpieczna w każdym czasie.

O tym warto pamiętać i myśleć o takim codziennym działaniu, które ograniczałoby wszechwładzę własnego państwa (biurokracji i sejmokracji), aby nie stało się ono tak zaborcze i zbrodnicze, jak w tym przypadku (i w innych podobnych):

18 sierpnia 1939 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Rzeszy przesłało urzędom ochrony zdrowia i lekarzom informację o powstaniu nowej instytucji: Komitetu Rzeszy do spraw naukowej ewidencji ciężkich schorzeń uwarunkowanych dziedzicznie i przez predyspozycje. (…) chodziło o selekcjonowanie dzieci, które miały poważne zniekształcenia i były zabijane. Mordy dokonywane były na chorych psychicznie dorosłych (…) W latach 1939-1945 zabito w ramach tej akcji prawie 200 000 bezbronnych, chorych, niedołężnych, potrzebujących permanentnej opieki obywateli Niemiec. (…)„.

Viktor Grotowicz: Próba generalna holocaustu. Odra, nr 2/2016, s. 22-24. (http://www.okis.pl/site/publicystyka/n/1/n/1/n/1/2020/n.html)

 

Nie tak dawno któryś z polskich ministrów zdrowia próbował wprowadzić listę usług medycznych, które miałyby nie być świadczone osobom w podeszłym wieku tylko dlatego, że są drogie i „to się nie opłaca„. (Przypomniał mi o tym kolega Przemo z Wa-wy.)

Któryż to był ten minister, kto pamięta jego nazwisko?!

Przepisu może i nie ma, ale praktyka jest.

 

***

 

Wszystkich, którzy rozliczają Lecha Wałęsę z pokojowego Nobla, upraszam o podanie adresu jego willi np. na Majorce lub na Krymie, które nabył prywatnie za te pieniądze.

Przy okazji: na co wydali pieniądze ze swojego Nobla – Sienkiewicz, Skłodowska-Curie, Reymont, Begin, Kapica, Singer, Miłosz, Szymborska oraz inni laureaci tej nagrody, którzy pochodzili z Polski i powszechnie o tym wiadomo?

 

***

 

Zanim na posadzie rządowego wizjonera nastał p. Morawiecki, jego poprzednicy przygotowali mozolnie różne strategie ogólne i sektorowe. Na ich podstawie UE przyznała Polsce dotacje na następne lata, oczekując, że to właśnie za te pieniądze będziemy robić to, co uważamy za potrzebne nam i Europie.

Morawiecki nie mówi, czy będzie tych umów dotrzymywał, natomiast samorządy wojewódzkie muszą dotrzymywać, bo to one podpisywały te kontrakty z Brukseląhttps://mac.gov.pl/files/wp-content/uploads/2013/02/Strategia-DSRK-PL2030-RM.pdf, https://www.mr.gov.pl/media/3355/20150312_strategie_ponadreg_wymiar_teryt.pdf.
Każdemu polecam, aby sobie zajrzał do tych dokumentów i przeczytał chociażby spisy treści, a następnie porównał je z tzw. Planem Morawieckiego.

 

***

 

Europa mówi o pieniądzach. Premier Wielkiej Brytanii, David Cameron, wywalczył, co chciał, z polską pomocą. Ma swoją strefę buforową chroniącą Wyspy przed krachem eurosocjalizmu albo ma brexit.

W 1984 roku pani Margaret Thatcher uzyskała od UE lepsze warunki dla swojego kraju, dzięki obniżonej dla GB składce do budżetu UE (0,8% zamiast 1,3% budżetu GB, jak pozostali). W reżimowej telewizji polskiej pokazywano wówczas Polakom, jak kapitalistyczny rząd brytyjski pałuje na ulicach tamtejszych górników i hutników, którym Żelazna Dama likwidowała ukochane i nierentowne kopalnie i huty i kazała zmieniać zawód. Za te zaoszczędzone na UE pieniądze. Brakującą kwotę, ok. 5 mld funtów rocznie, dopłacają do dziś za Londyn głównie założyciele UE, w tym Francja, która bardzo długo nie chciała wpuścić Anglików na kontynentalny wolny rynek.

Teraz Polacy i inni europejscy biedacy, chcąc zarabiać w funtach, będą utrzymywać swoją dzieciarnię na poziomie krajów pochodzenia. To jest cena, jaką Angole „zapłacą” Polsce za pomoc w Brukseli. B. straSzydło twierdzi, że w ten sposób Polakom na Wyspach pomogła, uratowała ich. Nikt nie protestuje przeciwko obłudzie premierki, asystentki Prezesa Polski.

Splendid isolation! – to nadal działa, przekonywał Cameron, powołując się na związki Londynu z Canberrą czy Delhi (tam włażą na potęgę Francuzi, korzystając z faktu, że byłego okupanta nikt w Indiach nie lubi). Nie musimy być w UE, aby zachować swój obecny poziom życia – przekonywał. – Ale chcemy, bo to nam się opłaca – tak samo myślał po II wojnie Churchill, kiedy nie chciał wstępować na wspólny rynek europejski.

Z powodu brytyjskiej polityki wspaniałej izolacji sto lat temu wybuchła I wojna światowa. To był jeden z powodów, ale bardzo istotny: dominacja brytyjska naruszała równowagę handlową na kilku kontynentach.

Kiedy w 1992 powstawała organizacja NAFTA (USA-Meksyk-Kanada), w Polsce byli ludzie, którzy mieli nadzieję, że zapisanie się do tego paktu wraz z Wielką Brytanią i Irlandią, dałoby Polsce szansę rozwoju gospodarczego na obszarze większym, niż dotychczasowa RWPG i nadal niedostępna EWG. Do EWG (czyt. UE) można by wstępować z poziomu NAFTA, z lepszej pozycji. W tym czasie, po upadku Bloku Wschodniego, Francja i Niemcy wypędzały od siebie Amerykanów. NAFTA była organizacją tworzoną przez nich do konkurowania z Europą i do rozpychania się w obu Amerykach.

Jesteśmy od tamtego czasu zaklinczowani. W tym klinczu Jarosław Kaczyński Prezes Polski posapuje o reparacjach od Niemiec za II wojnę światową.

Być może chciałby w zamian za te 10 bilionów € spodziewanych  reparacji znacjonalizować niemieckie firmy i banki w Polsce? Kto go tam wie?! Coś musi wiedzieć niemiecki minister spraw zagranicznych, skoro tak głośno protestuje.

Znów o sprawach wewnętrznych, jak w PRL i w czasie okupacji, dowiadujemy się z nasłuchów mediów zachodnich, w tym niemieckich. Media niemieckie w Polsce o tym nie napiszą.

Z mieszkańcami terytorium pomiędzy Odrą a Bugiem i Bałtykiem a Karpatami o takich sprawach ani nikt rozmawiał nie będzie, ani ich o nic pytał.

Polska odmiana splendid isolation władzy od poddanych wciąż działa, a poddani milczą. Milczą tym ciszej, im bardziej Wyspy oddalają się od Kontynentu, a bazy wojskowe USA są nazywane stałą obecnością NATO w Polsce.

Kiedy na salonach zaczyna się tak otwarcie mówić o pieniądzach, zaczyna być niebezpiecznie.   

Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej

http://perepele.pl/article/byolskaroslawsilealudziezylidostatniej/2609

Władysław Gomułka jeszcze w 1956 roku obiecywał w następnej pięciolatce wzrost gospodarczy na poziomie blisko 40 procent, szczególnie w zakresie produkcji przemysłowej. Nie dotrzymał słowa i 14 lat później ustąpił z przyczyn zdrowotnych.

Taka sytuacja nie może więcej się powtórzyć. Podejmuję uroczyste zobowiązanie, że będę nieustannie sprawdzał, czy Plan Morawieckiego jest realizowany zgodnie z jego śmiałymi założeniami. Na każdy przejaw rewizjonizmu będę reagował z całą stanowczością. Tak mi dopomóż… (Boga bym w to jednak nie mieszał).

http://www.interfil.com.pl/images/znaczki/1971/1977-1984.jpg

Miłego dna, krzyżowcy z Żoliborza!

Miłego dna! – tak zawsze odmrukuję tym, którzy życzą mi miłego dnia, a nie są ekspedientami/-kami w sklepie lub na poczcie.

W tych profesjach za używanie zwrotów typu „miłego dnia”, „w czym panu pomóc” płacą nawet przy sprzedaży karkówki i mielonego. Can I help you? -znaczy tyle, co polskie „Co podać?”. Panience w banku po takim pytaniu przetłumaczonym wiernie na polski mógłbym odpowiedzieć: miskę do rzygania po polsku, ale szkoda człowiekowi śledziony. Nie odrasta.

Takie lepkie, landrynkowate, wyrażające usłużność, której ja np. nie oczekuję, wykorzystywanie języka polskiego wywołuje we mnie odruchy językowo wymiotne. Tak się po polsku mówić nie powinno. To jest kiczowata uprzejmość, kiczowata bo nieszczera i automatyczna.

