Miłego dna, krzyżowcy z Żoliborza!

Miłego dna! – tak zawsze odmrukuję tym, którzy życzą mi miłego dnia, a nie są ekspedientami/-kami w sklepie lub na poczcie.

W tych profesjach za używanie zwrotów typu „miłego dnia”, „w czym panu pomóc” płacą nawet przy sprzedaży karkówki i mielonego. Can I help you? -znaczy tyle, co polskie „Co podać?”. Panience w banku po takim pytaniu przetłumaczonym wiernie na polski mógłbym odpowiedzieć: miskę do rzygania po polsku, ale szkoda człowiekowi śledziony. Nie odrasta.

Takie lepkie, landrynkowate, wyrażające usłużność, której ja np. nie oczekuję, wykorzystywanie języka polskiego wywołuje we mnie odruchy językowo wymiotne. Tak się po polsku mówić nie powinno. To jest kiczowata uprzejmość, kiczowata bo nieszczera i automatyczna.

Automatyzm form grzecznościowych w języku polskim powinien być wyrażany poprzez ‚proszę/słucham/co dla pani, pana?‚ (koniecznie intonacja pytająca), ‚dziękuję, do widzenia/cześć, do usłyszenia (można tak przez telefon), zapraszam ponownie, proszę do nas zaglądać częściej…‚ – w takich sytuacjach, gdzie używa się tego irytująco kiczowatego anglicyzmu ‚w czym mogę panu pomóc?‚ albo tego czegoś w rodzaju ‚miłego dnia! na odchodne.

A co ciebie, droga panienko, obchodzi moje samopoczucie?! Nie w tej sprawie do ciebie przyszedłem – powinienem zaprotestować. Tak im jednak każą wysławiać się ich pracodawcy, którzy nabyli swojej ogłady i mądrości z mądrych książek na temat marketingu, napisanych przez panie psycholożki biznesu. Nie psuję polskiej krwi, uśmiecham się i wzdycham za ekspedientami scharakteryzowanymi w „Lalce” oraz za statusem przedwojennej matury, która ze zwykłego śmiertelnika robiła oczytanego i elokwentnego humanistę, mówiącego językiem literackim. A przynajmniej mającego tego typu ambicje i potrzeby.

Kiedyś jeszcze reagowałem: nie potrzebuję pomocy, proszę mnie zwyczajnie obsłużyć. Widzę jednak, że ludzie tej różnicy nie zauważają i to ja mogę wyjść na idiotę, więc o poprawność językową w sklepie, banku, urzędzie dbać osobiście przestałem. Nadal razi mnie jednak w banku tabliczka „Opiekun klienta indywidualnego” (Qrwa mać!, niech oni mnie obsługują, a nie zapewniają mi opiekę!!! Co jest, do cholery?!).

Tym, co wypada mówić i pisać, gdy funkcjonuje się w przestrzeni publicznej, powinni zajmować się nauczyciele w szkołach podstawowych i dalszych. Ci nauczyciele mówią jednak tak samo, więc nikt nikogo poprawności językowej nie nauczy. Uczą poprawności politycznej, żeby było różowo-landrynkowo jak na siłce i na Walentynkach. Za ten skrzywiony obraz świata odpowiadają Barbies, czyli w zasadzie infantylny feminizm z pytań na śniadanie. Mam tego dosyć! I co z tego? Tyle, że sobie o tym napisałem, dowalając przy okazji tym pacanom z „żoliborza” (co brzmi, jak z gołoborza).     

*

Polskość objawia się w języku polskim, kulturze i sztuce, sposobie porozumiewania się po polsku. Polskość jako narodowość pojawia się wtedy, kiedy Polacy znajdują się w stanie oblężenia przez samych siebie; wtedy mówią do siebie samych kilkoma językami naraz. Bez tego samooblężania się są tacy sami, jak inni ludzie. Jak wszyscy.

Powtarzam, przypominam swoją śpiewkę sprzed 10 lat. Znowu może się komuś przydać.

Słowo ‚naród’ należy w Polsce czytać jako ‚kościół’. Obywatele, społeczeństwo to są elementy obce kulturowo, postmodernistyczne. Tak można myśleć o ludziach we Francji, Holandii, ale nie w Polsce. Biskupi i proboszczowie na to nie pozwolą. Prawdziwą władzę po ostatnich wyborach przejęli w Polsce proboszczowie, którzy odczytują listy, sorry – rozkazy, pasterskie w czasie mszy.

*

Wieje nudą dobrej zmiany. Zmiany na zimną wodę, w której staje tylko kaczorowi, jak powiada polski dowcip językowy (w 1985 jechałem autobusem pekaes ze Szczytna do Nidzicy, przed przystankiem pytam: w Zimnej Wodzie staje? Chyba kaczorowi – odpowiada kierowca i rechoczemy. Co stało się z tą polską powszechną zdolnością do porozumiewania się za pomocą żartu językowego, skrótu myślowego, wyczucia ironii, podtekstu? Też już tego nie uczą w szkołach?). Szybko poszło. Nie uwierzyli we własną propagandę? My straciliśmy przez tych niedowiarków i nieudaczników ciepłą wodę w kranie lub jej obietnicę.

Rzeczywiste cele Kaczyńskiego widać dopiero wtedy, kiedy z okazji miesięcznicy wchodzi na podstawkę i przemawia do ludu smoleńskiego. Hierarchowie ładują mu akumulatory do zasilania mikrofonów, podstawiają agregaty, kamery i anteny przekaźnikowe. 

*

B. straSzydło spotkało się ze swoją niemiecką odpowiedniczką. Co z tego wyniknie? Nic nowego.

Kiedy polscy biskupi zwrócili się do Niemców ze słowami wybaczenia, wiedzieli że droga z ruskiej Azji na Zachód musi prowadzić przez Niemcy, czujące się po II wojnie takim samym wyrzutkiem, skrzywdzonym i podeptanym, jak Polska. Zachód i Wschód siedzieli im na karkach i rządzili ich marionetkowymi rządami. Pojednanie z Polską było rozgrzeszeniem bez pokuty. Enerdowcy w październiku 1989, zanim upadł ich mur, uciekali do Polski, aby przedostać się do RFN. To było polskie zwycięstwo

Dzisiejsi politycy polscy chcą ominąć Niemcy w drodze na zachód. Tak, jak niemiecko-rosyjskie rurociągi i rosyjskie ciężarówki okrążają Polskę. Waszczykowskim wydaje się, że bliżej Polakom do Europy przez Anglię i USA, z którymi husaria pod wodzą Macierewiczów będzie odbijać Syrię z rąk Rosji. Razem pokonają nawałę bisurmańską, tym razem pod Damaszkiem. Krzyżowcy z Żoliborza.

*

Drogę do Europy przez Anglię i USA zablokował polskim krzyżowcom Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej. Oni jedynie skorzystali z jego wczesniejszej propozycji złożonej Europie i Cameronowi, jak nie dopuścić do brexitu i zagospodarować falę islamskich imigrantów. Niemieckie gazety odwdzięczają się Waszczykowskim i straSzydłom za antyniemieckie wypowiedzi i grymasy otwartymi pochwałami dla Tuska.

Ale chwalą go także w USA, którym PAD pada do nóg przed szczytowaniem na warszawskim stadionie, gdzie niedawno padał przed Bashoborą.

*

A Biedroń, jak piszą, uwielbia marihuanę. Policja nie będzie go ścigać. „To nie przestępstwo” – powiada. Przechwałki nie są karalne. I tak trzymać.

Piszą też, że koleżanka byłej pani minister, psiapsiółki psiapsiólek Kopaczowej od tzw. loterii paragonowej wygrała samochód w tej loterii, przy której sama pracowała. Ten wygrany paragon musiał pochodzić od dealera Opla i został wystawiony za zakup insigni? Jak cud, to cud! Insignia ma opinię samochodu wyjątkowo awaryjnego. Nie idzie sprzedaż, to potrzebna jest loteria.

*

Kiedy czytam sutry, to przynajmniej wiem, że boski tekst zapisywali w nich ludzie. Niepewni swego i omylni, pełni pokory. Tacy, którzy nie  chowają się za płaszczem Nieznanego.

Dogmatyzm biblijny jest nie do zniesienia, kiedy interpretują go teolodzy. W ich interpretacji jest to rodzaj statutu objawionego jakiejś spółki z o.o., korporacji czy kartelu, spółki spółek.

Ech! Kto wie, co tam było na początku napisane? A co zostało podyktowane przez recenzentów tego, co było opowiadane przy ognisku na pastwisku?

Nie ma wyjścia, trzeba wierzyć w to, co jest – tak mogłoby brzmieć wyznanie wiary racjonalisty, którego proste rozumowanie doprowadziło do przekonania, że wiara konstytuuje człowieka. Także nowoczesnego, który rozumie, jak długo trwa przepływ tej fali grawitacyjnej, której istnienie ludzkość właśnie potwierdziła doświadczalnie, empirycznie, a Einstein sobie to kiedyś wyobraził lub odczuł. Wolno mi wyobrazić sobie, odczuć lub nie i uwierzyć. Chrzest jest obrzędem magicznym, inicjacyjnym, sytuację człowieka zmienia wprawdzie formalnie w kołysce, ale do uznania tej zmiany trzeba dorosnąć.

Można też nie dorosnąć i nie wierzyć, i chodzić dzięki temu na spotkania z Bashoborą lub do wróżki.

Przed taką religijnością, chwała Bogu, coraz wyraźniej i śmielej przestrzega Papież Franciszek. Ani chybi, zawali się świat polskim proboszczom i biskupom mianowanym na swoje funkcje z racji sutej prebendy, jaką dostaje się za usługi i posługi, bo przecież nie tylko za piękne oczy.

*

Krzyżowiec Macierewicz zadeklarował, ze polskie wojsko pójdzie na front syryjski. Arabscy komentatorzy (zapewne z placówki zagranicznej gdzieś na Arbacie?) pokpiwają sobie z Polski i ślą pogróżki.

Może od razu na Madagaskar? Albo jakaś baza wojskowa w północnym Izraelu? Narodowcy od Kukiza byliby szczęśliwi, że jest jakaś awantura, okazaliby swoją siłę i zdecydowanie na konferencji prasowej.

Może żyje jeszcze gdzieś jakiś potomek cesarza Madagaskaru Maurycego Beniowskiego? Warto by poszukać pośród Malgaszów i nauczyć go polskiego. Dzięki podbojowi tej wyspy Polska mogłaby poprzez imigrację Malgaszów upodobnić się do potęg UE, jak Francja czy Holandia.

Przypomnę tylko, jak ochoczo prezydent Kwaśniewski i premier Miller w 2001/2002 wysyłali polskich żołnierzy do Afganistanu. Ten przykład wzmacnia moje przekonanie o peerelowskim pochodzeniu mentalnym obecnej ekipy rządzącej. Niestety. O innych kierunkach wojennej aktywności nie wspominając.

Państwa NATO z błogosławieństwem polskiej odmiany Kena, czyli PAD-a i jewo szczerskich pomagierów, uprawiają znowu „kupczenie” polską suwerennością na zasadzie: jak się dzisiaj ze mną puścisz, to ja się kiedyś z tobą ożenię. D..y dajemy, a baz jak nie ma, tak nie ma. Lubimy to, chociaż to zwykłe kurestwo, a przy tym grzech dla prawowitego katolika?

Bajdurzymy coś światu o wychodzeniu i rekonstrukcji UE, ale po kolejnej zdradzie nie opuszczamy i nie rekonstruujemy NATO. Jakby obecność w UE i NATO to były jakieś odrębne sprawy. W tym nasi krzyżowcy są, na szczęście, za krótcy, więc przyjeżdża jakaś wysłanniczka z centrali i proponuje, żeby się krzyżowcy uspokoili. Jedynym, który tego nie rozumie, jest PAD czyli po amerykańsku Ken.

*

Kaczyński nie gra w piłkę nożną, bo on się nie wychowywał pod blokiem, jak Tusk. W telewizji oglądaj sport. To jest najłagodniejsza forma aktywności, jaką pokazują w telewizji. Reszta to czysta, skondensowana brutalność.

*

Co jakiś czas przy kumulacji w totka sięgającej powyżej 10 milionów mam indywidualne roszczenie za 3 złote do samego Pana Boga.

I dlaczego on tego nie słucha? On chyba jest jakiś antysemita albo mnie z kimś myli?!

*

Jakość zaplecza kadrowego partii rządzącej jest obnażana licznymi przypadkami osób obsadzanych na intratnych stanowiskach, które nie mają czystej karty personalnej. Prawnie i moralnie. Jedni trwają, inni spadają po jednym, dwóch dniach.
Już słyszę co najmniej dwa wytłumaczenia takiego zarzutu:
1. PO miała jeszcze gorsze kadry,
2. wszyscy Polacy tacy są i nie ma wyboru.

W takiej sytuacji Dobra Zmiana nie może nastąpić.

*

Co do wartości PiS, w Niemczech wątpliwości nie może mieć tylko postenerdowska NPD (coś pomiędzy SED a NSDAP).
Celem NPD jest m.in. zmiana konstytucji, bezpośrednie wybory prezydenckie, renegocjacja układów międzynarodowych, referendum w sprawie członkostwa w UE i przywrócenie marki niemieckiej.

*

Szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski mówił w Polskim Radiu, że będzie domagał się od Niemiec wyjaśnień w sprawie żartów z lidera PiS-u. Szef polskiej dyplomacji zapowiedział, że będzie pytać partnerów w Niemczech, czemu służą takie „wybryki”. – http://wiadomosci.onet.pl/swiat/rzecznik-rzadu-niemiec-o-zartach-z-j-kaczynskiego/4s8psq

Jak można prosić o wyjaśnianie żartu? Inteligentny człowiek rozumie dowcip w lot, bo na tym cały dowcip polega, aby nie trzeba go było tłumaczyć.

Mój niemiecki kolega uważa, że Niemcy śmieją się z polskich żartów dopiero, gdy ktoś pierdnie. Ale Waszczykowski ma nazwisko, jak typisch Polak z Mazowsza, z tamtejszej szlachty zagonowej. Powinien śmiać się przed pierdnięciem.

Już wiadomo, dlaczego tak poważna szlachta, jak Dobrzyńscy z „Pana Tadeusza” wyprowadziła się na Litwę. Waszczykowscy w spisie szlachty dobrzyńskiej w XVI w. nie figurują. To skond ten wons?

*

Dodatek 500+ wpłynie na obniżenie aktywności zawodowej kobiet i zahamuje podwyżki wynagrodzeń – twierdzą związki pracodawców. Dotyczy to najniżej zarabiających.

To działa na korzyść pracodawców, których obecny rząd raczej nie lubi, a na pewno wysyła w ich stronę kwaśną chemię i pobudza do KOD-owania na ulicach.

Jeżeli podwyżkę (zasiłek) dało państwo, które wcześniej zabrało pieniądze prywatnej firmie, to jej szef nie musi swoim dzieciatym pracownikom dawać podwyżki, bo by zaszkodził dziecku i całej rodzinie pracownika. Straciłaby prawo do zasiłku, przekraczając np. o złotówkę kwotę uprawniającą do zasiłku. Tak to wymyślono. Nie po raz pierwszy.

W kraju, w którym mamy najniższe wynagrodzenia w UE i jedne z najwyższych obciążeń podatkowych, państwo hamuje mechanizmy podwyżek wynagrodzeń. Popiwek Bis (jeżeli ktoś jeszcze pamięta, jak działał popiwek?).

A przecież dystrybutorem pomocy dla najniżej zarabiających mogliby być bezpośrednio pracodawcy, którzy przekazywaliby pracownikom w wypłacie dodatek socjalny, w zamian państwo pobierałoby od pracodawców niższe podatki.

Takie rozwiązanie byłoby prostsze, szybsze i tańsze, bez kosztownego kilkuszczeblowego pośrednictwa fiskusa, ministerstw i gmin. Wszystko załatwiłyby firmowa kadrowa i księgowa.

Ale wyszłoby, że to szef daje +500, a nie rząd. I cały ten narodowo-socjalistyczny mit obrony warstw najuboższych, na którym opiera się oszustwo ideologiczne PiS, padłby jak ścięty maczetą. PAD by też pod tym padł.

*

Minister Jarosław Gowin nie musi przepraszać Mateusza Kijowskiego za wytykanie mu przodków, bo właśnie utracił ostatecznie zdolność honorową i jego przeprosiny nie mogłyby zostać przyjęte. Nawet wyrzucenie z posady przez Kaczyńskiego raczej mu nie pomoże.

Jarosław Gowin powinien przeprosić Mateusza Kijowskiego.

*

Po wprowadzeniu stanu wojennego powiedziałem, że tamto wytrzyma jeszcze góra 15 lat. Padło po 8.

Pod koniec zeszłego roku temu dałem góra 1,5 roku.

Może i teraz uda mi się należeć do tzw. proroków mniejszych?

Konstytucja „Dobra zmiana”

Tekst p.t. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, uchwalony w dniu 2 kwietnia 1997 r. przez Zgromadzenie Narodowe tejże Rzeczypospolitej Polskiej, trafił tymczasem na dno szuflady jakiegoś biurka jakiegoś szeregowego posła. Oczywiście, wiadomo, kogo mam na myśli: szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego, prezesa partii Prawo i Sprawiedliwość. Za przykładem tegoż posła poszli szeregowi i czołowi działacze tej partii. Za ich przykładem pójdą, już kroczą, inni.

Tekst powyższy został zastąpiony przez Program Dobra Zmiana (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Konwencja-Dobra-zmiana-Andrzej-Duda-podsumowal-kampanie,wid,17552446,wiadomosc.html?ticaid=116704), wyrażony najpierw całościowo w spocie wyborczym kandydata na prezydenta RP, a następnie modyfikowany i ulepszany oraz uszczegółowiany przez osoby niższej rangi. Treść tego dokumentu ustalana jest w trakcie Wielkiego Marszu Naprawczego i jego ostatecznej wersji nikt jeszcze nie zna.

Dla większości dorosłych Polaków taka prowizoryczna sytuacja to nic nowego. Przez 45 lat Polski Ludowej, zwanej dla zachowania pozorów Polską Rzeczpospolitą Ludową (pełna nazwa PRL), istniał jakiś tekst konstytucji, ale jego zapisy nie miały praktycznego zastosowania. W to miejsce stosowano uchwały kolejnych zjazdów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (pełna nazwa PZPR), o których wykonywanie dbał Komitet Centralny PZPR pod kierownictwem kilku, kulkunastoosobowego Biura Politycznego PZPR. I tak dalej.

Z tym mechanizmem próbowano zerwać w 1989 roku, dopuszczając do współrządzenia uświadomioną politycznie klasę robotniczą (m.in. NSZZ Solidarność i OPZZ) oraz konstruktywnie myślącą inteligencję (m.in. laicki KOR i katolickie KIK), ale i to nie wyszło. Po uchwaleniu konstytucji powróciliśmy więc natychmiast (AWS-UW) do ustrojowego prowizorium, kształtowanego na podobieństwo maoistowskiego Wielkiego Marszu. To jest dla Polaków znacznie wygodniejsze, niż nudne przestrzeganie prawa uregulowanego przez jakąś krępującą ruchy konstytucję.

Ekipa PO-PSL puściła całe państwo na żywioł, obywatele wycofali się na emigrację i do szarej strefy, zatem każdy, kto próbuje rozejrzeć się w tym żywiole, musi wyglądać na osobę zaprowadzającą porządek. Z takiego punktu widzenia hasło Dobra Zmiana musi stwarzać pozory przystającego do rzeczywistości. Niezależnie, czy za tym hasłem idzie jakaś zmiana i czy jest dobra. Wystarczy, że hasło jest samo w sobie dobre i pojemne. 

*

 Po 1989 roku Polska została dopuszczona do europejskiego wyścigu o wolność i demokrację, której domagali się od władz jej mieszkańcy. Z uwagi na słabą kondycję, brak odpowiedniego treningu i amatorstwo, władze Polski otrzymywały przez lata handicap.

Kraje najlepiej wytrenowane próbowały biegać wolniej, niż potrafią, abyśmy zdążyli stworzyć państwo, czyli samodzielne i sprawne instytucje. Widząc, że nie ma w Polsce takich instytucji i nie ma konstytucji, postanowiły wykluczyć nas z zawodów. 

Po 26 latach pierwsze straciło cierpliwość Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii. Oświadczyło, że nie będzie już dłużej czekać na maszerujących sobie powolutku Polaków, którzy w swoim Wielkim Marszu zatrzymują się po zasiłki na Wyspach. Jako zjednoczone królestwo woleliby opuścić zjednoczoną Europę, w której Polska jest im kulą u nogi, i chcą poruszać się w swoim wyuczonym tempie.

W ramach Dobrej Zmiany polski rząd zgodził się na zamknięcie Wysp przed bezrobotnymi i wykluczonymi społecznie Polakami, jeżdżącymi tam po zasiłki socjalne i wprowadził dla nich własne zasiłki. W tym celu opodatkował firmy w Polsce, w tym brytyjskie.

Angolom jest obojętne, czy zasiłki otrzymają imigranci zarobkowi z Polski czy z Syrii, bowiem nie są krajem katolickim i nie czują się z Polakami solidarni religijnie poprzez Watykan. Bóg, w którego wierzy osoba pracująca na zmywaku lub przy sortowaniu śmieci, w ogóle ich nie obchodzi. Dopóki nie przeszkadza im w wykonywaniu obowiązków. Obchodzą ich tacy imigranci, którzy są samodzielni, pracują i płacą podatki.

Z jakiegoś powodu rządowi polskiemu takie równe z innymi traktowanie Polaków przez rząd GB całkowicie odpowiada. Oficjalnie mówi się o tym, że idzie mu o to, żeby GB nie występowała z Unii Europejskiej. To jednak nie ma sensu, bowiem rząd polski nie widzi sensu w dalszym funkcjonowaniu tej unii. Jak już, to wolałby stworzyć jakąś własną. Tak można sądzić po zachowaniu i wypowiedziach polskiego ministra spraw zagranicznych.

Jeżeli GB pozostanie w UE, to prędzej przyjmie swoją pulę imigrantów z Azji i Afryki, bo oni lepiej mówią po angielsku i nauczeni są ciężkiej i mozolnej pracy w kapitalistycznych lub feudalnych gospodarkach. Socjalizmu nie mają wszczepionego do krwi, jak mieszkańcy środkowo-wschodniej Europy. Będą musieli się podporządkować, bo nie mają dokąd i po co wracać. Polak czy Bułgar mają po dwóch godzinach lotu jakiś dom, jakąś rodzinę, jakiś zagon kartofli, oraz system socjalny plus 500+, więc polski rząd może sobie swoich bezrobotnych zabierać do siebie.

Na ten typ solidaryzmu europejskiego polski rząd chętnie się zgodził, bowiem chciałby osiągnąć zakładany wskaźnik rezultatu Projektu Dobra Zmiana w postaci zwiększenia się dzietności w kraju oraz zatrzymania trendu depopulacji. W zamian oczekuje baz wojskowych NATO i dokuczania Niemcom (nawet nie Rosji), byle nie były to bazy niemieckie. To odpowiada obecnym potrzebom Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii, m.in. potrzebie zatrzymania Szkocji w zjednoczeniu.

Jako że Zjednoczone Królestwo nie posiada formalnej konstytucji, jak np. Francja czy Niemcy, wsadzenie na spód szuflady książeczki p.t. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej przez legalnie wybrane władze w Polsce, wcale rządowi Wielkiej Brytanii nie przeszkadza, a nawet go nie obchodzi.

Jeżeli GB będzie potrzebowała u siebie polskich lekarzy i pielęgniarek, dentystów, informatyków, wykształconych w polskich uniwersytetach, to znajdzie sposób na to, żeby oni na Wyspy przyjechali, omijając formalne przeszkody i ograniczenia. Tymczasem nie ma zamiaru czekać na całą Polskę, aż pobiegnie w takim tempie, jakiego się od niej oczekuje w zachodnim klubie biegaczy długodystansowych.

Jeżeli Jarosław Kaczyński mówi Polakom, że Polska nie chce już takiej Europy, to oznacza to, że Europa nie chce już takiej Polski, a jako pierwszy powiedział to głośno David Cameron. Tyle znaczy wypowiedź polskiej premierki do rodaków w Londynie: że polski rząd będzie o nich dbał. Tyle, i tylko tyle, jak to się mówi w gabinecie pani Beaty. 

*

Czytanie „Polityki” pomaga jak antydepresant. Ten tygodnik stał się z biegiem lat pismem ludzi zadowolonych z Polski i wolności w polskim wydaniu. Autorzy „Polityki” mają zwykle powyżej 50 lat i pamiętają, jak to działało, gdy o wszystkim decydowała jedna partia. Piszą więc o tym, czego trzeba się bać w Dobrej Zmianie. Z nadzieją, że jest ktoś, kto się nie boi. Aby się nie bać, obywatele musieliby sami stworzyć takie instytucje, które pilnują rządu i mają nad nim władzę. Musieliby docenić model państwa, w którym rządzą stowarzyszeni obywatele. Niekoniecznie partyjni. Tego nie zrobiliśmy.

Z całego zestawu rzetelnych danych optymistycznie brzmią wyniki badań PGSW z końca roku 2015 (PGSW – Polskie Generalne Studium Wyborcze). Wychodzi na to, że powyżej 50 procent osób niegłosujących oraz głosujących na PO, Kukiz’15, Nowoczesną, Zjednoczoną Lewicę, PSL popiera takie państwo, które wspiera postęp i nowoczesność. Natomiast ponad połowa elektoratów PiS oraz KORWIN popiera takie państwo, które chroni i wspiera tradycyjne wartości.