Automatyzm form grzecznościowych w języku polskim powinien być wyrażany poprzez ‚proszę/słucham/co dla pani, pana?‚ (koniecznie intonacja pytająca), ‚dziękuję, do widzenia/cześć, do usłyszenia (można tak przez telefon), zapraszam ponownie, proszę do nas zaglądać częściej…‚ – w takich sytuacjach, gdzie używa się tego irytująco kiczowatego anglicyzmu ‚w czym mogę panu pomóc?‚ albo tego czegoś w rodzaju ‚miłego dnia! na odchodne.

A co ciebie, droga panienko, obchodzi moje samopoczucie?! Nie w tej sprawie do ciebie przyszedłem – powinienem zaprotestować. Tak im jednak każą wysławiać się ich pracodawcy, którzy nabyli swojej ogłady i mądrości z mądrych książek na temat marketingu, napisanych przez panie psycholożki biznesu. Nie psuję polskiej krwi, uśmiecham się i wzdycham za ekspedientami scharakteryzowanymi w „Lalce” oraz za statusem przedwojennej matury, która ze zwykłego śmiertelnika robiła oczytanego i elokwentnego humanistę, mówiącego językiem literackim. A przynajmniej mającego tego typu ambicje i potrzeby.

Kiedyś jeszcze reagowałem: nie potrzebuję pomocy, proszę mnie zwyczajnie obsłużyć. Widzę jednak, że ludzie tej różnicy nie zauważają i to ja mogę wyjść na idiotę, więc o poprawność językową w sklepie, banku, urzędzie dbać osobiście przestałem. Nadal razi mnie jednak w banku tabliczka „Opiekun klienta indywidualnego” (Qrwa mać!, niech oni mnie obsługują, a nie zapewniają mi opiekę!!! Co jest, do cholery?!).

Tym, co wypada mówić i pisać, gdy funkcjonuje się w przestrzeni publicznej, powinni zajmować się nauczyciele w szkołach podstawowych i dalszych. Ci nauczyciele mówią jednak tak samo, więc nikt nikogo poprawności językowej nie nauczy. Uczą poprawności politycznej, żeby było różowo-landrynkowo jak na siłce i na Walentynkach. Za ten skrzywiony obraz świata odpowiadają Barbies, czyli w zasadzie infantylny feminizm z pytań na śniadanie. Mam tego dosyć! I co z tego? Tyle, że sobie o tym napisałem, dowalając przy okazji tym pacanom z „żoliborza” (co brzmi, jak z gołoborza).     

*

Polskość objawia się w języku polskim, kulturze i sztuce, sposobie porozumiewania się po polsku. Polskość jako narodowość pojawia się wtedy, kiedy Polacy znajdują się w stanie oblężenia przez samych siebie; wtedy mówią do siebie samych kilkoma językami naraz. Bez tego samooblężania się są tacy sami, jak inni ludzie. Jak wszyscy.

Powtarzam, przypominam swoją śpiewkę sprzed 10 lat. Znowu może się komuś przydać.

Słowo ‚naród’ należy w Polsce czytać jako ‚kościół’. Obywatele, społeczeństwo to są elementy obce kulturowo, postmodernistyczne. Tak można myśleć o ludziach we Francji, Holandii, ale nie w Polsce. Biskupi i proboszczowie na to nie pozwolą. Prawdziwą władzę po ostatnich wyborach przejęli w Polsce proboszczowie, którzy odczytują listy, sorry – rozkazy, pasterskie w czasie mszy.

*

Wieje nudą dobrej zmiany. Zmiany na zimną wodę, w której staje tylko kaczorowi, jak powiada polski dowcip językowy (w 1985 jechałem autobusem pekaes ze Szczytna do Nidzicy, przed przystankiem pytam: w Zimnej Wodzie staje? Chyba kaczorowi – odpowiada kierowca i rechoczemy. Co stało się z tą polską powszechną zdolnością do porozumiewania się za pomocą żartu językowego, skrótu myślowego, wyczucia ironii, podtekstu? Też już tego nie uczą w szkołach?). Szybko poszło. Nie uwierzyli we własną propagandę? My straciliśmy przez tych niedowiarków i nieudaczników ciepłą wodę w kranie lub jej obietnicę.

Rzeczywiste cele Kaczyńskiego widać dopiero wtedy, kiedy z okazji miesięcznicy wchodzi na podstawkę i przemawia do ludu smoleńskiego. Hierarchowie ładują mu akumulatory do zasilania mikrofonów, podstawiają agregaty, kamery i anteny przekaźnikowe. 

*

B. straSzydło spotkało się ze swoją niemiecką odpowiedniczką. Co z tego wyniknie? Nic nowego.

Kiedy polscy biskupi zwrócili się do Niemców ze słowami wybaczenia, wiedzieli że droga z ruskiej Azji na Zachód musi prowadzić przez Niemcy, czujące się po II wojnie takim samym wyrzutkiem, skrzywdzonym i podeptanym, jak Polska. Zachód i Wschód siedzieli im na karkach i rządzili ich marionetkowymi rządami. Pojednanie z Polską było rozgrzeszeniem bez pokuty. Enerdowcy w październiku 1989, zanim upadł ich mur, uciekali do Polski, aby przedostać się do RFN. To było polskie zwycięstwo

Dzisiejsi politycy polscy chcą ominąć Niemcy w drodze na zachód. Tak, jak niemiecko-rosyjskie rurociągi i rosyjskie ciężarówki okrążają Polskę. Waszczykowskim wydaje się, że bliżej Polakom do Europy przez Anglię i USA, z którymi husaria pod wodzą Macierewiczów będzie odbijać Syrię z rąk Rosji. Razem pokonają nawałę bisurmańską, tym razem pod Damaszkiem. Krzyżowcy z Żoliborza.

*

Drogę do Europy przez Anglię i USA zablokował polskim krzyżowcom Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej. Oni jedynie skorzystali z jego wczesniejszej propozycji złożonej Europie i Cameronowi, jak nie dopuścić do brexitu i zagospodarować falę islamskich imigrantów. Niemieckie gazety odwdzięczają się Waszczykowskim i straSzydłom za antyniemieckie wypowiedzi i grymasy otwartymi pochwałami dla Tuska.

Ale chwalą go także w USA, którym PAD pada do nóg przed szczytowaniem na warszawskim stadionie, gdzie niedawno padał przed Bashoborą.

*

A Biedroń, jak piszą, uwielbia marihuanę. Policja nie będzie go ścigać. „To nie przestępstwo” – powiada. Przechwałki nie są karalne. I tak trzymać.

Piszą też, że koleżanka byłej pani minister, psiapsiółki psiapsiólek Kopaczowej od tzw. loterii paragonowej wygrała samochód w tej loterii, przy której sama pracowała. Ten wygrany paragon musiał pochodzić od dealera Opla i został wystawiony za zakup insigni? Jak cud, to cud! Insignia ma opinię samochodu wyjątkowo awaryjnego. Nie idzie sprzedaż, to potrzebna jest loteria.

*

Kiedy czytam sutry, to przynajmniej wiem, że boski tekst zapisywali w nich ludzie. Niepewni swego i omylni, pełni pokory. Tacy, którzy nie  chowają się za płaszczem Nieznanego.

Dogmatyzm biblijny jest nie do zniesienia, kiedy interpretują go teolodzy. W ich interpretacji jest to rodzaj statutu objawionego jakiejś spółki z o.o., korporacji czy kartelu, spółki spółek.

Ech! Kto wie, co tam było na początku napisane? A co zostało podyktowane przez recenzentów tego, co było opowiadane przy ognisku na pastwisku?

Nie ma wyjścia, trzeba wierzyć w to, co jest – tak mogłoby brzmieć wyznanie wiary racjonalisty, którego proste rozumowanie doprowadziło do przekonania, że wiara konstytuuje człowieka. Także nowoczesnego, który rozumie, jak długo trwa przepływ tej fali grawitacyjnej, której istnienie ludzkość właśnie potwierdziła doświadczalnie, empirycznie, a Einstein sobie to kiedyś wyobraził lub odczuł. Wolno mi wyobrazić sobie, odczuć lub nie i uwierzyć. Chrzest jest obrzędem magicznym, inicjacyjnym, sytuację człowieka zmienia wprawdzie formalnie w kołysce, ale do uznania tej zmiany trzeba dorosnąć.

Można też nie dorosnąć i nie wierzyć, i chodzić dzięki temu na spotkania z Bashoborą lub do wróżki.

Przed taką religijnością, chwała Bogu, coraz wyraźniej i śmielej przestrzega Papież Franciszek. Ani chybi, zawali się świat polskim proboszczom i biskupom mianowanym na swoje funkcje z racji sutej prebendy, jaką dostaje się za usługi i posługi, bo przecież nie tylko za piękne oczy.

*

Krzyżowiec Macierewicz zadeklarował, ze polskie wojsko pójdzie na front syryjski. Arabscy komentatorzy (zapewne z placówki zagranicznej gdzieś na Arbacie?) pokpiwają sobie z Polski i ślą pogróżki.