Ta klasyfikacja nie uwzględnia niuansów i indywidualnych postaw, które nie są zwykle ciosane toporkiem czy wyrąbywane maczetą albo bejsbolem. Ale pokazuje, jak naprawdę wygląda ten podział, którego Program Dobra Zmiana jest rejestrem tworzonym z marszu i w marszu. Jeżeli zwolennicy postępu i nowoczesności liczeni są na 77 procent, a zwolennicy tradycyjnych wartości na zaledwie 23 procent, to czego tu się bać? 

Spór o Mieszka, czyli o Gniezno

Gniezno miało ostatnio swoje 0’30″+ w ogólnopolskich mediach z innego powodu, niż kryminalny. Poszło o Mieszka I za sprawą Roberta Gawła – senatora PiS oraz Pauliny Hennig-Kloski – posłanki partii Nowoczesna.

Paulina Hennig-Kloska, zwolenniczka hasła „Zgoda i współpraca pomiędzy Gnieźniany!!!”, a zarazem reprezentantka najtwardszej z twardych partii opozycji antypisowskiej (niebywałe, jak ona to umie ze sobą pogodzić?!), złożyła już publiczną samokrytykę za swojego „króla Mieszka” w swoim rodzinnym mieście. Zatem sprawa została załatwiona w stylu plemiennym, jaki obowiązuje na lokalnej agorze od wieka wieków. Wybaczcie, ziomale, przejęzyczyłam się, byłam zmęczona tymi dojazdami do pracy w dalekiej Warszawie! Uszło jej na sucho.

Co innego Robert Gaweł. Ten zaliczył porażkę sromotną. Najpierw jako historyk i w ogóle jako absolwent uniwersyteckiej specjalności humanistycznej oraz licealny nauczyciel historii. Tymi argumentami próbował przekonywać do swoich racji w sprawie „hołdu dla Mieszka”. Argumenty słabe. Jego senaccy oponenci – przypomnę: w sprawie oceny zdolności honorowej Mieczysława I do składania mu hołdów i czci po 1050 latach – mieli tyle samo racji, co i on. Co do istoty rozbieżności wychodzi im tzw. zerowe prawdopodobieństwo 50:50, wg wzoru: I ty masz rację, i ja mam rację. W takich przypadkach zazwyczaj „rację” ma ten, kto głośniej krzyczy albo ma jakiegoś „bejsbola”.

A to powinien wiedzieć i przewidzieć. Tymczasem w senacie brnął w te zasieki i w ciemność, jak w tym ataku na stację Winiary, jakiego – niestety – annały Jedynego Zwycięskiego Polskiego Powstania nie odnotowały. Brnął odwołując się do swoich wykładowców uniwersyteckich sprzed 30 lat i te pradawne ich „ustalenia”, które akurat teraz podlegają najgorętszym reinterpretacjom w branży historyczno-archeologicznej.

Obecne, nader liczne, reinterpretacje biorą się z uwolnienia badań na temat wczesnego średniowiecza w Polsce od urzędowej presji propagandowej, której podłożem była ideologia słowianofilska i antygermańska jednocześnie, wiernopoddańcza wobec idei płynących z ZSRR. Nawet magister historii dzisiaj wie, że w tych ustaleniach dawnych profesorów więcej da się znaleźć zręcznych manipulacji faktami i domysłami, niż samych faktów. Lepiej zatem kwestionować takie interpretacje, gdy nie ma źródeł, bowiem to jest po prostu naukowo uczciwsze. Na ten prosty haczyk senator Gaweł z PiS został złapany przez dwoje rozbawionych sytuacją senatorów z PO.

Dlaczego tak łatwo było go złapać na taki haczyk na płotki? Ano, z powodu prowincjonalizmu i czytelnej dla każdego nieszczerości intencji. Robert Gaweł, jak ze sto tysięcy lokalnych patriotów z Ziemi Gnieźnieńskiej i jej najbliższej okolicy, jest przekonany, że hasła Gniezno-Chrobry-Mieszko-Wojciech-Pierwsza Stolica-Chrzest Polski stanowią zbitkę pojęciową znaną w Polsce i poza jej granicami, która zawsze wywołuje najwyższy szacunek i uwielbienie. Co tam?! Musi wywoływać ów szacunek i uwielbienie, bowiem tego wszyscy byli uczeni w szkołach, jako probierza do określania, co to jest patriotyzm i kto jest patriotą. Sam Gaweł, jako nauczyciel historii oraz prawdziwy patriota lokalny i krajowy, realizował swoją politykę historyczną według takiego wzorca i nikt mu się (prawie nikt) nie sprzeciwiał. Aż sprzeciwili mu się jacyś przypadkowi senatorzy, na których taka zbitka pojęciowa nie ma takiego wpływu, na jaki Gaweł liczył. Wychodzi więc na to, że senator Gaweł powinien przemyśleć, a może i przewartościować, swoją dotychczasową działalność pedagogiczną i popularyzatorską w zakresie dziejów swojej małej ojczyzny.

Nie musi tego robić, dopóki będzie to się podobać na Ziemi Gnieźnieńskiej i dopóki wyborcy będą, jak posłanka Hennig-Kloska, uważali, że poseł i senator ma załatwiać nasze, lokalne sprawy w Warszawie. Takiego, który załatwia, wybiorą ponownie. Przykład posła Tomaszewskiego pokazuje, że nie zawsze. Senatorowie PO, którzy rzecz jasna również zostali wybrani po to, aby przy okazji własnych pozałatwiać jakieś lokalne interesy, wiedzą, jaka jest teoria: w parlamencie nie ma miejsca dla jawnie lokalnych interesów, są tylko sprawy Polski i Polaków. W parlamencie poseł czy senator ma ślepnąć na lokalne sprawy. Taka jest teoria. Gdyby oboje senatorowie z PO zechcieli w przyszłości wystąpić z czymś lokalnym z trybuny, senator Gaweł będzie miał szansę sobie z nich zadrwić. Tym razem dał powód do drwiny z siebie i z Mieszka I we wszystkich mediach.

A przecież chciał dobrze dla swoich wyborców, realizując przy okazji osobiste ambicje, do czego każdy ma prawo. W sytuacji, gdy wszystkie czekoladki z okazji obchodów 1050. rocznicy chrztu (Polski czy Mieszka I?) zostały już rozdane, a Gniezno zostało przy tym rozdawaniu skrzywdzone bądź pominięte, jakże niesłusznie!!!, on senator i historyk z zawodu i powołania, jako patriota lokalny miał obowiązek uzyskać coś, co by jego ukochane Gniezno wyniosło przy tej okazji ponad wszystkie inne Poznanie, Lednice i Murowane Gośliny. O Mieszku śpiewali nawet T-raperzy znad Wisły, tak jest znany!!! A Mieszko to Gniezno, niech ktoś powie, że było i jest inaczej. Gaweł, zapewne po zgodnej, jak w „Panu Tadeuszu”, naradzie wszystkich miejscowych parlamentarzystów i sił politycznych, liczył zapewne, że jak senat uchwali hołd, czy cześć?, dla Mieszka I Ochrzczonego, to z tej okazji na Gniezno spłyną splendor i dodatkowe pieniądze. W końcu taki senat to nie byle co.

Senacki spór o Mieszka i jego domniemany chrzest, którego rocznica będzie obchodzona oficjalnie w roku 2016, pobudził do dyskusji całą Polskę. Również do dyskusji dość poważnych, jak np. wywiad w „Plusie Minusie” z amerykańskim historykiem Philipem Earlem Steelem. Steel uważa chrzest Mieszka I za prawdopodobny z powodów magicznych: jego zdaniem uwierzył on w potęgę chrześcijańskiego boga, uznał go za silniejszego od Światowida, bo w 963 przegrał bitwę z Wichmanem, który już był chrześcijaninem. Robertowi Gawłowi udało się zatem jedno: wzbudził na chwilę zainteresowanie czytającej ludności piastowskim księciem, a przy tym samym Gnieznem. To było warte tego poświęcenia i tych strat wizerunkowych, które nie były przecież wykalkulowane jako korzyści osobiste. To było poświęcenie dla Gniezna i wykonanie obowiązku wobec wyborców.

Steel domyśla się także innych rzeczy w sprawie Mieszka I. Warto ten wywiad przeczytać. Mówi w nim m.in.: „(…) każdy Polak jest ekspertem od rodu Piastów, a przynajmniej wszystkim się wydaje, że mają na ten temat coś sensownego do powiedzenia. Każdy ma swoją teorię. Było nieraz naprawdę zabawnie. Jedynym, który naprawdę wykazał się wiedzą i którego bez żartów należy uznać za znawcę tematu, jest oczywiście Robert Gaweł z PiS, który notabene pochodzi z Gniezna. (…) Więc na Mieszku musi znać się świetnie”.

Korzystając z okazji, że mijają właśnie 33 lata (chrystusowy wiek!), jak sobie piszę o Gnieźnie, jak „każdy Polak” chciałbym oświadczyć, że jeżeli Mieszko I rzeczywiście 1050 lat temu przyjął chrzest od jakiegoś Czecha, to dla mnie to jest rocznica chrztu Polski w obrządku zachodnim, a nie chrztu Mieszka. Chrzest jakiegoś księcia nic by nie znaczył i nic by z tego nie przetrwało.

Ten „legendarny fakt” od 1050 lat przesądza o przynależności Polski do zachodniego kręgu cywilizacyjnego. Dzięki temu Polska należy w tej chwili do dwóch najsilniejszych organizacji gospodarczych i militarnych zachodniego świata, z którymi liczyć się muszą wszyscy nasi wrogowie, a prasłowiańska gra „Wiedźmin” sprzedaje się na całym świecie.

Jeżeli coś naprawdę cieszy mnie z tej okazji i skłania do oddawania czci koleżce Mieczysławowi z Gniezna, to właśnie ten rodzaj zwycięstwa, jakie noszą w tornistrach najmłodsi Śródziemnomorzanie z Polski i z innych krain Śródziemnomorza. Każdemu, kto ich zechce tego tego przywileju wolności pozbawiać lub manipulować zbiorową pamięcią, odetnę głupi łeb jakimś ognistym mieczem.

 

Piyńcet na jednygo plus trzi

Wzionem to piyńcet na drugiygo dziecioka. Pojechalim zaroz brykóm na orlyn, zatankowołech do pełnygo.

Staro godo, że pojadymy do galerii, to siy cóś dzieciokóm kupi. Łobydwóm.

Jak to pedziała, to tyn młodszy godo: – Odpierdólta siy od moi kasy! Jo żech to piyńcet dostoł! Łod Kaczyńskiygo!

No, to żech łotwor prawe drzwi i wypierdolyłech go zaro do rowu.

Nie bydziesz mi, znajduchu, robiył pisu w moi audicy!

Skónd miołem wiedzieć, że siy zaroz najduch połómie?!

Mój niezłomny podziw dla prezydenta – 15

„Chłopi”, „Noce i dnie”, „Wesele”, „Popioły”, „Quo vadis” – jedno z tych dzieł literatury polskiej będzie lekturą „Narodowego Czytania” w 2016 r.

Do udziału w głosowaniu, które przesądzi o wyborze lektury, zachęca prezydent Andrzej Duda.

Podczas ubiegłorocznej edycji Narodowego Czytania zaproponowałem, aby utwór do kolejnej wspólnej lektury wybrali wszyscy Polacy. W wyniku konsultacji przeprowadzonych z wydziałami filologicznymi uniwersytetów oraz Radą Języka Polskiego powstała lista wybitnych dzieł polskiej literatury – czytamy w liście prezydenta Dudy opublikowanym w czwartek przez Kancelarię Prezydenta. (http://kurier.pap.pl/depesza/160879)

A „Transatlantyk”?! A Gombrowicz? Ci prezydenccy doradcy od literatury zapewne wyszli z marksistowskiego IBL-u, spod ręki samego Stefana Żółkiewskiego? I z poręki także.

Po co odkurzać „Popioły”? Przecież musi wygrać „Quo vadis”. Musi. Dzięki temu utopista i socjalista Sienkiewicz odzyska Naród czytający, a Naród podatników wzmocni się Sienkiewiczem. Będzie patriotycznie i religijnie w roku Chrztu Polski.

Konstanty Jeleński, akowiec, andersowiec (to teraz modne) i emigrant, wolałby zapewne poczytać z PAD-em „Ferdydurke” i „Transatlantyk”, o którym pisał m.in.:

(…) Dla coraz bardziej rozgarniętych pierwszych czytelników Trans-Atlantyku jasne było od razu, że wzorem tej powieści jest Pan Tadeusz. W sylwetce archaicznej Polski, którą magiczna latarnia Gombrowicza rzutuje na ekran Argentyny, rozpoznać można bez trudu kształt Mickiewiczowskiego arcydzieła: i tu, i tam polowania z chartami na zające, wlokące się bez końca procesy i zwady, pojedynki, które nie dochodzą do skutku. Oba utwory kończą się zajazdem (który spala na panewce), poprzedzającym finał narodowego balu – „zgody narodowej” u Mickiewicza, a który u Gombrowicza wybucha śmiechem „Buchbachu”. Mniej oczywisty był zamiar Gombrowicza głębszy, niesłychanie ambitny, szaleńczy niemal, który teraz dopiero widzę „w całej ozdobie”. Trans-Atlantyk miał być nie tylko parodią Pana Tadeusza; zadaniem jego było poemat Mickiewicza przekreślić i za stąpić, odwracając koło historii. Jak spiskowiec chciał Gombrowicz przedrzeć się pod prąd utraconego czasu, ukraść dziecko Mickiewicza i podrzucić w zamian literaturze polskiej swojego cudaka. Trans-Atlantyk jest ni mniej, ni więcej jak arcydziełem, do którego – w przekonaniu Gombrowicza – dążył sarmacki barok, który był ciężarny, a poronił go dlatego, że zamiast oczekiwanego potwora, mającego Polaków doprowadzić nareszcie do prawdy, do urody i do życia, narodził się Pan Tadeusz i omamił nas na nowo pięknem urody konwencjonalnej i „poczciwej”. Trans-Atlantyk miał odtworzyć to poronione dziecko sarmackiego baroku, miał stać się swoistym mesjaszem polskiej literatury, wyprodukowanym w dwudziestowiecznej probówce. (…)”.