Może od razu na Madagaskar? Albo jakaś baza wojskowa w północnym Izraelu? Narodowcy od Kukiza byliby szczęśliwi, że jest jakaś awantura, okazaliby swoją siłę i zdecydowanie na konferencji prasowej.

Może żyje jeszcze gdzieś jakiś potomek cesarza Madagaskaru Maurycego Beniowskiego? Warto by poszukać pośród Malgaszów i nauczyć go polskiego. Dzięki podbojowi tej wyspy Polska mogłaby poprzez imigrację Malgaszów upodobnić się do potęg UE, jak Francja czy Holandia.

Przypomnę tylko, jak ochoczo prezydent Kwaśniewski i premier Miller w 2001/2002 wysyłali polskich żołnierzy do Afganistanu. Ten przykład wzmacnia moje przekonanie o peerelowskim pochodzeniu mentalnym obecnej ekipy rządzącej. Niestety. O innych kierunkach wojennej aktywności nie wspominając.

Państwa NATO z błogosławieństwem polskiej odmiany Kena, czyli PAD-a i jewo szczerskich pomagierów, uprawiają znowu „kupczenie” polską suwerennością na zasadzie: jak się dzisiaj ze mną puścisz, to ja się kiedyś z tobą ożenię. D..y dajemy, a baz jak nie ma, tak nie ma. Lubimy to, chociaż to zwykłe kurestwo, a przy tym grzech dla prawowitego katolika?

Bajdurzymy coś światu o wychodzeniu i rekonstrukcji UE, ale po kolejnej zdradzie nie opuszczamy i nie rekonstruujemy NATO. Jakby obecność w UE i NATO to były jakieś odrębne sprawy. W tym nasi krzyżowcy są, na szczęście, za krótcy, więc przyjeżdża jakaś wysłanniczka z centrali i proponuje, żeby się krzyżowcy uspokoili. Jedynym, który tego nie rozumie, jest PAD czyli po amerykańsku Ken.

*

Kaczyński nie gra w piłkę nożną, bo on się nie wychowywał pod blokiem, jak Tusk. W telewizji oglądaj sport. To jest najłagodniejsza forma aktywności, jaką pokazują w telewizji. Reszta to czysta, skondensowana brutalność.

*

Co jakiś czas przy kumulacji w totka sięgającej powyżej 10 milionów mam indywidualne roszczenie za 3 złote do samego Pana Boga.

I dlaczego on tego nie słucha? On chyba jest jakiś antysemita albo mnie z kimś myli?!

*

Jakość zaplecza kadrowego partii rządzącej jest obnażana licznymi przypadkami osób obsadzanych na intratnych stanowiskach, które nie mają czystej karty personalnej. Prawnie i moralnie. Jedni trwają, inni spadają po jednym, dwóch dniach.
Już słyszę co najmniej dwa wytłumaczenia takiego zarzutu:
1. PO miała jeszcze gorsze kadry,
2. wszyscy Polacy tacy są i nie ma wyboru.

W takiej sytuacji Dobra Zmiana nie może nastąpić.

*

Co do wartości PiS, w Niemczech wątpliwości nie może mieć tylko postenerdowska NPD (coś pomiędzy SED a NSDAP).
Celem NPD jest m.in. zmiana konstytucji, bezpośrednie wybory prezydenckie, renegocjacja układów międzynarodowych, referendum w sprawie członkostwa w UE i przywrócenie marki niemieckiej.

*

Szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski mówił w Polskim Radiu, że będzie domagał się od Niemiec wyjaśnień w sprawie żartów z lidera PiS-u. Szef polskiej dyplomacji zapowiedział, że będzie pytać partnerów w Niemczech, czemu służą takie „wybryki”. – http://wiadomosci.onet.pl/swiat/rzecznik-rzadu-niemiec-o-zartach-z-j-kaczynskiego/4s8psq

Jak można prosić o wyjaśnianie żartu? Inteligentny człowiek rozumie dowcip w lot, bo na tym cały dowcip polega, aby nie trzeba go było tłumaczyć.

Mój niemiecki kolega uważa, że Niemcy śmieją się z polskich żartów dopiero, gdy ktoś pierdnie. Ale Waszczykowski ma nazwisko, jak typisch Polak z Mazowsza, z tamtejszej szlachty zagonowej. Powinien śmiać się przed pierdnięciem.

Już wiadomo, dlaczego tak poważna szlachta, jak Dobrzyńscy z „Pana Tadeusza” wyprowadziła się na Litwę. Waszczykowscy w spisie szlachty dobrzyńskiej w XVI w. nie figurują. To skond ten wons?

*

Dodatek 500+ wpłynie na obniżenie aktywności zawodowej kobiet i zahamuje podwyżki wynagrodzeń – twierdzą związki pracodawców. Dotyczy to najniżej zarabiających.

To działa na korzyść pracodawców, których obecny rząd raczej nie lubi, a na pewno wysyła w ich stronę kwaśną chemię i pobudza do KOD-owania na ulicach.

Jeżeli podwyżkę (zasiłek) dało państwo, które wcześniej zabrało pieniądze prywatnej firmie, to jej szef nie musi swoim dzieciatym pracownikom dawać podwyżki, bo by zaszkodził dziecku i całej rodzinie pracownika. Straciłaby prawo do zasiłku, przekraczając np. o złotówkę kwotę uprawniającą do zasiłku. Tak to wymyślono. Nie po raz pierwszy.

W kraju, w którym mamy najniższe wynagrodzenia w UE i jedne z najwyższych obciążeń podatkowych, państwo hamuje mechanizmy podwyżek wynagrodzeń. Popiwek Bis (jeżeli ktoś jeszcze pamięta, jak działał popiwek?).

A przecież dystrybutorem pomocy dla najniżej zarabiających mogliby być bezpośrednio pracodawcy, którzy przekazywaliby pracownikom w wypłacie dodatek socjalny, w zamian państwo pobierałoby od pracodawców niższe podatki.

Takie rozwiązanie byłoby prostsze, szybsze i tańsze, bez kosztownego kilkuszczeblowego pośrednictwa fiskusa, ministerstw i gmin. Wszystko załatwiłyby firmowa kadrowa i księgowa.

Ale wyszłoby, że to szef daje +500, a nie rząd. I cały ten narodowo-socjalistyczny mit obrony warstw najuboższych, na którym opiera się oszustwo ideologiczne PiS, padłby jak ścięty maczetą. PAD by też pod tym padł.

*

Minister Jarosław Gowin nie musi przepraszać Mateusza Kijowskiego za wytykanie mu przodków, bo właśnie utracił ostatecznie zdolność honorową i jego przeprosiny nie mogłyby zostać przyjęte. Nawet wyrzucenie z posady przez Kaczyńskiego raczej mu nie pomoże.

Jarosław Gowin powinien przeprosić Mateusza Kijowskiego.

*

Po wprowadzeniu stanu wojennego powiedziałem, że tamto wytrzyma jeszcze góra 15 lat. Padło po 8.

Pod koniec zeszłego roku temu dałem góra 1,5 roku.

Może i teraz uda mi się należeć do tzw. proroków mniejszych?

Konstytucja „Dobra zmiana”

Tekst p.t. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, uchwalony w dniu 2 kwietnia 1997 r. przez Zgromadzenie Narodowe tejże Rzeczypospolitej Polskiej, trafił tymczasem na dno szuflady jakiegoś biurka jakiegoś szeregowego posła. Oczywiście, wiadomo, kogo mam na myśli: szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego, prezesa partii Prawo i Sprawiedliwość. Za przykładem tegoż posła poszli szeregowi i czołowi działacze tej partii. Za ich przykładem pójdą, już kroczą, inni.

Tekst powyższy został zastąpiony przez Program Dobra Zmiana (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Konwencja-Dobra-zmiana-Andrzej-Duda-podsumowal-kampanie,wid,17552446,wiadomosc.html?ticaid=116704), wyrażony najpierw całościowo w spocie wyborczym kandydata na prezydenta RP, a następnie modyfikowany i ulepszany oraz uszczegółowiany przez osoby niższej rangi. Treść tego dokumentu ustalana jest w trakcie Wielkiego Marszu Naprawczego i jego ostatecznej wersji nikt jeszcze nie zna.

Dla większości dorosłych Polaków taka prowizoryczna sytuacja to nic nowego. Przez 45 lat Polski Ludowej, zwanej dla zachowania pozorów Polską Rzeczpospolitą Ludową (pełna nazwa PRL), istniał jakiś tekst konstytucji, ale jego zapisy nie miały praktycznego zastosowania. W to miejsce stosowano uchwały kolejnych zjazdów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (pełna nazwa PZPR), o których wykonywanie dbał Komitet Centralny PZPR pod kierownictwem kilku, kulkunastoosobowego Biura Politycznego PZPR. I tak dalej.

Z tym mechanizmem próbowano zerwać w 1989 roku, dopuszczając do współrządzenia uświadomioną politycznie klasę robotniczą (m.in. NSZZ Solidarność i OPZZ) oraz konstruktywnie myślącą inteligencję (m.in. laicki KOR i katolickie KIK), ale i to nie wyszło. Po uchwaleniu konstytucji powróciliśmy więc natychmiast (AWS-UW) do ustrojowego prowizorium, kształtowanego na podobieństwo maoistowskiego Wielkiego Marszu. To jest dla Polaków znacznie wygodniejsze, niż nudne przestrzeganie prawa uregulowanego przez jakąś krępującą ruchy konstytucję.

Ekipa PO-PSL puściła całe państwo na żywioł, obywatele wycofali się na emigrację i do szarej strefy, zatem każdy, kto próbuje rozejrzeć się w tym żywiole, musi wyglądać na osobę zaprowadzającą porządek. Z takiego punktu widzenia hasło Dobra Zmiana musi stwarzać pozory przystającego do rzeczywistości. Niezależnie, czy za tym hasłem idzie jakaś zmiana i czy jest dobra. Wystarczy, że hasło jest samo w sobie dobre i pojemne. 

*

 Po 1989 roku Polska została dopuszczona do europejskiego wyścigu o wolność i demokrację, której domagali się od władz jej mieszkańcy. Z uwagi na słabą kondycję, brak odpowiedniego treningu i amatorstwo, władze Polski otrzymywały przez lata handicap.

Kraje najlepiej wytrenowane próbowały biegać wolniej, niż potrafią, abyśmy zdążyli stworzyć państwo, czyli samodzielne i sprawne instytucje. Widząc, że nie ma w Polsce takich instytucji i nie ma konstytucji, postanowiły wykluczyć nas z zawodów. 

Po 26 latach pierwsze straciło cierpliwość Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii. Oświadczyło, że nie będzie już dłużej czekać na maszerujących sobie powolutku Polaków, którzy w swoim Wielkim Marszu zatrzymują się po zasiłki na Wyspach. Jako zjednoczone królestwo woleliby opuścić zjednoczoną Europę, w której Polska jest im kulą u nogi, i chcą poruszać się w swoim wyuczonym tempie.

W ramach Dobrej Zmiany polski rząd zgodził się na zamknięcie Wysp przed bezrobotnymi i wykluczonymi społecznie Polakami, jeżdżącymi tam po zasiłki socjalne i wprowadził dla nich własne zasiłki. W tym celu opodatkował firmy w Polsce, w tym brytyjskie.

Angolom jest obojętne, czy zasiłki otrzymają imigranci zarobkowi z Polski czy z Syrii, bowiem nie są krajem katolickim i nie czują się z Polakami solidarni religijnie poprzez Watykan. Bóg, w którego wierzy osoba pracująca na zmywaku lub przy sortowaniu śmieci, w ogóle ich nie obchodzi. Dopóki nie przeszkadza im w wykonywaniu obowiązków. Obchodzą ich tacy imigranci, którzy są samodzielni, pracują i płacą podatki.

Z jakiegoś powodu rządowi polskiemu takie równe z innymi traktowanie Polaków przez rząd GB całkowicie odpowiada. Oficjalnie mówi się o tym, że idzie mu o to, żeby GB nie występowała z Unii Europejskiej. To jednak nie ma sensu, bowiem rząd polski nie widzi sensu w dalszym funkcjonowaniu tej unii. Jak już, to wolałby stworzyć jakąś własną. Tak można sądzić po zachowaniu i wypowiedziach polskiego ministra spraw zagranicznych.

Jeżeli GB pozostanie w UE, to prędzej przyjmie swoją pulę imigrantów z Azji i Afryki, bo oni lepiej mówią po angielsku i nauczeni są ciężkiej i mozolnej pracy w kapitalistycznych lub feudalnych gospodarkach. Socjalizmu nie mają wszczepionego do krwi, jak mieszkańcy środkowo-wschodniej Europy. Będą musieli się podporządkować, bo nie mają dokąd i po co wracać. Polak czy Bułgar mają po dwóch godzinach lotu jakiś dom, jakąś rodzinę, jakiś zagon kartofli, oraz system socjalny plus 500+, więc polski rząd może sobie swoich bezrobotnych zabierać do siebie.

Na ten typ solidaryzmu europejskiego polski rząd chętnie się zgodził, bowiem chciałby osiągnąć zakładany wskaźnik rezultatu Projektu Dobra Zmiana w postaci zwiększenia się dzietności w kraju oraz zatrzymania trendu depopulacji. W zamian oczekuje baz wojskowych NATO i dokuczania Niemcom (nawet nie Rosji), byle nie były to bazy niemieckie. To odpowiada obecnym potrzebom Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii, m.in. potrzebie zatrzymania Szkocji w zjednoczeniu.

Jako że Zjednoczone Królestwo nie posiada formalnej konstytucji, jak np. Francja czy Niemcy, wsadzenie na spód szuflady książeczki p.t. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej przez legalnie wybrane władze w Polsce, wcale rządowi Wielkiej Brytanii nie przeszkadza, a nawet go nie obchodzi.

Jeżeli GB będzie potrzebowała u siebie polskich lekarzy i pielęgniarek, dentystów, informatyków, wykształconych w polskich uniwersytetach, to znajdzie sposób na to, żeby oni na Wyspy przyjechali, omijając formalne przeszkody i ograniczenia. Tymczasem nie ma zamiaru czekać na całą Polskę, aż pobiegnie w takim tempie, jakiego się od niej oczekuje w zachodnim klubie biegaczy długodystansowych.

Jeżeli Jarosław Kaczyński mówi Polakom, że Polska nie chce już takiej Europy, to oznacza to, że Europa nie chce już takiej Polski, a jako pierwszy powiedział to głośno David Cameron. Tyle znaczy wypowiedź polskiej premierki do rodaków w Londynie: że polski rząd będzie o nich dbał. Tyle, i tylko tyle, jak to się mówi w gabinecie pani Beaty. 

*

Czytanie „Polityki” pomaga jak antydepresant. Ten tygodnik stał się z biegiem lat pismem ludzi zadowolonych z Polski i wolności w polskim wydaniu. Autorzy „Polityki” mają zwykle powyżej 50 lat i pamiętają, jak to działało, gdy o wszystkim decydowała jedna partia. Piszą więc o tym, czego trzeba się bać w Dobrej Zmianie. Z nadzieją, że jest ktoś, kto się nie boi. Aby się nie bać, obywatele musieliby sami stworzyć takie instytucje, które pilnują rządu i mają nad nim władzę. Musieliby docenić model państwa, w którym rządzą stowarzyszeni obywatele. Niekoniecznie partyjni. Tego nie zrobiliśmy.

Z całego zestawu rzetelnych danych optymistycznie brzmią wyniki badań PGSW z końca roku 2015 (PGSW – Polskie Generalne Studium Wyborcze). Wychodzi na to, że powyżej 50 procent osób niegłosujących oraz głosujących na PO, Kukiz’15, Nowoczesną, Zjednoczoną Lewicę, PSL popiera takie państwo, które wspiera postęp i nowoczesność. Natomiast ponad połowa elektoratów PiS oraz KORWIN popiera takie państwo, które chroni i wspiera tradycyjne wartości.

Ta klasyfikacja nie uwzględnia niuansów i indywidualnych postaw, które nie są zwykle ciosane toporkiem czy wyrąbywane maczetą albo bejsbolem. Ale pokazuje, jak naprawdę wygląda ten podział, którego Program Dobra Zmiana jest rejestrem tworzonym z marszu i w marszu. Jeżeli zwolennicy postępu i nowoczesności liczeni są na 77 procent, a zwolennicy tradycyjnych wartości na zaledwie 23 procent, to czego tu się bać? 

Piyńcet na jednygo plus trzi

Wzionem to piyńcet na drugiygo dziecioka. Pojechalim zaroz brykóm na orlyn, zatankowołech do pełnygo.

Staro godo, że pojadymy do galerii, to siy cóś dzieciokóm kupi. Łobydwóm.

Jak to pedziała, to tyn młodszy godo: – Odpierdólta siy od moi kasy! Jo żech to piyńcet dostoł! Łod Kaczyńskiygo!

No, to żech łotwor prawe drzwi i wypierdolyłech go zaro do rowu.

Nie bydziesz mi, znajduchu, robiył pisu w moi audicy!

Skónd miołem wiedzieć, że siy zaroz najduch połómie?!

Mój niezłomny podziw dla prezydenta – 15

„Chłopi”, „Noce i dnie”, „Wesele”, „Popioły”, „Quo vadis” – jedno z tych dzieł literatury polskiej będzie lekturą „Narodowego Czytania” w 2016 r.

Do udziału w głosowaniu, które przesądzi o wyborze lektury, zachęca prezydent Andrzej Duda.

Podczas ubiegłorocznej edycji Narodowego Czytania zaproponowałem, aby utwór do kolejnej wspólnej lektury wybrali wszyscy Polacy. W wyniku konsultacji przeprowadzonych z wydziałami filologicznymi uniwersytetów oraz Radą Języka Polskiego powstała lista wybitnych dzieł polskiej literatury – czytamy w liście prezydenta Dudy opublikowanym w czwartek przez Kancelarię Prezydenta. (http://kurier.pap.pl/depesza/160879)

A „Transatlantyk”?! A Gombrowicz? Ci prezydenccy doradcy od literatury zapewne wyszli z marksistowskiego IBL-u, spod ręki samego Stefana Żółkiewskiego? I z poręki także.