Co, byłoby nieźle, gdyby tak Mickiewicza, pół-Żyda, z Gombrowiczem, pedałem, jakoś pożenić? 

Nie warto, bo prosty lud kibolski Gombrowicza nie zrozumie? Ledwie łapią „żarty” kabareciarza partyjnego Pietrzaka, który opowiada już cudze dowcipy jako swoje.

Gombrowicz musi jeszcze poczekać na swój czas z dwieście lat, aż Polska zniknie w morzu Słowiańszczyzny i patrioci zaczną poszukiwać Polszczyzny. Polszczyzna, Synczyzna, Ojczyzna – to pojęcia dla patriotów bejsbolowych całkowicie niezrozumiałe. Tego nie da się ubrać w husarską zbroję.

Sylwa na koniec stycznia 2016

Primus AD dysponuje intonacją dobrego ucznia zatrudnianego do szkolnych akademii patriotycznych. Podczas uroczystości rocznicowych wyzwolenia obozu w Oświęcimiu zabrzmiało to wręcz groteskowo.

PAD Dawca kreowany jest na prezydenta USA z hollywódzkich filmów katastroficznych.
Znów coś podpisał, ale akurat nie to, czego się od niego oczekuje.

Traktuje obywateli jak zastępowy w harcerstwie. Mamy zdobywać kolejne sprawności, druhu prezydencie?! Sprawność „nerkowca” czy „płucnika”? Przed czy po przejściu na obiecaną prezydencką emeryturę, tzn. godną i niezłomną? A może tak bez żadnych deklaracji, to jest bardziej honorowo.

Prawnik i Primus AD oraz jego liczni doradcy przegapili, że w Polsce trzeba złożyć deklarację przeciwną: niewyrażającą zgody na pobieranie organów obywatela po jego śmierci. I że tego nie ma obowiązku manifestować. Profesorowie prawa milczą w sprawie swojego ucznia.

*

Paweł Kukiz wykonuje robotę poselską drząc łacha z obecnej konstytucji. Ta konstytucja ma wiele wad i trzeba by je usunąć.

Zaproponuj, Kukiz, coś lepszego, rozdaj 10 mln broszur ze swoim projektem, zbierz 500 tys. podpisów, złóż w sejmie wniosek w sprawie referendum konstytucyjnego, niech ten wniosek przejdzie głosami PiS, niech PiS ci to przegłosuje razem z PO-Nowoczesną.

Wtedy możemy pogadać na temat starej i nowej konstytucji. A jak pogadamy, to może uda ci się przekonać ponad 50 procent głosujących do twoich pomysłów i pójdą cię poprzeć.
Łatwo ci gadać, kiedy to nic cię nie kosztuje.

*

Jarosław Kaczyński, szeregowy poseł, przekonywał w toruniu otoczenie Dyrektora Rydzyka do kierunku działania obecnego rządu. Przekonywał przekonanych, bo kogo mógłby przekonać. Zamiary tego posła sięgają dalej, niż przejęcie najważniejszych instytucji i firm tego państwa oraz uzależnienie od władzy sfery prywatnego biznesu, aby realizowała jego pomysły. On zamierza także wszczepić Polsce całkowicie nową mitologię. Tym powinni zajmować się najwybitniejsi artyści i badacze, myśliciele, ale oni mogliby to robić po swojemu, jakoś niezależnie, więc powstanie nowa legenda, możliwie szybko, żeby to trwało góra dwa lata, a nie dwieście.

W tymże Toruniu Kaczyński próbował „wyczyścić” sprawę afery Telegrafu i FOZZ/ART B, nazywając ją wymysłami. Historii zakrzyczeć się jednak nie da, a mitologii nie ustanawia się dekretami.

Jeżeli nawet połowę tez tego „wykładu” gotów jestem uznać za zgodną z faktami, to – niestety – Kaczyński nie mówi, jak mogłoby być, gdyby tak nie było.

Na czym opiera swoje przekonanie, że inna wersja historii mogłaby nastąpić? Tego nie mówi, podaje gotowe aksjomaty.

To jest fikcja historyczno-polityczna, której źródłem jest wyłącznie imaginacja autora, alternatywa, która mogła powstać wyłącznie pod warunkiem, że wydarzyło się to, co już się wydarzyło. Na zasadzie: co by było, gdyby Hitlera podczas II wojny zaatakowali Marsjanie. Albo – bliżej rzeczywistości: co by było, gdyby Karol Wojtyła nie został papieżem. (Kaczyński sugeruje poniekąd, że w tym spisku komunistyczno-dysydenckim brał udział Jan Paweł II.)

Stan obecny nie jest jakąś iluzją komunistyczno-dysydencką, jak próbuje to określać Kaczyński, wmawiając 38. milionom obywateli, że coś im wmówiono, wdrukowano do mózgów, a oni tego sami nie wiedzą. Wiedzą. Od władzy oczekują co najwyżej sprawności i programu na zachowanie dotychczasowego dorobku i jego powiększanie. Jeżeli takiego programu władza nie prezentuje, to go nie ma. Jeżeli ktoś przez 26 lat III RP nie dorobił się niczego i niczego nie nauczył, to jest kiep.

Rozważania historiozoficzne jakiegoś pojedynczego działacza politycznego to co najwyżej ciekawostka. To nie jest jednak program polityczny dla państwa i jego obywateli. Biblioteki są pełne takich retrospekcji, niektóre zawierają słuszne wątki, ale ich użyteczność jest znikoma.

*

Próbę zawrócenia Kaczyńskiego z tej drogi podejmuje Wałęsa, który 16 marca chce zorganizować debatę na temat swojego udziału w kreowaniu „Solidarności” i III RP. Może pójść na ostro. Nie sądźmy bowiem, że Kaczyńscy i ich grupa wewnętrzna w postSolidarności jest wolna od grzechów.

Mam nadzieję, że Wałęsa nie robi tego wyłącznie z własnego powodu.

*

Poddajcie się, zostaliście przegłosowani!!!

Nie krytykujcie nas, kiedy próbujemy siłą zaprowadzać demokrację.

PiS ustami prezydenckiego Szczerskiego w TV Polsat próbował wmówić ludziom, że opozycja, a więc ci, którzy byli przeciw, są zmuszeni tolerować to, przeciwko czemu głosowali. I że to jest właśnie demokracja.
Poddajcie się, zostaliście przegłosowani!!! – krzyczy rewolucjonista do kontrrewolucjonistów. Cóż za wyrafinowana socjotechnika.

Gdyby to miało tak działać, na żadnej wojnie nikt by nigdy nie zginął. Stan wojny zawiesza działanie demokracji. Demokracja bez zdystansowanej krytyki nie działa. Raczej – działa wyłącznie przed wyborami i w trakcie. Poza tym obowiązują reguły wojenne. To jest polska wersja. Najlepsza. Pozostałe są gorsze, bo rządzi nimi hipokryzja, zwana polityczną poprawnością.

*

Sokrates był jedynym manifestującym sprzeciw wobec tyranii. Ateński sąd ludowy skazał go wynikiem 280:220. Sugerowano mu wygnanie, ale on wybrał śmierć. Nazwisk rady 500., która go skazywała, tych najlepszych spośród najlepszych, nikt nie pamięta.

*

W różnych „prawicowych” pismach lewicy narodowo-socjalistycznej znów, jak 40-50 lat temu, wiesza się psy na polskich kapitalistach, że to oszuści, złodzieje i antypatrioci. Trzeba ich chwycić w podatkowe karby, twierdzi rząd.

Wg GUS: W IV kw. 2013 r. aż 42% osób prowadzących własną działalność gospodarczą w Polsce działało w rolnictwie. Oznacza to, że pozarolniczą działalność gospodarczą prowadziło 1 612 tys. osób (ogółem było to 2 767 tys.), w tym 1 021 tys. to samozatrudnieni (63%), a 592 tys. to pracodawcy (37%).

Autorzy takich publikacjii mogliby podać do publicznej wiadomości, ilu z 592 tys. pracodawców kombinuje, nie produkuje w Polsce i nie płaci w Polsce podatków. Tego nie wiedzą, więc piszą, że wszyscy.

*

Zero bez innych cyfr nic nie oznacza.

*

Z „Poematu dla dosrosłych”:

„Ze wsi, z miasteczek wagonami jadą
zbudować hutę, wyczarować miasto,
wykopać z ziemi nowe Eldorado,
armią pionierską, zbieraną hałastrą
tłoczą się w szopach, barakach, hotelach,
człapią i gwiżdżą w błotnistych ulicach:
wielka migracja, skudlona ambicja,
na szyi sznurek – krzyżyk z Częstochowy,
trzy piętra wyzwisk, jasieczek puchowy,
maciora wódki i ambit na dziewki,
dusza nieufna, spod miedzy wyrwana,
wpół rozbudzona i wpół obłąkana,
milcząca w słowach, śpiewająca śpiewki,
wypchnięta nagle z mroków średniowiecza
masa wędrowna, Polska nieczłowiecza
wyjąca z nudy w grudniowe wieczory…
W koszach od śmieci na zwieszonym sznurze
chłopcy latają kotami po murze,
żeńskie hotele, te świeckie klasztory,
trzeszczą od tarła, a potem grafinie
miotu pozbędą się – Wisła tu płynie.

Wielka migracja przemysł budująca,
nie znana Polsce, ale znana dziejom,
karmiona pustką wielkich słów, żyjąca
dziko, z dnia na dzień i wbrew kaznodziejom –
w węglowym czadzie, w powolnej męczarni,
z niej się wytapia robotnicza klasa.
Dużo odpadków. A na razie kasza (…)”.

Ten dyskurs o świecie powrócił. Obrazowi Adama Ważyka przeciwstawia się panie w futrach na manifestacji KOD. 

*

„Zastanówmy się, dlaczego to tolerujemy”. Ludzie odpowiedzialni powinni sprzeciwiać się stosowaniu przepisów prawa, które naruszają porządek moralny oraz zwykłe poczucie przyzwoitości. Zasady te nawet dla przeciętnych ludzi nie są tajemnicą ukrytą pod czterdziestoma zaklęciami. Rachunek jest prosty, jak biblijne TAK i NIE.

*

Karta Praw Podstawowych – tego europejskiego dokumentu w momencie podpisywania Traktatu Lizbońskiego nie uznały wyłącznie Polska i Wielka Brytania: http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:C:2010:083:0389:0403:PL:PDF.

Tracimy na tym, czy zyskujemy jako ludzie mieszkający w Polsce?

*

Tematy, o których sobie na tym forum piszę w różnych komentarzach, bardzo spójnie zinterpretował publicysta Piotr Gajdziński w „Odrze”. Drobna satysfakcja, że więcej osób myśli podobnie, więc depresja nam nie grozi:

„REWOLUCJA TYSIĄCA SAMURAJÓW CZYLI JAK ZMIENIA SIĘ W POLSCE ATMOSFERA” – http://www.okis.pl/site/publicystyka/n/1/n/1/n/1/1976/n.html

*

Wyprawa PiS do Moskwy zakończyła się niczym. Moskwa odda wrak, gdy Polska i Rosja uzgodnią jednolitą wersję przyczyn katastrofy. PiS głosi wersję rosyjskiego zamachu przy pomocy polskiego rządu PO-PSL. Wersja rosyjska jest brzozowa, czyli błąd pilotów.
Zapewne dojdą do zgody, gdy wersja przyczyn będzie brzmiała jako zamach Tuska na Kaczyńskiego i Putina. Wszystko, co osłabia pozycję Polski, jest dobre dla Rosji.

*

Premierka Beata Szydłowa powiedziała, że PO wpuściła do Polski milion uchodżców z Ukrainy.

Ilu jest wśród nich wrogów Polski i Polaków?! Ilu ruskich szpionów?!

To jest PO-wska dywersja, prowadzona we współpracy z Rosją i Putinem. Putin ich wypędza z Ukrainy, a Tusk ich przyjmuje w Polsce, bo tak mu kazała Aniela Merkelowa.

*

Europa ma ważniejsze problemy, niż Polska – twierdzą straSzydło i Prymus AD.