Po co odkurzać „Popioły”? Przecież musi wygrać „Quo vadis”. Musi. Dzięki temu utopista i socjalista Sienkiewicz odzyska Naród czytający, a Naród podatników wzmocni się Sienkiewiczem. Będzie patriotycznie i religijnie w roku Chrztu Polski.

Konstanty Jeleński, akowiec, andersowiec (to teraz modne) i emigrant, wolałby zapewne poczytać z PAD-em „Ferdydurke” i „Transatlantyk”, o którym pisał m.in.:

(…) Dla coraz bardziej rozgarniętych pierwszych czytelników Trans-Atlantyku jasne było od razu, że wzorem tej powieści jest Pan Tadeusz. W sylwetce archaicznej Polski, którą magiczna latarnia Gombrowicza rzutuje na ekran Argentyny, rozpoznać można bez trudu kształt Mickiewiczowskiego arcydzieła: i tu, i tam polowania z chartami na zające, wlokące się bez końca procesy i zwady, pojedynki, które nie dochodzą do skutku. Oba utwory kończą się zajazdem (który spala na panewce), poprzedzającym finał narodowego balu – „zgody narodowej” u Mickiewicza, a który u Gombrowicza wybucha śmiechem „Buchbachu”. Mniej oczywisty był zamiar Gombrowicza głębszy, niesłychanie ambitny, szaleńczy niemal, który teraz dopiero widzę „w całej ozdobie”. Trans-Atlantyk miał być nie tylko parodią Pana Tadeusza; zadaniem jego było poemat Mickiewicza przekreślić i za stąpić, odwracając koło historii. Jak spiskowiec chciał Gombrowicz przedrzeć się pod prąd utraconego czasu, ukraść dziecko Mickiewicza i podrzucić w zamian literaturze polskiej swojego cudaka. Trans-Atlantyk jest ni mniej, ni więcej jak arcydziełem, do którego – w przekonaniu Gombrowicza – dążył sarmacki barok, który był ciężarny, a poronił go dlatego, że zamiast oczekiwanego potwora, mającego Polaków doprowadzić nareszcie do prawdy, do urody i do życia, narodził się Pan Tadeusz i omamił nas na nowo pięknem urody konwencjonalnej i „poczciwej”. Trans-Atlantyk miał odtworzyć to poronione dziecko sarmackiego baroku, miał stać się swoistym mesjaszem polskiej literatury, wyprodukowanym w dwudziestowiecznej probówce. (…)”.

Co, byłoby nieźle, gdyby tak Mickiewicza, pół-Żyda, z Gombrowiczem, pedałem, jakoś pożenić? 

Nie warto, bo prosty lud kibolski Gombrowicza nie zrozumie? Ledwie łapią „żarty” kabareciarza partyjnego Pietrzaka, który opowiada już cudze dowcipy jako swoje.

Gombrowicz musi jeszcze poczekać na swój czas z dwieście lat, aż Polska zniknie w morzu Słowiańszczyzny i patrioci zaczną poszukiwać Polszczyzny. Polszczyzna, Synczyzna, Ojczyzna – to pojęcia dla patriotów bejsbolowych całkowicie niezrozumiałe. Tego nie da się ubrać w husarską zbroję.

Sylwa na koniec stycznia 2016

Primus AD dysponuje intonacją dobrego ucznia zatrudnianego do szkolnych akademii patriotycznych. Podczas uroczystości rocznicowych wyzwolenia obozu w Oświęcimiu zabrzmiało to wręcz groteskowo.

PAD Dawca kreowany jest na prezydenta USA z hollywódzkich filmów katastroficznych.
Znów coś podpisał, ale akurat nie to, czego się od niego oczekuje.

Traktuje obywateli jak zastępowy w harcerstwie. Mamy zdobywać kolejne sprawności, druhu prezydencie?! Sprawność „nerkowca” czy „płucnika”? Przed czy po przejściu na obiecaną prezydencką emeryturę, tzn. godną i niezłomną? A może tak bez żadnych deklaracji, to jest bardziej honorowo.

Prawnik i Primus AD oraz jego liczni doradcy przegapili, że w Polsce trzeba złożyć deklarację przeciwną: niewyrażającą zgody na pobieranie organów obywatela po jego śmierci. I że tego nie ma obowiązku manifestować. Profesorowie prawa milczą w sprawie swojego ucznia.

*

Paweł Kukiz wykonuje robotę poselską drząc łacha z obecnej konstytucji. Ta konstytucja ma wiele wad i trzeba by je usunąć.

Zaproponuj, Kukiz, coś lepszego, rozdaj 10 mln broszur ze swoim projektem, zbierz 500 tys. podpisów, złóż w sejmie wniosek w sprawie referendum konstytucyjnego, niech ten wniosek przejdzie głosami PiS, niech PiS ci to przegłosuje razem z PO-Nowoczesną.

Wtedy możemy pogadać na temat starej i nowej konstytucji. A jak pogadamy, to może uda ci się przekonać ponad 50 procent głosujących do twoich pomysłów i pójdą cię poprzeć.
Łatwo ci gadać, kiedy to nic cię nie kosztuje.

*

Jarosław Kaczyński, szeregowy poseł, przekonywał w toruniu otoczenie Dyrektora Rydzyka do kierunku działania obecnego rządu. Przekonywał przekonanych, bo kogo mógłby przekonać. Zamiary tego posła sięgają dalej, niż przejęcie najważniejszych instytucji i firm tego państwa oraz uzależnienie od władzy sfery prywatnego biznesu, aby realizowała jego pomysły. On zamierza także wszczepić Polsce całkowicie nową mitologię. Tym powinni zajmować się najwybitniejsi artyści i badacze, myśliciele, ale oni mogliby to robić po swojemu, jakoś niezależnie, więc powstanie nowa legenda, możliwie szybko, żeby to trwało góra dwa lata, a nie dwieście.

W tymże Toruniu Kaczyński próbował „wyczyścić” sprawę afery Telegrafu i FOZZ/ART B, nazywając ją wymysłami. Historii zakrzyczeć się jednak nie da, a mitologii nie ustanawia się dekretami.

Jeżeli nawet połowę tez tego „wykładu” gotów jestem uznać za zgodną z faktami, to – niestety – Kaczyński nie mówi, jak mogłoby być, gdyby tak nie było.

Na czym opiera swoje przekonanie, że inna wersja historii mogłaby nastąpić? Tego nie mówi, podaje gotowe aksjomaty.

To jest fikcja historyczno-polityczna, której źródłem jest wyłącznie imaginacja autora, alternatywa, która mogła powstać wyłącznie pod warunkiem, że wydarzyło się to, co już się wydarzyło. Na zasadzie: co by było, gdyby Hitlera podczas II wojny zaatakowali Marsjanie. Albo – bliżej rzeczywistości: co by było, gdyby Karol Wojtyła nie został papieżem. (Kaczyński sugeruje poniekąd, że w tym spisku komunistyczno-dysydenckim brał udział Jan Paweł II.)

Stan obecny nie jest jakąś iluzją komunistyczno-dysydencką, jak próbuje to określać Kaczyński, wmawiając 38. milionom obywateli, że coś im wmówiono, wdrukowano do mózgów, a oni tego sami nie wiedzą. Wiedzą. Od władzy oczekują co najwyżej sprawności i programu na zachowanie dotychczasowego dorobku i jego powiększanie. Jeżeli takiego programu władza nie prezentuje, to go nie ma. Jeżeli ktoś przez 26 lat III RP nie dorobił się niczego i niczego nie nauczył, to jest kiep.

Rozważania historiozoficzne jakiegoś pojedynczego działacza politycznego to co najwyżej ciekawostka. To nie jest jednak program polityczny dla państwa i jego obywateli. Biblioteki są pełne takich retrospekcji, niektóre zawierają słuszne wątki, ale ich użyteczność jest znikoma.

*

Próbę zawrócenia Kaczyńskiego z tej drogi podejmuje Wałęsa, który 16 marca chce zorganizować debatę na temat swojego udziału w kreowaniu „Solidarności” i III RP. Może pójść na ostro. Nie sądźmy bowiem, że Kaczyńscy i ich grupa wewnętrzna w postSolidarności jest wolna od grzechów.

Mam nadzieję, że Wałęsa nie robi tego wyłącznie z własnego powodu.

*

Poddajcie się, zostaliście przegłosowani!!!

Nie krytykujcie nas, kiedy próbujemy siłą zaprowadzać demokrację.

PiS ustami prezydenckiego Szczerskiego w TV Polsat próbował wmówić ludziom, że opozycja, a więc ci, którzy byli przeciw, są zmuszeni tolerować to, przeciwko czemu głosowali. I że to jest właśnie demokracja.
Poddajcie się, zostaliście przegłosowani!!! – krzyczy rewolucjonista do kontrrewolucjonistów. Cóż za wyrafinowana socjotechnika.

Gdyby to miało tak działać, na żadnej wojnie nikt by nigdy nie zginął. Stan wojny zawiesza działanie demokracji. Demokracja bez zdystansowanej krytyki nie działa. Raczej – działa wyłącznie przed wyborami i w trakcie. Poza tym obowiązują reguły wojenne. To jest polska wersja. Najlepsza. Pozostałe są gorsze, bo rządzi nimi hipokryzja, zwana polityczną poprawnością.

*

Sokrates był jedynym manifestującym sprzeciw wobec tyranii. Ateński sąd ludowy skazał go wynikiem 280:220. Sugerowano mu wygnanie, ale on wybrał śmierć. Nazwisk rady 500., która go skazywała, tych najlepszych spośród najlepszych, nikt nie pamięta.

*

W różnych „prawicowych” pismach lewicy narodowo-socjalistycznej znów, jak 40-50 lat temu, wiesza się psy na polskich kapitalistach, że to oszuści, złodzieje i antypatrioci. Trzeba ich chwycić w podatkowe karby, twierdzi rząd.

Wg GUS: W IV kw. 2013 r. aż 42% osób prowadzących własną działalność gospodarczą w Polsce działało w rolnictwie. Oznacza to, że pozarolniczą działalność gospodarczą prowadziło 1 612 tys. osób (ogółem było to 2 767 tys.), w tym 1 021 tys. to samozatrudnieni (63%), a 592 tys. to pracodawcy (37%).

Autorzy takich publikacjii mogliby podać do publicznej wiadomości, ilu z 592 tys. pracodawców kombinuje, nie produkuje w Polsce i nie płaci w Polsce podatków. Tego nie wiedzą, więc piszą, że wszyscy.

*

Zero bez innych cyfr nic nie oznacza.

*

Z „Poematu dla dosrosłych”:

„Ze wsi, z miasteczek wagonami jadą
zbudować hutę, wyczarować miasto,
wykopać z ziemi nowe Eldorado,
armią pionierską, zbieraną hałastrą
tłoczą się w szopach, barakach, hotelach,
człapią i gwiżdżą w błotnistych ulicach:
wielka migracja, skudlona ambicja,
na szyi sznurek – krzyżyk z Częstochowy,
trzy piętra wyzwisk, jasieczek puchowy,
maciora wódki i ambit na dziewki,
dusza nieufna, spod miedzy wyrwana,
wpół rozbudzona i wpół obłąkana,
milcząca w słowach, śpiewająca śpiewki,
wypchnięta nagle z mroków średniowiecza
masa wędrowna, Polska nieczłowiecza
wyjąca z nudy w grudniowe wieczory…
W koszach od śmieci na zwieszonym sznurze
chłopcy latają kotami po murze,
żeńskie hotele, te świeckie klasztory,
trzeszczą od tarła, a potem grafinie
miotu pozbędą się – Wisła tu płynie.

Wielka migracja przemysł budująca,
nie znana Polsce, ale znana dziejom,
karmiona pustką wielkich słów, żyjąca
dziko, z dnia na dzień i wbrew kaznodziejom –
w węglowym czadzie, w powolnej męczarni,
z niej się wytapia robotnicza klasa.
Dużo odpadków. A na razie kasza (…)”.

Ten dyskurs o świecie powrócił. Obrazowi Adama Ważyka przeciwstawia się panie w futrach na manifestacji KOD. 

*

„Zastanówmy się, dlaczego to tolerujemy”. Ludzie odpowiedzialni powinni sprzeciwiać się stosowaniu przepisów prawa, które naruszają porządek moralny oraz zwykłe poczucie przyzwoitości. Zasady te nawet dla przeciętnych ludzi nie są tajemnicą ukrytą pod czterdziestoma zaklęciami. Rachunek jest prosty, jak biblijne TAK i NIE.

*

Karta Praw Podstawowych – tego europejskiego dokumentu w momencie podpisywania Traktatu Lizbońskiego nie uznały wyłącznie Polska i Wielka Brytania: http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:C:2010:083:0389:0403:PL:PDF.

Tracimy na tym, czy zyskujemy jako ludzie mieszkający w Polsce?

*

Tematy, o których sobie na tym forum piszę w różnych komentarzach, bardzo spójnie zinterpretował publicysta Piotr Gajdziński w „Odrze”. Drobna satysfakcja, że więcej osób myśli podobnie, więc depresja nam nie grozi:

„REWOLUCJA TYSIĄCA SAMURAJÓW CZYLI JAK ZMIENIA SIĘ W POLSCE ATMOSFERA” – http://www.okis.pl/site/publicystyka/n/1/n/1/n/1/1976/n.html

*

Wyprawa PiS do Moskwy zakończyła się niczym. Moskwa odda wrak, gdy Polska i Rosja uzgodnią jednolitą wersję przyczyn katastrofy. PiS głosi wersję rosyjskiego zamachu przy pomocy polskiego rządu PO-PSL. Wersja rosyjska jest brzozowa, czyli błąd pilotów.
Zapewne dojdą do zgody, gdy wersja przyczyn będzie brzmiała jako zamach Tuska na Kaczyńskiego i Putina. Wszystko, co osłabia pozycję Polski, jest dobre dla Rosji.

*

Premierka Beata Szydłowa powiedziała, że PO wpuściła do Polski milion uchodżców z Ukrainy.

Ilu jest wśród nich wrogów Polski i Polaków?! Ilu ruskich szpionów?!

To jest PO-wska dywersja, prowadzona we współpracy z Rosją i Putinem. Putin ich wypędza z Ukrainy, a Tusk ich przyjmuje w Polsce, bo tak mu kazała Aniela Merkelowa.

*

Europa ma ważniejsze problemy, niż Polska – twierdzą straSzydło i Prymus AD.

Były premier L. Miller twierdzi zaś, że Putin ma ważniejsze sprawy, niż Polska i codziennie nie zagląda do gazet, żeby sprawdzić, co mówią w Warszawie.

Nie czuję się jakoś uspokojony tymi opiniami.

*

W publicznych mediach będzie tak patetycznie, że aż śmiesznie. Nie da się bez przerwy słuchać i oglądać skeczów kabaretowych.

*

Podsunął mi ktoś artykuł Kamil Fejfera nt. płacy gwarantowanej. Takie teksty krążą pomiędzy związkami zawodowymi a lewicą, co na jedno wychodzi. Przeczytałem, jakichś nowych myśli w nim nie znalazłem. Raczej nieporadność, jaka cechuje obserwacje dzisiejszej lewicy na tematy społeczne.
Wyciąganie z opisu kryzysu ekonomicznego zarzutu, że klasyczna ekonomia nie potrafi znaleźć leku na biedę prekariatu w XXI w., więc powinna odejść, jest nieadekwatne. Neoliberałowie nie szukają takiego lekarstwa, bowiem ich model działa jak zawsze. Tyle, że obecnie globalizuje się.
Tanie ludzkie „roboty” pracują w Azji i za chwilę będą zatrudniane w Afryce. Indie próbują sobie radzić samodzielnie, czerpiąc z modelu kolonialnego, jaki został im zaszczepiony i działa coraz lepiej z pomocą np. Francji. Europa buduje swoje fabryki w Ameryce Południowej i na innych kontynentach.

Można to nazywać neokolonializmem, jak inwestycje zagraniczne w Polsce. Można szukać sprawiedliwości ekonomicznej poprzez wojny i podboje, jak robi to Rosja, argumentując to obroną uciśnionych, lub jak USA, twierdzące, że eksportują dorobek zachodniej cywilizacji na obszary biedy.

Nigdy nie było i nie będzie dochodu gwarantowanego, rząd światowy – jeśli powstanie – będzie organizował wyzysk tych, którzy chcą korzystać z dóbr cywilizacji i potrzebują pieniędzy.

Np. to zdanie: „wspomnijmy, że w 1860 roku pańszczyzna (czyli de facto niewolnictwo) w zaborze rosyjskim istniała, a w 1864 już nie. We Francji w 1930 roku robotnicy nie mieli prawa do płatnego urlopu wypoczynkowego, a w 1936 już tak”, wymaga uzupełnienia.

Pańszczyzna jako forma niewolnictwa w Polsce przetrwała z powodów gospodarczych i politycznych. W zachodniej Europie feudałowie już od XV/XVI wieku dzierżawili swoją ziemię, a z upływem czasu dzierżawcy ją wykupywali. W Polsce tak nie było, ale wolni chłopi przetrwali od wczesnego średniowiecza, z czasem stając się drobną szlachtą, jak na Mazowszu.
We wczesnej epoce feudalnej skala bogactwa skupionego w jednych rękach bywała jeszcze większa, niż w obecnym „jednym autobusie”, w którym mieszczą się właściciele 99 procent światowego kapitału. W XVIII/XIX w., erze rewolucji przemysłowej, głód i bezrobocie były powszechne. Dziś dotyka to jednej trzeciej ludzkości.
Ewolucjonizm społeczny (np. Spencer) opisuje te procesy głębiej, niż robią to teorie neomarksistowskie, które koncentrują się na problemach wybranych (i zagrożonych) grup społecznych, swojej klienteli politycznej.