Były premier L. Miller twierdzi zaś, że Putin ma ważniejsze sprawy, niż Polska i codziennie nie zagląda do gazet, żeby sprawdzić, co mówią w Warszawie.

Nie czuję się jakoś uspokojony tymi opiniami.

*

W publicznych mediach będzie tak patetycznie, że aż śmiesznie. Nie da się bez przerwy słuchać i oglądać skeczów kabaretowych.

*

Podsunął mi ktoś artykuł Kamil Fejfera nt. płacy gwarantowanej. Takie teksty krążą pomiędzy związkami zawodowymi a lewicą, co na jedno wychodzi. Przeczytałem, jakichś nowych myśli w nim nie znalazłem. Raczej nieporadność, jaka cechuje obserwacje dzisiejszej lewicy na tematy społeczne.
Wyciąganie z opisu kryzysu ekonomicznego zarzutu, że klasyczna ekonomia nie potrafi znaleźć leku na biedę prekariatu w XXI w., więc powinna odejść, jest nieadekwatne. Neoliberałowie nie szukają takiego lekarstwa, bowiem ich model działa jak zawsze. Tyle, że obecnie globalizuje się.
Tanie ludzkie „roboty” pracują w Azji i za chwilę będą zatrudniane w Afryce. Indie próbują sobie radzić samodzielnie, czerpiąc z modelu kolonialnego, jaki został im zaszczepiony i działa coraz lepiej z pomocą np. Francji. Europa buduje swoje fabryki w Ameryce Południowej i na innych kontynentach.

Można to nazywać neokolonializmem, jak inwestycje zagraniczne w Polsce. Można szukać sprawiedliwości ekonomicznej poprzez wojny i podboje, jak robi to Rosja, argumentując to obroną uciśnionych, lub jak USA, twierdzące, że eksportują dorobek zachodniej cywilizacji na obszary biedy.

Nigdy nie było i nie będzie dochodu gwarantowanego, rząd światowy – jeśli powstanie – będzie organizował wyzysk tych, którzy chcą korzystać z dóbr cywilizacji i potrzebują pieniędzy.

Np. to zdanie: „wspomnijmy, że w 1860 roku pańszczyzna (czyli de facto niewolnictwo) w zaborze rosyjskim istniała, a w 1864 już nie. We Francji w 1930 roku robotnicy nie mieli prawa do płatnego urlopu wypoczynkowego, a w 1936 już tak”, wymaga uzupełnienia.

Pańszczyzna jako forma niewolnictwa w Polsce przetrwała z powodów gospodarczych i politycznych. W zachodniej Europie feudałowie już od XV/XVI wieku dzierżawili swoją ziemię, a z upływem czasu dzierżawcy ją wykupywali. W Polsce tak nie było, ale wolni chłopi przetrwali od wczesnego średniowiecza, z czasem stając się drobną szlachtą, jak na Mazowszu.
We wczesnej epoce feudalnej skala bogactwa skupionego w jednych rękach bywała jeszcze większa, niż w obecnym „jednym autobusie”, w którym mieszczą się właściciele 99 procent światowego kapitału. W XVIII/XIX w., erze rewolucji przemysłowej, głód i bezrobocie były powszechne. Dziś dotyka to jednej trzeciej ludzkości.
Ewolucjonizm społeczny (np. Spencer) opisuje te procesy głębiej, niż robią to teorie neomarksistowskie, które koncentrują się na problemach wybranych (i zagrożonych) grup społecznych, swojej klienteli politycznej.

*

Jest jedno znaczące podobieństwo Kaczyńskiego do Gierka: koncernizacja firm państwowych, np. kombinaty górniczo-elektrowniane, jak kombinaty pgr itp. i dążenie do oparcia dochodów państwa na sektorze państwowym. Najwidoczniej nie wierzy w lojalność biznesu wobec swojej partii?
Jeszcze za Gomułki utrzymywano strukturę przedsiębiorstw terenowych drobnej wytwórczości (znacjonalizowany spadek po II RP, odpowiednik dzisiejszych MSP), które Gierek zniszczył jako nierentowne, niezdolne do masowej produkcji. A tam była prosta praca dla setek tysięcy ludzi, którą wystarczyło unowocześniać (patrz: Katalonia obecnie, po kryzysie).
Po ich zniszczeniu szybko staliśmy się importerem najdrobniejszych artykułów i narzędzi, a sklepy opustoszały. Po upadku państwowych koncernów w latach 80/90 ok. 30 proc. przesiedleńców ze wsi i małych miast nie miało już do czego wracać z mieszkań w blokach. Chłoporobotnicy stali się bezrobotnymi biedakami u klamki pomocy socjalnej państwa.

Kaczyński forsuje gomułkowski program o równym podziale biedy. Gierek forsował hasło wzrostu gospodarczego, rozwoju usług i konsumpcji jako synonim zachodniego bogacenia się. Był proto-Tuskiem z PO. „Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. Teraz to samo zapowiada młody Morawiecki.

*

Przeczytałem listę nominowanych do Nagrody Kisiela. Stefan Kisielewski ucieszyłby się, gdyby zwyciężyła Olga Malinkiewicz. Ale nikt jej nie zgłosił. Ciekawe, czy już ją zaprosił do siebie młody Morawiecki.

*

Gowin pyta, czy za studia medyczne trzeba by w Polsce płacić, bo fundujemy absolwentów innym krajom, wydając na każdego pół miliona. Kiedy w 1981 roku chciałem wyjechać na rok do roboty do RFN, co by mnie ustawiło finansowo na całe życie (jakieś 12 pensji krajowych na czysto na miesiąc, a więc w ciągu roku 144 średnie krajowe plus przelicznik towarowy), to SB żądała ode mnie zwrotu 103 000,00 złotych za studia, które mi podobno zafundowała Polska Ludowa. Ojciec już stawiał kosę na sztorc, aby maszerować na Warszawę. Po drodze miałby szpital dla wariatów w Warcie, w zabytkowym klasztorze. W sam raz dla normalnych.

Ale skąd takie cóś u tego Gowina? Poprzewracało go coś w tym PiS-ie?

*

Gdyby Polska przyjęła Kartę Praw Podstawowych, to zmiany przepisów umożliwiające władzom inwigilację obywateli polskich w internecie byłyby sprzeczne z tymi prawami podstawowymi:

Artykuł 8
Ochrona danych osobowych
1. Każdy ma prawo do ochrony danych osobowych, które go dotyczą.
2. Dane te muszą być przetwarzane rzetelnie w określonych celach i za zgodą osoby zainteresowanej lub na innej uzasadnionej podstawie przewidzianej ustawą. Każdy ma prawo dostępu do zebranych danych, które go dotyczą, i prawo do dokonania ich sprostowania.
3. Przestrzeganie tych zasad podlega kontroli niezależnego organu.

*
Biedę w Polsce widzą wszyscy, jej przyczyny rozumieją niektórzy, sposoby pokonania biedy znają jednostki.
Ktoś zna nazwiska tych jednostek?
*
Nie frank jest „winien”, lecz kredyt jako źródło kapitału.

Kto wziął kredyt na utworzenie i rozwój firmy, aby następnie z własnych dochodów zbudować dom lub kupić mieszkanie, teraz będzie musiał dokładać się do spłaty zadłużenia tych, którzy brali kredyty wyłącznie na zaspokojenie swoich potrzeb mieszkaniowych, a Primus AD obiecuje im ulżenie w spłacie zadłużenia.

Inna rzecz, że konsumenci przepłacali, bo deweloperzy musieli do ceny podstawowej metra kwadratowego doliczyć koszt własnego kredytu oraz marżę, z której musieli spłacać swoje domy, tworzyć oszczędności oraz żyć na co dzień.
Pozyskanie kapitału kosztuje. Ale PKB urósł w Polsce o ponad 100 proc. Jakąś korzyść z tego mamy, że się zadłużamy. Byle pracować i spłacać. Samodzielnie.

*
Stronnicy rządu PiS argumentują, że opozycja rządowi przeszkadza w reformowaniu (czyt. naprawianiu) Polski, bo opozycja „chce polskiej biedy”?
Czytam w różnych miejscach wypowiedzi różnych autorów krytykujących rząd polski, którzy ubolewają np. z powodu spadku od 6 miesięcy notowań giełdowych polskich spółek o ponad 30 procent, z powodu spadku wartości złotówki, spadku realnych dochodów ludności (wzrost cen podstawowych artykułów konsumpcyjnych), groźby wzrostu bezrobocia wywołanego tymi zjawiskami.
Nie dostrzegłem, aby ktoś pochwalał polską biedę. Przeciwnicy PiS mają inne recepty na te choroby. Nikt nie jest przekonany, że one są złe lub gorsze np. od pomysłów na karmienie górnictwa energetyką? Pod naciskiem PiS i związków zawodowych takie pomysły zaczęła już wdrażać PO w roku 2015.
*
Prezes Klubu Jagiellońskiego, dr Krzysztof Mazur, którego teksty i komentarze czytałem z przyjemnością, pisując na Prawicy.net, napisał artykuł „Jarosław Kaczyński – ostatni rewolucjonista III RP”.

Mazur twierdzi, że „prezes PiS ma krytyczny stosunek do tego, że fakt powstania „demokratycznego państwa prawnego” nad Wisłą po 1989 roku został z góry zadekretowany i nie poprzedził go demontaż struktur państwa komunistycznego” i sugeruje, że to oryginalny dorobek Kaczyńskiego, wyprowadzony z twierdzeń jego uniwersyteckiego wykładowcy prof. Ehrlicha.

Myślenie o Polsce według podobnego wzoru jest raczej powszechne. Rzadko kto, kto o obecnej Polsce myśli trzeźwo, tak nie uważa. Jako wieloletni autor portalu Prawica.net, K. Mazur powinien to dobrze wiedzieć.

Mazur szuka sposobu i argumentów, jak za pomocą słów ucywilizować dzikość Kaczyńskiego, aby stała się strawna dla ogółu. To bardzo ryzykowne, bo żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają i rozumieją Polskę z czasów Gomułki. Kaczyński jest neo-Gomułką, tow. Wiesławem przeniesionym w czasie. Nie ma co udawać, że jest inaczej.

Poza tym Mazur nie dostrzega, jak Kaczyński, że Polska jest już członkiem UE, co sprawia, że znalazła się w całkowicie odmiennym „paradygmacie” kultury prawnej, niż ten, który obserwował i opisywał 50-60 lat temu prof. Stanisław Ehrlich.

Klub Jagielloński wykonuje swoje zadania propagandowe i nic więcej z tego nie wynika.

*
Wyroki w sprawie kradzieży kury powinien wydawać Sąd Najwyższy, a w sprawach obrazy uczuć patriotycznych sądy ludowe, pod przewodnictwem miejscowego kibola, który ma bejsbola.
To jest wymiar sprawiedliwości wg PiS-Kukiz. Nawet Trybunał Konstytucyjny ma być wybierany w referendum. Demokracja bezpośrednia, rewolucyjna, bolszewicka.
*
Z JKM w Brukseli problemu nie ma, czemu gotowi są zaprzeczać ludzie eleganccy. On nie sprzeciwia się Europie jako obszarowi jednolitemu cywilizacyjnie, ale UE jako organizacji, która tę jednolitość ogranicza, nie chcąc zgodzić się na takie zróżnicowania, jakie tę cywilizację stworzyły i mogłyby ją cementować. Np. odrębne w różnych krajach odczuwanie wolności.
JKM jest wrogiem biurokratyzmu jako nowej formy ustrojowej etc.
Groźniejsi są socjaliści – prawicowi i lewicowi. Dlaczego? Bo ich postulaty można wprowadzać jedynie przemocą. Np. biurokratyczną.

„Idioci u steru” wiedzą to doskonale. Ale dokonują zamachu stanu, bo obecna pozycja Polski w Europie jest im nie na rękę. Liczą na więcej na wschodzie, u turańczyków, w Azji. Są naiwni, jak cały ten panslawistyczny projekt, wymyślony przez rosyjskich filozofów w XIX w. – http://geopolityka.net/rosyjski-panslawizm-jako-idea-geopolityczna/. Chcieliby być drugimi po Rosji, a nie jednymi pośród wielu równych.

Ja myślę, że po paru głębszych pisowscy filozofowie opowiadają sobie takie rzeczy z całą powagą swojej wiedzy i oczytania. Piszą to nawet w swoich niszowych pismach i na portalach. Chwaląc Putina jako człowieka zdecydowanego. Niestety, JKM też używa Putina do swoich prowokacji, pomimo że mało kto rozumie, że to są prowokacje intelektualne, wynikające z kontekstu.
*
Beata Szydło w Strasbourgu nic nie odpowiedziała, bo stwierdziła, że nie było pytań.
A nie było pytań, bo nie było o co pytać.
Do tej pory w Polsce nic takiego się nie wydarzyło, żeby było o co pytać.

Rzeczywiście, nic takiego.

*
Zaraz po powrocie z Brukselki premier straSzydło wykazała się wyjątkowym brakiem ogłady.

Zaprosiła reprezentantów opozycji na spotkanie, aby zachęcić ich do współpracy z rządem i poparcia jego działań, m.in. w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Kiedy uznali, że słowo kompromis nie pasuje do tej próby wymuszenia takich zachowań, które przekreślałyby ich odmienność polityczną, i nie zgodzili się na propozycje gospodyni spotkania, ona wyszła do dziennikarzy i powiedziała, że niepotrzebnie zaprosiła tych ludzi, bo oni robią jakieś fochy.

PiS jej zdaniem na te „dąsy” opozycji niepotrzebnie reaguje z taką życzliwością.

Biorąc pod uwagę „piłsudczykowanie” Kaczyńskiego, jedynym miejscem dla partii opozycyjnych w Polsce nie powinien być parlament, ale jakaś współczesna wersja Berezy.

*
Pora wrócić na ziemię. Do Polski. Spojrzeć z tej perspektywy na polski naród.

Pokazali w tv spokojnych ludzi, dwa małżeństwa, pobitych w święta w klubie bilardowym przez radnych z – bodajże – Szydłowca, którzy są bokserami i jako specjaliści od mordobicia pracują w ochronie tego klubu bilardowego w pobliskim mieście.

Jeden osiłek to radny miejski, drugi powiatowy.

Wchodzę na portal miejski i tam ani słowa. Szukam na portalu poczytnego dziennika regionalnego, a tam informacja, że najpopularniejszym sportowcem Szydłowca został kickboxer.

Kickboxing i karate to czołowe dyscypliny sportowe w tym historycznym miasteczku, gdzie kultywuje się pamięć o Hubalu i AK. Ale pobudowali tam też kilka orlików i innych boisk.

Kogóż to już w Polszcze wybiera się na radnych?! Warto też przyjrzeć się przy tej okazji, ministrze Ziobro, jakości kadr tamtejszych prokuratur i policji.

P.s. Jeżeli ktoś wie, jakie ugrupowania polityczne reprezentują owi bitni radni z Szydłowca, proszę w komentarzu dopisać tę cenną informację. Na tzw. stronie tamtejszego samorządu lokalnego takich informacji nie ma.

Raport z Brukseli (nie mylić z Monachium)

Rząd i jego polityczni akolici uparcie powtarzają, że w Brukseli została zaatakowana Polska.

Wtorkowa debata w Strasbourgu przeczy takiej propagandzie. To nie Polsce stawia się zarzuty w Europie, lecz polskiemu rządowi. Polska jest chwalona.

Polskiemu rządowi stawia się zarzuty również w kraju. Ale to jest standardowa sytuacja. Zawsze tak było i tak będzie, że obywatele wyborcy są podzieleni w ocenie tego, co robi aktualna władza. W Rzeczypospolitej nawet królowie byli krytykowani za to, jak rządzą krajem.

Kłopot w tym, że obecny rząd odrzuca głosy krytyczne w stopniu naruszającym poczucie zdrowego rozsądku. Uważa, że zasługuje wyłącznie na pochwały.
Z tego powodu jest krytykowany przez inne państwa europejskie, które mają swoich przedstawicieli w instytucjach Unii Europejskiej i obserwatorów w Polsce.

Sytuacja w Polsce jest wykorzystywana w instytucjach unijnych przez przeciwników UE jako silny argument przeciwko UE i przeciwko Niemcom. Chwalą Polskę za obecne wyłamywanie się z tzw. solidarności europejskiej.

Prezydent i premier, którzy brali udział w tych debatach, powinni jak najszybciej obywatelom Polski powiedzieć, jaką postawę przyjmuje Polska w tym wewnątrzunijnym konflikcie wartości i interesów. Tzn. czym Polska chce być w UE – jadem czy odtrutką.

Obywatele muszą usłyszeć, który wizerunek Polski nakreślony w tych debatach jest prawdziwy. W każdym razie oficjalnie prawdziwy. Nie powinni polegać tylko na tym, co powiedzą w telewizjach różni komentatorzy.

*

W Traktacie Lizbońskim, który przyjął w imieniu Polski pan prezydent Lech Kaczyński, nie ma np. żadnych gwarancji zrównywania emerytur czy innych przejawów dobrobytu.

Polecam każdemu syntetyczny skrót tego, co nam ś.p. Lech Kaczyński zafundował: http://tomaszcukiernik.pl/artykuly/teksty-o-unii-europejskiej/co-zmienia-traktat-lizbonski/

*

Dzięki tej unijnej debacie o sytuacji w Polsce, jaką pokazano w telewizji, liczni krajowi patrioci, szczególnie ci z bejsbolami w łapach i z wielkimi orłami wyhaftowanymi nawet na gaciach, mogli bezpośrednio usłyszeć, jakim to Polska jest ważnym krajem dla całej Europy i jak wiele ta Europa Polsce zawdzięcza. Oczywiście, jeżeli to oglądali i słuchali tego, co oglądają.

Ciekaw byłbym jednak, jak odpowiedzieliby na te pytania patriotycznie ustawieni Polacy w jakimś potencjalnym referendum, gdyby mieli do wyboru TAK/NIE:
– czy chciałbyś wprowadzenia dla Polaków wiz wjazdowych do Niemiec, Holandii, Austrii, Wielkiej Brytanii oraz pozostałych krajów Unii Europejskiej?,
– czy chciałbyś wprowadzenia zakazu pracy dla Polaków w krajach UE?,
– czy jesteś za zniesieniem dopłat obszarowych dla rolnictwa z UE?,
– czy jesteś za zakazem inwestycji zagranicznych w Polsce?,
– czy popierasz przywrócenie RWPG?

*

Europa ma ważniejsze problemy, niż Polska – twierdzą straSzydło i PAD.

To ma oznaczać, że w czasie, kiedy UE będzie radzić sobie z 1 mln imigrantów z Bliskiego Wschodu, to polskie władze mogą sobie dowolnie (na zapleczu) poczynać z 38 mln „swoich” poddanych, którzy nie powinni dla UE być aż tak ważni, jak ci imigranci. I żadna UE nie powinna się tym władzom wtrącać.

Bardzo specyficzne podejście. Może w UE nie spotkać się ze zrozumieniem.

*

Organizacji międzynarodowych nie tworzy się po to, aby one za cokolwiek umierały. Np. za Polskę. Żadnych organizacji nie powinno się tworzyć w tak prostackim celu.

Najłatwiej jest umierać na niby i walczyć o nic. Trudniej jest mądrze żyć.

*

Dostrzegalnym „osiągnięciem” obecnej władzy w Polsce jest odwrócenie najprostszego układu w otaczającym nas świecie: Przyczyna ===> Skutek. Teraz ta strzałka wygląda tak: Przyczyna <=== Skutek.

I, proszę: Polacy, Europo, nic się nie stało!

*

Zachód jest zaniepokojony także brakiem konkursów na stanowiska publiczne i upartyjnianiem państwa polskiego.

Konkursów na kluczowe stanowiska publiczne nie przeprowadza się obecnie w rządzie i w nierządzie.
W branży nierząd podstawowe kwalifikacje to:
1. nieznajomość pojęcia „moralność”,
2. charakterystyczny wygląd,
3. gotowość do świadczenia usług w godzinach nadliczbowych oraz w weekendy,
4. zdolności językowe (nie mylić z oralnymi).
Walory dodatkowe:
1. brak doświadczenia,
2. zdolności przystosowawcze (mimetyzm i mimikra),
3. wiedza w zakresie finansów (przepływy finansowe).
Jeżeli miałbym proponować konkurs, to tylko sprawnościowy wraz z portfolio w formacie HD (nie mylić z hard).

*

Raz po raz czytam o przedterminowych wyborach, że dobrze by było przeprowadzić referendum w tej sprawie.

W obecnej sytuacji możliwe jest jedynie referendum na wniosek grupy co najmniej 500 000 obywateli mających prawo udziału w referendum. Sejm może nie przychylić się do niego i nie podjąć uchwały o zarządzeniu referendum.

Nie widać takiej większości sejmowej, która taki wniosek przegłosuje na korzyść wnioskodawców, skoro PiS ma powyżej 50 proc. mandatów. Poza tym jak uprawdopodobnić frekwencję powyżej 50 proc. uprawnionych, aby – w przypadku decyzji większości głosujących o zwołaniu przedterminowych wyborów – ta decyzja była wiążąca. Osoby podejmujące taki temat powinny wcześniej trochę policzyć.

Sylwa pozbierana w styczniu

Najpierw o stylistyce, której poddawać się nie należy, bo to poniżające.

Wydawało się już, że drobnomieszczańska kołtuneria, przywara polska wyśmiewana od stulecia, najcelniej przez Boya, odchodzi bezpowrotnie, a jej resztki poukrywały się w ciemnych zakamarkach, za szafami, skąd kołtunów nie wymiata się nawet podczas świątecznych sprzątań.

Gdzieżby tam! Nawet w niezależnych od rządu telewizorniach i czołowych gazetach wszyscy walą w jeden bęben, rozgłaszając odwieczne myślątko jejmości Dulskiej, że domowych brudów nie należy prać poza własnym domem. Powszechne jest oburzenie, że jacyś Niemcy i inni Europejczycy chcą dyskutować o postępkach polskiego rządu. Wara im! – krzyczą krzywdziciele i pokrzywdzeni w imię parafialnej jedności. A świat się śmieje.

To jest dokładnie to samo myślenie, jak w licznych przypadkach, gdy w jakiejś wiosce czy kamienicy albo bloku nagle powybija się siekierami cała familia, a sąsiedzi udają, że o niczym nie wiedzieli i mają tylko jeden komentarz: to była taka spokojna, kochająca się rodzina, nikt by nie przypuszczał. I tyle.

W przypadku dzisiejszej Polski europejscy sąsiedzi chcą głośno mówić już wtedy, kiedy po klatce schodowej i po opłotkach roznosi się szeptanka, że mąż w tym domu bija żonę i na odwrót, a dzieci są zaniedbywane. Polski kołtun (nie tylko polski) wymaga, aby wszyscy siedzieli cicho, bo to przecież rodzina sakramentem uświęcona.

Tenże kołtun jest tak sprytny, że odwraca znaczenia faktów i ich istotę. Od premiera po pismaka słychać, że Oni (ci z Zachodu, czyt. Niemcy) Nas atakują w swoich mediach, a my niczemu niewinni. Oni, ci obcy z Brukseli, drą te swoje gęby, bo ich interesy zagrożone są odradzającą się polskością, suwerenną polską wspólnotowością, która im nie w smak. Kto zaczął? – pytał ojciec dzieciarnię, która przychodziła ze skargą, że „oni się biją”. Reprymendę otrzymywał ten, kto zaczął, nawet gdy paradował z siniakiem pod własnym okiem. Tego wymaga elementarne wyczucie sprawiedliwości.

Polska to jednak nie może być rozbrykana dzieciarnia, to ma być poważne państwo, które nie chlipie pod zasmarkanym nosem, że „on się ze mną zaczyna”. A jednak ton nadaje niejaki Bruździński, kołtun ponadwymiarowy, który wali w rządowym radiu, że kłopoty kredytobiorców we frankach to jest wina 8-letnich rządów PO. I nikt się ciemniakowi nie sprzeciwi. Czyżby brakowało słów w polszczyźnie? Bez „fuck you” nie da rady odpowiedzieć po polsku na bezczelne chamskie kłamstwo? No, to będzie się o takich i innych przypadkach dyskutować po angielsku w Brukseli. A straSzydło będzie kłamało sobie po polsku.

*

Dzień dobry państwu. Chciałbym się z państwem podzielić moimi poważnymi obawami. Czy są jakieś pytania?

*

Polska jest za słaba, aby rozbijać UE od środka, nawet z pomocą GB i Węgier. Nasz Wielki Strateg ubzdurał sobie, że jeżeli nie udało się to jego ś.p. bratu, to on doprowadzi do nowej unii Międzymorza od Bałtyku po Krym i Bałkany. Naprawdę, wygląda na to, że jemu to chodzi po głowie. Emotikon smile

Co najwyżej przyspieszy proces rozkladu UE na obszary tzw. trzech prędkości rozwojowych. Trzeba jeszcze pamiętać, że po zerwaniu umów z UE trzeba będzie zwracać kasę. O ile nie dojdzie do wojen.

*

Jak mawiał tow. Sokorski: ja rzucam myśl, a wy go łapcie!

Tak działa naczelnik Kaczyński. I łapią!

*

Mastalerek ma zostać dyrektorem ds. strategii i zarządzania projektami Orlenu. Zatrudni go sekretarz pop* Jasiński, który został tam prezesem.

Czy to nie zaszkodzi temu PiS-owi?! Tak dobrze im szło.

(*pop – skrót od: podstawowa organizacja partyjna; archaiczna nazwa obecnej PRP – Podstawowej Rady Parafialnej.)

*

Jeżeli obecna władza zechce złapać punkty na „zrobieniu dobrze” tzw. frankowiczom, to i ja chętnie pozwolę spłacić wszystkim podatnikom jakąś część mojego kredytu z tych pieniędzy, które nam państwo zabiera. Taki jestem bezczelny i pazerny.