*

Jest jedno znaczące podobieństwo Kaczyńskiego do Gierka: koncernizacja firm państwowych, np. kombinaty górniczo-elektrowniane, jak kombinaty pgr itp. i dążenie do oparcia dochodów państwa na sektorze państwowym. Najwidoczniej nie wierzy w lojalność biznesu wobec swojej partii?
Jeszcze za Gomułki utrzymywano strukturę przedsiębiorstw terenowych drobnej wytwórczości (znacjonalizowany spadek po II RP, odpowiednik dzisiejszych MSP), które Gierek zniszczył jako nierentowne, niezdolne do masowej produkcji. A tam była prosta praca dla setek tysięcy ludzi, którą wystarczyło unowocześniać (patrz: Katalonia obecnie, po kryzysie).
Po ich zniszczeniu szybko staliśmy się importerem najdrobniejszych artykułów i narzędzi, a sklepy opustoszały. Po upadku państwowych koncernów w latach 80/90 ok. 30 proc. przesiedleńców ze wsi i małych miast nie miało już do czego wracać z mieszkań w blokach. Chłoporobotnicy stali się bezrobotnymi biedakami u klamki pomocy socjalnej państwa.

Kaczyński forsuje gomułkowski program o równym podziale biedy. Gierek forsował hasło wzrostu gospodarczego, rozwoju usług i konsumpcji jako synonim zachodniego bogacenia się. Był proto-Tuskiem z PO. „Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. Teraz to samo zapowiada młody Morawiecki.

*

Przeczytałem listę nominowanych do Nagrody Kisiela. Stefan Kisielewski ucieszyłby się, gdyby zwyciężyła Olga Malinkiewicz. Ale nikt jej nie zgłosił. Ciekawe, czy już ją zaprosił do siebie młody Morawiecki.

*

Gowin pyta, czy za studia medyczne trzeba by w Polsce płacić, bo fundujemy absolwentów innym krajom, wydając na każdego pół miliona. Kiedy w 1981 roku chciałem wyjechać na rok do roboty do RFN, co by mnie ustawiło finansowo na całe życie (jakieś 12 pensji krajowych na czysto na miesiąc, a więc w ciągu roku 144 średnie krajowe plus przelicznik towarowy), to SB żądała ode mnie zwrotu 103 000,00 złotych za studia, które mi podobno zafundowała Polska Ludowa. Ojciec już stawiał kosę na sztorc, aby maszerować na Warszawę. Po drodze miałby szpital dla wariatów w Warcie, w zabytkowym klasztorze. W sam raz dla normalnych.

Ale skąd takie cóś u tego Gowina? Poprzewracało go coś w tym PiS-ie?

*

Gdyby Polska przyjęła Kartę Praw Podstawowych, to zmiany przepisów umożliwiające władzom inwigilację obywateli polskich w internecie byłyby sprzeczne z tymi prawami podstawowymi:

Artykuł 8
Ochrona danych osobowych
1. Każdy ma prawo do ochrony danych osobowych, które go dotyczą.
2. Dane te muszą być przetwarzane rzetelnie w określonych celach i za zgodą osoby zainteresowanej lub na innej uzasadnionej podstawie przewidzianej ustawą. Każdy ma prawo dostępu do zebranych danych, które go dotyczą, i prawo do dokonania ich sprostowania.
3. Przestrzeganie tych zasad podlega kontroli niezależnego organu.

*
Biedę w Polsce widzą wszyscy, jej przyczyny rozumieją niektórzy, sposoby pokonania biedy znają jednostki.
Ktoś zna nazwiska tych jednostek?
*
Nie frank jest „winien”, lecz kredyt jako źródło kapitału.

Kto wziął kredyt na utworzenie i rozwój firmy, aby następnie z własnych dochodów zbudować dom lub kupić mieszkanie, teraz będzie musiał dokładać się do spłaty zadłużenia tych, którzy brali kredyty wyłącznie na zaspokojenie swoich potrzeb mieszkaniowych, a Primus AD obiecuje im ulżenie w spłacie zadłużenia.

Inna rzecz, że konsumenci przepłacali, bo deweloperzy musieli do ceny podstawowej metra kwadratowego doliczyć koszt własnego kredytu oraz marżę, z której musieli spłacać swoje domy, tworzyć oszczędności oraz żyć na co dzień.
Pozyskanie kapitału kosztuje. Ale PKB urósł w Polsce o ponad 100 proc. Jakąś korzyść z tego mamy, że się zadłużamy. Byle pracować i spłacać. Samodzielnie.

*
Stronnicy rządu PiS argumentują, że opozycja rządowi przeszkadza w reformowaniu (czyt. naprawianiu) Polski, bo opozycja „chce polskiej biedy”?
Czytam w różnych miejscach wypowiedzi różnych autorów krytykujących rząd polski, którzy ubolewają np. z powodu spadku od 6 miesięcy notowań giełdowych polskich spółek o ponad 30 procent, z powodu spadku wartości złotówki, spadku realnych dochodów ludności (wzrost cen podstawowych artykułów konsumpcyjnych), groźby wzrostu bezrobocia wywołanego tymi zjawiskami.
Nie dostrzegłem, aby ktoś pochwalał polską biedę. Przeciwnicy PiS mają inne recepty na te choroby. Nikt nie jest przekonany, że one są złe lub gorsze np. od pomysłów na karmienie górnictwa energetyką? Pod naciskiem PiS i związków zawodowych takie pomysły zaczęła już wdrażać PO w roku 2015.
*
Prezes Klubu Jagiellońskiego, dr Krzysztof Mazur, którego teksty i komentarze czytałem z przyjemnością, pisując na Prawicy.net, napisał artykuł „Jarosław Kaczyński – ostatni rewolucjonista III RP”.

Mazur twierdzi, że „prezes PiS ma krytyczny stosunek do tego, że fakt powstania „demokratycznego państwa prawnego” nad Wisłą po 1989 roku został z góry zadekretowany i nie poprzedził go demontaż struktur państwa komunistycznego” i sugeruje, że to oryginalny dorobek Kaczyńskiego, wyprowadzony z twierdzeń jego uniwersyteckiego wykładowcy prof. Ehrlicha.

Myślenie o Polsce według podobnego wzoru jest raczej powszechne. Rzadko kto, kto o obecnej Polsce myśli trzeźwo, tak nie uważa. Jako wieloletni autor portalu Prawica.net, K. Mazur powinien to dobrze wiedzieć.

Mazur szuka sposobu i argumentów, jak za pomocą słów ucywilizować dzikość Kaczyńskiego, aby stała się strawna dla ogółu. To bardzo ryzykowne, bo żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają i rozumieją Polskę z czasów Gomułki. Kaczyński jest neo-Gomułką, tow. Wiesławem przeniesionym w czasie. Nie ma co udawać, że jest inaczej.

Poza tym Mazur nie dostrzega, jak Kaczyński, że Polska jest już członkiem UE, co sprawia, że znalazła się w całkowicie odmiennym „paradygmacie” kultury prawnej, niż ten, który obserwował i opisywał 50-60 lat temu prof. Stanisław Ehrlich.

Klub Jagielloński wykonuje swoje zadania propagandowe i nic więcej z tego nie wynika.

*
Wyroki w sprawie kradzieży kury powinien wydawać Sąd Najwyższy, a w sprawach obrazy uczuć patriotycznych sądy ludowe, pod przewodnictwem miejscowego kibola, który ma bejsbola.
To jest wymiar sprawiedliwości wg PiS-Kukiz. Nawet Trybunał Konstytucyjny ma być wybierany w referendum. Demokracja bezpośrednia, rewolucyjna, bolszewicka.
*
Z JKM w Brukseli problemu nie ma, czemu gotowi są zaprzeczać ludzie eleganccy. On nie sprzeciwia się Europie jako obszarowi jednolitemu cywilizacyjnie, ale UE jako organizacji, która tę jednolitość ogranicza, nie chcąc zgodzić się na takie zróżnicowania, jakie tę cywilizację stworzyły i mogłyby ją cementować. Np. odrębne w różnych krajach odczuwanie wolności.
JKM jest wrogiem biurokratyzmu jako nowej formy ustrojowej etc.
Groźniejsi są socjaliści – prawicowi i lewicowi. Dlaczego? Bo ich postulaty można wprowadzać jedynie przemocą. Np. biurokratyczną.

„Idioci u steru” wiedzą to doskonale. Ale dokonują zamachu stanu, bo obecna pozycja Polski w Europie jest im nie na rękę. Liczą na więcej na wschodzie, u turańczyków, w Azji. Są naiwni, jak cały ten panslawistyczny projekt, wymyślony przez rosyjskich filozofów w XIX w. – http://geopolityka.net/rosyjski-panslawizm-jako-idea-geopolityczna/. Chcieliby być drugimi po Rosji, a nie jednymi pośród wielu równych.