Ale i to się raczej PAD-owi nie uda.

*

W polskim sejmie prawdę ustala się przez głosowanie.

Po raz pierwszy ten manewr został twórczo zastosowany, kiedy poddano pod głosowanie kwestię, czy mordy Ukraińców na Polakach w czasie II wojny to było ludobójstwo czy nie. W głosowaniu wyszło im, że nie było.

Te twórcze osiągnięcia zachodniosłowiańskiej demukracji są obecnie rozwijane przez PiS.

*

Poseł Pięta z PiS uznał, że dyktator powstań śląskich Korfanty kazałby wystrzelać pomysłodawców uznania mowy śląskiej za odrębny język.

Pomijając naukowe podstawy takiej propozycji, uznać trzeba, że pięta achillesowa polskiej polityki to pomyleńcy w roli posłów.

Gorzelikowi, który o uznanie dla śląsczyzny zabiega, nie pozostaje nic innego, jak wywołać IV Powstanie Śląskie i zostać drugim Korfantym. Inaczej Pięty nie przekona, jak ustawieniem go przed plutonem egzekucyjnym strzelców śląskich.

*

Audycji informacyjnych w publicznej tiwi już odruchowo nie oglądam. Po prostu nie można tam oczekiwać jakichś wiadomości, które dotyczyłyby tematów budzących jakiekolwiek wątpliwości czy tematów niepokojących. Ciekła woda w kranie na temat, że damy radę. Razem! Przeciwko wszystkim! I to nam wychodzi! (Raczej wychodzi nam bokiem. Wszystkim.)

W moim rankingu najwyżej notuję program Gugały „Polska to my”, ze względu na trafny i otwarty zakres tematów oraz prostotę stawiania pytań.

*

Rozterki, których frankowicze nie mają i mieć nie chcą, a PAD im w tym wtóruje: banki oferowały 15-10 lat temu złotówkę tak drogo (nawet za 17% rocznie), aby wydrążyć istniejące i przyszłe zasoby swoich klientów i zdobyć kapitał.

Czymże więc uzasadnia się dziś etyczną negatywną ocenę banków zagranicznych, które swoją walutę oferowały w tym samym czasie o połowę taniej?

Twierdzicie, że te polskie banki bez kapitału posprzedawali antypolscy polscy politycy za łapówki razem z milionami klientów? Z taką koncepcją parę razy się spotkałem. Pod stjenku z nimi i z kałacha, prawda?! Którzy to?! A tych zachodniaków, co je pokupowali od tych łapówkarzy, to trzeba poprzeganiać z Polski z jedną walizeczką bez prawa powrotu!
Robię się niezrównoważony…

Zmagania kolejnych polskich rządów z ekspansją kolonialną zachodniaków jednak pamietam. W rezultacie tych zmagań sprzed lat polskie banki obecnie tracą, tzn. nie zarabiają na sprzedaży kredytów, a zagraniczne wciąż zarabiają. Po przewalutowaniu nadal będą zarabiać.
Bodajże w roku 1991 poszedłem do pewnego dyrektora PKO (z d. pzpr), chcąc utworzyć sobie konto tzw. obrotowe dla mojej rodzinnej firemki, aby zapewnić sobie stałą płynność (wszystkie płatności przez to konto). On mi powiedział, że takim rodzinnym firmom to oni takich usług nie świadczą, tylko dużym firmom państwowym. Poszedłem więc tam, gdzie świadczyli, patriotyzmem ekonomicznym luki finansowej zatkać nie idzie.

*

Od tego, żeby to działało tak, jak sobie tego życzą wolni ludzie, w naszym kraju są Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Trybunał Konstytucyjny.
Jeżeli rząd nie słucha ROP i TK, trzeba wezwać policję i rząd aresztować, prokurator musiałby rządowi postawić zarzuty, mieć na to świadków i dowody materialne, a sąd musiałby przeprowadzić proces i wydać wyrok.
To są, w przybliżeniu, zasady państwa prawa, które jest „własnością” jego obywateli. Wówczas instytucje pracują dla tychże obywateli, a nie dla rządu.

O to walczyliśmy w czasach PRL i później przez następne 25 lat. Przynajmniej ja tak sobie myślałem.

*

PiS to nie tylko partia i jej działacze. W ciągu ostatnich lat dorobili się własnej telewizji, kilku pism, systemu bankowego niezależnego od państwa, filozofów, politologów i ekonomistów w think tankach i na uniwersytetach, związkowców w firmach państwowych i prywatnych. Teraz ten majątek, sfinansowany im przez wszystkich podatników, zostanie pomnożony o posady państwowe i samorządowe, etaty w budżetówce, wpływy w armii itd.

*

Okolicznością, kiedy organy państwa powinny mieć dostęp do czegokolwiek na mój temat, powinno być śledztwo w jakiejś sprawie, która mnie i państwa dotyczy, oraz sytuacja, kiedy ja – bez takiego śledztwa – udzieliłem mu na to zgody. Sam zapis o „obowiązku niezwłocznego niszczenia informacji niepotrzebnych dla dalszego prowadzenia śledztwa” byłby uspokajający, gdyby obywatele mieli stuprocentowe zaufanie do państwa. W to szczerze wątpię.

A co ze zbieraniem w necie takich informacji, kiedy żadnego śledztwa nie ma albo jest, a ja o nim nie wiem? Jakie odszkodowanie przysługuje obywatelowi w takim przypadku? Że powinno jakieś przysługiwać, chyba nikt nie ma wątpliwości. I że powinien je płacić ze swojej prywatnej kieszeni ten funkcjonariusz (oraz każda inna osoba), który normę prawną naruszył.

*

PAD jest tak niezłomny, że aż nie pęka. A guma od majtek rozciąga się i pęka.

*

Człowiek od czasu do czasu musi iść spać. Gdyby nie to, odkryłby, że czas nie istnieje.

*

Dotacje państwa dla różnych form działalności tylko jednej fundacji prowadzonej przez kościół katolicki dwa lata temu przekraczały 0,5 mld zł. Plus zwolnienie z podatku dochodowego itp. Miarą oceny fundacji i stowarzyszeń powinny być korzyści, jakie z ich działalności ma społeczeństwo. Społeczeństwo tworzy je dla siebie.
O przyznawaniu tych dotacji decydują zwykle radni, czyli ludzie wybrani przez ludzi. O wpłatach na WOŚP i inne fundacje też decydują ludzie.
Pozwólmy im robić to, co im dyktuje rozum i uczucia, emocje, sumienie, odruchy, przyzwyczajenia. Nie krytykujmy ich za to, że je mają.

Ale gdy nowy rząd przeznacza nagle dodatkowe 650 mln na potrzeby światowego zlotu młodzieży, to rozum traci moc.

*

Dowcipy i memy znakiem czasu.

Prezydenci Wałęsa, Kwaśniewski i Duda trafili do nieba. Bóg ich pyta o najważniejsze rzeczy dla nich samych. Wałęsa: Dla mnie wolność była najważniejsza. Kwaśniewski: Ja wysoko ceniłem radość życia. Duda: A ty siedzisz na Jarka miejscu!

Bareizm to jest odkryty na nowo przez Glińskiego nurt w sztuce polskiej. Kiedyś z polityki krajowej nabijali się artyści, teraz robią to sami politycy. Są znacznie lepsi i skuteczniejsi. Z czego wniosek, że kultura rozwija się jeszcze szybciej, niż przyjmowane są ustawy w sejmie.

*

Stronnictwo narodowe skupione w Kukiz’15 trochę dystansuje się od wielkiego koalicjanta, jakim jest PiS, i próbuje stwarzać wrażenie samodzielności w myśleniu i działaniu. Niestety, narodowcy dystansują się także od Kukiz’15, jako od młodszego, ich zdaniem, brata, który opowiada anarchistyczne dyrdymały o jakimś społeczeństwie obywatelskim.
Najpierw zamordyzm, a potem ewentualnie prawa obywatelskie – tak myślą Winniccy i Kaczyńscy. I to ich ustawia bokiem do własnych zobowiązań lojalności wobec polskiego interesu w UE, gdzie wciąż płacą lepiej niż w kraju.

Klasyczny rozkrok nad barykadą albo nad rowem, żeby dupy nie umoczyć i portek od fraka nie podrzeć.

*

Jeżeli poziom wykształcenia Polaków przerasta już średnią unijną, to czego uczono w polskich szkołach i na polskich uczelniach, że za pomocą kilku prostych sztuczek podpartych kłamstwami można było „buraków” i „mądrych” przekonać, że grozi im islamizacja i zalew kraju przez obcych? To był główny podtekst kampanii PiS – wywołanie strachu przed obcymi kulturowo i religijnie i rozbudzenie „ducha narodowego”.
Kto w tych szkołach uczy, że wykształcony lud daje się w prosty sposób manipulować?

*

Ten filmik kładzie na łopatki wszystkie programy kabaretowe z ostatnich 10 lat – https://www.facebook.com/jurek.sagasz/videos/978533345539049/?theater

*

Członkowie Komisji Europejskiej szykują się do wdrożenia procedury monitorowania praworządności w Polsce. Bójcie się!

Te biurokratyczne procedury KE są dla Polaków raczej obojętne, a ich ewentualne rezultaty były przez funkcjonariuszy PiS lekceważone, zanim w ogóle się pojawiły.

Polacy muszą sami uporządkować to, co wymaga uporządkowania w kraju. Nikt tego za nich nie zrobi.

Funkcjonariusze PiS żyją w świecie własnych urojeń. Np. w tej chwili wydaje im się, że wejdą do światowej ligi dzięki szczytowi NATO i kilku oficjalnym spotkaniom PAD-a z szefami najważniejszych mocarstw. Tak będą to komentować dziennikarze mediów publicznych, już zaczęli trenować. Lud to kupi. Na jakiś czas.

Jarosław realizuje świadomie zemstę na wszystkich. Jego motywacje są skutkiem zaburzeń osobowościowych, efektem osierocenia postrzeganego jako krzywda niezawiniona. UE może na Polsce przećwiczyć jakiś wariant dyscyplinujący, owszem. Właśnie dlatego, że w spółkach nie ma przyjaciół, są interesy, i nikt po nas płakał nie będzie. Jak po Grecji, która nakradła przecież sporo i żyła ponad stan.

Jego wyznawcy uważają, że w przypadku obecnej rewolucji/zamachu stanu siła idzie z mądrością. I że taka władza nie upadnie nigdy z powodu swojej słabości. Trzeba ją więc obalać przy pomocy obcych najemników i stosownej ideologii, np. z Brukseli. Skąd to wiedział np. taki Mieszko I, jeżeli szkół nie kończył? Z tych samych bajęd przy prasłowiańskim, plemiennym ognisku, z tego dymu kotłującego się pod powałą ziemianki, w której kołtun mieszkał, a widać go nie było.

*

Biblia zaś poucza, że słaby może wiele fortelem. Czyli: rozum przed siłą.

*

Prezydencki minister p. Krzysztof Szczerski powiedział wczoraj, że protesty uliczne, manifestacje i realizacja woli wyborców przez większość parlamentarną bez oglądania się na opinie mniejszości – to w demokracji rzecz naturalna, która prawidłowe funkcjonowanie demokracji potwierdza.
Brak zgody opozycji na politykę większości nie powinien jego zdaniem nikogo niepokoić. Jest po prostu fajnie. Nie ma żadnej dyktatury czy – bardziej elegancko – tyranii.

Trzeba mu wierzyć, skoro jest doktorem politologii, zatrudnionym przez doktora prawa. Jego wypowiedź uspokoiła mnie i na pewno uspokoiła tych niemieckopochodnych wrogów Polski w Brukseli.

Dostałem od polskiego filozofa pod choinkę książkę „Filozof i tyran” Christiana Delacampagne, francuskiego filozofa polityki. Podczytuję ją sobie i nic a nic mnie nie uspokajają jego ustalenia, że demokracja już w starożytnej Grecji przegrywała z populizmem i demagogami-tyranami, których lud akceptował.

Przypadek Sokratesa, któremu taki ład w demokracji nie podobał się bardzo, powinien być nauczką dla przezornych. Przypominam, że jego uczniowie skazali go na śmierć, bo miał inne zdanie na temat tyranii.

Tymczasem Europa to ok. 3000 lat demokracji, 2,5 tys. lat norm prawa rzymskiego i ok. 2000 lat etyki chrześcijańskiej, przynależnej do ok. 5000 lat kultury śródziemnomorskiej.

Co jest dla ciebie cenniejsze: odwet czy człowiek?

*

Nadal jest to samosąd i przemoc, nawet gdy przestajemy się dziwić. Wolę niedoskonałe państwo od doskonałego bezprawia.

Dlaczego normalni ludzie wciąż są w PiS? Jeżeli tacy tam naprawdę są? Ten i ów próbuje tak twierdzić, wskazując np. ministra Morawieckiego czy Streżyńską. Tego nie rozumiem, tzn. rozumiem, ale nieco inaczej. Ci ludzie chcą tę partię zmieniać od środka? To przecież nieprawdopodobne, żeby ktoś złożył wniosek w sprawie usunięcia z niej prezesa Kaczyńskiego, panny Pawłowiczówny czy np. p. Bruździńskiego, bo oni szkodzą swojej partii. A jeszcze bardziej nieprawdopodobne jest, żeby taki wniosek nie został uznany za wariacki.
W domu wariatów zdrowy jest nienormalny.

Np. taki minister Morawiecki: wygłasza w RM 27 lat po upadku PRL teksty, jakie w moim środowisku były solą myślenia o polityce już pod koniec lat 70. XX w.

Wolałbym, aby zamiast takich pytań retorycznych, jakie wygłasza, np.:
„Wystarczy popatrzeć choćby na prawo zamówień publicznych. W Hiszpanii w okresie budowy autostrad urosły trzy potężne, dzisiaj globalne już firmy budowlane. W Polsce w okresie budowy autostrad trzy najpotężniejsze firmy budowlane zbankrutowały. Coś tutaj jest nie tak„,
ten pan znał i podał odpowiedź, co jest nie tak i co on konkretnie zamierza z tym „coś” zrobić, aby było „tak”.
Ile firm budowlanych padło w Hiszpanii, aby mogły powstać te trzy globalne?

Łatwy temat. Zbyt łatwy.

*

Odruchy protestu Niemców wobec najazdu ludów z arabskiego południa na ich kraj i przekraczania przez nich granic norm cywilizacyjnych i etycznych (np. stosunek do kobiet) opisywane są przez tamtejsze środowiska polityczne i opiniotwórcze jako rozbudzanie stereotypów. Stereotypy te podobno drzemią wciąż na nizinach społecznych, a potwierdza to nieskuteczność modelu poprawności politycznej w sytuacji zagrożenia.

Rzeczywiście, hipokryzja dotychczas nie okazywała się nigdy cnotą i raczej nie ma szans na podstawienie innej rzeczy pod jakąś nazwę i nieodwracalną zmianę paradygmatu. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie pamiętał stare prawdy i rozumiał stare teksty.

Gdy już w ramach tego rozbudzania stereotypów (przez kogo?) Niemcy poradzą sobie z wybujałym seksualizmem imigrantów syryjskich etc. i zapędzą ich do roboty w niemieckich fabrykach, zaczną odwdzięczać się temu milionowi tamtejszych polskich imigrantów zarobkowych, którzy przez nikogo nie zachęcani i nie podburzani postanowili podokuczać poprawnym politycznie Niemcom w odwecie za II wojnę światową i za ten proszek do prania, który w Niemczech lepiej pachnie i lepiej pierze, choć nazywa się tak samo.

Co wtedy zrobi „dla Polski i Polaków” pan Waszczykowski i ci redaktorzy „tygodników opinii”, którzy skorzystali z okazji, aby trochę popouczać Niemców w ich wewnętrznych, niemieckich sprawach?

*

Pani Elżbieta Witek przestała być rzecznikiem rządu. Feminizm w odwrocie, czy co? A może nie zaliczyła egzaminu z żarliwości patriotycznej, pomimo że miała dostęp do książek o zbrodni katyńskiej, wydawanych już przed II wojną światową?

*

Nie zwracaj uwagi PiS-owi na jego krostę na nosie, bo przecież nie zwracałeś PO uwagi na jej krostę na dupie.

Taki teraz mamy przekaz w eterze i poza nim. To musi być uznawane za proporcjonalne, a jak nie, to jesteś za KOD-em i przeciwko Polsce.

*

Kiedy Władysław Gomułka ps. Wiesław w każdym swoim wystąpieniu obciążał Niemców o wszystko, co mu się nie udawało, Polska była zaledwie 15-20 lat po II wojnie, w której Niemcy pozabijali ok. 6 mln polskich obywateli i wyniszczyli nam kraj. To Polacy mogli zrozumieć, ale rozumieli też, że pojęcie „imperializm niemiecki” i inne epitety, nie tłumaczy wszystkich podłości, jakich po 1945 roku dopuszczali się wobec polskich obywateli polscy komuniści.
Obecna retoryka antyniemiecka, wywoływanie pogardliwych drwin z Niemców itp. w niczym nie ustępuje retoryce gomułkowskiej. Kaczyński jest alter ego tow. Wiesława i spycha nas, Polaków, do skansenu wczesnego PRL. Jego rozumienie polityki zatrzymało się na tamtych czasach i tamtych hasłach propagandowych.

*

Posłowie ugrupowań opozycyjnych przekonaliby mnie do siebie, gdyby wszyscy naraz złożyli mandaty poselskie i pozostawili pisowców w parlamencie samych. Taki akt niezgody wyborcy zrozumieliby na pewno, bo byłby zdecydowany i bezkompromisowy.

*

Szczyt lewackiej odwagi: naszczać na krzyż. Nie róbcie sobie jaj z krzyża, bo urazicie fundamentalistów, a oni napuszczą kiboli.

*

Nawykłem do reagowania bez czekania, aż ktoś zmądrzeje. Nie służy mi to, bo jestem w mniejszości. Milcząca większość ma nade mną przewagę.

*

Pan Andrzej Duda nie powinien być traktowany poważnie od chwili, gdy w trakcie swojej kampanii prezydenckiej powiedział o sobie, że zawsze był i będzie niezłomny. To świadczy o pewnych brakach umysłowych tego człowieka. Albo o tępej bezczelności w stylu Kurskiego, obecnie szefa telewizji rządowej. Kurski po odstawieniu od partyjnego cycka został doszczętnie zresocjalizowany i dawnych grzechów nie pamięta. Co najwyżej cudze.

*

Lud łatwowierny jest i leniwy. Pan prezydent jest tym cennym wyjątkiem, który potwierdza regułę, że lud wybiera najlepszych spośród siebie. Tym razem wyboru dokonał Naród.

*

Nie ganię tych, którzy wybierają wygodniejsze życie w innym kraju. To jest rozsądne.

Uciekinierzy z Bliskiego Wschodu wybierają to lepsze. Jeżeli chcemy ich powstrzymać przed wybieraniem Polski, trwajmy przy swoim.

*

Teoria państwa kapitalistycznego poddawana jest przez polskich narodowych socjalistów, zwanych też prawicą, krytyce socjalnej, głównie marsistowskiej.

Liberałowie zdają sobie sprawę z tego, że zło istnieje i trzeba je zwalczać dobrem. Tam, gdzie marksiści trafiają celnie w słabości liberalizmu, i gdzie to jest możliwe, liberałowie próbują te słabości usuwać, np. wprowadzając socjal. Zwykle przejściowo, jako wędkę. W tym żadnej sprzeczności nie ma. Jest racjonalne działanie.

Polska nie może jakoś pozbyć się feudalnych walonek i butów plecionych z łyka i przejść do fazy państwa burżuazyjno-kapitalistycznego, które tworzą wolni ludzie, niezależni od państwa, samodzielnie tworzący politykę. To jest kaszel po zaleczonej gruźlicy socjalizmu.

PiS wywołuje nawrót tej choroby. Powinni już wiedzieć, że sama industrializacja (idee rosyjskiego komunizmu) bez pojawienia się i zaspokojenia potrzeb duchowych i intelektualnych nie stworzy nowego, zadowolonego z siebie społeczeństwa, jak np. w Holandii czy Austrii. Ludzie oblężeni przez samych siebie zjadają własny ogon.

*

Kompromis jako „stała zmienna” to jest ten model, jaki zapewnia ludziom myślącym równowagę w dzisiejszej Polsce targanej przez „pijarowskie” wojny plemienne. Musi być jednak wzmacniany przez cierpliwość mrówki i pamięć słonia.

*

Po wprowadzeniu stanu wojennego prawdziwi artyści (czyt. profesjonalni i samodzielni) odmawiali występowania w reżimowej telewizji, niektórzy byli niemile widziani.
Ciekawe, kto teraz odmówi, a kto nie będzie mile widziany?

Dlaczego Gerard Labuda na rondo w Gnieźnie?

W Gnieźnie Pierwszej Stolicy Polski Mieście Św. Wojciecha i Jana Pawła II rozważa się nazwanie ronda na jednym ze skrzyżowań imieniem i nazwiskiem Gerarda Labudy, nieżyjącego poznańskiego historyka, podobnie jak prymas-senior H. Muszyński pochodzącego z Kaszub. Okolicznością towarzyszącą temu zamiarowi jest kilka zamiarów równoległych, jak: obchody 1050. rocznicy chrztu Polski, wydanie nowej księgi o dziejach Gniezna, setna rocznica urodzin G. Labudy.

Wcześniej wykładnię dziejów i stołeczności miasta zawierała praca „Dzieje Gniezna” pod redakcją Jerzego Topolskiego (1965), w której pojawiają się nazwiska badaczy i autorów związanych m.in. z Gnieznem, jak np. G. Mikołajczyk, W. Zientarski, K. Żurowski. Na tej wykładni G. Labuda opierał, jako osoba desygnowana przez rząd PRL, m.in. porozumienie polsko-niemieckie w kwestii wzajemnych ustaleń co do treści historycznych w podręcznikach szkolnych.

Zdaniem niektórych przedstawicieli lokalnych władz przesłanie zawarte w pracy zbiorowej pod redakcją J. Topolskiego straciło aktualność i wymaga nowego podejścia. Nie stanowi dla nich żadnej przeszkody fakt, że tezy zawarte w pracach G. Labudy są niemalże zbieżne z tym, co na temat Gniezna i początków państwa oraz – ogólniej – dziejów słowiańszczyzny wynika z dorobku jego uniwersyteckiego kolegi. Dlaczego więc nie Topolski i Labuda razem wzięci, dlaczego nie Mikołajczykowa i Zientarski czy Żurowski?

Tymczasem spór o początki państwa z upływem lat – po wynikach najnowszych badań (nie tylko poznańskich, ale i np. kaliskich) – dopiero nabiera rumieńców i może okazać się, że Rondo Labudy nie będzie strzałem w naukową dziesiątkę.
Być może warto więc trochę poczekać na rezultaty pracy zespołu pod kierunkiem prof. dr hab. Józefa Dobosza z UAM w Poznaniu, który przygotowuje publikację „Dzieje Gniezna” i zapowiada ją na połowę roku 2016? Nie jest bowiem pewne, że z nowych „Dziejów Gniezna” dowiemy się czegoś innego, niż z ustaleń dotychczasowych, w tym Labudy i Topolskiego, jak by tego oczekiwał np. prezydent Gniezna.
Warto by też poczekać na opinie badaczy i czytelników na temat nowych „Dziejów Gniezna”, aby przekonać się, w jakim stopniu dorobek G. Labudy i jego teorie oraz ustalenia nt. Gniezna mogą okazać się przydatne tym celom, jakie sobie postawili dzisiejsi redaktorzy i dzisiejsze władze. Okrągłe rocznice nie gwarantują niczego w kwestii jakości i trwania wyników dociekań naukowych.

Z raportów IPN i innych źródeł

Rzecznik Praw Obywatelskich otrzyma mniej pieniędzy na działalność swojego urzędu. To nie ma, oczywiście, żadnego związku z jego krytycznymi wypowiedziami na temat uchwał i ustaw obecnego parlamentu.
Kiedy pracowałem w IPN, rząd SLD-PSL-UP po objęciu władzy zmniejszył znacznie budżet tej instytucji. Wyłącznie z powodu oszczędności, jak to powszechnie wiadomo.

Z portalu Prawa i Sprawiedliwości: „IPN stracił 20 milionów złotycyh – czyli jedną piątą budżetu przeznaczonego na wydatki. (…) Największe oburzenie wśród posłów opozycji wywołało obcięcie budżetu IPN-u. Szef tej instytucji profesor Leon Kieres, odnosząc się do projektu posłów, powiedział IAR, że zmniejszenie wydatków Instytutu znacznie utrudni jego pracę. Profesor Kieres zapewnił jednak, że po ewentualnych cięciach budżetu będzie robił wszystko, aby IPN pracował jak dotąd. Jego zdaniem argumenty sejmowej komisji za zmniejszeniem budżetu Instytutu są – jak to ujął – krótkowzroczne i niesprawiedliwe. Zdaniem Leona Kieresa ratowanie finansów publicznych nie powinno odbywać się kosztem Instytutu Pamięci Narodowej” – http://www.warszawa.pis.org.pl/article.php?id=2192.

*

Ordynariusz włocławski Wiesław Mering to patriota, prawdziwy Polak, żywo zainteresowany sprawami swojego kraju i narodu, angażujący się w jego sprawy codzienne, otwarty na współpracę z legalnymi instytucjami państwa, stojącymi na straży porządku i prawdy. Jest teraz moda na ten typ zaangażowanego patriotyzmu, czego przykładem jest np. poseł Piotrowski czy Pietrowicz, świetny mówca sejmowy.

Jego, Meringa, zwierzchnikiem był przez lata znany w Gnieźnie i doceniany TW Henryk, u którego pobierał nauki w Pelplinie. – http://www.rp.pl/artykul/130761-Biskup-wloclawski-w-aktach-IPN.html#ap-1