Ja myślę, że po paru głębszych pisowscy filozofowie opowiadają sobie takie rzeczy z całą powagą swojej wiedzy i oczytania. Piszą to nawet w swoich niszowych pismach i na portalach. Chwaląc Putina jako człowieka zdecydowanego. Niestety, JKM też używa Putina do swoich prowokacji, pomimo że mało kto rozumie, że to są prowokacje intelektualne, wynikające z kontekstu.
*
Beata Szydło w Strasbourgu nic nie odpowiedziała, bo stwierdziła, że nie było pytań.
A nie było pytań, bo nie było o co pytać.
Do tej pory w Polsce nic takiego się nie wydarzyło, żeby było o co pytać.

Rzeczywiście, nic takiego.

*
Zaraz po powrocie z Brukselki premier straSzydło wykazała się wyjątkowym brakiem ogłady.

Zaprosiła reprezentantów opozycji na spotkanie, aby zachęcić ich do współpracy z rządem i poparcia jego działań, m.in. w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Kiedy uznali, że słowo kompromis nie pasuje do tej próby wymuszenia takich zachowań, które przekreślałyby ich odmienność polityczną, i nie zgodzili się na propozycje gospodyni spotkania, ona wyszła do dziennikarzy i powiedziała, że niepotrzebnie zaprosiła tych ludzi, bo oni robią jakieś fochy.

PiS jej zdaniem na te „dąsy” opozycji niepotrzebnie reaguje z taką życzliwością.

Biorąc pod uwagę „piłsudczykowanie” Kaczyńskiego, jedynym miejscem dla partii opozycyjnych w Polsce nie powinien być parlament, ale jakaś współczesna wersja Berezy.

*
Pora wrócić na ziemię. Do Polski. Spojrzeć z tej perspektywy na polski naród.

Pokazali w tv spokojnych ludzi, dwa małżeństwa, pobitych w święta w klubie bilardowym przez radnych z – bodajże – Szydłowca, którzy są bokserami i jako specjaliści od mordobicia pracują w ochronie tego klubu bilardowego w pobliskim mieście.

Jeden osiłek to radny miejski, drugi powiatowy.

Wchodzę na portal miejski i tam ani słowa. Szukam na portalu poczytnego dziennika regionalnego, a tam informacja, że najpopularniejszym sportowcem Szydłowca został kickboxer.

Kickboxing i karate to czołowe dyscypliny sportowe w tym historycznym miasteczku, gdzie kultywuje się pamięć o Hubalu i AK. Ale pobudowali tam też kilka orlików i innych boisk.

Kogóż to już w Polszcze wybiera się na radnych?! Warto też przyjrzeć się przy tej okazji, ministrze Ziobro, jakości kadr tamtejszych prokuratur i policji.

P.s. Jeżeli ktoś wie, jakie ugrupowania polityczne reprezentują owi bitni radni z Szydłowca, proszę w komentarzu dopisać tę cenną informację. Na tzw. stronie tamtejszego samorządu lokalnego takich informacji nie ma.

Raport z Brukseli (nie mylić z Monachium)

Rząd i jego polityczni akolici uparcie powtarzają, że w Brukseli została zaatakowana Polska.

Wtorkowa debata w Strasbourgu przeczy takiej propagandzie. To nie Polsce stawia się zarzuty w Europie, lecz polskiemu rządowi. Polska jest chwalona.

Polskiemu rządowi stawia się zarzuty również w kraju. Ale to jest standardowa sytuacja. Zawsze tak było i tak będzie, że obywatele wyborcy są podzieleni w ocenie tego, co robi aktualna władza. W Rzeczypospolitej nawet królowie byli krytykowani za to, jak rządzą krajem.

Kłopot w tym, że obecny rząd odrzuca głosy krytyczne w stopniu naruszającym poczucie zdrowego rozsądku. Uważa, że zasługuje wyłącznie na pochwały.
Z tego powodu jest krytykowany przez inne państwa europejskie, które mają swoich przedstawicieli w instytucjach Unii Europejskiej i obserwatorów w Polsce.

Sytuacja w Polsce jest wykorzystywana w instytucjach unijnych przez przeciwników UE jako silny argument przeciwko UE i przeciwko Niemcom. Chwalą Polskę za obecne wyłamywanie się z tzw. solidarności europejskiej.

Prezydent i premier, którzy brali udział w tych debatach, powinni jak najszybciej obywatelom Polski powiedzieć, jaką postawę przyjmuje Polska w tym wewnątrzunijnym konflikcie wartości i interesów. Tzn. czym Polska chce być w UE – jadem czy odtrutką.

Obywatele muszą usłyszeć, który wizerunek Polski nakreślony w tych debatach jest prawdziwy. W każdym razie oficjalnie prawdziwy. Nie powinni polegać tylko na tym, co powiedzą w telewizjach różni komentatorzy.

*

W Traktacie Lizbońskim, który przyjął w imieniu Polski pan prezydent Lech Kaczyński, nie ma np. żadnych gwarancji zrównywania emerytur czy innych przejawów dobrobytu.

Polecam każdemu syntetyczny skrót tego, co nam ś.p. Lech Kaczyński zafundował: http://tomaszcukiernik.pl/artykuly/teksty-o-unii-europejskiej/co-zmienia-traktat-lizbonski/

*

Dzięki tej unijnej debacie o sytuacji w Polsce, jaką pokazano w telewizji, liczni krajowi patrioci, szczególnie ci z bejsbolami w łapach i z wielkimi orłami wyhaftowanymi nawet na gaciach, mogli bezpośrednio usłyszeć, jakim to Polska jest ważnym krajem dla całej Europy i jak wiele ta Europa Polsce zawdzięcza. Oczywiście, jeżeli to oglądali i słuchali tego, co oglądają.

Ciekaw byłbym jednak, jak odpowiedzieliby na te pytania patriotycznie ustawieni Polacy w jakimś potencjalnym referendum, gdyby mieli do wyboru TAK/NIE:
– czy chciałbyś wprowadzenia dla Polaków wiz wjazdowych do Niemiec, Holandii, Austrii, Wielkiej Brytanii oraz pozostałych krajów Unii Europejskiej?,
– czy chciałbyś wprowadzenia zakazu pracy dla Polaków w krajach UE?,
– czy jesteś za zniesieniem dopłat obszarowych dla rolnictwa z UE?,
– czy jesteś za zakazem inwestycji zagranicznych w Polsce?,
– czy popierasz przywrócenie RWPG?

*

Europa ma ważniejsze problemy, niż Polska – twierdzą straSzydło i PAD.

To ma oznaczać, że w czasie, kiedy UE będzie radzić sobie z 1 mln imigrantów z Bliskiego Wschodu, to polskie władze mogą sobie dowolnie (na zapleczu) poczynać z 38 mln „swoich” poddanych, którzy nie powinni dla UE być aż tak ważni, jak ci imigranci. I żadna UE nie powinna się tym władzom wtrącać.

Bardzo specyficzne podejście. Może w UE nie spotkać się ze zrozumieniem.

*

Organizacji międzynarodowych nie tworzy się po to, aby one za cokolwiek umierały. Np. za Polskę. Żadnych organizacji nie powinno się tworzyć w tak prostackim celu.

Najłatwiej jest umierać na niby i walczyć o nic. Trudniej jest mądrze żyć.

*

Dostrzegalnym „osiągnięciem” obecnej władzy w Polsce jest odwrócenie najprostszego układu w otaczającym nas świecie: Przyczyna ===> Skutek. Teraz ta strzałka wygląda tak: Przyczyna <=== Skutek.

I, proszę: Polacy, Europo, nic się nie stało!

*

Zachód jest zaniepokojony także brakiem konkursów na stanowiska publiczne i upartyjnianiem państwa polskiego.

Konkursów na kluczowe stanowiska publiczne nie przeprowadza się obecnie w rządzie i w nierządzie.
W branży nierząd podstawowe kwalifikacje to:
1. nieznajomość pojęcia „moralność”,
2. charakterystyczny wygląd,
3. gotowość do świadczenia usług w godzinach nadliczbowych oraz w weekendy,
4. zdolności językowe (nie mylić z oralnymi).
Walory dodatkowe:
1. brak doświadczenia,
2. zdolności przystosowawcze (mimetyzm i mimikra),
3. wiedza w zakresie finansów (przepływy finansowe).
Jeżeli miałbym proponować konkurs, to tylko sprawnościowy wraz z portfolio w formacie HD (nie mylić z hard).

*

Raz po raz czytam o przedterminowych wyborach, że dobrze by było przeprowadzić referendum w tej sprawie.

W obecnej sytuacji możliwe jest jedynie referendum na wniosek grupy co najmniej 500 000 obywateli mających prawo udziału w referendum. Sejm może nie przychylić się do niego i nie podjąć uchwały o zarządzeniu referendum.

Nie widać takiej większości sejmowej, która taki wniosek przegłosuje na korzyść wnioskodawców, skoro PiS ma powyżej 50 proc. mandatów. Poza tym jak uprawdopodobnić frekwencję powyżej 50 proc. uprawnionych, aby – w przypadku decyzji większości głosujących o zwołaniu przedterminowych wyborów – ta decyzja była wiążąca. Osoby podejmujące taki temat powinny wcześniej trochę policzyć.